„Warszawa zasługuje na ATP 500”. Michał Szewc o planach rozwoju turnieju ATP [WYWIAD]
Najpierw ITF M15, następnie challenger ATP, a w dalszej perspektywie jeszcze większy turniej. Organizatorzy Yokohama Warsaw Open nie ukrywają swoich ambicji. Michał Szewc opowiada SportMarketing.pl o budowie nowego wydarzenia na tenisowej mapie Warszawy, pozyskiwaniu sponsorów i roli marki Legii w całym projekcie.
Jakub Kłyszejko, redaktor naczelny SportMarketing.pl: Skąd w ogóle wziął się pomysł, aby zorganizować zawodowy turniej ITF na kortach Legii?
Michał Szewc, dyrektor turnieju Yokohama Warsaw Open: – To element naszej długofalowej strategii. Chcemy rozpocząć od turnieju najniższej rangi ITF World Tennis Tour M15, a w ciągu kilku lat systematycznie rozwijać wydarzenie aż do poziomu challengera ATP. Wierzymy, że mamy ku temu odpowiednie warunki. Dysponujemy świetnym obiektem, mamy przychylność Polskiego Związku Tenisowego i wierzymy, że uda się pozyskać środki niezbędne do realizacji tego projektu. Widzimy ogromny potencjał, aby Warszawa miała latem nie tylko prestiżowy turniej kobiecy, ale również silny turniej męski.
Warszawa potrzebuje kolejnego międzynarodowego turnieju tenisowego?
– Zdecydowanie tak. Mówimy przecież o jednej z największych europejskich stolic. Warszawa zasługuje na imprezę najwyższej klasy, docelowo nawet rangi ATP 500. Oczywiście dojście do takiego poziomu to proces, który wymaga wielu lat pracy, ogromnych nakładów finansowych i spełnienia bardzo rygorystycznych wymogów organizacyjnych oraz infrastrukturalnych. My chcemy wykonać ten pierwszy krok i konsekwentnie budować markę turnieju.
Co było największym wyzwaniem podczas tworzenia pierwszej edycji?
– Największym wyzwaniem zawsze jest pozyskanie finansowania. Bez odpowiednich partnerów organizacja takiego wydarzenia po prostu nie byłaby możliwa. Na szczęście od wielu lat współpracujemy z markami Lexus i Yokohama, dzięki czemu ten pierwszy etap był dla nas nieco łatwiejszy. Mimo wszystko zdobycie budżetu pozostaje najtrudniejszym elementem organizacji każdego turnieju.
Jak długo trwały przygotowania do pierwszej edycji?
– O samym pomyśle zaczęliśmy rozmawiać ponad rok temu. Natomiast realne przygotowania organizacyjne ruszyły około sześciu miesięcy przed rozpoczęciem turnieju. To właśnie wtedy rozpoczęliśmy intensywną pracę nad każdym elementem wydarzenia.
Jakie cele postawiliście sobie przed inauguracyjną edycją?
– Przede wszystkim chcemy stworzyć najlepszy turniej tej rangi w Polsce. Mimo że jest to impreza ITF M15, naszym celem jest osiągnięcie zarówno bardzo wysokiego poziomu sportowego, jak i organizacyjnego. Chcielibyśmy, aby uczestnicy i środowisko tenisowe oceniali Yokohama Warsaw Open jako wzorcowo przygotowany turniej, a naszym marzeniem jest zdobycie wyróżnienia dla najlepiej zorganizowanego turnieju tej rangi w kraju.

Po czym poznasz, że pierwsza edycja zakończyła się sukcesem?
– Największą satysfakcję da mi widok uśmiechniętych zawodników, kibiców i gości opuszczających korty Legii. Jeśli usłyszymy pozytywne opinie, że ludzie dobrze spędzili u nas czas, obejrzeli świetny tenis i będą chcieli wrócić za rok, to będzie dla mnie największy sukces. Oczywiście nagrody organizacyjne są ważne, ale najważniejsze pozostaje doświadczenie uczestników.
W krótkim czasie kibice będą mogli oglądać kilka turniejów tenisowych – Kozerki Open, WTA w Warszawie i teraz Yokohama Warsaw Open. Nie obawiacie się przesytu tenisem?
