Prezeska z misją. Magdalena Tascher o przyszłości polskiego łyżwiarstwa figurowego [WYWIAD]
Łyżwiarstwo figurowe to sport, w którym za każdą chwilą na lodzie stoi konsekwentna praca oraz rozwój umiejętności. O wyzwaniach stojących dziś przed polskim łyżwiarstwem figurowym, budowaniu silnego środowiska sportowego oraz rozwoju młodych talentów, rozmawiamy z Magdalena Tascher, prezeską Polskiego Związku Łyżwiarstwa Figurowego, od lat związaną z polskim środowiskiem łyżwiarskim.
Magdalena Bryś, SportMarketing.pl: Jak zaczęła się twoja przygoda z łyżwiarstwem figurowym, aż do momentu, jak zostałaś prezeską Polskiego Związku Łyżwiarstwa Figurowego?
Magdalena Tascher, prezeska Polskiego Związku Łyżwiarstwa Figurowego:
– Tak naprawdę łyżwiarstwo jest ze mną, odkąd pamiętam. Moje pierwsze wspomnienie związane z łyżwami to moment, kiedy siedziałam na butach mojego taty, a on woził mnie po tafli Torwaru. Obok głównego lodowiska była wtedy jeszcze mała tafla, której dziś już nie ma, i właśnie tam stawiałam swoje pierwsze kroki na lodzie. Pamiętam to przede wszystkim jako zabawę z tatą.
Później przyszły już regularne zajęcia, choć celowo mówię „zajęcia”, bo wtedy nie odbierałam tego jeszcze jako treningów. W naszej rodzinie istnieją dwie wersje tego, dlaczego nie poszłam dalej w sport wyczynowy. Moja jest taka, że tata nie chciał, żebym trenowała wyczynowo. Tata z kolei twierdzi, że to ja nie wykazywałam aż takiego, mówiąc kolokwialnie, ciągu na bramkę.
Dzisiaj, patrząc na to z perspektywy mamy dwóch córek, myślę jednak, że dziecko w wieku czterech czy pięciu lat nie jest jeszcze w stanie świadomie podejmować takich decyzji. To w dużej mierze rola rodzica, żeby czasem trochę popchnąć, przypilnować i pomóc wytrwać. Zawsze kochałam jeździć na łyżwach, to było dla mnie coś naprawdę wyjątkowego.
Chodziłam na zajęcia cztery, czasem pięć razy w tygodniu, więc z pewnością nie była to tylko rekreacja. Ostatecznie jednak nie uprawiałam łyżwiarstwa wyczynowo.
Od najmłodszych lat pamiętam też emocje związane z wyjazdami mojego taty na zawody. Był kierownikiem ekipy, wiceprezesem Polskiego Związek Łyżwiarstwa Figurowego i przez wiele lat działał w jego władzach. Pamiętam zimy, kiedy wracał z jednych zawodów, przepakowywał walizkę i zaraz wyjeżdżał na kolejne. Szczególnie utkwił mi w pamięci rok 1994. Łyżwy zawsze były częścią naszego życia. Szczerze mówiąc, po prostu nie znam życia bez łyżew.

Nie tylko w kontekście sportowym czy zawodniczym, ale również zawodowym. Ze środowiskiem łyżwiarstwa figurowego jesteś związana już od wielu lat, a Twoje zaangażowanie w działalność związku to naturalna konsekwencja doświadczenia, które budowałaś przez lata, zarówno na lodzie, jak i poza nim.
– Wtedy już było trochę łatwiej. Tak naprawdę był to moment, kiedy nadal regularnie pojawiałam się na lodowisku. W tym czasie tańczyłam, można powiedzieć, że taniec był wtedy bardzo ważną częścią mojego życia. Jeździliśmy na turnieje i rzeczywiście byłam z nim mocno związana. Ale łyżwy cały czas były obecne. Nigdy nie przestałam się nimi interesować, śledziłam zawody, oglądałam transmisje, słuchałam komentarzy. Mój tata komentował już wtedy zawody dla Eurosport, więc ten świat był cały czas bardzo blisko.
