Boom na Jeremy’ego Sochana zmienił rynek. Rafał Draganowski z SK Store zdradza kulisy koszykarskiego biznesu [WYWIAD]
Jeszcze kilka lat temu SK Store funkcjonował jako specjalistyczny sklep dla koszykarzy. Dziś marka chce być czymś znacznie więcej – budować społeczność, rozwijać kulturę basketu i zostać liderem rynku w Europie Środkowej. O wpływie Jeremy’ego Sochana na biznes, zmianach zachodzących wśród klientów, współpracy z Polskim Związkiem Koszykówki oraz przyszłości marketingu sportowego opowiada SportMarketing.pl Rafał Draganowski, marketing manager SK Store.
Jakub Kłyszejko, redaktor naczelny SportMarketing.pl: Przeszliście drogę od specjalistycznego sklepu koszykarskiego do jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek związanych z koszykówką w Polsce. Co było najważniejszym momentem tej transformacji?
Rafał Draganowski, marketing manager SK Store: – Zdecydowanie moment, w którym jako organizacja uznaliśmy, że musimy obrać jeden, konkretny kierunek. Kluczowe było połączenie trzech brandów, bo obecny SK Store powstał właśnie z trzech odrębnych projektów. Pierwszym był Sklep Koszykarza, drugim Kicks Store – skierowany przede wszystkim do klientów zagranicznych, a trzecim sklep siatkarza. W 2021 roku zdecydowaliśmy się połączyć wszystkie trzy koncepty w jedną markę. Tak narodził się SK Store, który od tamtej pory ma jasno określoną strategię biznesową, marketingową i medialną.
Jak bardzo zmienił się sam biznes po rebrandingu?
– Zmienił się bardzo mocno. Wynikało to nie tylko z naszej decyzji, ale również z sytuacji rynkowej. To był okres ogromnego boomu na produkty Nike i Jordan Brand, napędzanego między innymi sukcesem serialu dokumentalnego The Last Dance. Wtedy zainteresowanie marką Jordan osiągnęło ogromną skalę, a wraz z nim pojawiło się zjawisko masowego resale’u, czyli odsprzedaży limitowanych modeli butów po znacznie wyższych cenach.
Dzisiaj ten trend wyraźnie wyhamował. Rynek się zmienił, dlatego również my poszerzamy ofertę i rozwijamy nowe segmenty działalności.
Dzisiaj bardziej postrzegacie siebie jako sklep lifestyle’owy czy jako platformę skupiającą wokół siebie społeczność?
– Zdecydowanie bliżej nam do budowania społeczności. Oczywiście nasze korzenie są koszykarskie. Wszyscy pracownicy SK Store wywodzą się ze środowiska koszykówki i mają autentyczny sportowy background. Chcemy jednak skupiać wokół siebie nie tylko fanów tej dyscypliny, ale całe community osób zainteresowanych szeroko rozumianym lifestyle’em, sportem czy amerykańską kulturą. Dobrym przykładem jest rozszerzanie naszej oferty. Niedawno wprowadziliśmy karty kolekcjonerskie, mieliśmy również projekty związane z MLB czy NFL. Pokazuje to kierunek, w którym chcemy się rozwijać.

Jak przyjęło się wejście w segment kart kolekcjonerskich?
– To fenomen, który od kilku lat bardzo dynamicznie rośnie na całym świecie. Na początku odradzający się rynek kart kolekcjonerskich napędzały przede wszystkim Pokemony. Bardzo szybko udało nam się jednak przenieść ten trend na grunt sportowy. Dzisiaj jesteśmy pierwszym i jedynym w Polsce specjalistycznym sklepem sportowym z obuwiem, który posiada tak szeroką ofertę sportowych kart kolekcjonerskich.
Bardzo pomogła nam również współpraca z Polskim Związkiem Koszykówki i reprezentacją Polski. Wspólnie stworzyliśmy już trzy edycje kart kolekcjonerskich dostępnych wyłącznie w SK Store. Widzimy, że jest to segment, który systematycznie rośnie i staje się coraz ważniejszą częścią naszego biznesu.
Powiedziałeś kiedyś, że SK Store to „więcej niż sklep koszykarza”. Co dokładnie kryje się za tym hasłem?
