Oktawia Nowacka: medal był spełnieniem marzeń. Później przyszło wypalenie [WYWIAD]
Oktawia Maria Nowacka, polska pięcioboistka, brązowa medalistka igrzysk olimpijskich, zdobywczyni Pucharu Świata oraz medalistka mistrzostw świata, Europy i Polski, przez lata budowała swoją sportową karierę wokół kolejnych celów i wyników. Dziś, z perspektywy czasu, opowiada o swojej sportowej drodze, spełnieniu największego marzenia, o tym, czego nauczył ją sport i jak doświadczenia z kariery przełożyła na życie poza nią. Rozmawiamy również o jej książce, psychologii sportu i umiejętnościach mentalnych, które mogą być przydatne nie tylko zawodowym sportowcom, ale każdemu z nas.
Magdalena Bryś, SportMarketing.pl: Minęło 10 lat od zdobycia przez Ciebie brązowego medalu olimpijskiego w Rio. Jak dziś, z perspektywy dekady, patrzysz na tamten moment i na to, co wydarzyło się później?
Oktawia Nowacka, brązowa medalistka olimpijska z Rio de Janeiro: – Na to pytanie mogłabym odpowiedzieć z różnych perspektyw. Jeśli patrzę na zdobycie medalu z dzisiejszej perspektywy, po 10 latach nadal uważam, że było to dla mnie ogromne osiągnięcie i przede wszystkim spełnienie marzenia, do którego dążyłam właściwie od dzieciaka. Medal otworzył przede mną również wiele nowych możliwości. Wywodzę się z przepięknej, ale jednocześnie niszowej dyscypliny, a realia sportów niszowych są zupełnie inne. Zdobycie medalu olimpijskiego bardzo dużo zmieniło w kontekście tego, jakie możliwości pojawiły się przede mną jako przed sportowcem. Ale jest też druga strona tego doświadczenia. Samo dążenie do medalu było spełnieniem największego marzenia, natomiast po jego zdobyciu zderzyłam się z wieloma oczekiwaniami, zarówno tymi, które stawiali przede mną inni, jak i tymi, które sama sobie narzucałam. Wydawało mi się, że po osiągnięciu tego celu będę chciała trenować jeszcze więcej i sięgać po kolejne medale. Tymczasem stało się zupełnie odwrotnie. Poczułam ogromną potrzebę zatrzymania się, bo w końcu osiągnęłam swój największy cel i chciałam po prostu przeżyć i celebrować ten moment. Tymczasem cały czas pojawiały się oczekiwania, że powinnam chcieć więcej, a ja sama również bardzo dużo od siebie wymagałam. W pewnym momencie doprowadziło mnie to do stanu wypalenia. Straciłam potrzebę startowania i trenowania, właściwie przestało mnie to cieszyć. Dzisiaj wiem, że wtedy bardzo potrzebowałam pozwolić sobie na zatrzymanie i zaakceptować to, że osiągnięcie największego celu nie musi automatycznie oznaczać wyznaczania sobie kolejnego. Dlatego z perspektywy czasu zdobycie medalu nadal postrzegam jako coś absolutnie magicznego i fantastycznego. To było spełnienie mojego największego sportowego marzenia i doświadczenie, które bardzo dużo w moim życiu zmieniło. Jednocześnie dzisiaj, mając tę wiedzę, którą mam, są rzeczy, które zrobiłabym inaczej i do których podeszłabym z większą uważnością.
Zakończenie kariery sportowej dla wielu zawodników jest równie dużym wyzwaniem, jak sam sport wyczynowy. Jak wyglądało u Ciebie przejście z życia podporządkowanego treningom i rywalizacji do kolejnego etapu?
– Myślę, że przeszłam przez ten etap dosyć gładko, przede wszystkim dlatego, że byłam już na niego przygotowana. Po pierwsze, czułam się spełniona i nie miałam potrzeby osiągania więcej ani niczego więcej udowadniać. To było dla mnie dużym ułatwieniem.
Po drugie, już wcześniej czułam, że zbliża się moment zakończenia kariery. Miałam poczucie, że nie wyciągnę już ze sportu więcej i że powoli nadchodzi czas na kolejny etap. Dałam sobie nawet konkretny deadline, więc miałam świadomość, że ten moment się zbliża.
