17.08.2026 08:22

Zaczynali na Stadionie Dziesięciolecia. Dziś budują produkt premium. Roman Tulwin o tożsamości marki Recman [WYWIAD]

Elegancja, fair play, cierpliwość i konsekwencja – to właśnie te wartości sprawiły, że Recman postawił na tenis jako najważniejszy kierunek sponsoringowy. W rozmowie dla SportMarketing.pl Roman Tulwin podsumowuje 15 lat współpracy z Polskim Związkiem Tenisowym, mówi o roli ambasadorów, kolekcjach „Dressed to Win”, turnieju Recman Cup oraz wpływie sukcesów Igi Świątek i Huberta Hurkacza na popularność dyscypliny. Opowiada również o 40 latach rozwoju firmy i drodze od sprzedaży na Stadionie Dziesięciolecia do pozycji ogólnopolskiej marki premium.

Udostępnij
Zaczynali na Stadionie Dziesięciolecia. Dziś budują markę premium. Roman Tulwin o tożsamości marki Recman [WYWIAD]

Jakub Kłyszejko, redaktor naczelny SportMarketing.pl: Mija 15 lat współpracy Recman z Polskim Związkiem Tenisowym. Pamięta pan moment, w którym zapadła decyzja o wejściu w tenis? Co było wówczas najważniejszym argumentem?

Roman Tulwin, prezes i założyciel marki Recman: – Tak, pamiętam. Był 2011 rok. Wcześniej wspieraliśmy różne dyscypliny sportu, ale te działania były dosyć rozproszone. Ponieważ nasze salony funkcjonują w wielu miastach w Polsce, zgłaszały się do nas lokalne kluby, które prosiły o wsparcie. Angażowaliśmy się więc w różne inicjatywy, zazwyczaj o charakterze regionalnym. Sam wcześniej grałem w piłkę ręczną. Kiedy zakończyłem jej uprawianie, zacząłem szukać sportu, który mógłbym trenować rekreacyjnie. W przypadku piłki ręcznej trzeba zebrać kilkunastoosobową drużynę, żeby w ogóle zorganizować grę. Z tenisem jest pod tym względem łatwiej. Wybór tej dyscypliny był więc początkowo trochę przypadkowy. Z czasem tenis stał się jednak bliski całej naszej rodzinie. Zaczęła grać moja żona, później synowie, którzy, jak często bywa, naśladowali rodziców. W pewnym momencie uznaliśmy, że zamiast rozpraszać działania sponsoringowe pomiędzy wiele dyscyplin, powinniśmy wybrać jeden sport, z którym zwiążemy się mocniej.

Tenis był nam bliski również ze względu na wartości, które reprezentuje. Mam na myśli elegancję, kulturę, zasady i fair play. Pamiętam swoje początki na kortach. Kiedy podczas gry ktoś zdejmował koszulkę, bo było gorąco, natychmiast zwracano mu uwagę, że w tenisie obowiązują określone standardy. Nie można było grać półnago, ponieważ ta dyscyplina wiązała się z pewnym stylem zachowania i wyglądu. Istotne było również to, że nawet zawody rozgrywane na stosunkowo wysokim poziomie często odbywają się bez sędziów. Zawodnicy muszą przestrzegać zasad i uczciwie oceniać sytuacje. Te wartości były nam bardzo bliskie. Dzięki osobistym kontaktom ze środowiskiem tenisowym pojawił się pomysł, żeby nawiązać współpracę z Polskim Związkiem Tenisowym.

Dziś jesteśmy najdłużej współpracującym partnerem PZT. Kiedy obchodzono stulecie, zostaliśmy z tego powodu wyróżnieni. Od tamtego momentu minęło już kilka kolejnych lat, a nasza współpraca nadal trwa.

Już w 2011 roku tenis stał się dla Recman najważniejszym kierunkiem marketingowym i sponsoringowym. Dlaczego nie piłka nożna, siatkówka albo inna dyscyplina, które cieszą się w Polsce większym zainteresowaniem?

– Najważniejsza była możliwość połączenia wartości reprezentowanych przez tenis z tożsamością naszej marki. Na początku nie mieliśmy jeszcze bardzo rozbudowanego planu, zakładającego przeniesienie tenisowych inspiracji do kolekcji czy wystroju salonów. Chcieliśmy jednak związać się z dyscypliną na poziomie ogólnopolskim, a nie tylko z pojedynczym klubem lub regionalnymi rozgrywkami. Tenis był dla mnie osobiście bliski, ponieważ go uprawiałem. Jednocześnie jego wartości były spójne z Recman. To właśnie te elementy przesądziły o wyborze tenisa, a nie na przykład siatkówki, którą wspieramy w Suwałkach, piłki nożnej czy żużla.

