Anna Puławska: czwarte miejsce dla sportowca jest chyba najgorszą pozycją [WYWIAD]
Brązowy medal mistrzostw świata w K1 500 m przed własną publicznością, wcześniejsze mistrzostwo Europy i świata oraz dwa medale olimpijskie. Nikt nie ma wątpliwości, że Anna Puławska jest ważną postacią polskiego kajakarstwa. W wywiadzie dla SportMarketing.pl sportsmenka opowiada o starcie w Poznaniu, powrocie do wysokiej formy po igrzyskach w Paryżu, przygotowaniach na Półwyspie Iberyjskim, zmianie sztabu szkoleniowego i planach na kolejne lata. Kajakarka, która jest również ambasadorką LOTTO, przekonuje, że wciąż ma ogromną motywację, by walczyć o kolejne olimpijskie medale.
Bartłomiej Najtkowski, SportMarketing.pl: Mistrzostwa świata w Poznaniu były dla Polski wyzwaniem organizacyjnym. Jak z perspektywy zawodniczki ocenia pani te zawody?
Anna Puławska, mistrzyni Europy i świata w kajakarstwie, medalistka olimpijska: – Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Myślę, że niczego nie brakowało. Jestem pod ogromnym, pozytywnym wrażeniem tego, że Polska potrafi zorganizować tak fantastyczne zawody rangi mistrzowskiej. W ich przygotowanie zaangażowane było także Wojsko Polskie. Jako żołnierz Wojska Polskiego jestem dumna, że ta pomoc została zapewniona w znacznym stopniu.
Warto dodać, że opinie zawodników z całego świata były bardzo pozytywne. Wielu z nich było naprawdę zaskoczonych poziomem przygotowania mistrzostw świata. Przyjechali do nas, by rywalizować na najwyższym poziomie, a opuścili Wielkopolskę z bardzo dobrymi odczuciami. Mam nadzieję, że w przyszłości mistrzostwa świata również odbędą się w Polsce.
Jak ocenia pani swój wynik sportowy? Brązowy medal w K1 500 metrów to sukces czy jednak pozostaje pewien niedosyt?
– Myślę, że w takiej sytuacji niedosyt jest czymś naturalnym, ponieważ każdy sportowiec chce wygrywać. Jednocześnie uważam, że w K1 zaprezentowałam się z bardzo dobrej strony i dlatego zdobyłam brązowy medal. Wiedziałam, że ten rok będzie znacznie trudniejszy niż poprzedni. Tegoroczne mistrzostwa były dla mnie tak naprawdę jednym z etapów na drodze do większego celu. To nie był mój priorytet, dlatego podchodziłam do nich z takim nastawieniem, że chcę przede wszystkim potwierdzić wysoką dyspozycję.
Od początku sezonu regularnie stawałam na podium. Z pewnością to napawało optymizmem przed mistrzostwami świata. Ostatecznie również w tych zmaganiach udało mi się zdobyć medal. Jestem więc bardzo pozytywnie nastawiona do kolejnych startów, które mają być budowaniem formy na igrzyska olimpijskie – najważniejsze zawody czterolecia.
Z racji sporego potencjału w K2 liczyłyście chyba na więcej?
– Jeśli chodzi o K2, nie jestem jeszcze w stanie dokładnie ocenić tego wyścigu. Mam świadomość, że nie popłynęłyśmy na miarę swoich możliwości. Coś po prostu nie zagrało. Niemniej, nie przeanalizowałam jeszcze wnikliwie tego startu, więc nie chcę w tym momencie wskazywać konkretnej przyczyny. Wiem natomiast, że byłyśmy przygotowane na znacznie więcej. Musimy nadal intensywnie trenować i mieć na uwadze, że te mistrzostwa były jednym z etapów na drodze do naszego najważniejszego celu.
Po igrzyskach w Paryżu była pani rozczarowana? Czwarte miejsce na igrzyskach boli pewnie szczególnie.