– To hasło najlepiej oddaje naszą drogę. Wywodzimy się z trzech różnych marek i chcieliśmy stworzyć miejsce, które będzie znacznie szersze niż klasyczny sklep z obuwiem czy sprzętem do koszykówki. Budujemy społeczność skupioną wokół koszykówki, lifestyle’u oraz szeroko rozumianej kultury amerykańskiej. Mogę też zdradzić, że w najbliższym czasie będziemy jeszcze mocniej rozwijać segment lifestyle’owy. Nasza oferta będzie coraz szersza, dlatego hasło „więcej niż sklep koszykarza” będzie jeszcze lepiej oddawało to, czym naprawdę jest SK Store.
Czy zauważacie, że zmieniają się również sami klienci? Kiedyś dominowały ubrania z dużymi logotypami czy typowo sportowym charakterem, dziś coraz większą popularność zdobywa bardziej codzienny styl.
– Zdecydowanie to obserwujemy. Świetnym przykładem była wizyta Jeremy’ego Sochana w naszym sklepie. Choć wydarzenie miało charakter koszykarski, Jeremy pojawił się w bardzo lifestyle’owej stylizacji. Jeszcze kilka lat temu zapewne zobaczylibyśmy go w koszulce NBA, szerokich jeansach i butach Jordan. Dzisiaj moda mocno się zmieniła. Sport coraz bardziej przenika się z codziennym stylem życia i dokładnie ten sam trend obserwujemy również wśród naszych klientów.
Jak dziś wygląda struktura działalności SK Store? Co odpowiada za największą część przychodów?
– Największą część naszego biznesu stanowi e-commerce. Nie mogę zdradzić konkretnych proporcji, ale mogę powiedzieć, że ten kanał będzie dla nas jeszcze ważniejszy. Jesteśmy właśnie przed dużą integracją technologiczną z platformą Modivo i wierzymy, że dzięki temu sprzedaż internetowa będzie nadal bardzo dynamicznie rosła.

Jak zmieniły się oczekiwania klientów w ostatnich latach?
– Klienci są dziś znacznie bardziej świadomi. Jeszcze kilka lat temu decyzje zakupowe bardzo często były uzależnione od największych gwiazd, takich jak Michael Jordan czy LeBron James. Dzisiaj konsumenci szukają przede wszystkim produktów dopasowanych do własnych potrzeb i własnego stylu. Coraz rzadziej kupują coś wyłącznie dlatego, że nosi to konkretny zawodnik. Znacznie częściej wybierają produkty odpowiadające ich indywidualnym preferencjom, a my staramy się zapewnić im właśnie taki wybór.
Czy rozwój sklepów stacjonarnych nadal ma sens w czasach dominacji e-commerce?
– Zdecydowanie tak. Sklep stacjonarny jest wizytówką marki. W przypadku specjalistycznego sklepu koszykarskiego ogromną przewagą jest możliwość rozmowy z prawdziwymi koszykarzami, którzy sami testują sprzęt i potrafią doradzić klientowi na podstawie własnego doświadczenia. To coś, czego nie zastąpi żaden sklep internetowy. Dodatkowo nasz flagowy salon w Warszawie bardzo często odwiedzają goście z zagranicy. Niejednokrotnie słyszeliśmy od nich, że pod względem wyglądu, funkcjonalności i jakości obsługi polskie sklepy specjalistyczne nie tylko dogoniły Zachód, ale w wielu aspektach go wyprzedziły.
Jak ważna jest możliwość przymierzenia butów przed zakupem?
– To jedna z naszych największych przewag. Każdy ma inną stopę, inne preferencje i inne oczekiwania wobec obuwia. Oczywiście nowoczesny e-commerce umożliwia zamówienie kilku modeli, przymierzenie ich w domu i zwrot tych, które nie pasują. Jednak pierwszy kontakt z produktem, możliwość obejrzenia go z bliska, przymierzenia i rozmowy z doświadczonym sprzedawcą to wartość, której nie da się zastąpić. To właśnie jeden z fundamentów naszego biznesu.
Na czym dziś opiera się strategia marketingowa SK Store?