Nadal angażujemy się w różne sporty, jednak tenis stał się naszą dyscypliną wiodącą. Związek z nim jest dzisiaj widoczny między innymi w kolekcjach inspirowanych tenisową estetyką oraz w wyglądzie salonów. Pojawiają się w nich określone kolory czy elementy nawiązujące do kortów. Poprzedni koncept salonów był inspirowany również dawnymi szatniami sportowymi z lat 20. i 30. XX wieku. Znajdowały się w nich charakterystyczne ławki oraz detale przypominające historyczne zaplecza klubów sportowych.

Czy od początku zależało wam na stworzeniu długoterminowego partnerstwa? W sponsoringu często mówi się, że dopiero po kilku latach można osiągnąć wymierne rezultaty.

– Recman jest firmą rodzinną. Nie jesteśmy bezpośrednio rozliczani przez zewnętrznych akcjonariuszy czy radę nadzorczą, która wymagałaby od nas bardzo dynamicznego rozwoju i natychmiastowych wyników. Możemy w większym stopniu samodzielnie sterować kierunkiem i tempem rozwoju.

W firmach rodzinnych naturalne jest również myślenie długoterminowe. Kiedy nawiązujemy relację, zazwyczaj trwa ona przez wiele lat. Dotyczy to nie tylko naszej współpracy z tenisem, lecz także innych obszarów działalności. Oczywiście czasami potrzebne są zmiany, ale nawet jeśli zmienia się charakter współpracy, nie oznacza to automatycznie jej zakończenia. Przykładem jest Łukasz Kubot. Nie występuje już w reprezentacji Polski w Pucharze Davisa i znajduje się na innym etapie kariery, ale nadal pozostaje naszym ambasadorem. Wciąż ze sobą współpracujemy, ponieważ przez lata zbudowaliśmy znacznie głębszą relację.

Jak przez tych 15 lat zmieniało się wasze podejście do współpracy z tenisem?

– Początkowo nie wiedzieliśmy, jak długo partnerstwo będzie trwało. Każda współpraca wymaga przecież akceptacji obu stron. Po kilku latach uznaliśmy jednak, że związek Recman z tenisem powinien być jeszcze silniejszy. Zaczęliśmy przenosić tenisowe inspiracje do naszych kolekcji. Dziś tworzymy linie casualowe inspirowane tą dyscypliną. Przez długi czas my sami widzieliśmy te nawiązania, ale nie zawsze były one równie czytelne dla klientów. Dlatego postanowiliśmy przygotować kolekcję, której tenisowy charakter będzie zdecydowanie bardziej widoczny.

Była to linia mocno inspirowana tenisem z lat 20. i 30. XX wieku. W tym przypadku nawiązania stały się tak wyraziste, że nie dało się ich nie zauważyć. Obecnie kontynuujemy ten kierunek, choć poszczególne motywy bywają bardziej subtelne. Nie tworzymy odzieży przeznaczonej bezpośrednio do gry w tenisa. Jest to odzież codzienna inspirowana tym sportem, przeznaczona na mniej formalne okazje. Znaczna część naszej podstawowej oferty ma charakter wizytowy. Przygotowujemy produkty na śluby, komunie, większe uroczystości czy do pracy, w której obowiązuje określony dress code. Kolekcje tenisowe są natomiast propozycją bardziej weekendową i swobodną. Jeżeli ktoś kocha tenis, może dzięki nim pokazać, że jego styl również łączy się z tą dyscypliną.

Co tenis daje marce odzieżowej, czego prawdopodobnie nie mogłaby dać inna dyscyplina sportu?

– Tenis jest szczególnie bliski naszej marce, ponieważ Recman jest postrzegany przede wszystkim jako producent odzieży wizytowej i eleganckiej. Tenis również niesie ze sobą elegancję. Dzisiaj nie jest już uznawany za sport tak elitarny jak kiedyś. Stał się bardziej dostępny, między innymi dzięki większej liczbie obiektów i kortów. Nadal jednak kojarzy się z określonym stylem, klasą i kulturą. To naturalnie łączy się z tym, co reprezentuje Recman.

Czy klient Recman i kibic tenisa to dziś podobny odbiorca?

– Myślę, że kibice tenisa, szczególnie ci, którzy sami grają amatorsko, bardzo dobrze nas znają. Jesteśmy obecni podczas wielu wydarzeń tenisowych – nie tylko tych związanych ze sportem zawodowym, ale także podczas imprez amatorskich. Ten obszar jest dla nas bardzo ważny. Nasze związki z tenisem nie ograniczają się do kolekcji odzieżowych. W Suwałkach, gdzie znajduje się siedziba firmy, organizujemy turniej tenisowy – Recman Cup. Chcemy w ten sposób promować dyscyplinę w naszym mieście. Stworzyliśmy również akademię tenisa dla najmłodszych, którzy stawiają pierwsze kroki na korcie. Jeżeli chcemy w przyszłości wychowywać mistrzów, potrzebujemy przede wszystkim dużej liczby osób uprawiających dany sport. Oczywiście sukcesy sportowe są bardzo ważne, ale jeszcze istotniejsze jest to, żeby ludzie, szczególnie dzieci i młodzież, byli aktywni, ruszali się i potrafili wartościowo wykorzystywać wolny czas.

