31.08.2026 07:11

Sport zaczyna się od ludzi. Natalia Czerwonka o zawodnikach, społeczności i przyszłości łyżwiarstwa szybkiego [WYWIAD]

Srebrna medalistka olimpijska z Soczi, czterokrotna olimpijka i jedna z najbardziej utytułowanych polskich łyżwiarek szybkich. Obecnie swoją wiedzę i doświadczenie wykorzystuje dziś w pracy z młodymi zawodnikami i prowadzeniu Akademii Sportowego Rozwoju. Natalia Czerwonka wróciła do wspomnień sprzed lat i opowiedziała SportMarketing.pl o swoim "drugim życiu" po zakończeniu kariery.

Udostępnij
Sport zaczyna się od ludzi. Natalia Czerwonka o zawodnikach, społeczności i przyszłości łyżwiarstwa szybkiego [WYWIAD]

Magdalena Bryś, SportMarketing.pl: Przez lata byłaś zawodową łyżwiarką, dziś działasz również jako trenerka i rozwijasz własną Akademię Sportowego Rozwoju. Co było impulsem, żeby doświadczenie zdobyte na torze przekuć w działalność biznesową?

Natalia Czerwonka, wicemistrzyni olimpijska z Soczi, jedna z najbardziej utytułowanych polskich łyżwiarek szybkich: – Dopiero jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że właściwie nieświadomie zbudowałam karierę dwutorową. Zaczęłam być zapraszana na wystąpienia i konferencje, żeby opowiadać o tym, jak można łączyć karierę sportowca z innymi rolami. Wtedy dotarło do mnie, że przez bardzo długi czas, właściwie przez dziewięć lat, łączyłam karierę zawodniczki, trenerki i prezeski klubu. Nie mogę powiedzieć, że od początku było to świadomie zaplanowane. Ta droga po prostu rozwijała się krok po kroku.

Wiem natomiast, że najważniejsi w życiu są ludzie, których spotykamy na swojej drodze. Przed igrzyskami w Korei, w 2017 roku, poznałam kolegę, który wpadł na pomysł założenia akademii i klubu. Początkowo byłam zdecydowanie na „nie”, bo byłam wtedy całkowicie skupiona na przygotowaniach olimpijskich. Pamiętam, że kiedy zaproponował mi współpracę, był maj 2017 roku, a ja przebywałam na obozie wysokogórskim w Font Romeu. 

Natomiast mój trener przekonał mnie jednak, że przecież to on będzie prowadził akademię, a ja nie będę musiała się w nią mocno angażować. Miałam po prostu pojawić się na otwarciu i wesprzeć ten projekt. Zgodziłam się więc na początek. Kiedy ruszyliśmy, do akademii chodziło około 20 dzieci na treningi z łyżwiarstwa.

Tak naprawdę mocno zaangażowałam się dopiero po powrocie z igrzysk, kiedy zakończyłam swoje starty w sezonie 2017/2018. Obecnie łączę w swojej działalności różne obszary, sport, biznes, działania społeczne i charytatywne, i daje mi to ogromną satysfakcję. Lubię też wykorzystywać te możliwości po to, żeby robić coś dobrego dla innych. Uważam, że właśnie takie powinny być wartości sportu. Chciałabym przede wszystkim uczyć młode pokolenia, że warto być dobrym człowiekiem i pomagać innym.

Zasady fair play są bardzo mocno wpisane w sposób, w jaki działamy, i w naszą społeczność. Kiedy organizujemy wydarzenia, staramy się przy okazji wspierać różnego rodzaju akcje charytatywne. Z perspektywy czasu widzę też, jak trudne jest łączenie tak wielu ról. Bywały momenty, kiedy było mi naprawdę ciężko. Przez lata byłam jednocześnie zawodniczką, trenerką i prezeską klubu. Przed igrzyskami w Mediolanie trochę wycofałam się z roli trenera, ale nadal byłam mocno zaangażowana w kwestie formalne i prowadzenie klubu.