W pewnym momencie mój tata, który od lat prowadził klub łyżwiarski, razem ze swoją ówczesną współpracowniczką zaproponowali, żebym sama zaczęła prowadzić zajęcia. Zauważyli, że mam dobry kontakt z dziećmi i że dobrze odnajduję się w takiej roli. Później zaczęłam jeździć na obozy jako wychowawca i wtedy zobaczyłam, że to również daje mi ogromną satysfakcję i sprawia mi prawdziwą przyjemność.
Jednocześnie miałam wtedy zupełnie inny pomysł na siebie. Zawsze interesowały mnie tematy społeczne, polityka, sprawy międzynarodowe, choć dziś patrzę na to już trochę inaczej. Wybrałam studia z europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Najbardziej cenię sobie dwie wymiany zagraniczne. Byłam na programie Erasmus+, a później wyjechałam również na praktyki do Berlina. Odbyłam staż w berlińskiej telewizji i był to naprawdę wyjątkowy czas, który bardzo dużo mnie nauczył.
Łyżwiarstwo cały czas mi towarzyszyło. W międzyczasie zdobyłam też uprawnienia data operatora, czyli osoby, która razem z sędziami pracuje w panelu technicznym podczas zawodów. Taka osoba odpowiada między innymi za oznaczanie poszczególnych elementów programu i wprowadzanie danych identyfikowanych przez specjalistów. Dzięki temu jeszcze lepiej poznałam ten sport od kulis.
Równolegle zaczęłam też pracować przy wydarzeniach sportowych. Czasem w biurze akredytacji, czasem jako spiker, więc ten świat sportu cały czas mi towarzyszył i naturalnie był obecny w moim życiu. Jednocześnie wydawało mi się, że zawodowo spełnię się raczej w dziennikarstwie albo szerzej, w świecie mediów, że właśnie tam znajdę swoje miejsce.
Pamiętam też taki moment, kiedy siedziałam na dworcu w Berlinie i miałam kompletną pustkę w głowie. Zastanawiałam się, co właściwie powinnam dalej zrobić ze swoim życiem. Wiedziałam, że studia dobiegają końca, a ja miałam poczucie, jakbym wypłynęła na ogromny ocean, siedząc sama w maleńkiej łódce. Nie do końca wiedziałam, w którą stronę płynąć.

I wydarzyło.
– W pewnym momencie zobaczyłam jednak, że mój tata potrzebuje wsparcia. Klub rozwinął się do takiego poziomu, że dalsze prowadzenie go w pojedynkę było po prostu bardzo trudne. Ja z kolei zaczęłam dostrzegać, że mam kompetencje, które mogą ten rozwój wesprzeć i że możemy się z tatą dobrze uzupełniać. Bardzo lubię z nim pracować. Oczywiście często się spieramy, mamy różne spojrzenia na wiele tematów, ale cel zawsze pozostaje ten sam. Czasem po prostu dochodzimy do niego innymi drogami.
To wszystko wydarzyło się bardzo naturalnie. Najpierw zaczęłam działać w klubie i przeszłam tam właściwie każdą możliwą ścieżkę. Śmieję się, że zaczynałam niemal od wszystkiego. Byłam asystentką instruktora, później instruktorem, następnie zajmowałam się zarządzaniem zespołem, aż w końcu weszłam w rolę menedżerską.
W tamtym czasie działo się u nas naprawdę bardzo dużo. Organizowaliśmy obozy, pokazy, wydarzenia specjalne. Byliśmy jedną z pierwszych grup w Polsce, które zaczęły na większą skalę rozwijać pokazy łyżwiarskie. Również jako jedni z pierwszych zaczęliśmy organizować obozy łyżwiarskie dla amatorów, bo wtedy ten segment praktycznie jeszcze nie istniał. W pewnym sensie zagospodarowaliśmy tę przestrzeń i pokazaliśmy, że łyżwiarstwo figurowe może być sportem nie tylko dla zawodowców, ale też dla pasjonatów w każdym wieku.
Właśnie wtedy zaczęła pojawiać się we mnie myśl, że mogę działać szerzej, już nie tylko na poziomie klubu. Zauważyłam, że mam umiejętność przekonywania ludzi do pomysłów, które rodziły się w mojej głowie, budowania wokół nich energii i angażowania innych do działania. I wtedy pojawił się pomysł kandydowania do zarządu Polski Związek Łyżwiarstwa Figurowego.