– Zdecydowanie. Czwarte miejsce dla sportowca jest chyba najgorszą pozycją. Przyzwyczaiłyśmy wszystkich do tego, że polskie kajakarki na igrzyskach zdobywają medale, więc brak medalu w Paryżu był dla nas trudny. Później przyszło jednak coś bardzo ważnego. Trzy miesiące po igrzyskach odpoczywałam, dzięki czemu organizm zdążył się zregenerować i naładować. To było mi potrzebne.
Potrzebowałam również tego, by odzyskać pozytywną energię i wiarę w siebie. Przypomnieć sobie, że nadal potrafię ścigać się na arenach międzynarodowych i zdobywać medale. Myślę, że gdybym nie miała tego resetu i poczucia, że znowu jestem w stanie walczyć o medale, być może dzisiaj nie trenowałabym już kajakarstwa.
W sporcie sukces często przekłada się również na możliwości finansowe. W kajakarstwie zimą, z oczywistych powodów, nie można trenować w Polsce, więc konieczne są zagraniczne zgrupowania?
– W kajakarstwie za wynikiem zawsze idzie finansowanie. Jest ono nam potrzebne, by móc odpowiednio i godnie przygotowywać się do kolejnych zawodów. Kajakarstwo jest specyficzną dyscypliną, ponieważ rzeczywiście zimą nie mamy możliwości normalnego trenowania na wodzie w Polsce. Musimy więc wyjeżdżać na zagraniczne zgrupowania, między innymi do Portugalii czy Hiszpanii.

Na szczęście mam teraz indywidualnych partnerów, którzy są dla mnie ogromnym wsparciem. Dzięki temu nie muszę się już takimi rzeczami martwić. Jestem za to bardzo wdzięczna. Myślę, że jestem dzięki temu w lepszej sytuacji niż część moich koleżanek. To bardzo uspokaja głowę i pozwala skupić się na tym, co najważniejsze – treningu i przygotowaniach do kolejnych sezonów.
Sukcesy w mistrzostwach Europy i czempionacie globu oraz medale olimpijskie sprawiły też, że stała się pani bardziej rozpoznawalna. Szczególnie w rodzinnym Mrągowie?
– To prawda. W Mrągowie jestem dość rozpoznawalna, otrzymuję też wsparcie miasta. Powstał nawet mural na moim rodzinnym bloku. To coś, czym naprawdę nie każdy sportowiec może się pochwalić. Uważam, że to jedna z najfajniejszych nagród, jakie dostałam. To ogromne docenienie, a przy tym taka bezpieczna forma rozpoznawalności. Nie jest to coś, przed czym trzeba się ukrywać. Wręcz przeciwnie – jest to zdrowe i bardzo miłe. Kajakarstwo nie jest przecież najpopularniejszą dyscypliną, dlatego tym bardziej cieszy, kiedy pojedynczy zawodnicy stają się bardziej znani. To jest dla naszej dyscypliny bardzo potrzebne.
W ostatnim czasie zmienił się także pani sztab trenerski. Czy ta zmiana dała nowy impuls?
– Jak najbardziej. Uważam wręcz, że sztab trenerski powinien zmieniać się co cztery lata, bo daje to zawodnikom potrzebną świeżość. Trenujemy przez wiele lat tę samą dyscyplinę, często przez kolejne czterolecia powtarzamy podobne schematy. Nowy sztab oznacza coś nowego, nowe spojrzenie i nowe możliwości rozwoju.
Dla zawodników jest to także okazja, by jeszcze lepiej poznać samych siebie i otworzyć się na nowe rozwiązania. Moim zdaniem taka zmiana może nawet przedłużać karierę sportową. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że gdyby sztab się nie zmienił, prawdopodobnie już bym nie trenowała. Ta zmiana dała mi ciekawość. Chciałam zobaczyć, co będzie dalej. Dzisiaj czuję się, jakbym zaczynała od nowa trenować kajakarstwo, mimo że robię to już od 21 lat. Mam dwa medale olimpijskie, a mimo to wciąż chcę zdobywać kolejne. Ta świeżość była mi bardzo potrzebna i cieszę się, że do tej zmiany doszło.