– Przede wszystkim chcemy być obecni tam, gdzie są młodzi ludzie, dlatego bardzo mocno stawiamy na media społecznościowe. Nawet jeśli część odbiorców nie podejmuje jeszcze decyzji zakupowych, zależy nam, aby już teraz kojarzyli SK Store z miejscem tworzonym przez ludzi z pasją, a nie przez algorytmy. Drugim niezwykle ważnym filarem naszej działalności jest współpraca z Polskim Związkiem Koszykówki. Za nami mistrzostwa świata 3×3, podczas których byliśmy praktycznie w centrum wydarzeń na placu Defilad. To była dla nas świetna okazja do spotkania z kibicami i budowania relacji z całą społecznością.
Uruchomiliśmy również inicjatywę Courtside Seats. Na domowych meczach Rep. Polski przygotowujemy około 50 miejsc tuż przy parkiecie oznaczonych brandingiem SK Store. Każda osoba kupująca taki bilet otrzymuje również spersonalizowaną koszulkę. Chcemy tworzyć wyjątkowe doświadczenia dla kibiców i odpowiadać na potrzeby różnych grup fanów koszykówki.

Budowanie silnej marki w koszykówce jest trudniejsze niż w piłce nożnej?
– Zdecydowanie tak. Patrzę na to również bardzo emocjonalnie, bo wszyscy w SK Store jesteśmy autentycznymi pasjonatami koszykówki. Gdy przychodzą piłkarskie mistrzostwa świata, praktycznie wszystkie media żyją jednym wydarzeniem. Tymczasem jeszcze rok wcześniej odbywał się EuroBasket i mimo ogromnej rangi turnieju zainteresowanie mediów było zdecydowanie mniejsze. Z jednej strony jest to frustrujące, ale z drugiej bardzo motywuje. Wiemy, że swoją pozycję musimy wypracować sami i cały czas mamy jeszcze wiele do zrobienia.
Jak mierzycie skuteczność swoich działań marketingowych?
– Jesteśmy przede wszystkim firmą handlową, dlatego podstawowym wskaźnikiem pozostaje sprzedaż. Oczywiście analizujemy również zasięgi czy zaangażowanie społeczności, ale ostatecznie najważniejszym miernikiem skuteczności każdej kampanii pozostaje wynik biznesowy.
Jak zmienił się marketing sportowy w koszykówce w ostatnich latach?
– Globalnie zmienił się bardzo mocno. Koszykarze coraz częściej budują własne marki osobiste. Dzisiaj nie są już wyłącznie zawodnikami reprezentującymi klub. Są jednocześnie twórcami internetowymi, influencerami i ambasadorami marek. To trend, który w Stanach Zjednoczonych jest już czymś naturalnym, natomiast w Polsce dopiero zaczynamy go obserwować. Ogromną pracę wykonuje Polski Związek Koszykówki, który przenosi na polski rynek rozwiązania znane z amerykańskiego sportu. Mówimy o aktywacjach dla kibiców podczas meczów, konkursach czy budowaniu całego widowiska wokół spotkań. My również współpracujemy z reprezentantami Polski, między innymi organizowaliśmy wydarzenia z Jeremim Sochanem, a naszymi ambasadorami są Adam Waczyński czy Przemysław Zamojski i Aldona Morawiec. Widzimy, jak szybko zawodnicy musieli nauczyć się funkcjonowania nie tylko jako sportowcy, ale również jako twórcy internetowi i ambasadorzy różnych projektów. To korzystna zmiana dla wszystkich. Zawodnicy budują własne marki, a firmy zyskują partnerów, z którymi mogą realizować autentyczne działania marketingowe.
Czy Polska przeżywa dziś najlepszy okres dla koszykówki od wielu lat?
– Największy wzrost zainteresowania obserwowaliśmy w momencie wyboru Jeremiego Sochana w drafcie NBA. To był naprawdę wyraźny skok popularności całej dyscypliny. Później przyszły kolejne sukcesy reprezentacji, świetne występy kadry 3×3 czy EuroBasket, ale dziś warto zadać sobie pytanie, co będzie dalej. Nie możemy przecież przez kolejne dziesięć lat żyć wyłącznie wspomnieniami jednego sukcesu. Potrzebujemy kolejnych impulsów, które będą napędzać rozwój koszykówki.