Po trzecie, pięciobój po igrzyskach w Paryżu przeszedł dużą transformację i zmieniła się jedna z jego konkurencji. To również ułatwiło mi podjęcie decyzji, bo wiedziałam, że nowa dyscyplina nie jest dla mnie. Był to więc dodatkowy argument, który sprawił, że łatwiej było mi powiedzieć sobie: dobrze, to jest właściwy moment, żeby zakończyć tę karierę.
I po czwarte, miałam już inne plany i pasje. Myślę, że kiedy sport jest całym naszym życiem, zakończenie kariery może być znacznie trudniejsze. Ja natomiast wiedziałam, że poza sportem mam jeszcze wiele marzeń i rzeczy, które chciałabym w życiu zrobić. Wiedziałam też, że potrzebuję na nie czasu i nie mogę całe życie pozostawać w jednej roli.
Dlatego miałam poczucie, że to po prostu właściwy moment. Byłam spełniona, przygotowana na zmianę i ciekawa tego, co będzie dalej. Dzięki temu przejście do kolejnego etapu przyszło mi stosunkowo łatwo.

Dziś wykorzystujesz doświadczenia ze sportu również w pracy z biznesem i mówisz o „mistrzowskim mentalu”. Które kompetencje wyniesione ze sportu najbardziej przydają Ci się poza areną?
– Myślę, że jedną z najważniejszych kompetencji wyniesionych ze sportu jest właśnie odwaga do próbowania nowych rzeczy i brak lęku przed tym, że coś może się nie udać. Sport uczy, że niepowodzenie jest częścią procesu i nie powinno powstrzymywać nas przed podejmowaniem kolejnych prób.
Jeszcze ważniejsza jest jednak samoświadomość. Poznanie siebie, swoich myśli, emocji i własnego ciała. Dzięki temu łatwiej reagować na różne sytuacje i świadomie zarządzać sobą. W sporcie ta praca jest właściwie codziennością. Uczysz się rozpoznawać swoje reakcje, wiesz, jak radzić sobie ze stresem, kiedy organizm albo psychika są przeciążone, kiedy trzeba odpuścić i odpocząć, a kiedy jest jeszcze przestrzeń, żeby docisnąć.
Sport wielokrotnie wymaga przekraczania własnych granic, ale jednocześnie uczy rozpoznawać moment, w którym ta granica została przekroczona. Czasami pojawia się przemęczenie, stres, niepokój czy lęk, a czasami fizyczne zmęczenie jest tak duże, że trzeba zrobić kilka kroków wstecz, żeby dać sobie czas na regenerację.
Dlatego uważam, że jedną z najważniejszych rzeczy, jakie daje sport, jest właśnie budowanie samoświadomości. Świadomości własnego ciała, myśli i emocji oraz umiejętności zarządzania sobą w trudnych i stresujących sytuacjach. I to jest kompetencja, którą można później przenieść właściwie na każdą inną dziedzinę życia.
Twoja książka „Odzia. Więcej niż medal” opowiada nie tylko o sukcesie, ale też o zwątpieniu, emocjach, ambicji i momentach, w których trzeba było coś odpuścić. Dlaczego właśnie te mniej oczywiste strony sportu chciałaś dziś pokazać czytelnikom?
– Każdy sportowiec doświadcza trudnych momentów. Myślę, że wszędzie tam, gdzie mamy wiele lat treningów i dążenia do konkretnego celu, kryzysy są po prostu nieuniknione. W sporcie kontuzje i porażki są na porządku dziennym i często jest ich więcej niż samych sukcesów. Każdy doświadczony sportowiec wie, że to właśnie dzięki porażkom budujemy swoje kompetencje, wyciągamy wnioski, poprawiamy błędy i rozwijamy się.
Dla wielu osób nie jest to jednak takie oczywiste. Często patrzymy na kogoś, kto osiągnął sukces, i wydaje nam się, że wszystko przychodziło mu łatwo. Albo zakładamy, że kiedy już osiągniemy wymarzony cel, będziemy do końca spełnieni i szczęśliwi. A to nie do końca tak działa.