Wiele osób od dawna mówiło mi, że powinnam kandydować, ale długo sama nie czułam się na to gotowa. Dorastałam w tym środowisku, znam jego piękne strony, ale znam też te trudniejsze. Widziałam, ile emocji, stresu i odpowiedzialności niesie za sobą taka funkcja. Widziałam też, jak bardzo przeżywał to mój tata.

Jesteś obecnie jedną z niewielu prezesek – kobiet, jeśli chodzi o polskie związki sportowe.
– Pamiętam, że kiedy zastanawiałam się, czy w ogóle kandydować, odbyłam też ważną rozmowę z naszym sekretarzem generalnym. Powiedziałam mu wtedy, że być może to jest po prostu dobry moment dla kobiet, że czuć pewną zmianę i sprzyjającą temu atmosferę.
Odpowiadając mi: nie będziesz w tym miejscu dlatego, że jesteś kobietą. Będziesz tutaj dlatego, że jesteś profesjonalna. To było dla mnie bardzo ważne, bo właśnie tak chciałam być postrzegana. Nie przez pryzmat płci, wieku czy jakiejkolwiek etykiety, ale przez pryzmat kompetencji, pracy i wartości, które wnoszę.
Często zadajemy sobie pytanie, dlaczego kobiet w sporcie, szczególnie na stanowiskach zarządczych, nadal jest tak niewiele. I moim zdaniem odpowiedź nie brzmi: dlatego, że nie chcą. Problem jest dużo bardziej złożony.
Sport na poziomie zarządczym to nie jest praca od poniedziałku do piątku, od ósmej do szesnastej. To są także weekendy, wyjazdy, zawody, wydarzenia, kryzysy, telefony i decyzje podejmowane często poza standardowymi godzinami pracy. To wymaga ogromnego zaangażowania, dyspozycyjności i elastyczności.
Oczywiście czasy bardzo się zmieniają, ale wciąż w wielu rodzinach to właśnie na kobietach spoczywa większa część obowiązków związanych z organizacją życia rodzinnego, opieką nad dziećmi czy codzienną logistyką. Myślę, że to jest jeden z powodów, dla których kobiet jest mniej. Nie dlatego, że nie mają ambicji czy kompetencji, ale dlatego, że często stawiają sobie bardzo wysokie wymagania. Chcemy być dobre we wszystkim. Chcemy być dobrą liderką, dobrą partnerką, dobrą mamą, obecnym rodzicem, osobą, która wszystko ma pod kontrolą. Ta poprzeczka, którą same sobie stawiamy, bywa naprawdę bardzo wysoko.
Dlatego często nie jest tak, że kobiety nie podejmują takich wyzwań, bo nie chcą. Często po prostu mają poczucie, że w danych warunkach nie będą w stanie zrobić tego tak dobrze, jak same by od siebie oczekiwały. Do tego dochodzi jeszcze to, jak funkcjonują dziś polskie związki sportowe i cały system sportu. Mam poczucie, że strukturalnie to wciąż nie zawsze sprzyja temu, żeby kobiet było więcej w zarządzaniu. Jednocześnie widzę, że coś zaczyna się zmieniać. Widzę to już nawet po tym pierwszym roku. Coraz częściej zaczynamy o tym rozmawiać. My, kobiety stojące na czele związków sportowych, też coraz częściej się kontaktujemy, wymieniamy doświadczeniami, wspieramy się i uczymy od siebie nawzajem.

Podczas ostatnich Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan–Cortina 2026 łyżwiarstwo figurowe plasowało się w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o wyniki sportowe. Zacznę, jednak od pytania, z jakimi najważniejszymi wyzwaniami mierzy się dziś ta dyscyplina u nas?
– Może zacznę trochę mniej typowo, bo jednym z naszych największych wyzwań jest już samo postrzeganie tej dyscypliny. Łyżwiarstwo figurowe bardzo często nazywane jest sportem zimowym, a to nie do końca oddaje rzeczywistość. Oczywiście największa ekspozycja medialna i naturalna kumulacja zainteresowania przypada na sezon zimowy, ale my tak naprawdę jesteśmy sportem całorocznym.