Pamiętam, że koszulki Jeremiego Sochana błyskawicznie znikały ze sklepów. Wy również odczuliście ten boom?
– Zdecydowanie. Jeszcze zanim koszulki oficjalnie trafiły do sprzedaży, sprawdziliśmy liczbę wyszukiwań w internecie. Już wtedy było ich kilkaset, dlatego uznaliśmy, że warto zaryzykować. To okazała się bardzo dobra decyzja. Pierwsza partia licząca ponad 300 koszulek sprzedała się dosłownie w ciągu kilku dni.

Czy obecność Polaka w NBA ma dziś większy wpływ na zainteresowanie koszykówką niż sukcesy reprezentacji?
– Obawiam się, że tak. Oczywiście sukcesy reprezentacji są niezwykle ważne, ale największy wzrost zainteresowania widzieliśmy właśnie po wyborze Jeremiego Sochana do NBA. Trzeba jednak pamiętać, że sam fakt obecności zawodnika w lidze nie wystarczy. Musi regularnie grać i być widoczny. Gdy spędza więcej czasu na ławce, zainteresowanie również zaczyna spadać.
To ma również znaczenie biznesowe?
– Ogromne. Dla nas obecność tak medialnego Polaka w NBA przekłada się bezpośrednio na zainteresowanie całą dyscypliną, a w konsekwencji także na nasz biznes. Każdy sukces polskiego zawodnika w najlepszej lidze świata sprawia, że więcej osób zaczyna interesować się koszykówką.
Jak wygląda sytuacja wśród najmłodszych kibiców?
– Globalnie młodsze pokolenia coraz częściej wybierają sporty indywidualne, takie jak bieganie czy kolarstwo. Jednocześnie obserwuję ogromny wzrost zainteresowania koszykówką wśród dzieci i młodzieży. Widzę to choćby po liczbie propozycji współpracy, które trafiają do mnie od klubów i różnych organizacji koszykarskich. Mam nadzieję, że za kilka lat przełoży się to zarówno na większą liczbę klientów SK Store, jak i na dalszy rozwój całej dyscypliny w Polsce.
Czy najmocniejsze koszykarskie ośrodki są jednocześnie waszymi najlepszymi rynkami sprzedażowymi?
– Nie zawsze. Największy wpływ ma po prostu liczba mieszkańców danego regionu. Wyjątkiem jest Trójmiasto. Tam rzeczywiście czuć wyjątkową kulturę koszykówki. Organizując wydarzenia, widzimy ogromne zaangażowanie kibiców i bardzo pozytywny odbiór naszych działań. To jedno z miejsc, w którym koszykówka naprawdę żyje.
Czy w Polsce można już mówić o kulturze basketu?
– Moim zdaniem zdecydowanie tak. Mamy silne środowisko, mamy ludzi, którzy od lat budują tę kulturę, i mamy własną tożsamość. Oczywiście SK Store jest jej częścią, ale najważniejsze jest to, że polska kultura koszykarska naprawdę istnieje i powinniśmy być z niej dumni.
W promocji koszykówki coraz większą rolę odgrywają influencerzy i twórcy internetowi. Widzieliśmy to chociażby podczas mistrzostw świata 3×3 w Warszawie. Jak duże znaczenie mają dziś takie osoby?
– Ogromne i z roku na rok będzie ono jeszcze rosło. Między innymi z tego powodu stworzyliśmy projekt Courtside Seats. Zapraszamy tam nie tylko partnerów czy gości biznesowych, ale również twórców internetowych i osoby, które wcześniej nie miały kontaktu z koszykówką. Chcemy pokazać im, jak wyjątkowym doświadczeniem jest oglądanie meczu tuż przy parkiecie. Dzięki temu mogą później opowiedzieć o swoich emocjach i zachęcić kolejne osoby do odwiedzenia hali. To działa znacznie szerzej niż klasyczna reklama. Koszykówka jest sportem, który świetnie się ogląda na żywo. Trzeba tylko sprawić, żeby ludzie chcieli tego doświadczyć.
Którzy koszykarze mają dziś największy wpływ na rynek?