W książce chciałam pokazać właśnie tę drugą stronę medalu. To, że nasza wartość nie zależy od wyniku i że można budować poczucie własnej wartości niezależnie od kolejnych medali czy sukcesów. Ważne jest też to, żeby nauczyć się czerpać przyjemność z samej drogi.
Zdobycie medalu, osiągnięcie wyniku czy realizacja konkretnego celu to tylko jeden punkt na mapie. Bardzo często go gloryfikujemy. Myślimy: „Kiedy w końcu to zrobię, kiedy zdam, kiedy osiągnę ten wynik, kiedy kupię to, będę szczęśliwy”. A potem rzeczywiście osiągamy cel. Pojawia się ogromna radość, satysfakcja i emocje, ale po chwili wracamy do codzienności.
Jeżeli nie nauczymy się czerpać radości z samej drogi i nie znajdziemy w codzienności rzeczy, które dają nam poczucie sensu i satysfakcji, będziemy nieustannie czekać na kolejny cel. A to może prowadzić do rozczarowania.
Myślę, że właśnie to jest jedna z najważniejszych rzeczy, o których warto mówić. Sukces nie zawsze przynosi tę długotrwałą radość, której się po nim spodziewamy. Jest tylko jednym punktem, a za każdym takim punktem kryje się długa droga. I tę drogę możemy przeżyć w taki sposób, żeby czuć się dobrze, rozwijać się i jak najwięcej z niej dla siebie zabrać.
Bo tak naprawdę tą drogą jest nasze życie. To wszystkie upływające lata, codzienne doświadczenia, relacje, porażki i małe sukcesy. Często skupiamy się na jednym momencie, a zapominamy o całym czasie, który prowadził nas do tego miejsca. A przecież to właśnie ten czas jest naszym życiem. Dlatego warto zadbać o to, żeby nasza codzienność była dla nas dobra, żebyśmy lubili to, co robimy, albo przynajmniej potrafili odnaleźć wartość i sens w tym, co robimy.

„Odzia. Więcej niż medal” nie jest klasyczną autobiografią sportową. Skąd pomysł na taką formę i co chciałaś, żeby czytelnik wyniósł z tej historii niezależnie od tego, czy sam uprawia sport?
– Tak, książka jest oparta na mojej historii i doświadczeniach sportowych, natomiast umiejętności mentalne, przez które przechodzę, są zaczerpnięte z psychologii sportu. To kompetencje, nad którymi pracują sportowcy, ale oczywiście nie są zarezerwowane wyłącznie dla nich.
W sporcie bardzo dużo uwagi poświęca się sferze mentalnej, ponieważ na najwyższym poziomie przygotowanie fizyczne zawodników jest często bardzo wyrównane. Wszystko jest dopracowane do granic możliwości, dlatego o wyniku potrafią decydować emocje, koncentracja, sposób reagowania na presję czy umiejętność poradzenia sobie w trudnym momencie. Stąd powiedzenia, że „wygrywa ten, kto ma mocniejszą głowę” albo że ktoś „spalił się psychicznie”. Oczywiście nie jest to jedyny czynnik, ale w określonych sytuacjach może mieć ogromne znaczenie.
W innych dziedzinach życia nie widzimy tego tak wyraźnie. Możemy na przykład dowieźć ważny projekt w pracy, osiągnąć świetny wynik i jednocześnie zapłacić za to ogromnym stresem, przemęczeniem czy wypaleniem. Możemy przez długi czas funkcjonować na granicy swoich możliwości, radzić sobie z emocjami w bardzo trudny sposób, a mimo to nadal osiągać kolejne cele. Aż w pewnym momencie pojawia się ściana i nie wiemy, co dalej.
Dlatego uważam, że kompetencje rozwijane przez sport można z powodzeniem przenosić na inne obszary życia. Sport uczy przede wszystkim samoświadomości. Pozwala rozpoznawać własne emocje, reakcje, granice i sposób funkcjonowania pod presją. Dzięki temu możemy lepiej zarządzać sobą również poza sportem.