Zawodnik łyżwiarstwa figurowego odpoczywa maksymalnie dwa, trzy tygodnie w roku. I to też odróżnia nas od niektórych innych sportów lodowych. W naszym przypadku nie ma czegoś takiego, że okres przygotowawczy odbywa się głównie poza lodem. Oczywiście są obozy przygotowawcze, wyjazdy w góry czy treningi motoryczne, ale to są krótkie etapy. Fundamentem naszej pracy przez cały rok pozostaje lód.
Właśnie to pierwsze wyzwanie. Jeśli ktoś postrzega nas wyłącznie jako sport zimowy, to często automatycznie zamyka sobie możliwość współpracy z nami w innych miesiącach. To ma ogromne znaczenie choćby w kontekście sponsorów, bo z naszej perspektywy jest to dyscyplina, która daje przestrzeń do całorocznej współpracy.
Drugim dużym wyzwaniem jest nadal zbyt mała świadomość tego, jak ważna jest infrastruktura lodowa i jak duży wpływ może mieć na zdrowie fizyczne, psychiczne i ogólny dobrostan społeczeństwa. W Polsce pełnowymiarowych lodowisk jest wciąż bardzo niewiele, około trzydziestu, więc nadal mówimy o bardzo ograniczonej dostępności.
To powoduje również brak doświadczenia po stronie osób zarządzających takimi obiektami. Wielu menedżerów po prostu nie wie, jak efektywnie prowadzić lodowisko, jak budować wokół niego ofertę sportową, społeczną czy komercyjną. W efekcie często wybierany jest najprostszy model, czyli otwarcie obiektu wyłącznie pod ogólnodostępne ślizgawki. Oczywiście to jest potrzebne, ale potencjał lodowiska jest znacznie większy. Są mieszkańcy, którzy chcą czegoś więcej, zajęć, treningów, sekcji sportowych czy programów dla dzieci i dorosłych.
Trzecim wyzwaniem jest oczywiście cały model funkcjonowania polskiego sportu i jego finansowania. To temat, z którym mierzy się nie tylko nasze środowisko, ale wiele związków sportowych.
Budżety bardzo często poznajemy zbyt późno. Choć trzeba uczciwie powiedzieć, że widać pozytywne zmiany i działania ze strony Ministerstwo Sportu i Turystyki, bo część związków już na początku stycznia podpisała umowy dotyczące głównych dotacji budżetowych, co było naprawdę dobrym sygnałem, to nadal na wiele innych środków trzeba czekać miesiącami.
Sport nie czeka. Kalendarz imprez międzynarodowych działa niezależnie od terminów administracyjnych. Składamy wnioski, planujemy sezon, organizujemy wyjazdy, a często przez długi czas nie wiemy ani kiedy otrzymamy środki, ani jaka dokładnie będzie ich wysokość. To bardzo utrudnia zarządzanie płynnością i planowanie.
Jeśli sezon dotyczy głównie startów w Europie, jest trochę łatwiej, bo koszty logistyczne są niższe. Ale są lata, kiedy Mistrzostwa Świata w Łyżwiarstwie Figurowym odbywają się w Stanach Zjednoczonych, konkurencje synchroniczne lecą do Kanady, juniorzy startują w Azji. Bez stabilnego, przewidywalnego systemu finansowania robi się naprawdę bardzo trudno.
Wyzwania są zatem wielopoziomowe.
– W praktyce zarządzam organizacją, która pod wieloma względami powinna funkcjonować jak dobrze zarządzana firma. Różnica polega na tym, że w przeciwieństwie do biznesu bardzo często na początku roku nie znam pełnego budżetu. Nie jestem w stanie przygotować go w sposób całkowicie precyzyjny, bo wciąż pozostaje zbyt wiele znaków zapytania.