– Wręcz przeciwnie. Uważam, że taka kumulacja wydarzeń może działać wyłącznie na korzyść całego środowiska. Kibice z Warszawy, ale również z innych części Polski, mogą zaplanować sobie dłuższy tenisowy pobyt i obejrzeć zarówno rywalizację kobiet, jak i mężczyzn.
Nasz turniej będzie miał swój unikalny charakter. Doskonale pamiętam, jak jeździłem ze swoimi zawodnikami na turnieje futures. To właśnie tam zawodnicy walczą o pierwsze punkty do rankingu ATP i zostawiają na korcie absolutnie wszystko. Dzięki temu mecze są niezwykle zacięte i bardzo emocjonujące. To często właśnie na takich turniejach można zobaczyć tenis w jego najbardziej autentycznej postaci.
Czy obecność innych turniejów bardziej pomaga budować modę na tenis, czy jednak oznacza walkę o kibiców i partnerów biznesowych?
– Moim zdaniem przede wszystkim pomaga. Tenis w Polsce jest dziś na tyle popularny, że nie mówimy o wzajemnym „podbieraniu” sobie kibiców czy sponsorów. Rynek jest wystarczająco duży, aby różne wydarzenia mogły funkcjonować obok siebie. Każdy turniej ma swoją specyfikę i trafia do nieco innej grupy odbiorców, dlatego uważam, że wszystkie wspólnie pracują na rozwój tej dyscypliny.
Czym chcecie wyróżnić Yokohama Warsaw Open na tle innych turniejów?
– Przede wszystkim jakością organizacji. Chcemy, aby mimo rangi ITF M15 uczestnicy mieli poczucie, że biorą udział w wydarzeniu przygotowanym na poziomie challengera ATP. Bardzo zależy nam także na stworzeniu atrakcyjnej oprawy oraz wydarzeń towarzyszących, które sprawią, że kibice będą chcieli spędzić na Legii cały dzień.
Jakie atrakcje przygotowaliście dla kibiców?
– Przygotowaliśmy kilka ciekawych inicjatyw. Jedną z nich będzie charytatywny turniej „do jednego punktu”, otwarty dla wszystkich chętnych. Uczestnicy zagrają w formule pucharowej, w której o awansie decyduje tylko jedna wymiana. To nietypowa, widowiskowa formuła, a zwycięzca otrzyma m.in. weekend z Lexusem oraz dodatkowe nagrody.
W piątek i sobotę odbędzie się turniej cyklu Tenis 10 dla dzieci, przez cały okres trwania turniej dla kibiców będą dostępne darmowe zajęcia z tenisa, a pomiędzy półfinałami singla zaplanowaliśmy pokazowy mecz retro. Chcemy przy tej okazji przypomnieć historię tenisowej Legii i zawodników, którzy reprezentowali klub przed wojną i w pierwszych latach po jej zakończeniu. Zależy nam, aby kibice poznali również tę mniej znaną część historii naszego obiektu.
Początkowo mówiło się również o turnieju z udziałem celebrytów. Dlaczego z niego zrezygnowaliście?
– Ostatecznie zastąpiliśmy go właśnie turniejem charytatywnym „do jednego punktu”. Nie wykluczamy, że pojawią się w nim również znane osoby, jednak na razie nie możemy tego oficjalnie potwierdzić. Termin wakacyjny sprawił, że zebranie odpowiedniej grupy uczestników było po prostu trudniejsze.

Czy pomiędzy organizatorami największych turniejów tenisowych w Polsce istnieje rywalizacja, czy raczej współpraca?
– Zdecydowanie współpraca. Od lat bardzo dobrze współpracujemy z Polskim Związkiem Tenisowym przy wielu projektach i wydarzeniach. Z roku na rok ta relacja jest coraz silniejsza. PZT bardzo nas wspiera i ani przez chwilę nie odczuwamy konkurencji. Wręcz przeciwnie – możemy liczyć na pomoc oraz wspólne działania na rzecz rozwoju polskiego tenisa.
Jak dziś promuje się turniej ITF, który nie może pochwalić się obecnością największych gwiazd światowego tenisa?
