06.11.2026 08:09

Zbigniew Rosiński: ponad 30 lat historii klubu, który połączył wojsko przez sport [WYWIAD]

Od pomysłu na bieg dla żołnierzy do Wielkiego Szlema Komandosa. Zbigniew Rosiński, założyciel Wojskowego Klubu Biegacza Meta i jego prezes honorowy, w rozmowie dla SportMarketing.pl wspomina ponad 30 lat historii klubu i opowiada o początkach zawodów, które na stałe wpisały się w kalendarz biegów środowiska mundurowego.

Udostępnij
Zbigniew Rosiński: ponad 30 lat historii klubu, który połączył wojsko przez sport [WYWIAD]

Magdalena Bryś, SportMarketing.pl: – Wojskowy Klub Biegacza META łączy środowisko wojskowe z aktywnością sportową. Jaka jest główna misja klubu i w jaki sposób zmieniała się jego działalność na przestrzeni lat?

Zbigniew Rosiński, założyciel Wojskowego Klubu Biegacza Meta: – Zakładając stowarzyszenie, postawiliśmy sobie kilka celów. Przede wszystkim chcieliśmy upowszechniać kulturę fizyczną i sport oraz rozwijać wiedzę i umiejętności związane z obronnością państwa, szczególnie wśród żołnierzy. Ważne było dla nas również popularyzowanie biegania, dyscyplin pokrewnych i sportów obronnych, a także organizowanie imprez sportowo-obronnych i wspieranie inicjatyw służących ich rozwojowi.

Początkowo skupialiśmy się przede wszystkim na udziale w zawodach. Pierwszą imprezą, z którą związaliśmy naszą działalność, był Bieg o Nóż Komandosa, który 10 października tego roku odbył się już po raz 30. Wprowadziliśmy do niego rywalizację mundurowych startujących w umundurowaniu, co wówczas było zupełną nowością. Pomysł spotkał się z pozytywnym odbiorem, a frekwencja rosła. Po 13 edycjach zdecydowaliśmy się zrezygnować ze strojów sportowych dla cywilów. Od tego czasu również oni startują w mundurach.

Z czasem pojawiały się kolejne inicjatywy, takie jak Bieg Noworoczny, Zimowy Maraton na Raty czy Bieg Katorżnika. Dziś już ich nie organizujemy, ale cieszy nas, że znalazły naśladowców i na stałe zapisały się w środowisku biegowym. Jednym z naszych młodszych pomysłów jest Setka Komandosa, która doczekała się już 10 edycji. Jej popularność przyczyniła się do powstania cyklu Wielki Szlem Komandosa, cieszącego się ogromnym uznaniem wśród braci mundurowej.

Klub nigdy nie ograniczał się jednak wyłącznie do biegania. Mamy sekcję narciarską i triathlonową, a w przeszłości działały u nas również sekcje psich zaprzęgów i spadochronowa. Organizowaliśmy także zawody w biathlonie i kolarstwie górskim (MTB). Zawsze zależało nam na tym, by rozwijać różne formy aktywności i dawać członkom klubu możliwość sprawdzania się w wielu dyscyplinach sportu.

Meta organizowała zawody w wielu krajach, również podczas misji zagranicznych. Jaką rolę odgrywał sport w integrowaniu żołnierzy poza granicami Polski?

– Działalność Mety od dawna wykracza poza granice Polski. Nasi zawodnicy startowali w ponad 100 krajach, odwiedzając miejsca jak Wyspa Wielkanocna, Antarktyda czy Reunion. Jednocześnie gościliśmy przedstawicieli 29 państw, w tym tak odległych jak Brazylia, Korea Południowa i Australia. Sport stał się dla nas sposobem na budowanie międzynarodowych relacji, a organizowane przez nas imprezy docierały nawet do miejsc, w których trudno byłoby się ich spodziewać.

Ważnym rozdziałem w historii klubu była również współpraca z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. Pierwszym generałem, który ukończył Maraton Komandosa, był generał Roman Polko. Z jego inicjatywy klub objęto patronatami BBN. Mimo zmian na stanowiskach prezydentów i szefów biura współpraca trwała 18 lat. W tym czasie na naszych zawodach gościli między innymi ministrowie Szczygło i Koziej oraz zastępca szefa BBN Wiklik, który również sam stanął na starcie. Wśród obecnie służących generałów szczególnie aktywny jest generał dywizji Mariusz Chmielewski, zdobywca medalu Wielkiego Szlema Komandosa.