Wraz z rozwojem polskiego tenisa zmieniał się również profil klienta Recman? Widzieliście, że określone produkty lub kolekcje zaczynały lepiej trafiać do odbiorców?

– Duże znaczenie ma współpraca z ambasadorami i osobami rozpoznawalnymi w środowisku tenisowym. Nie chodzi wyłącznie o zawodników, lecz także trenerów i komentatorów. Współpracujemy między innymi z Dawidem Celtem, Maciejem Synówką i Markiem Furjanem. Może zabrzmi to nieskromnie, ale kiedy oglądam transmisje, na przykład z Wimbledonu i widzę, jak prezentują się komentatorzy ubrani przez Recman, mam przekonanie, że wpływa to na postrzeganie naszej marki. Jednocześnie pokazujemy w ten sposób elegancję i styl, z którymi tenis od lat jest związany.

Można powiedzieć, że jest to również pewna forma edukowania odbiorców. Ludzie obserwują osoby występujące w telewizji i czerpią od nich wzorce. Widzimy podobny mechanizm w przypadku programów śniadaniowych. Klienci przychodzą do naszych salonów i pytają o garnitur albo marynarkę, którą zobaczyli u konkretnego prezentera. Zwracają uwagę na kolor, krój, dwurzędowe zapięcie czy inne detale. Wizerunek osób obecnych w mediach realnie oddziałuje więc na wybory klientów.

Sukcesy Igi Świątek, Huberta Hurkacza i innych polskich tenisistów wpłynęły również na zainteresowanie marką?

– Zdecydowanie tak. Sukcesy przekładają się przede wszystkim na liczbę osób, które zaczynają uprawiać tenis. Widać to nawet w aplikacjach służących do rezerwowania kortów. Po dużych sukcesach polskich zawodników ich obłożenie natychmiast rośnie. Zwiększa się zainteresowanie samą dyscypliną, a my jesteśmy obecni na kortach, podczas wydarzeń tenisowych i poprzez naszych ambasadorów komentujących najważniejsze turnieje. Wszystkie te elementy są ze sobą połączone. Kiedy polscy zawodnicy osiągają sukcesy, rośnie zainteresowanie tenisem, a wraz z nim również widoczność naszej aktywności związanej z tą dyscypliną.

Jak wygląda proces przenoszenia sportowych inspiracji do świata mody?

– To przede wszystkim zadanie naszych projektantów. Oglądają historyczne zdjęcia, analizują stroje i szukają elementów, które można przenieść do współczesnych kolekcji. Inspirujemy się nie tylko dzisiejszym tenisem, ale również tym sprzed wielu dekad. Moda zatacza koło. Doskonałym przykładem są szerokie spodnie. Przez pewien czas wydawało się, że ludzie już nigdy nie będą ich nosić, a dziś ponownie wróciły do łask.

W przypadku Recman ten powrót pewnych trendów nastąpił w naturalnym momencie. Tworząc bardzo charakterystyczną kolekcję tenisową, inspirowaliśmy się latami 20. i 30. XX wieku. Pojawiały się w niej kamizelki, swetry z warkoczowymi splotami i inne wyraziste elementy. Pomogło nam również to, że świat mody zaczął zmierzać w podobnym kierunku. Wróciły beże, brązy, biel i estetyka retro. Nie chciałbym powiedzieć, że to my wprowadziliśmy te trendy, ponieważ byłoby to przesadą. Kierunek, w którym rozwijała się moda, ułatwił nam jednak zaprezentowanie i sprzedaż takich kolekcji. Nie wystarczy stworzyć pięknych produktów. Klienci muszą jeszcze uznać, że chcą je nosić. Kolekcja nie może wyłącznie dobrze wyglądać na zdjęciach. Musi odpowiadać na realne potrzeby i wpisywać się w aktualny sposób ubierania.

Po czym poznaje pan, że sponsoring sportowy działa?

– Widzę to w codziennych sytuacjach. Kiedy poznaję nową osobę i ktoś dowiaduje się, kim jestem, bardzo często pierwszą reakcją jest skojarzenie Recman z tenisem. To pokazuje, jak mocno ten związek zakorzenił się w świadomości odbiorców. Wspieramy również inne dyscypliny i kluby. Na Wybrzeżu angażowaliśmy się w koszykówkę w Sopocie, w Suwałkach wspieramy lokalne zespoły, a w Zielonej Górze czy Bydgoszczy jesteśmy obecni przy żużlu. Mimo to Recman jest najczęściej kojarzony właśnie z tenisem.

Oczywiście w poszczególnych miastach istnieją bardzo silne grupy kibiców lokalnych klubów, które również dostrzegają naszą obecność. Jednak tenis pozostaje dyscypliną, z którą marka jest identyfikowana najmocniej. To jest dla mnie jeden z najważniejszych dowodów skuteczności naszych działań.