Dlatego bardzo doceniam, kiedy ktoś z zewnątrz zauważa tę pracę i mówi dobre słowo. Tym bardziej że przez te lata udało mi się łączyć naprawdę wiele różnych zadań. Byłam zawodniczką, prezeską, trenerką, organizowałam duże wydarzenia, także te dofinansowywane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Cieszyło mnie również to, że potrafiłam pozyskiwać środki na nasze działania i nie musieliśmy opierać się wyłącznie na wpłatach rodziców. Zależało mi na tym, żeby sport był dostępny i żeby dzieci mogły rozwijać się w dobrych warunkach.

Zawsze miałam też pewien dylemat. Czy organizować zawody dla dzieci, na których każdy dostaje medal, czy od początku uczyć je rywalizacji i wyników. Myślę, że z czasem wyspecjalizowałam się właśnie w tych pierwszych krokach, w zarażaniu dzieci sportem i dawaniu im odwagi, żeby ten pierwszy krok w ogóle zrobić.

Dla dziecka pierwsze zawody wiążą się z ogromnymi emocjami, stresem i niepewnością. A przecież wiemy, że nie każdy zostanie mistrzem olimpijskim. Uważam jednak, że każdy może wynieść ze sportu coś niezwykle wartościowego. Nauczyć się systematyczności, odpowiedzialności, współpracy, radzenia sobie z porażką i pokonywania własnych ograniczeń. To wszystko może później sprawić, że będzie lepszym pracownikiem, liderem, a przede wszystkim lepszym człowiekiem.

Dlatego właśnie wierzę, że do sportu powinniśmy przyciągać dzieci nie tylko wynikami i rywalizacją, ale przede wszystkim wartościami, które sport może im dać na całe życie.

Akademia Sportowego Rozwoju działa od kilku lat. Opowiedz dokładnie o twoich działaniach.

– Od samego początku i nie będę tego ukrywać, moim nadrzędnym celem było to, żebyśmy wychowali w swoich szeregach medalistę olimpijskiego. Mam wokół siebie świetny, młody sztab ludzi i cały czas buduję ten zespół. To jest dla nas bardzo ważny cel, ale wokół niego dzieje się również mnóstwo innych rzeczy.

Oprócz naszej grupy treningowej w Lubinie, od tego roku ruszyła także grupa treningowa w Świdnicy. Jest tam lodowisko i działa Szkoła Mistrzostwa Sportowego w łyżwiarstwie szybkim. Od września otwieramy również pierwszą w Świdnicy klasę łyżwiarską dla uczniów od czwartej klasy szkoły podstawowej.

Organizujemy też festyny, pikniki i różnego rodzaju akcje, które mają przede wszystkim integrować lokalną społeczność, dzieci i rodziców. Chcemy pokazywać, jak fajnie można spędzać czas aktywnie i razem. Włączamy się również w działania związane ze zdrowym żywieniem i edukacją.

W 2025 roku razem z moją koleżanką Luizą Złotkowską pojechałyśmy na maraton w Holandii. To również było połączone z akcją społeczną. Później opowiadałyśmy dzieciom o tym wyjeździe i prowadziłyśmy dla nich zajęcia, zarówno na łyżwach, jak i edukacyjne. Rozmawiałyśmy między innymi o zmianach klimatu i ociepleniu, ponieważ jeziora, po których ścigałyśmy się w Finlandii, z roku na rok coraz bardziej zanikają i coraz trudniej jest tam uprawiać łyżwiarstwo na naturalnym lodzie.

Staram się więc, żeby nasze wydarzenia łączyły jak największą liczbę ludzi, nie tylko dzieci, ale również rodziców. To właśnie w domu kształtujemy pierwsze nawyki i dobre wzorce. Chciałabym, żebyśmy wspólnie budowali zdrowsze i bardziej aktywne społeczeństwo.