– Niezmiennie LeBron James. Oczywiście ogromne znaczenie ma również Michael Jordan. Choć zakończył karierę ponad dwadzieścia lat temu, jego wpływ na rynek praktycznie się nie zmniejszył. Jordan Brand nadal jest obecny na każdej półce sklepowej i pozostaje jedną z najmocniejszych marek w świecie sportu. Bardzo ciekawym przykładem jest również Shaquille O’Neal. Kilka lat temu sprowadziliśmy w ramach współpracy z obrębie MODIVO PLATFORM do Polski dwie marki związane z jego działalnością biznesową. To pokazuje skalę jego wpływu. Zbudował własny biznes praktycznie od podstaw, a jednocześnie reaktywował markę Reebok, z którą był związany na początku swojej kariery. Jeżeli chodzi o młodsze pokolenie, świetną decyzję podjął Adidas, inwestując w Anthony’ego Edwardsa. Dziś to jedna z największych gwiazd tej marki. W Nike ogromny potencjał marketingowy nadal mają Ja Morant – mimo problemów pozaboiskowych – oraz Luka Doncić. W przypadku Luki każda nowa kolorystyka jego butów wywołuje ogromne zainteresowanie klientów. To już nie jest chwilowa moda, tylko bardzo silna marka osobista.
Czy można powiedzieć, że to właśnie era Michaela Jordana najmocniej wpłynęła na rozwój całego biznesu związanego z koszykówką?
– Bez żadnych wątpliwości. To Michael Jordan sprawił, że obuwie koszykarskie przestało być wyłącznie sprzętem sportowym. Dzisiaj nikogo nie dziwi, że sneakersy zakładamy do pracy, na spotkanie czy po prostu na co dzień. Przed jego erą praktycznie nie istniało takie zjawisko. To właśnie Jordan zmienił sposób postrzegania butów sportowych i stworzył fundament całego rynku sneakersowego.

Jako oficjalny partner Polskiego Związku Koszykówki macie wyjątkową perspektywę. W jakim miejscu znajduje się dziś marketingowo polska koszykówka?
– Moim zdaniem jesteśmy na fali wznoszącej. Najważniejsze jest jednak to, aby tej szansy nie zmarnować. Oczywiście marketing musi iść w parze z wynikami sportowymi. W tej chwili wszyscy patrzymy już w kierunku przyszłorocznych mistrzostw świata w Katarze. Jako SK Store będziemy nadal wspierać Polski Związek Koszykówki i kibiców najlepiej, jak potrafimy. Chcemy dostarczać produkty, dzięki którym będą mogli jeszcze mocniej identyfikować się z reprezentacją. Patrzę na przyszłość z dużym optymizmem.
Czy potencjał reprezentacji jest odpowiednio wykorzystywany przez sponsorów?
– Uważam, że nadal nie w pełni. Nie chcę odnosić się do konkretnych partnerów, ale myślę, że potencjał reprezentacji jest większy niż skala obecnych działań marketingowych.
Czego więc najbardziej brakuje polskiej koszykówce, aby zainteresować jeszcze większych sponsorów?
– Przede wszystkim jeszcze większej liczby wydarzeń skierowanych do szerokiego grona odbiorców. Koszykówka jest sportem, który na początku może wydawać się bardziej skomplikowany niż piłka nożna. Dlatego trzeba wyprowadzać ją poza hale. Świetnym przykładem były mistrzostwa świata 3×3 na placu Defilad. Tego typu wydarzenia pozwalają dotrzeć również do osób, które na co dzień nie interesują się basketem. Im więcej takich aktywacji w centrach największych miast, tym większa szansa na rozwój całej dyscypliny. Moim zdaniem już teraz robimy wiele dobrych rzeczy, ale wciąż możemy robić ich jeszcze więcej.
Czy kluby ORLEN Basket Ligi coraz lepiej rozumieją znaczenie marketingu i budowania marki?
– Nie współpracujemy z wieloma klubami, dlatego trudno mi oceniać całą ligę. W przeszłości współpracowaliśmy z Treflem Sopot i tę współpracę oceniam bardzo dobrze. Trzeba jednak pamiętać, że nawet w tak koszykarskim regionie jak Trójmiasto nadal trudno osiągnąć skalę znaną z największych europejskich czy amerykańskich organizacji. To nie wynika z braku zaangażowania, tylko z wielkości naszego rynku.