To jest wyzwanie nie tylko dla nas, ale dla wielu związków sportowych, szczególnie tych, które nie mają silnego zaplecza sponsorskiego. Jeśli chodzi o sponsorów, zwłaszcza tych związanych z dużymi spółkami czy podmiotami z udziałem Skarbu Państwa, naturalnie większą uwagę przyciągają dyscypliny zespołowe albo takie, które generują dużą liczbę startów, medali czy punktów rankingowych. To sprawia, że sporty takie jak łyżwiarstwo figurowe, często muszą wykonać dużo większą pracę, żeby przekonać partnerów do inwestycji.

Jeszcze co do infrastruktury, szczególnie jeszcze w kontekście pozyskiwania młodych talentów jest to spory problem.
– W Polsce wciąż mamy bardzo dużo takich białych plam, jeśli chodzi o dostęp do infrastruktury lodowej. Kiedyś przygotowaliśmy nawet taką mapę i analizowaliśmy zarówno obecny podział administracyjny, jak i historyczną perspektywę dawnych 49 województw. Skala tych braków naprawdę robi wrażenie. Nawet jeśli spojrzymy wyłącznie na miasta wojewódzkie, wciąż widać ogromne nierówności w dostępie do lodowisk. A jeśli zejdziemy poziom niżej i zaczniemy mówić o mniejszych miastach czy regionach oddalonych od największych aglomeracji, te dysproporcje są jeszcze bardziej widoczne.
Dobrym przykładem jest Sanok. W tamtej części kraju przez wiele lat było to jedno z kluczowych miejsc dla sportów lodowych i w praktyce jeden z niewielu obiektów dających realne możliwości regularnego treningu. Mój klub przez lata organizował tam obozy, dlatego znam to miejsce bardzo dobrze. Pamiętam, że wielokrotnie osoby pracujące w lokalnym ośrodku sportu pytały nas, czy nie znamy trenerów albo instruktorów, którzy mogliby prowadzić tam zajęcia na stałe.
W pewnym momencie jedna z instruktorek z Warszawy zdecydowała się nawet przenieść w tamten region, zostawiając swoje dotychczasowe życie i pracę, właśnie po to, żeby rozwijać tam łyżwiarstwo i budować lokalne środowisko sportowe. To pokazuje, jak duży jest potencjał i jak bardzo w wielu miejscach w Polsce są ludzie, którzy chcą uprawiać ten sport. Często brakuje nie zainteresowania, tylko infrastruktury, kadry i systemowego wsparcia.
Komunikacja tego sportu jest też niezwykle ważna.
– To nie jest sport, który żyje wyłącznie jednym startem czy jednym weekendem zawodów. To jest proces. Jedenaście miesięcy treningu, pracy, budowania formy, pokonywania kryzysów, rozwoju, a zawody są kulminacją całej tej historii. Właśnie tak chciałabym pokazywać tę dyscyplinę sponsorom. Nie jako jednorazową ekspozycję podczas jednego wydarzenia, ale jako całoroczny projekt komunikacyjny. Dwanaście miesięcy obecności marki w emocjach, treningu, codzienności zawodników, komunikacji digitalowej, marketingu i prawdziwym storytellingu. Wierzę, że tutaj jest ogromny potencjał. Oczywiście wymaga to też otwartości ze strony marek, żeby czasem wyjść poza najbardziej oczywiste, mainstreamowe dyscypliny sportowe. Prawda jest taka, że są dziś sporty, które mają tak duże finansowanie, że momentami nie wiedzą już, jak najlepiej wykorzystać wszystkie możliwości. A są też takie dyscypliny jak nasza, które mają wyniki, mają sukcesy, mają emocje, czasem nawet medale, a mimo to wciąż muszą bardzo mocno walczyć o uwagę partnerów.
My sami również cały czas się tego uczymy. W wielu polskich związkach sportowych ogromna część energii wciąż idzie na administrację, formalności i bieżące zarządzanie. Właśnie dlatego tak ważne jest, żeby coraz więcej czasu móc poświęcać także na rozwój, komunikację i budowanie partnerstw.
Promowanie i komunikowanie są niezwykle ważne.