Jestem oczywiście zakochana w Finlandii, bo tam łyżwiarstwo szybkie jest częścią kultury sportowej. Podoba mi się również to, w jaki sposób wychowuje się tam dzieci. Aktywność fizyczna jest po prostu elementem codziennego życia. I właśnie takiego podejścia chciałabym dla Polski. Nad tym cały czas pracujemy.

Bardzo cieszy mnie również to, że zostałam wybrana do programu „Wielki Mistrz”, który od września będę intensywnie realizować i który otrzymał wsparcie Ministerstwa Sportu i Turystyki. Będę odwiedzać szkoły i rozmawiać z dziećmi oraz rodzicami o tym, jakie wartości i korzyści daje uprawianie sportu.

Często żartuję, że my, lokalni, mniejsi sportowcy, nie zawsze potrafimy docenić swoją rolę. Trochę chowamy się za wielkimi gwiazdami sportu. Tymczasem już jakiś czas temu zauważyłam, że mniejsze społeczności, miasta, regiony i powiaty potrzebują swoich lokalnych bohaterów. Dzieci potrzebują osób, które są blisko, które mogą spotkać, z którymi mogą porozmawiać i które pokazują im, że sportowa droga jest możliwa.

Oczywiście nie każdy będzie Robertem Lewandowskim. Nie każdy zostanie wielką gwiazdą światowego sportu. Ale swoje osiągnięcia, nawet jeden złoty czy srebrny medal olimpijski, można wykorzystać w bardzo dobry sposób i przekuć je w coś wartościowego dla kolejnych pokoleń.

Chyba właśnie to cieszy mnie w tym wszystkim najbardziej. Mogę robić coś, co naprawdę kocham, a jednocześnie wykorzystywać swoje doświadczenie i sportową historię, żeby dawać coś innym.

Jak twoim zdaniem powinny dziś wyglądać wartościowe partnerstwa między sportowcami czy organizacjami sportowymi a markami? Sama współpracujesz z wieloma partnerami i mam wrażenie, że coraz częściej takie relacje wykraczają już poza klasyczny sponsoring. Co jest więc kluczowe, żeby zbudować prawdziwe, długofalowe partnerstwo, które przynosi wartość obu stronom?

– W tym roku, jeszcze przed igrzyskami w Mediolanie, byłam ogromnie dumna z tego, że udało mi się doprowadzić do współpracy z Kolejami Dolnośląskimi, jedną z największych firm na Dolnym Śląsku. Dzięki temu firma wsparła wszystkich olimpijczyków z Dolnego Śląska, którzy pojechali na igrzyska. Byli wśród nich nie tylko łyżwiarze z Lubina, ale również biathloniści i saneczkarze. To była także zasługa prezesa Kolei Dolnośląskich i bardzo się cieszę, że udało nam się zrobić coś, co objęło całe środowisko sportowe w regionie.

Każdy sportowiec, szczególnie w mniej popularnych dyscyplinach, bardzo docenia takie wsparcie. Myślę, że niezwykle ważne jest też pokazywanie sponsorom, że są dla nas ważni i że ich obecność naprawdę ma znaczenie. Nie można traktować ich wyłącznie jako podmiotu, który przekazuje środki, a później pojawia się jego logo. Trzeba budować z nimi relację i dawać im poczucie, że są częścią tego, co wspólnie tworzymy.

Dzisiaj firmy również coraz częściej nie chcą tylko pokazywać swoich produktów. Chcą być kojarzone z pozytywnymi emocjami, wartościami i ludźmi, którzy te wartości reprezentują. I tutaj znowu wracamy do tego, o czym mówiłam wcześniej. Sportowiec, który jest naturalny, autentyczny i przede wszystkim dobrym człowiekiem, może być dla marki znacznie większą wartością niż sama liczba jego obserwujących.