Historia klubu to także wiele niecodziennych sytuacji, które pokazują, że bieganie może mieć znaczenie wykraczające daleko poza sport. Podczas treningów nasi zawodnicy trzykrotnie powiadamiali straż pożarną o zauważonych pożarach, a cztery razy uniemożliwili ucieczkę osobom oddalającym się z Wojewódzkiego Szpitala Neuropsychiatrycznego. Zdarzało się również odnaleźć w lesie ciało czy natrafić na skradziony samochód. Nie brakowało też sytuacji, które dziś wspominamy z przymrużeniem oka.

Szczególną satysfakcję przyniosła nam współpraca z zakładem karnym. Miała wymiar wychowawczy i edukacyjny, a jej efektem było również pozyskanie nowych członków klubu. To jeden z tych obszarów działalności, które trudno przeliczyć na liczby, ale które najlepiej pokazują, jak sport może wpływać na ludzi i ich życie.

Jesteśmy również dumni z wymiaru charytatywnego naszych przedsięwzięć. Podczas organizowanych biegów i towarzyszących im akcji udało się zebrać łącznie 206 tysięcy złotych na cele dobroczynne. To dla nas ważny dowód na to, że sportowa rywalizacja może iść w parze z pomaganiem innym.

Skala naszej działalności najlepiej widoczna jest w liczbach. Klub zorganizował 551 imprez sportowych, w tym 60 za granicą, w 13 krajach. Jedną z największych pod względem frekwencji był bieg w Kongu, w którym uczestniczyło 217 osób. Łączna liczba uczestników naszych wydarzeń przekroczyła 100 tysięcy, a sami zawodnicy Mety wystartowali w 7790 zawodach.

Organizowaliśmy imprezy między innymi w Iraku, Afganistanie, Kongu, Libanie, Kosowie, Kuwejcie i Rumunii. Szczególnie intensywna była nasza działalność w Afganistanie, gdzie odbywały się nie tylko Bieg o Nóż Komandosa i Maraton Komandosa, ale również biegi noworoczne, niepodległościowe oraz inne wydarzenia integrujące żołnierzy. Dzięki temu sport towarzyszył nam także podczas służby poza granicami kraju, pomagając budować wspólnotę i podtrzymywać więzi między żołnierzami.

Sporty wytrzymałościowe, biegi terenowe i rywalizacja w wymagających warunkach wymagają odpowiedniego przygotowania. Jakie dyscypliny i aktywności są najważniejsze w działalności klubu i co wyróżnia je na tle oferty cywilnych klubów sportowych?

– Jednym z podstawowych obowiązków żołnierzy i funkcjonariuszy jest dbanie o sprawność fizyczną i kondycję. W służbach wytrzymałość przydaje się niemal każdego dnia, dlatego od początku mieliśmy solidną bazę w postaci osób przyzwyczajonych do wysiłku. Przez lata zmieniło się jednak wiele, między innymi wyposażenie indywidualne uczestników. Widać to, a właściwie coraz rzadziej widać, po obtartych plecach czy krwawiących stopach. Doświadczenia poprzedników sprawiły, że dziś uczestnicy nie muszą eksperymentować na własną rękę i mogą uczyć się na cudzych błędach. Dostęp do informacji, suplementów i odpowiedniego sprzętu, a także zmiana podejścia do przygotowań sprawiają, że start jest łatwiejszy do zaplanowania, a rywalizacja przebiega w bardziej umiarkowany sposób.

Kiedyś niemal każdy doprowadzał się do granic wytrzymałości. Jest jednak i druga strona medalu. Zdarza się, że ambicje nie idą w parze z realnymi możliwościami, a ból jest dziś trudniejszy do zniesienia. Szczególnie widać to podczas Setki Komandosa. Uczestnicy często mówią, że „komandos” w nazwie biegu do czegoś zobowiązuje i nie ma co liczyć na taryfę ulgową ze strony organizatorów. Powinno być jak w tym dowcipie: „Żołnierze, jutro macie egzamin z języka chińskiego. Czy są pytania?”. „Tak, o której i gdzie?”. W naszym przypadku pytanie brzmi: „O której jest start i gdzie jest meta?” (śmiech).

Takie podejście przekłada się na wyniki. Na mecie Maratonu Komandosa frekwencja jest wyższa niż na wielu maratonach cywilnych. Odsetek osób, które nie kończą biegu, nie przekracza jednego procenta.

Istotną różnicą między naszymi biegami a zawodami cywilnymi jest także system wyróżnień. W Maratonie Komandosa i Setce Komandosa przyznajemy odznaki z numerem wskazującym, ile edycji zawodnik ukończył. Każdej odznace towarzyszy legitymacja uprawniająca do jej noszenia, a zdobyte wyniki można zweryfikować na oficjalnej liście. Dzięki temu odznaka jest nie tylko pamiątką, lecz także potwierdzeniem wytrwałości i kolejnych lat udziału w tych wymagających zawodach.