– Prawda jest taka, że niewiele związków sportowych może dziś pozwolić sobie na budowanie rozbudowanych struktur organizacyjnych, nie mówiąc już o pełnoprawnych działach marketingu czy komunikacji. Oczywiście największe związki mają takie możliwości i tam często działa to naprawdę bardzo profesjonalnie. Natomiast w przypadku mniejszych organizacji wygląda to zupełnie inaczej. Bardzo często każda nowa decyzja kadrowa wiąże się z realnym ryzykiem finansowym i z bardzo dokładnym przeliczeniem, czy organizacja będzie w stanie to udźwignąć. Kiedy podejmowałam decyzję o zatrudnieniu dyrektora operacyjnego, właściwie dyrektora biura, przez długi czas zastanawiałam się przede wszystkim nad jednym: skąd weźmiemy na to środki i czy finansowo będziemy w stanie to bezpiecznie utrzymać.
Jednocześnie miałam bardzo silne przekonanie, że organizacyjnie jest to krok absolutnie niezbędny, jeśli chcemy wejść na kolejny poziom zarządzania.
Dziś, po półtora miesiąca jego pracy, mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że była to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęłam w ostatnim czasie.
Dodam jeszcze, że coraz częściej mówi się, że w sporcie i w życiu najważniejszy nie jest sam cel, ale droga do niego. To właśnie w procesie człowiek najbardziej się rozwija, uczy się wytrwałości i buduje charakter. W łyżwiarstwie figurowym widać to szczególnie mocno, bo to sport, który dosłownie uczy upadania i wstawania. Każdy sukces budowany jest dzień po dniu, przez pracę, błędy i kolejne próby. Właśnie to jest też ogromna wartość dla sponsora, bo marka może być częścią nie tylko samego sukcesu, ale całej historii, która do niego prowadzi.
Pytanie na sam koniec, co najbardziej motywuje cię w pracy?
– Chyba najbardziej motywuje mnie otwieranie zamkniętych drzwi. Nie potrafię pogodzić się z tym, że tak często, jako społeczeństwo czy jako państwo, patrzymy na różne obszary osobno, zamiast myśleć o nich całościowo. Mam poczucie, że gdyby różne instytucje i obszary publiczne częściej ze sobą współpracowały, moglibyśmy osiągać dużo lepsze efekty, a przy okazji realnie oszczędzać środki.
Dobrym przykładem jest zdrowie. Tak naprawdę powinniśmy dużo mocniej inwestować w profilaktykę, aktywność fizyczną i budowanie zdrowych nawyków, zamiast reagować dopiero wtedy, kiedy pojawia się problem. Kiedy rozmawiam z lekarzami czy terapeutami, bardzo często słyszę, że jednym z największych wyzwań jest przekonanie ludzi, że zdrowie wymaga również własnego zaangażowania. Nie zawsze rozwiązaniem jest szybka tabletka czy natychmiastowe szukanie najgorszego scenariusza.
Czasem pierwszym krokiem powinno być zatrzymanie się i zadanie sobie pytania: może moje ciało po prostu potrzebuje więcej ruchu, lepszych nawyków i większej troski na co dzień. Właśnie takie systemowe myślenie bardzo mnie napędza.
Często patrzę na rodziców podczas treningów, którzy przez godzinę siedzą na trybunach i obserwują swoje dzieci. Z kolei ja zawsze myślę, że to też może być godzina dla siebie – na ruch, na pracę, na książkę, na chwilę zadbania o własny dobrostan.
Dlatego upowszechnianie ruchu jest dla mnie czymś naprawdę ważnym. Bo bez solidnej bazy ruchowej, u dzieci, młodzieży, dorosłych i seniorów, nie zbudujemy ani zdrowego społeczeństwa, ani prawdziwego sportu wyczynowego.
Magdalena Bryś
Więcej Wywiady
Przemysław Babiarz: coraz silniejsza staje się tęsknota za lokalnością i swojskością [WYWIAD]
Przemysław Babiarz od ponad trzech dekad pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych głosów polskiego sportu. W wywiadzie dla SportMarketing.pl wspomina swoje pierwsze spotkania z Bohdanem Tomaszewskim i Bogdanem Tuszyńskim, przedstawia specyfikę komentowania łyżwiarstwa figurowego, transmisji papieskich pielgrzymek oraz pracy w Wizji Sport. Mówi także o prowadzeniu teleturnieju „Va Banque”, znaczeniu języka…