Dlatego tak ważne są wszystkie działania, które organizujemy wokół sportu. Wydarzenia dla dzieci, pikniki, akcje społeczne czy inicjatywy angażujące rodziców. To są momenty, w których sponsor może realnie pojawić się w naszej społeczności i być częścią czegoś dobrego. Wtedy ta współpraca nabiera zupełnie innego znaczenia.

Nie będę jednak ukrywać, że pozyskiwanie partnerów jest trudne. Rynek jest duży i trzeba się przebić. Trzeba być konsekwentnym, cały czas szukać nowych możliwości i nie poddawać się, nawet jeśli wiele razy usłyszymy „nie”. Warto rozmawiać zarówno z dużymi firmami, jak i z mniejszymi, lokalnymi przedsiębiorcami. Czasami właśnie tam można znaleźć bardzo wartościowych partnerów.

Dobrym rozwiązaniem są również darowizny na sport i możliwości, jakie mają w tym zakresie firmy. Widzę, że coraz więcej klubów korzysta z takich form wsparcia. Często są to nawet firmy rodziców dzieci, które trenują w danym klubie. To pokazuje, że wsparcie sportu może być budowane naprawdę lokalnie.

Bardzo podoba mi się również to, że rodzice coraz częściej angażują się w życie klubów. Nie są tylko osobami, które przywożą dzieci na trening i później je odbierają, ale zaczynają tworzyć razem z klubem całą społeczność. Powstają takie klubowe rodziny, które wzajemnie się wspierają.

Śledzę nie tylko łyżwiarstwo szybkie, ale również wiele innych dyscyplin i mam poczucie, że naprawdę rozwijamy się w dobrym kierunku. Coraz lepiej rozumiemy, że sport to nie tylko wynik i rywalizacja, ale również społeczność, relacje i ludzie, którzy są wokół niego.

Jak twoje doświadczenie sportowe i olimpijskie przekłada się na działalność biznesową? Które kompetencje, które wyniosłaś ze sportu, najbardziej pomagają ci dziś w prowadzeniu klubu, organizowaniu wydarzeń, budowaniu partnerstw i realizowaniu kolejnych projektów?

– Myślę, że upór, konsekwencja i niepoddawanie się. To są chyba najważniejsze rzeczy, które wyniosłam ze sportu. Zawsze powtarzam, że jeśli nie drzwiami, to oknem, ale zawsze się da. W sporcie nauczyłam się, że nawet jeśli coś nie wychodzi za pierwszym razem, trzeba szukać kolejnego rozwiązania i próbować dalej.

Kiedy organizujemy różnego rodzaju wydarzenia, często mam wrażenie, że to jest dokładnie tak jak na zawodach. Jest dużo stresu, dużo rzeczy dzieje się jednocześnie i pojawiają się sytuacje, na które trzeba zareagować natychmiast. W takich momentach trzeba zachować spokój i mieć w sobie przekonanie, że damy radę. U mnie właściwie nie ma takiego słowa jak „nie da się”. Zawsze staram się znaleźć jakieś rozwiązanie.

To jest przede wszystkim kwestia nastawienia mentalnego, ale również konsekwentnego działania i mobilizacji. Sport nauczył mnie też tego, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Tak samo jak w procesie treningowym, również w prowadzeniu klubu są lepsze i gorsze momenty. I chyba trzeba się z tym po prostu pogodzić.

Najtrudniejsza jest chyba wielozadaniowość. Jeżeli szkoli się małe dzieci i jednocześnie prowadzi klub, to pojawia się mnóstwo tematów, które trzeba ogarnąć. Są kwestie sportowe, organizacyjne, kontuzje, psychika dzieci, relacje z rodzicami i wiele innych problemów, które trzeba rozwiązywać na bieżąco. Czasami pewnie biorę na siebie za dużo, ale z drugiej strony właśnie to jest częścią tej pracy.