Dlaczego takich współprac z klubami nadal jest stosunkowo niewiele?
– Cały czas próbujemy rozwijać ten kierunek. Pierwszym krokiem były dedykowane karty kolekcjonerskie przygotowane z okazji zwycięstwa w lidze ENBL przez Dziki Warszawa. Jeżeli chodzi o sprzedaż oficjalnego klubowego merchandisingu, wiele zależy od producentów sprzętu i praw licencyjnych. Do tej pory nie udało się wypracować modelu współpracy, który byłby satysfakcjonujący dla wszystkich stron. Nie zamykamy jednak tego tematu. Wraz z nowym producentem sprzętu dla ligi mogą pojawić się zupełnie nowe możliwości.
Jak zmieniają się oczekiwania klientów kupujących buty do koszykówki?
– Przede wszystkim odchodzimy od mitu, że but koszykarski musi być wysoki. To przekonanie funkcjonuje od wielu lat, chociaż nawet w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wielu zawodników grało w niskich modelach. Najważniejsza jest szeroka podeszwa i odpowiednio usztywniona pięta. Coraz więcej klientów wybiera właśnie niskie modele, niezależnie od wieku czy poziomu zaawansowania. Zmieniło się również podejście do samych marek. Jeszcze kilka lat temu wielu zawodników kupowało wyłącznie modele sygnowane nazwiskiem ulubionego koszykarza. Dzisiaj klienci przede wszystkim szukają buta najlepiej dopasowanego do własnych potrzeb, niezależnie od tego, czy będzie to model LeBrona Jamesa, Luki Doncicia czy zupełnie innego zawodnika.
Personalizacja produktów staje się dziś standardem. Jak ważny jest to segment waszego biznesu?
– Obecnie personalizujemy przede wszystkim odzież związaną z reprezentacją Polski oraz projektami realizowanymi wspólnie z Polskim Związkiem Koszykówki. To segment, który systematycznie rośnie. Rozwijamy również rozwiązania skierowane do klientów biznesowych. Mamy specjalny panel klubowy przeznaczony dla klubów i organizacji sportowych, dlatego coraz mocniej otwieramy się również na rynek B2B. Wierzymy, że sukces, który osiągnęliśmy w sprzedaży detalicznej, jesteśmy w stanie powtórzyć także w tym obszarze.
Klienci częściej kupują dziś buty do gry czy do codziennego noszenia?
– Idealna sytuacja jest wtedy, kiedy kupują jedno i drugie. Naturalnie buty używane na parkiecie zużywają się szybciej, dlatego ten segment nadal pozostaje bardzo istotny. Jednocześnie coraz mocniej rozwijamy ofertę lifestyle’ową, więc w przyszłości proporcje między tymi kategoriami będą się stopniowo wyrównywać.
Czy nadal dużym zainteresowaniem cieszą się limitowane kolekcje?
– Rynek bardzo się zmienił. Jeżeli mówimy o sygnowanych modelach zawodników, to oczywiście pozostają one jednym z filarów naszego biznesu. Klienci nadal bardzo chętnie kupują buty LeBrona Jamesa, Luki Doncicia czy Anthony’ego Edwardsa. Natomiast moda na limitowane edycje kupowane wyłącznie z myślą o kolekcjonowaniu czy odsprzedaży wyraźnie osłabła. Dzisiaj konsumenci przede wszystkim wybierają modele najlepiej dopasowane do swoich potrzeb, a nie te, które są najrzadsze.
Jak wygląda dziś konkurencja na rynku specjalistycznych sklepów koszykarskich w Polsce?
– Uważam, że jesteśmy dziś jedynym tego typu specjalistycznym sklepem w Polsce. Potwierdzeniem tego jest chociażby decyzja MODIVO PLATFORM o inwestycji wyspecjalizowany koncept i jego dalszym, wspólnym rozwoju. Oczywiście kilka lat temu konkurencja wyglądała inaczej, jednak rynek mocno się zmienił. Istotnym momentem była również decyzja Nike o ograniczeniu liczby autoryzowanych partnerów handlowych. Nam udało się utrzymać ten status, co miało ogromne znaczenie dla dalszego rozwoju firmy.