Często mówi się, że sportowcy przenoszą swoje umiejętności do innych dziedzin życia. I rzeczywiście tak jest, ale można też odwrócić tę perspektywę. Nie musimy być sportowcami, żeby uczyć się myśleć trochę jak sportowiec. Nie chodzi przecież o to, żeby ścigać się o każdą setną sekundy, tylko żeby świadomie pracować nad własnym komfortem, odpornością psychiczną i tym, żeby dobrze funkcjonować na co dzień.
Właśnie dlatego chciałam napisać tę książkę w taki sposób, żeby mimo sportowego punktu wyjścia każdy mógł odnaleźć w niej analogie do własnego życia. Konkretne sytuacje i umiejętności mentalne można przełożyć na pracę, relacje, codzienne wyzwania czy trudne momenty, z którymi mierzymy się niezależnie od tego, czy uprawiamy sport.
I dlatego nie jest to typowa autobiografia. Powiedziałabym raczej, że jest to opowieść oparta na mojej historii. Wykorzystuję prawdziwe wydarzenia i doświadczenia, ale pojawiają się w niej również elementy fikcyjne. Wprowadziłam je po to, żeby w prosty i obrazowy sposób pokazać konkretne mechanizmy psychologiczne i umiejętności mentalne.
Chciałam pokazać nie tylko, czym jest na przykład dialog wewnętrzny czy radzenie sobie z emocjami, ale przede wszystkim jak to wygląda w praktyce. Co dzieje się w głowie człowieka w konkretnej sytuacji? Co myśli, co czuje i jak może na to zareagować? Bo możemy rozumieć samo pojęcie „dialog wewnętrzny” czy „regulowanie emocji”, ale nadal nie wiedzieć, jak właściwie zastosować te umiejętności w swoim życiu.
Dlatego w książce te mechanizmy są pokazane poprzez historię i konkretne sytuacje. Czytelnik może zobaczyć, co dzieje się w głowie bohaterki, a następnie odnieść to do własnych doświadczeń. Taka była moja koncepcja: żeby wiedza z psychologii sportu nie pozostała tylko teorią, ale stała się czymś, co można rozpoznać u siebie i rzeczywiście wykorzystać w codziennym życiu.

Dziś jesteś już w zupełnie innym miejscu niż w Rio. Gdybyś miała jednym zdaniem odpowiedzieć na pytanie, co jest dla Ciebie dziś „więcej niż medal”, co byś powiedziała?
– Myślę, że „więcej niż medal” to dla mnie przede wszystkim umiejętność bycia zadowoloną z tego, co już mam. Brak ciągłej potrzeby osiągania więcej i przekonania, że dopiero kolejny cel da mi poczucie spełnienia. To jest właśnie takie pogodzenie się z tym, gdzie jestem, z tym, co mam i z drogą, którą przeszłam.
Czasami zadawałam sobie pytanie: gdyby nagle zabrano mi jakiś mój cel, gdyby okazało się, że nie mogę go zrealizować, czy nadal byłabym zadowolona z miejsca, w którym jestem? I jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to jest to dla mnie najlepszy wyznacznik tego, że naprawdę jest mi dobrze.
Życie nie musi przecież być pełne fajerwerków. Ważne, żeby było spokojne, zgodne z nami i żebyśmy dobrze się w nim czuli. Dla mnie to właśnie jest czymś więcej niż medal. Paradoksalnie jest to świadomość, że nie potrzebuję więcej.
Oczywiście mam prawo do kolejnych marzeń i celów. Mogę chcieć czegoś więcej i do tego dążyć. Ale jednocześnie wiem, że nawet jeśli tych kolejnych celów nie osiągnę, nadal potrafię cieszyć się życiem.
Magdalena Bryś
Więcej Wywiady
Więcej niż sklep. Be Runner, nowa odsłona marki, ta sama pasja do sportu [WYWIAD]
Zmiana nazwy to dopiero początek kolejnego etapu. Sklep Biegacza przechodzi rebranding i jako Be Runner chce kontynuować dotychczasowy rozwój, jednocześnie otwierając się na nowe kierunki. W planach ma dalszy rozwój społeczności biegowej i otwarcie kolejnych sklepów stacjonarnych. O tym, skąd decyzja o zmianie nazwy, jak ewoluuje polski biegacz i jakie…