Jakie wskaźniki są dziś dla pana najważniejsze przy ocenie efektywności partnerstwa sportowego? W jaki sposób analizujecie propozycje, które trafiają do firmy?

– Przede wszystkim zwracamy uwagę na wartości reprezentowane przez daną dyscyplinę. Nie chcę deprecjonować żadnego sportu, ponieważ szanuję każdą dyscyplinę i wszystkich ludzi, którzy ją uprawiają. Są jednak sporty, które niosą wartości szczególnie bliskie naszej marce: fair play, elegancję, kulturę i określone zasady postępowania. Nie zaangażowalibyśmy się na przykład w dyscyplinę polegającą przede wszystkim na walce na gołe pięści i robieniu sobie krzywdy. Taki przekaz nie pasuje do naszego wizerunku.

Istotna jest także atmosfera wokół sportu. Jako marka ogólnopolska musimy brać pod uwagę animozje między klubami. W niektórych dyscyplinach rywalizacja jest bardzo intensywna, ale pozostaje uczciwa i sportowa. W innych potrafi przerodzić się w poważne konflikty. Nie chcielibyśmy doprowadzić do sytuacji, w której klienci z jednego miasta przestaliby kupować nasze produkty tylko dlatego, że marka zbyt mocno utożsamiła się z klubem z innego regionu. To wymaga dużej ostrożności. Tenis jest pod tym względem bezpieczniejszy. Zawodnicy reprezentują różne kluby i kraje, ale wzajemnie się szanują. Również między kibicami nie obserwujemy wojen czy agresywnych konfliktów charakterystycznych dla niektórych innych środowisk sportowych. 

Jak przez lata zmieniły się oczekiwania Recman wobec Polskiego Związku Tenisowego?

– Mogę mówić przede wszystkim o naszym podejściu. Jesteśmy związani z tenisem i z Polskim Związkiem Tenisowym zarówno w dobrych, jak i trudniejszych momentach.

Przez te lata zdarzały się sytuacje niezręczne albo takie, które nie przynosiły środowisku szczególnej chwały. Były okresy większych sukcesów, ale też momenty słabsze. Sam uprawiałem sport, dlatego wiem, jak zmienna jest forma. Dzisiaj zawodnik może znajdować się na szczycie, a jutro przeżywać trudniejszy okres. Widać to chociażby po presji wywieranej na Igę Świątek. Nie można wymagać od zawodniczki, żeby cały czas wygrywała. Sam fakt, że tak długo utrzymywała pozycję numer jeden i zdobyła sześć tytułów wielkoszlemowych, jest olbrzymim sukcesem. Jesteśmy z tenisem na dobre i na złe. Bez względu na to, czy w danym momencie jest więcej zwycięstw, najważniejsze pozostaje dla nas to, ile osób uprawia tę dyscyplinę i czy grają w nią dzieci oraz młodzież. Wielkie sukcesy są efektem długiego procesu. Najpierw trzeba zbudować szeroką podstawę i zachęcić ludzi do aktywności.

Jak zmienił się Polski Związek Tenisowy jako partner biznesowy?

– Wszystkie związki sportowe są organizacjami, w których regularnie następują zmiany. Ich władze są wybierane w demokratyczny sposób przez kluby, stowarzyszenia i inne podmioty tworzące dane środowisko. W związku z tym wiele zależy od ludzi, którzy w danym momencie zarządzają organizacją. Z perspektywy partnera bardzo ważne jest, żeby współpraca miała ciągłość i systematycznie się rozwijała. W federacjach sportowych nie zawsze jest to proste. Kiedy pojawia się nowy zarząd, często przychodzą również nowe koncepcje i priorytety. Z mojego punktu widzenia Polski Związek Tenisowy zmienia się jednak na plus. Wszyscy się uczą i rozwijają. Poszczególne zarządy realizowały lepsze i słabsze projekty, ale w dłuższej perspektywie widoczny jest postęp.

Czy sponsoring sportowy w Polsce nadal jest niedoceniany?

– Myślę, że sytuacja się zmienia i sponsoring jest coraz bardziej doceniany przez władze związków oraz kluby. Dobrym przykładem może być Ślepsk Malow Suwałki, który wspieramy regionalnie ze względu na nasze związki z miastem. Jestem pod wrażeniem tego, w jaki sposób klub z Suwałk, miasta, które nie należy przecież do największych w Polsce, potrafił zbudować szerokie grono partnerów. Duża liczba sponsorów daje klubowi bezpieczeństwo. Oparcie finansowania na jednym strategicznym partnerze jest oczywiście wygodne. Klub otrzymuje znaczące środki i może prowadzić rozmowy z jednym podmiotem zamiast z dziesiątkami lub nawet setką firm. Budowanie szerokiego grona sponsorów wymaga znacznie więcej pracy. Z każdym partnerem trzeba rozmawiać, pielęgnować relację i przedstawiać mu korzyści. Taki model zapewnia jednak większą stabilność. Jeżeli jedna firma ma problemy, zmienia strategię albo zarząd i wycofuje się ze sponsoringu, nie oznacza to automatycznie katastrofy dla całego klubu. Często podaję ten przykład podczas rozmów z działaczami sportowymi. Pokazuje on, jak wiele bezpieczeństwa można stworzyć dzięki dywersyfikacji źródeł finansowania.