Zaczęła pani trenować bardzo wcześnie. Co sprawiło, że jako dziewczynka wybrała pani właśnie kajakarstwo? Miała przecież pani wtedy inne zainteresowania.
– To faktycznie nie był mój pierwszy wybór. Od dziecka pasjonowałam się muzyką. Razem z moją siostrą bliźniaczką do dziś bardzo lubimy śpiewać, więc muzyka cały czas nam towarzyszy. Przed laty grałyśmy też na skrzypcach, ale ponieważ byłyśmy bardzo aktywnymi i ruchliwymi dzieciakami, w wieku siedmiu czy ośmiu lat nasza „kariera muzyczna” dobiegła końca, gdyż trudno było nam długo usiedzieć w miejscu i skupić się na grze.
Nasza nauczycielka powiedziała mamie, że wszystko jest w porządku, ale być może warto zapisać nas na jakiś sport, bo na skrzypcach możemy się po prostu zmarnować. Pochodzę z Mrągowa, na Mazurach, więc jezioro miałam praktycznie za blokiem. Trudno było nie zainteresować się czymś związanym z wodą. Zawsze bacznie obserwowałyśmy kajakarzy i żeglarzy pływających po jeziorze. W pewnym momencie do naszej szkoły przyszli trenerzy na nabór. Okazało się, że ich córką była nasza koleżanka z podwórka, która również trenowała kajakarstwo. Opowiadała nam, że to świetna zabawa, więc zaczęłyśmy trenować.
Wtedy oczywiście nie było jeszcze myślenia o medalach olimpijskich.
– Oczywiście, że nie. W wieku dziewięciu lat to była przede wszystkim zabawa. Bardzo nam się jednak spodobało. Lubiłyśmy chodzić na treningi, dużo się ruszać i po prostu dobrze się czułyśmy. Sport bardzo mocno ukształtował mnie i moją siostrę. Kiedy pojawiały się trudniejsze chwile, zawsze byłyśmy razem i mogłyśmy na siebie liczyć. Kiedy jednej nie chciało się iść na trening, druga ją motywowała. Miałyśmy między sobą zdrową rywalizację. To był naprawdę piękny okres, który w dużej mierze zbudował mnie jako człowieka. Bardzo się cieszę, że właśnie kajakarstwo pojawiło się wtedy na mojej drodze.
Kajakarstwo wyczynowe jest bardzo wymagającym sportem pod względem przygotowania fizycznego. Czy wiek jest w nim rzeczywiście tak dużym ograniczeniem, jak mogłoby się wydawać?
– Uważam, że to jest bardzo indywidualna kwestia. Wiele kajakarek wraca do sportu po ciąży i macierzyństwie. Są zawodniczki, które mają 35, 36 czy nawet 37 lat i nadal trenują na wysokim poziomie. Ja mam teraz 30 lat i oczywiście marzę o tym, by wystartować w Los Angeles.
Czy będą to pani ostatnie igrzyska? Pewnie jest za wcześnie na takie deklaracje.
– Tak, tego jeszcze nie wiem. Nie ma jednego wieku, który określałby, kiedy należy skończyć karierę. Zawsze powtarzam, że dopóki zdrowie będzie mi dopisywało i dopóki będę czerpała z tego radość, dopóty nie zamierzam się poddawać. Na razie mam zdrowie, motywację i przede wszystkim czerpię radość z trenowania. Dlatego będę nadal przygotowywać się do kolejnych sezonów i walczyć o najwyższe cele.

Bartłomiej Najtkowski
Więcej Wywiady
Christian Falk, Bayern Insinder: „Ludzie potrzebują twarzy, której mogą zaufać” [WYWIAD]
Dziennikarz nie musi być ulubieńcem klubów, piłkarzy i agentów. Musi być wiarygodny – przekonuje Christian Falk, szef działu piłkarskiego „Bilda” i jeden z najlepiej rozpoznawalnych ekspertów od Bayernu Monachium. W rozmowie dla SportMarketing.pl opowiada o budowaniu marki osobistej, walce o zaufanie odbiorców, kulisach największych transferów oraz o tym, dlaczego w…