– Przede wszystkim samym sportem i emocjami. Zawodnicy, którzy przyjeżdżają na turnieje tej rangi, walczą o spełnienie swoich marzeń. Zdobywają pierwsze punkty do rankingu ATP, chcą rozpocząć profesjonalną karierę i związać swoją przyszłość z tenisem. To sprawia, że na korcie zostawiają absolutnie wszystko.
Z własnego doświadczenia wiem, że mecze na turniejach futures potrafią być niezwykle widowiskowe. Wielokrotnie je obserwowałem i uważam, że pod względem zaangażowania czy dramaturgii niejednokrotnie dorównują spotkaniom rozgrywanym podczas największych turniejów świata.
Do jakiej grupy odbiorców przede wszystkim kierujecie Yokohama Legia Open?
– Chcielibyśmy dotrzeć do jak najszerszej publiczności. Oczywiście liczymy na obecność pasjonatów tenisa, którzy śledzą rozwój młodych zawodników i doskonale orientują się w światowym tourze. Jednocześnie zależy nam, aby na Legię przyszli również kibice sportu, którzy być może na co dzień nie interesują się tenisem.
To dyscyplina wyjątkowo wymagająca, łącząca przygotowanie fizyczne, technikę, taktykę i odporność psychiczną. Warto zobaczyć ją z bliska i przekonać się, jak wiele wysiłku kosztuje zawodników rywalizacja nawet na tym etapie kariery.
Jaką rolę w promocji turnieju odgrywają media społecznościowe?
– Dzisiaj są absolutnie kluczowe. To właśnie za ich pośrednictwem docieramy do młodszych odbiorców, którzy w dużej mierze właśnie tam szukają informacji o wydarzeniach sportowych. Trudno dziś wyobrazić sobie skuteczną promocję turnieju bez silnej obecności w mediach społecznościowych.
Jak dużym atutem jest lokalizacja Legii w centrum Warszawy z punktu widzenia frekwencji i promocji turnieju?
– To ogromna przewaga. Mamy szczęście, że możemy organizować turniej właśnie tutaj i jednocześnie kontynuować bogate tenisowe tradycje Legii. Czujemy odpowiedzialność za to miejsce i staramy się rozwijać je w odpowiedni sposób.
Sama lokalizacja ma ogromne znaczenie. Znajdujemy się w samym sercu Warszawy, dzięki czemu kibice mogą łatwo do nas dotrzeć. To ułatwia zarówno promocję wydarzenia, jak i budowanie jego rozpoznawalności. Jestem przekonany, że to jeden z naszych największych atutów.
Inspirujecie się największymi turniejami ATP i WTA?
– Zdecydowanie tak. Staramy się czerpać z najlepszych wzorców, nie tylko pod względem organizacji samej rywalizacji sportowej, ale również całej oprawy wydarzenia.
Dobrym przykładem jest strefa Lexusa, którą przygotowujemy podczas turnieju. W tym roku mieliśmy okazję odwiedzić Rolex Monte-Carlo Masters i zobaczyć z bliska, jak wygląda organizacja jednego z najbardziej prestiżowych turniejów świata. Oczywiście działamy w zupełnie innej skali, ale chcemy przenieść na Legię choć część atmosfery i standardów, które mogliśmy tam obserwować.
Udało się pozyskać bardzo silnych partnerów – Yokohamę, Lexusa czy Hotel Presidential. Co przekonało ich do wejścia w projekt już przy pierwszej edycji?
– Przede wszystkim zaufanie i relacje budowane przez wiele lat. To partnerzy, z którymi współpracujemy od dawna i którzy dobrze znają jakość naszej pracy. Cieszymy się, że obdarzyli nas zaufaniem również przy tym projekcie.
W przypadku Lexusa współpraca wykracza daleko poza sam turniej. Wspólnie realizujemy program Lexus Tennis Talents, w ramach którego kompleksowo wspieramy siedmioro najbardziej utalentowanych zawodników naszego klubu. Pomoc obejmuje zarówno finansowanie, jak i szkolenie czy wyjazdy na turnieje. Myślę, że właśnie takie długofalowe projekty pokazują partnerom, że warto rozwijać z nami kolejne inicjatywy.
Jak dziś wygląda sprzedaż sponsoringu przy organizacji turnieju tenisowego?
– Kluczowe znaczenie mają relacje i wiarygodność budowane przez lata. My właśnie na tym opieramy współpracę z partnerami.