Kolekcja „Dressed to Win” jest prawdopodobnie najbardziej widocznym efektem waszego związku z tenisem. Kiedy pojawił się pomysł, żeby pokazać tę współpracę również poprzez produkty?

– Pomysł zaczął się rozwijać po kilku pierwszych latach współpracy, prawdopodobnie po około pięciu latach. Chcieliśmy wówczas wyraźniej pokazać związek Recman z tenisem. Widzieliśmy już, że partnerstwo jest stabilne i ma perspektywę dalszego rozwoju. W tamtym okresie zaczynaliśmy również podpisywać umowy z ambasadorami i zawodnikami. Pojawił się więc pomysł, żeby stworzyć casualowe kolekcje inspirowane tenisem. Pierwsze propozycje projektantów były dosyć ostrożne. Po kilku latach uznaliśmy, że musimy pokazać ten kierunek znacznie mocniej. W 2022 roku, już po pandemii, przygotowaliśmy kolekcję, w której tenisowe inspiracje były zdecydowanie bardziej widoczne.

Byliśmy obecni podczas wielu wydarzeń i wspieraliśmy dyscyplinę nie tylko poprzez Polski Związek Tenisowy, lecz także turnieje amatorskie oraz poszczególne kluby. Wyrazista kolekcja pozwoliła jednak zaprezentować ten związek również w salonach. Zostało to bardzo dobrze odebrane.

Jak wiele elementów tenisowej estetyki przeniknęło do waszych codziennych kolekcji?

– Trudno określić to jednym wskaźnikiem. Jest to przedmiot naszych wewnętrznych dyskusji. Zastanawiamy się, jak mocno powinniśmy łączyć poszczególne linie z tenisem. Rozmawiają o tym dyrektor kreatywny, projektanci oraz ja. Wspólnie ustalamy kierunek i zakres tenisowych inspiracji. Dziś doszliśmy do momentu, w którym cała kolekcja casualowa ma być w mniejszym lub większym stopniu związana z tą dyscypliną. Musimy oczywiście reagować na zmiany w modzie. Nie każdy trend można bezpośrednio połączyć z tenisem, szczególnie w jego retro odsłonie. Staramy się jednak, żeby związek był konsekwentnie widoczny. W przyszłych kolekcjach takich produktów będzie coraz więcej.

Kolekcje inspirowane sportem sprzedają się lepiej od klasycznych? Mają własną, dodatkową grupę odbiorców?

– Na rynku funkcjonuje wiele marek odzieżowych, również polskich. Bardzo ważne jest więc, żeby każda z nich miała własną tożsamość i jednoznaczne skojarzenia. Po tylu latach współpracy i tak wielu projektach związanych z tenisem możemy powiedzieć, że ta dyscyplina na stałe wpisała się w DNA Recman. To ma dla nas ogromną wartość. Nie chodzi wyłącznie o porównanie sprzedaży pojedynczej kolekcji, lecz o budowanie charakterystycznego i rozpoznawalnego świata marki.

Jak znaleźć równowagę między elegancją a sportowym stylem? Na co pan osobiście zwraca uwagę?

– W przypadku tenisa jest to stosunkowo naturalne, ponieważ ta dyscyplina sama w sobie niesie elegancję. Dzięki temu łatwiej połączyć oba światy. Oczywiście pojawiają się wyzwania wynikające ze zmian w modzie. Dzisiaj popularne są szerokie spodnie, oversize’owe kroje i luźniejsze sylwetki. Połączenie ich z klasyczną tenisową estetyką bywa trudniejsze. Jest to jednak zadanie dla projektantów. Czasami sam jestem zaskoczony pomysłami, które przedstawiają i sposobem, w jaki potrafią połączyć pozornie odległe inspiracje.

Dlaczego zdecydowaliście się na współpracę właśnie z Łukaszem Kubotem?

– Pierwszy kontakt z Łukaszem wynikał z naszej współpracy z reprezentacją Polski w Pucharze Davisa, którą ubieraliśmy. Później ta relacja rozwinęła się znacznie szerzej. Po prostu się polubiliśmy. W biznesie również potrzebne są prawdziwe relacje. Musi pojawić się odpowiednie porozumienie, podobne wartości i wspólny styl myślenia. Można powiedzieć, że wzajemnie się uzupełniamy. Łukasz może nauczyć mnie lepiej grać w tenisa i pomóc poprawić określone elementy mojej gry, a ja mogę podpowiedzieć mu, w jakim kierunku zmierza moda i jak za nią podążać. Z czasem nasze kontakty stały się właściwie rodzinne. Znamy również mamę Łukasza. Nie jest to więc wyłącznie formalna współpraca między marką i sportowcem.