Jak wygląda budowanie społeczności wokół klubu? Czy w wydarzeniach i inicjatywach organizowanych przez WKB META uczestniczą przede wszystkim żołnierze, czy coraz częściej również osoby spoza środowiska wojskowego?

– Wojskowy Klub Biegacza Meta powstał 2 stycznia 1995 roku. Podczas spotkania założycielskiego zostałem wybrany pierwszym prezesem i kierowałem klubem do lutego 2011 roku. Później stery przejął mój syn, Łukasz Rosiński. Obaj jesteśmy dziś jedynymi zawodnikami z pełnym, 31-letnim stażem w klubie. Od kilku miesięcy funkcję prezesa po raz pierwszy pełni cywil, Mirosław Szraucner.

Mieliśmy ambitne plany, ale nie wszystko wydawało się wówczas osiągalne. Z czasem jednak to, co wydawało się niemożliwe, stało się rzeczywistością. Metodą małych kroków zbudowaliśmy klub na solidnych fundamentach. Nie ukrywam, że traktuję WKB Meta jak własne dziecko. Dziś korzystamy z wiedzy i doświadczeń zdobytych przez lata. Mozolną, systematyczną pracą osiągnęliśmy wiele znaczących sukcesów sportowych, marketingowych i organizacyjnych.

Wojskowy Klub Biegacza Meta od początku jest nierozerwalnie związany z lubliniecką jednostką wojskową. „Meciarze”, we współpracy z 1. Pułkiem Specjalnym (obecnie Jednostką Wojskową Komandosów) zorganizowali wiele udanych imprez. Pierwszy cywil dołączył do klubu trzy lata po jego założeniu.  Po likwidacji zasadniczej służby wojskowej proporcje zaczęły się zmieniać i klub, który początkowo miał przede wszystkim wojskowy charakter, stopniowo stał się środowiskiem cywilno-wojskowym.

WKB META jest związany również z organizacją wydarzeń w ramach cyklu Szlem. Jak narodził się ten projekt, co wyróżnia go na tle innych imprez sportowych i jaką rolę odgrywa w budowaniu rozpoznawalności klubu oraz integracji środowiska biegowego?

– Na sukces takich zawodów składa się wiele elementów. Wszystko zaczyna się od pomysłu i odwagi, by zorganizować imprezę o tak wymagającym charakterze, jak biegi wchodzące w skład Wielkiego Szlema Komandosa. Znaczenie mają również nazwa, charakterystyczne trofea i pamiątki. Kiedy mamy już solidne fundamenty, trzeba zgromadzić wokół siebie osoby, dla których wysiłek organizacyjny jest źródłem radości i satysfakcji. Jeśli ktoś wkłada w swoją pracę serce, stara się wykonać ją najlepiej, jak potrafi. Zawodnicy to dostrzegają i doceniają, a to przekłada się na atmosferę oraz sukces organizacyjny imprezy.

Myślę, że właśnie te niemierzalne elementy, atmosfera i wyjątkowy charakter zawodów, mają największy wpływ na doświadczenia uczestników. Nie oznacza to jednak, że mniej uwagi poświęcamy kwestiom organizacyjnym. Wręcz przeciwnie. Nasze imprezy są rozplanowane niemal co do minuty, a każdy członek zespołu dokładnie zna swoje zadania. Dzięki temu możemy zadbać o sprawny przebieg zawodów.

Dla uczestnika najważniejszym celem jest meta. Chcemy, by jej osiągnięcie przynosiło satysfakcję nie tylko fizyczną i psychiczną, ale również wiązało się z otrzymaniem trofeum adekwatnego do włożonego wysiłku. Dlatego przez lata pracowaliśmy nad wyglądem medali, które stały się rozpoznawalnymi symbolami Maratonu Komandosa i Setki Komandosa, nawiązującymi do zdobywanych odznak.

Początki dzisiejszego Wielkiego Szlema Komandosa sięgają 2005 roku, kiedy powstał Lubliniecki Szlem Biegowy. W 2014 roku, po dołączeniu Połówki i Ćwiartki Komandosa, których również byliśmy pomysłodawcami i pierwszymi organizatorami, narodził się Szlem Komandosa. Trzy lata później, wraz z powstaniem Setki Komandosa, cykl przekształcił się w Wielki Szlem Komandosa. Dodatkowo po uwzględnieniu Biegu Katorżnika, powstał Super Szlem Komandosa.