Planujecie dalszy rozwój sieci sklepów stacjonarnych?
– Tak. Obecnie prowadzimy rekrutację do nowego sklepu w Poznaniu. Działamy już w Warszawie, Krakowie i Trójmieście, ale równolegle analizujemy także możliwość przenoszenia części salonów do większych i jeszcze lepiej dopasowanych lokalizacji. Rozwój sprzedaży stacjonarnej pozostaje jednym z naszych priorytetów.
Dlaczego klient powinien kupić buty właśnie w SK Store, a nie bezpośrednio na stronie producenta?
– Przede wszystkim ze względu na doświadczenie. Można do nas przyjść, przymierzyć produkt, porozmawiać z ludźmi, którzy sami grają w koszykówkę i korzystają z tego sprzętu na co dzień. Naszą przewagą nie jest wyłącznie oferta, ale przede wszystkim wiedza i specjalizacja. Dotyczy to również sprzedaży internetowej. Rozwijamy ekspercki blog, przygotowujemy poradniki, opisujemy historię poszczególnych modeli i zawodników. Chcemy być miejscem, do którego trafia się nie tylko po zakupy, ale również po wiedzę o koszykówce i sprzęcie sportowym.
Jakie cele biznesowe stawiacie sobie na najbliższe trzy lata?
– Najważniejszym zadaniem będzie pełne wykorzystanie potencjału technologicznego MODIVO PLATFORM. To daje nam ogromne możliwości rozwoju zarówno w e-commerce, jak i w całym obszarze sprzedaży. Jeżeli spojrzymy na perspektywę trzech lat, chcemy walczyć o pozycję najważniejszego specjalistycznego sklepu koszykarskiego w Europie Środkowej. To kierunek, który jasno sobie wyznaczyliśmy.
Jaka była najważniejsza decyzja biznesowa w historii SK Store?
– Bez wątpienia rebranding. Połączenie Sklepu Koszykarza, Kicks Store i sklepu siatkarza w jedną markę dało nam nową tożsamość i jasno określiło kierunek rozwoju. To właśnie wtedy powstał SK Store w obecnym kształcie.
Skoro wspomnieliśmy o siatkówce – nadal jest ona częścią waszego biznesu?
– Tak, choć obecnie w znacznie mniejszym stopniu niż koszykówka. Warto jednak pamiętać, że wielu siatkarzy od lat gra właśnie w butach koszykarskich. Przez wiele sezonów byliśmy partnerem Polskiego Związku Piłki Siatkowej i był to bardzo ważny obszar naszej działalności. Podczas igrzysk olimpijskich w 2024 roku sprzedaż koszulek reprezentacji Polski stanowiła jedną z najistotniejszych części naszego biznesu. Dzisiaj nie współpracujemy już z PZPS, ponieważ po zmianie partnera technicznego zakończyła się także nasza współpraca. Nie wynikało to jednak z naszej decyzji. Mimo wszystko nadal rozwijamy ofertę siatkarską i wierzymy, że w przyszłości ten segment ponownie będzie odgrywał większą rolę.
Na zakończenie – gdybyśmy spotkali się za dziesięć lat, jak chciałbyś, żeby środowisko koszykarskie kończyło zdanie: „SK Store to marka, która…”?
– SK Store to marka, w której kupiłem swoje pierwsze buty do koszykówki i do której cały czas wracam. To byłoby największe wyróżnienie.
Jakub Kłyszejko
Więcej Wywiady
Dyrektor Tour de France: Tour należy do wszystkich, którzy pomagają go tworzyć [WYWIAD]
Tour de France słynie z legendarnych podjazdów i dramatycznych finiszów. Jednak za każdym etapem kryje się ogromny, zbiorowy wysiłek. Christian Prudhomme, dyrektor Tour de France, oraz Ferdinand Hoyos, Head of Business Area Tires EMEA w Continental, opowiadają o zaufaniu, technologii i pracy zespołowej stojących za największym wyścigiem kolarskim na świecie.…