Czym różni się współpraca z wybitnym sportowcem od klasycznej kampanii z udziałem profesjonalnego modela?

– Wiele zależy od człowieka. Jeżeli zatrudniamy profesjonalnego modela, który na co dzień pracuje przed obiektywem, realizacja kampanii jest zazwyczaj łatwiejsza. Taka osoba wie, jak się ustawić, pracuje szybko, sprawnie i powtarzalnie. Ze sportowcami bywa czasami trudniej, ale pojawia się zupełnie inna energia. Kiedy realizujemy kampanie do kolekcji tenisowych i obserwuję pracę z boku, widzę, że uczestnicy naprawdę dobrze się bawią. Dla modela sesja jest kolejnym zawodowym zleceniem. Sportowcy czują natomiast klimat projektu i wzajemne porozumienie. Widać między nimi naturalny „flow”.

Szczególnie dobrze działa to podczas kampanii inspirowanych dawnym tenisem. Kiedy Łukasz zakłada stylizację nawiązującą do Björna Borga, może nie zapuszcza takich samych włosów, ale rzeczywiście zaczyna czuć atmosferę tenisa sprzed lat. Ta autentyczność jest później widoczna w materiałach.

Współpracujecie również z komentatorami. Co wnoszą do marki? Przede wszystkim uwiarygadniają związek Recman z tenisem?

– Uwiarygodnienie marki i zwiększenie widoczności jej związku z tenisem są oczywiście bardzo ważne. Mamy jednak z tej współpracy również ogromną satysfakcję. Przed dużymi wydarzeniami przygotowujemy komentatorom kompletne zestawy odzieżowe. Dokładnie rozpisujemy, co mogą założyć do określonych spodni, jaka marynarka do nich pasuje, jakie dobrać buty i których elementów ze sobą nie łączyć. Tworzymy dla nich swego rodzaju elementarz lub instrukcję stylizacyjną. Później z dużą przyjemnością obserwujemy, jak prezentują się podczas transmisji. Często widzimy wyraźny kontrast między osobami ubranymi przez Recman, a tymi, które samodzielnie dobierały garderobę.

Nie chcę oczywiście deprecjonować innych marek ani stylistów, ale odczuwamy dużą satysfakcję, kiedy nasi ambasadorzy wyglądają elegancko i odpowiednio do rangi wydarzenia. Widać również, że sami dobrze czują się w przygotowanych zestawach. Kiedy oglądałem relacje publikowane w mediach społecznościowych z Wimbledonu, można było zauważyć, że komentatorzy są w świetnych nastrojach. Odpowiedni ubiór wpływa na ich samopoczucie i pewność siebie.

Ważną częścią waszej aktywności jest Recman Cup. Skąd wziął się pomysł na stworzenie własnego turnieju i jak wydarzenie ewoluowało?

– W tym roku odbędzie się dziesiąta edycja, choć historia turnieju rozpoczęła się jedenaście lat temu. Jedną edycję musieliśmy odwołać z powodu pandemii. Chcieliśmy zrobić coś w mieście, w którym znajduje się siedziba naszej firmy. Wspólnie z władzami Suwałk zastanawialiśmy się, jaką inicjatywę moglibyśmy zrealizować. Początkowo dosyć nieśmiało postanowiliśmy zorganizować turniej, który miał promować miasto i przyciągnąć amatorów uprawiających tenis. Pierwotnie planowaliśmy wydarzenie regionalne, przeznaczone głównie dla zawodników z Suwałk, okolic i województwa podlaskiego. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Przyjeżdżają do nas najlepsi amatorzy z całej Polski, w tym osoby wygrywające amatorskie mistrzostwa kraju.

Z jednej strony jest to dla nas ogromny sukces. Zawodnicy przyjeżdżają nie tylko ze względu na poziom sportowy, ale także z powodu sposobu organizacji i atmosfery, którą wspólnie stworzyliśmy. Daje mi to wielką satysfakcję. Z drugiej strony pojawił się problem polegający na tym, że lokalnym zawodnikom coraz trudniej jest odnosić sukcesy, ponieważ poziom rywalizacji bardzo wzrósł. Dlatego chcemy wprowadzić kategorie dostosowane do poziomu sportowego uczestników. Do tej pory podczas wydarzenia pojawiały się również panie, które towarzyszyły zawodnikom, a później organizowaliśmy rozgrywki mikstowe. Teraz planujemy stworzenie osobnej kategorii kobiet. Turniej cały czas się rozwija, a jego dziesiąta edycja będzie kolejnym ważnym etapem.

Recman Cup ma być przede wszystkim wydarzeniem sportowym, marketingowym czy networkingowym?