Początkowo zdobywcy Szlema otrzymywali pamiątkowe ryngrafy w formie drewnianych desek. Kiedy jednak liczba osób kończących cykl przekroczyła setkę, przygotowanie tak wielu trofeów stało się zbyt dużym wyzwaniem organizacyjnym. Rosnąca frekwencja skłoniła nas do stworzenia medalu, który z czasem stał się cenionym i pożądanym wyróżnieniem w środowisku służb mundurowych. Przy jego projektowaniu inspirowaliśmy się odznaczeniem przyznawanym za ukończenie duńskiego marszu DANCON March.

Przez lata łączył Pan własne doświadczenia biegowe z działalnością na rzecz WKB META – ma Pan na koncie wiele biegów. Jak perspektywa zawodnika wpływa na sposób, w jaki klub rozwijał swoje inicjatywy i organizuje dalej tak ważne wydarzenia? 

– Biegać zacząłem w 1979 roku, startując w I Maratonie Pokoju. Imprezę popularyzował redaktor Tomasz Hopfer w programie telewizyjnym „Bieg po zdrowie”. Od dziecka angażowałem się w działalność różnych organizacji i samorządów, dlatego po wstąpieniu do wojska szybko zacząłem gromadzić wokół siebie ludzi, których podobnie jak mnie wciągnęło bieganie. Mniej lub bardziej formalnie organizowaliśmy wspólne wyjazdy na zawody, zarówno prywatne, jak i służbowe. Zadowoleni byliśmy my, ale również nasi przełożeni. Do tego stopnia, że dowódca jednostki, pułkownik Kwintal, sam zaproponował utworzenie klubu.

W tym samym roku powstała Federacja Klubów Biegacza, która pomogła nam uporządkować kwestie formalne. Podczas zjazdów chłonąłem każdą informację o tym, jak prowadzić działalność i organizować imprezy. Zdobyta wówczas wiedza bardzo przydała mi się w kolejnych latach.

Przez długi czas nasza współpraca z 1. Pułkiem Specjalnym, a później Jednostką Wojskową Komandosów, układała się wzorowo. Dowódcy nie tylko wspierali działalność klubu, ale sami angażowali się w sportowe inicjatywy. Pułkownik Kołtuński pojechał do Szwajcarii, by na rowerze asystować zespołowi startującemu w 100-kilometrowym Military Patrol. Z kolei pułkownik Jania po jednym z takich wyjazdów wpadł na pomysł organizacji Maratonu Komandosa. 

Szczególnie zapamiętałem pułkownika Kukułę, obecnie szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Pojawiał się na każdym biegu i wypatrywał wyróżniających się zawodników, którym dyskretnie podpowiadał: „Proszę się ze mną skontaktować”. 

Nie musieliśmy się wstydzić za żadną osobę, która dzięki naszym zawodom trafiła do Wojsk Specjalnych. Ci, którzy skorzystali z tej możliwości, dobrze się sprawdzili, a ci, którzy odmówili, często wspominają samą propozycję jako duże wyróżnienie. Niektórzy przyznają nawet, że żałują swojej decyzji.

Ważnym elementem naszej działalności były również imprezy organizowane dla lokalnej społeczności, w których uczestniczyło nawet po tysiąc dzieci i dorosłych. W ten sposób budowaliśmy relacje z mieszkańcami i pokazywaliśmy, że sport może łączyć różne środowiska. To wartości, których nie da się łatwo zmierzyć, ale mają ogromne znaczenie dla budowania więzi i wzajemnego zaufania.

Podobnie jest z zawodami zaliczanymi do Szlema Komandosa. Ich uczestnicy reprezentują różne formacje i służby, od wojska po Straż Marszałkowską, Straż Leśną czy Służbę Ochrony Kolei. Wspólny wysiłek i rywalizacja sprzyjają integracji, przełamują bariery między środowiskami i pozwalają budować relacje, które wykraczają daleko poza sport.

Udostępnij
Magdalena Bryś

Magdalena Bryś

Absolwentka Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Warszawskiego, Erasmus University Rotterdam, European Academy of Diplomacy, Cannes Lions School oraz Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Posiada doświadczenie w budowaniu strategii komunikacji, rozwoju społeczności oraz sprzedaży produktów w obszarze consultingu, innowacji oraz programów executive education. Jako dziennikarka sportowa pisze o wyzwaniach sportowych i podróżach dla kilku marek, angażuje się w promowanie kobiecego sportu na poziomie różnych dyscyplin oraz marek prowadzonych przez kobiety.