Wtedy przychodzą momenty, które wynagradzają wszystko. Kiedy dzieci zdobywają medale, widzimy ich rozwój albo organizujemy wydarzenie, które okazuje się sukcesem i wszyscy świetnie się bawią, pojawia się ogromna radość. Jest ona bardzo podobna do tej, którą czułam jako zawodniczka, kiedy po trudnym okresie treningów, gorszych momentach i walce z samą sobą przychodził medal, rekord czy po prostu dobry start.

Myślę, że właśnie to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Trudne momenty są częścią drogi, ale kiedy później widzimy efekt naszej pracy, satysfakcja jest ogromna.

Jak chciałabyś, żeby za kilka lat wyglądało łyżwiarstwo szybkie w Polsce? Wspominałaś, że jednym z Twoich najważniejszych celów jest wychowanie olimpijczyka. Jakiego rozwoju tej dyscypliny chciałabyś doczekać i co powinno się zmienić, żeby polskie łyżwiarstwo szybkie mogło jeszcze mocniej się rozwijać?

– Przede wszystkim naszej dyscyplinie, co jest bardzo trudne, brakuje obiektów. I właśnie przez ich brak jesteśmy zmuszeni do robienia rzeczy, których w innych krajach się nie robi. Musimy organizować dzieciom dużą liczbę obozów sportowych, czasami je koszarować i maksymalnie wykorzystywać każdy moment, kiedy mamy dostęp do lodu. To bywa bardzo obciążające, ale cały system jest dziś w dużej mierze tak zbudowany, że jesteśmy do tego zmuszeni.

Mnie marzy się zupełnie inny model. Taki, w którym dzieci normalnie chodzą do szkoły, po południu przychodzą na trening i po prostu mają fajne, normalne życie. Nie muszą w wieku 14 lat wybierać między sportem a nauką, przeprowadzać się setki kilometrów od domu czy mieszkać w internacie tylko dlatego, że chcą trenować swoją dyscyplinę.

Chciałabym, żebyśmy stworzyli zdrowy system, w którym młody zawodnik może rozwijać się sportowo, ale jednocześnie normalnie dorastać. Oczywiście potrzebujemy do tego przede wszystkim odpowiedniej infrastruktury, bo bez obiektów bardzo trudno będzie to zmienić.

Wierzę też, że wszystko zależy od ludzi, których spotykamy na swojej drodze. Jeżeli mamy talent sportowy, musimy przede wszystkim wiedzieć, jak się nim zaopiekować. To jest moim zdaniem kluczowe. Trzeba prowadzić zawodnika mądrze, nie eksploatować go od początku i patrzeć na jego rozwój długofalowo. Chodzi o to, żeby za kilka czy kilkanaście lat mógł sięgać po medale olimpijskie, a nie żeby w wieku 17 czy 18 lat był już tak zmęczony sportem, że nie będzie chciał na niego patrzeć.

Marzy mi się więc takie środowisko, w którym zawodnicy mają dobre wspomnienia ze swojej sportowej drogi. Nawet jeżeli później kończą kariery, chciałabym, żeby nadal chcieli być blisko sportu i mogli znaleźć w nim swoje miejsce. Czy to jako trenerzy, sędziowie, działacze czy osoby zaangażowane w inne obszary.

Bo sukcesem nie powinien być tylko medal olimpijski. Sukcesem będzie również to, jeśli wychowamy ludzi, którzy po zakończeniu kariery nadal będą chcieli być częścią sportu i będą mieli z nim dobre wspomnienia.

Udostępnij
Magdalena Bryś

Magdalena Bryś

Absolwentka Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Warszawskiego, Erasmus University Rotterdam, European Academy of Diplomacy, Cannes Lions School oraz Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Posiada doświadczenie w budowaniu strategii komunikacji, rozwoju społeczności oraz sprzedaży produktów w obszarze consultingu, innowacji oraz programów executive education. Jako dziennikarka sportowa pisze o wyzwaniach sportowych i podróżach dla kilku marek, angażuje się w promowanie kobiecego sportu na poziomie różnych dyscyplin oraz marek prowadzonych przez kobiety.