Kiedy uda się pozyskać kilku silnych sponsorów, rozmowy z kolejnymi markami stają się zdecydowanie łatwiejsze. Firmy chętniej angażują się w projekt, jeżeli widzą, że współtworzą go uznani partnerzy. To działa trochę jak efekt kuli śnieżnej – obecność wiarygodnych marek przyciąga następne.
Czy marka Legii pomaga w rozmowach ze sponsorami?
– Zdecydowanie. Legia jest jedną z najmocniejszych marek sportowych w Polsce i to ogromna wartość dla każdego projektu. Równie ważne jest to, że w środowisku tenisowym Legia również wypracowała sobie bardzo silną pozycję. Obecnie ponad 170 zawodników reprezentuje nasz klub w rozgrywkach Polskiego Związku Tenisowego. Jesteśmy jednym z największych klubów tenisowych w kraju, a nasi zawodnicy regularnie odnoszą sukcesy.
To wszystko sprawia, że marka Legii pomaga zarówno w rozmowach ze sponsorami, jak i w promocji turnieju czy zapraszaniu gości. Myślę, że również sami zawodnicy chętnie przyjeżdżają do Warszawy właśnie dlatego, że mogą wystąpić na kortach Legii.
Czy zależy wam na tym, aby Yokohama Legia Open był bardziej tenisowym festiwalem niż klasycznym turniejem?
– Naszym priorytetem pozostaje tenis. To sport ma być najważniejszy i to on powinien przyciągać kibiców na trybuny.
Jednocześnie chcemy, aby wszystko, co dzieje się wokół turnieju, stało na równie wysokim poziomie. Zależy nam na profesjonalnej oprawie, ciekawych atrakcjach i odpowiednim komforcie dla kibiców oraz partnerów. Od początku powtarzamy, że chcemy organizować turniej ITF M15 według standardów challengera ATP.

Jak ważna jest współpraca z Fundacją Legii?
– Jest dla nas absolutnie kluczowa. Bardzo cenimy doświadczenie Fundacji, zwłaszcza w obszarze projektów społecznych i charytatywnych. Fundacja nie tylko wspiera nas organizacyjnie, ale jest również źródłem wielu inspiracji. Świetnym przykładem był ubiegłoroczny bal Fundacji Legii, który został przygotowany na niezwykle wysokim poziomie. Chcieliśmy wykorzystać ich doświadczenie również przy organizacji naszego turnieju, bo doskonale wiedzą, jak budować wydarzenia angażujące ludzi i pozostawiające po sobie bardzo dobre wrażenie.
Jakiej klasy zawodników zobaczymy podczas pierwszej edycji Yokohama Legia Open?
– Lista startowa jeszcze może się nieznacznie zmienić, ale już dziś wiemy, że poziom sportowy będzie naprawdę wysoki. Najwyżej rozstawionym zawodnikiem jest Łotysz Roberts Strombachs, który zajmuje miejsce w okolicach 440. pozycji rankingu ATP. To tenisista prezentujący bardzo wysoki poziom.
Najwyżej notowanym Polakiem będzie Olaf Pieczkowski, a wszystkie dzikie karty do turnieju głównego i eliminacji przyznaliśmy polskim zawodnikom. Bardzo cieszy nas również obecność Filipa Kiryłły z Legii, który wywalczył udział w turnieju dzięki zwycięstwu w klubowych kwalifikacjach o dziką kartę. To pokazuje, że chcemy wspierać rozwój naszych zawodników i dawać im możliwość rywalizacji na zawodowym poziomie.
Jak ważna dla rozwoju turnieju jest współpraca z Polskim Związkiem Tenisowym oraz cyklem LOTTO PZT Polish Tour?
– To absolutnie kluczowy element całego projektu. Polski Związek Tenisowy jest właścicielem licencji na organizację turnieju, więc bez jego wsparcia realizacja tego przedsięwzięcia nie byłaby możliwa. Bardzo cieszy nas również fakt, że cykl LOTTO PZT Polish Tour ma stabilnego partnera strategicznego. Dzięki temu w Polsce może odbywać się coraz więcej profesjonalnych turniejów. My współpracujemy z PZT na wielu płaszczyznach – organizujemy wspólnie wydarzenia, regularnie goszczą u nas reprezentanci Polski różnych kategorii wiekowych, a na naszych kortach odbywały się również przygotowania kadry narodowej. To partnerstwo jest niezwykle ważne zarówno dla rozwoju Legii, jak i całego polskiego tenisa.