– Jest połączeniem wszystkich tych elementów. Bardzo ważne jest dla nas budowanie relacji z zawodnikami, którzy przyjeżdżają na turniej, oraz z gośćmi uczestniczącymi w wydarzeniu. Nie wszyscy muszą być bezpośrednio związani z tenisem. Część osób chce po prostu obserwować rywalizację i spędzić czas w wyjątkowej atmosferze. Turniej stał się już pewną tradycją. Uczestnicy wiedzą, że koniec sierpnia warto zarezerwować na przyjazd do Suwałk. Patrzymy na to wydarzenie również pod kątem towarzyskim. Oczywiście jest ono wykorzystywane marketingowo. Pojawiają się media, które relacjonują turniej, co również ma dla nas znaczenie. Najważniejsze pozostają jednak relacje osobiste pomiędzy ludźmi uprawiającymi tenis i kochającymi tę dyscyplinę. Chcemy, żeby Recman Cup był tenisowym świętem północno-wschodniej Polski.

Współpracujecie również z PGE Narodowym. Co daje marce obecność w najbardziej rozpoznawalnym obiekcie sportowym w Polsce?

– Jest to bardzo ciekawa historia, ponieważ w tym roku obchodzimy 40-lecie istnienia firmy. Nasze początki, a szczególnie działalność w latach 90., były związane ze Stadionem Dziesięciolecia, który stanowił jedno z miejsc dystrybucji naszych produktów.

Po 40 latach historia zatoczyła więc koło. Dzisiaj współpracujemy z PGE Narodowym, co daje nam dużą satysfakcję. Widzę tutaj również pewną analogię. Recman bardzo się zmienił, a dawny Stadion Dziesięciolecia został przekształcony w PGE Narodowy. Obiekt, który przez lata nie pełnił typowo stadionowej funkcji, stał się nowoczesną areną i miejscem, z którego jako Polacy możemy być dumni. Podobną drogę przeszła nasza firma. Rozwinęliśmy się i zmieniliśmy sposób funkcjonowania. Dzisiaj mamy możliwość zadbania między innymi o to, żeby osoby obsługujące tak ważny obiekt odpowiednio się prezentowały i godnie go reprezentowały.

Wspomniał pan o 40-leciu marki. Czym jest dziś sukces firmy?

– Trzeba tutaj rozdzielić sukces firmy od sukcesu osobistego. Moim osobistym sukcesem jest to, że obaj moi synowie pracują w branży i w naszej firmie. Nigdy nie namawiałem ich do tego, żeby dołączali do Recman. Dzisiaj widzę jednak, że sami chcą w niej pracować, kochają modę i dobrze czują się w tej branży. Mam dwóch synów i obaj angażują się w działalność firmy. Dzięki temu mogę być spokojniejszy o sukcesję. Jest to dla mnie bardzo ważne.

Jeżeli natomiast spojrzymy na samą firmę, jednym z największych sukcesów jest sposób, w jaki Recman jest dzisiaj postrzegany przez klientów. Przeszliśmy drogę od marki, którą można było określić jako „stadionową”, do przedsiębiorstwa działającego w zupełnie innym segmencie rynku. Przez pewien czas uważałem, że nie wypada mówić o stadionowych początkach, ponieważ mogą kojarzyć się negatywnie. Dzisiaj patrzę na to inaczej. Zauważyłem, że młodzi ludzie postrzegają Stadion Dziesięciolecia jako symbol polskiej transformacji. Nie musimy się tego etapu wstydzić. Możemy być dumni z tego, jaką drogę przeszły polskie firmy. Klienci dostrzegają obecny poziom naszych kolekcji, salonów i przestrzeni, w których ich obsługujemy. Przykładem jest showroom w Galerii Młociny w Warszawie przeznaczony dla osób mających większe oczekiwania i potrzebujących indywidualnego podejścia. Chcemy mieć dla nich odpowiednie miejsce oraz zapewniać właściwy standard obsługi.

Dużym sukcesem jest dla mnie również to, że z marki zarządzanej jednoosobowo udało się stworzyć sprawnie funkcjonującą organizację. Wprowadziliśmy procesy, schematy i określone zasady zarządzania. Nie jesteśmy korporacją, ale korzystamy z części rozwiązań korporacyjnych, które zapewniają firmie większą niezależność od jednej osoby. Recman nie jest już organizacją, w której wszystkie decyzje muszą przechodzić przeze mnie.

Prowadzenie marki premium w Polsce jest dzisiaj łatwiejsze czy trudniejsze niż dziesięć lat temu?

– Można spojrzeć na to z dwóch stron. Pod pewnymi względami jest łatwiej, ponieważ polskie społeczeństwo się bogaci. Mamy więcej klientów, którzy potrafią docenić jakość i są gotowi zapłacić więcej za produkt porządny oraz oryginalny. Z drugiej strony rynek jest bardzo nasycony, dlatego konkurencja stała się zdecydowanie większa. Pod tym względem prowadzenie marki jest trudniejsze.

Kiedy zaczynaliśmy w latach 80., a później rozwijaliśmy działalność w latach 90., były to czasy producentów. Jeżeli firma miała produkt, mogła stosunkowo łatwo znaleźć na niego odbiorcę. Dzisiaj jest to czas klienta, który ma ogromny wybór. To całkowicie zmienia perspektywę i sposób prowadzenia biznesu.

Tenis jest uosobieniem cierpliwości i spokoju. Czy te cechy wykorzystuje pan również w zarządzaniu firmą?

– Zdecydowanie tak. Bardzo cenię fakt, że jesteśmy firmą prywatną i możemy podejmować decyzje w długoterminowej perspektywie. Nie odczuwamy ciągłej presji na wynik osiągany tu i teraz. Uważam, że jest to przewaga takich organizacji nad firmami, w których pozycja zarządu zależy od wyniku wypracowanego w jednym kwartale czy roku.

Możemy założyć, że w określonych latach zysk będzie mniejszy albo tempo rozwoju będzie wolniejsze, ponieważ realizujemy inny, długofalowy cel. Dzięki temu jesteśmy w stanie stabilnie trzymać się przyjętego kierunku. Ktoś powiedział mi kiedyś, że kiedy wchodzi się obecnie do galerii handlowej, trzeba spojrzeć na szyld albo metkę, żeby zorientować się, w salonie, której marki się znajdujemy. Wiele sklepów i kolekcji wygląda bardzo podobnie. Nasz związek z tenisem pomaga nam się wyróżniać, pokazuje tożsamość marki.

Mam dużą satysfakcję z tego, że możemy robić rzeczy, które nam się podobają. Nie zawsze muszą to być produkty wybierane przez większość klientów. Dzięki długoterminowemu podejściu możemy również kształtować gusta odbiorców i ich edukować, zamiast koncentrować się wyłącznie na szybkim zysku.

Gdyby nie prowadził pan firmy odzieżowej, widziałby się pan zawodowo w świecie sportu?

– W młodości osiągałem sukcesy w piłce ręcznej, ale stosunkowo szybko zakończyłem wyczynowe uprawianie sportu. W tamtym czasie perspektywy zawodowe sportowców były znacznie gorsze niż obecnie, szczególnie w piłce ręcznej. W piłce nożnej funkcjonowały większe pieniądze, ale w wielu innych dyscyplinach trudno było utrzymać rodzinę. Rozpocząłem działalność biznesową między innymi dlatego, że nie widziałem perspektyw na godne życie ze sportu. Miałem około 22 lat, a możliwość wyjazdu do zachodniego klubu pojawiała się zazwyczaj dopiero po ukończeniu 30. roku życia. Osiem lat oczekiwania było bardzo odległą perspektywą.

Trzeba również pamiętać, że w tamtym czasie trzydziestoletni zawodnik był już często uważany za sportowca znajdującego się u schyłku kariery. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Rozwinęła się medycyna, zmieniła się świadomość trenerów i fizjoterapeutów, dzięki czemu zawodnicy mogą znacznie dłużej pozostawać aktywni. Wówczas jednak czekanie do trzydziestki na możliwość zarabiania dobrych pieniędzy w zagranicznym klubie było ryzykowne. W każdej chwili mogła również pojawić się kontuzja. Dlatego wybrałem inny pomysł na życie. Co ciekawe, zainteresowanie modą i pomysł na biznes zaszczepił we mnie jeden z działaczy sportowych, z którym się wówczas przyjaźniłem. Prowadził niewielką firmę odzieżową. Sam również zaczynałem bardzo skromnie, zatrudniając jedną osobę. Ten człowiek pomógł mi w początkowym okresie i przekazał posiadane wtedy know-how.

Można więc powiedzieć, że chociaż odszedłem od zawodowego sportu, to właśnie osoba związana ze sportem miała ogromny wpływ na rozpoczęcie mojej działalności biznesowej.

Jakie marzenie związane z tenisem i marką Recman pozostaje jeszcze do zrealizowania?

– Chciałbym, żebyśmy kiedyś ubierali zawodnika będącego numerem jeden na świecie. Do tworzenia odzieży damskiej jest nam na razie dosyć daleko, dlatego być może szybciej któryś z polskich tenisistów dotrze na sam szczyt. Marzę o tym, żeby był to nasz rodak, którego moglibyśmy ubierać i z dumą mówić, że reprezentant Polski współpracujący z Recman jest najlepszym tenisistą świata.

Udostępnij
Jakub Kłyszejko

Jakub Kłyszejko

Redaktor naczelny SportMarketing.pl od czerwca 2023 roku. Specjalizuje się w tematyce marketingu sportowego, sponsoringu, mediów oraz biznesowych aspektów sportu. Przeprowadza wywiady z przedstawicielami największych marek, klubów, federacji i organizacji sportowych, analizując najważniejsze trendy oraz kierunki rozwoju branży. Prywatnie pasjonat sportu ze szczególnym zamiłowaniem do piłki nożnej i koszykówki. Wolny czas najchętniej spędza aktywnie – gra w tenisa, jeździ na rowerze, podróżuje i odkrywa nowe miejsca oraz dobrą kuchnię.