Na kortach Legii trenowała ostatnio także Iga Świątek. Czy kibice mogą liczyć, że będzie pojawiać się tutaj częściej?
– Zawsze bardzo chętnie ją gościmy. Oczywiście takie treningi są wcześniej planowane i otrzymujemy odpowiednią informację z wyprzedzeniem, aby przygotować korty. Jeżeli Iga przygotowuje się do turniejów rozgrywanych na nawierzchni twardej, Legia jest do tego znakomitym miejscem. Dlatego drzwi naszego klubu są dla niej zawsze otwarte.
Z perspektywy organizatora – w jakiej kondycji znajduje się dziś polski tenis?
– Patrząc na Polskę, jestem optymistą. Owszem, globalnie można zauważyć, że tenis musi rywalizować o uwagę kibiców z innymi dyscyplinami. W Europie bardzo dynamicznie rozwija się padel, a w Stanach Zjednoczonych ogromną popularność zdobywa pickleball.
W Polsce wygląda to jednak inaczej. Sukcesy Igi Świątek, Huberta Hurkacza, a ostatnio także kolejnych reprezentantów naszego kraju sprawiają, że zainteresowanie tenisem stale rośnie. Widzimy to na co dzień. Do naszych szkółek zapisuje się coraz więcej dzieci, na organizowanych przez nas wydarzeniach pojawia się więcej kibiców, a również sponsorzy coraz chętniej interesują się tą dyscypliną. Z naszej perspektywy tenis w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie i ma przed sobą naprawdę dobre perspektywy.
Czego dziś najbardziej brakuje polskim turniejom tenisowym?
– Moim zdaniem wykonaliśmy już bardzo duży krok w zakresie organizacji turniejów niższej rangi. Teraz potrzebujemy kolejnego etapu rozwoju. Brakuje przede wszystkim większej liczby imprez średniej rangi – turniejów WTA 75 czy WTA 125 oraz kolejnych challengerów ATP. To właśnie one pozwalają polskim zawodnikom zdobywać cenne punkty rankingowe bez konieczności wyjazdów za granicę. Jeśli chcemy, aby nasi tenisiści rozwijali się jeszcze szybciej, musimy stworzyć im więcej takich możliwości.
Czy główną barierą pozostają finanse?
– Środków finansowych nigdy nie jest za dużo i dotyczy to właściwie każdej dyscypliny sportu. Z drugiej strony uważam, że rolą organizatorów jest skuteczne pozyskiwanie partnerów i budowanie projektów, które będą dla biznesu atrakcyjne. To właśnie od tego w dużej mierze zależy rozwój takich wydarzeń.
Gdybyśmy spotkali się za pięć lat, gdzie chciałbyś zobaczyć Yokohama Warsaw Open?
– Chciałbym, żeby był to już duży challenger ATP, który przyciąga zawodników ze światowej czołówki i na stałe wpisuje się w międzynarodowy kalendarz. Jednocześnie mam nadzieję, że na tym się nie zatrzymamy. Od początku zakładamy, że rozwój turnieju będzie procesem długofalowym. Chcielibyśmy konsekwentnie podnosić jego rangę i jakość organizacyjną, tak aby w przyszłości zrobić kolejny krok i stworzyć w Warszawie wydarzenie jeszcze większego formatu.
Jakub Kłyszejko
Więcej Wywiady
Anna Staszyńska o sportowym zaangażowaniu Motoroli: FIFA buduje skalę, Formuła 1 pozycjonowanie premium, a koszykówka zaangażowanie [WYWIAD]
Motorola należy dziś do najbardziej aktywnych marek technologicznych w światowym sponsoringu sportowym. Partnerstwo z FIFA, obecność w Formule 1, Eurolidze oraz współpraca z Ewą Pajor mają wspólny mianownik – budowę silnej marki poprzez autentyczne emocje i długofalowe działania. O kulisach tej strategii rozmawialiśmy z Anną Staszyńską, dyrektor marketingu Motorola Polska.