09.07.2026 07:39

Fenomen Prawdy Futbolu. Jak Roman Kołtoń zbudował jedną z najmocniejszych marek sportowego YouTube’a [WYWIAD]

Przez ponad osiem lat Prawda Futbolu z kameralnego projektu stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych piłkarskich kanałów w polskim YouTubie. Roman Kołtoń opowiada o pionierskich początkach, kulisach budowania własnego medium, relacjach ze Zbigniewem Bońkiem, współpracy z partnerami biznesowymi oraz o tym, dlaczego w czasach pogoni za algorytmami i kontrowersją wciąż stawia przede wszystkim na merytorykę, autentyczność i wiarygodność.

Udostępnij
Fenomen Prawdy Futbolu. Jak Roman Kołtoń zbudował jedną z najmocniejszych marek sportowego YouTube'a [WYWIAD]

Jakub Kłyszejko, redaktor naczelny portalu SportMarketing.pl: – Kiedy startowałeś z Prawdą Futbolu, większość dziennikarzy traktowała YouTube raczej jako dodatek do pracy w telewizji albo medium mniej istotne. Co sprawiło, że tak wcześnie postawiłeś właśnie na wideo?

Roman Kołtoń, założyciel Prawdy Futbolu, ekspert Polsatu Sport, dziennikarz, komentator: – To był trochę przypadek, a trochę efekt poszukiwań. Zawsze uważałem się przede wszystkim za reportera. Oczywiście skomentowałem setki, a może nawet tysiące meczów, komentowałem mundiale czy finały Ligi Mistrzów, ale nigdy nie postrzegałem siebie wyłącznie jako komentatora. Kiedy z Mateuszem Borkiem komentowaliśmy mundial w Korei i Japonii, miałem 32 lata. Mateusz był jeszcze młodszy – urodził się w 1973 roku, więc nie miał nawet trzydziestki. Myślę, że byliśmy wtedy dość przełomowym duetem w polskich mediach sportowych. Dla mnie było to fantastyczne doświadczenie, ale jednocześnie zawsze szukałem różnych wymiarów dziennikarstwa. Mateusz jest znakomitym komentatorem, natomiast mnie bardzo ciągnęło również do pisania. W sumie mam na koncie osiem książek – dwa albumy i sześć książek. Pierwszą była reporterska opowieść o mundialu w Korei i Japonii, później napisałem też dwie duże biografie. Zawsze szukałem nowych form opowiadania o sporcie. I w pewnym momencie wydarzyło się coś bardzo konkretnego. Byłem u trenera Antoniego Piechniczka w Wiśle i zrobiłem z jego tarasu transmisję live na Instagramie…

Pamiętasz, który to był rok?

Doskonale. To było latem 2017 roku. Wtedy transmisje na Instagramie znikały po 24 godzinach. Dzisiaj już nie korzystam z live’ów na Instagramie, więc nie wiem, jak to obecnie wygląda, ale wtedy tak właśnie było. Zrobiłem ten live i byłem zszokowany, ile osób go oglądało. Trener Piechniczek, siedząc u siebie w domu, czuł się swobodnie, a ja sam poczułem ogromną radość z tworzenia. Bo istotą dziennikarstwa jest jednak rozmowa z drugim człowiekiem. Kiedy piszesz książkę, artykuł czy komentujesz mecz, to jest coś innego. Tutaj poczułem, że właśnie tego mi brakowało.

Pomyślałem wtedy, że potrzebuję własnego forum, miejsca, w którym mógłbym rozmawiać z ludźmi. Nigdy specjalnie nie czułem Facebooka. Coś tam próbowałem robić jesienią 2017 roku, ale równocześnie myślałem już o YouTubie. Wtedy zgłosił się do mnie człowiek, który dziś jest moim przyjacielem – Marcin Talik, fantastyczny informatyk z Żywca, mieszkający obecnie w Krakowie. Zaproponował mi: „Panie Romanie, zróbmy coś na YouTubie”. Bardzo szybko przeszliśmy z formalności na normalne relacje, bo uważam, że szacunek buduje się czymś innym niż samymi tytułami. Spotkaliśmy się w jednej z warszawskich pizzerii i Marcin nakreślił plan wejścia na YouTube. Nie spieszyliśmy się. Przygotowaliśmy oprawę graficzną, znak Prawdy Futbolu i zaczęliśmy zastanawiać się nad nazwą.

Wszystko zaczęło się od tytułu mojej pierwszej książki – „Prawda o Reprezentacji”. Kusiło mnie określenie „Prawda o Futbolu”, ale nie byłem do końca przekonany. Wtedy moja żona Kasia podczas domowej burzy mózgów powiedziała: „Lepiej brzmi – Prawda Futbolu”. Pomyślałem: „Mamy to”. Czasami ktoś z boku potrafi trafić idealnie. Ta nazwa bardzo dobrze mnie definiuje. Zawsze szukałem merytoryki, konkretu i prawdy o futbolu. Marcin wniósł ogromny wkład organizacyjny, technologiczny i graficzny, a ja wnosiłem swoją wizję dziennikarstwa.

Dzisiaj Prawda Futbolu ma własne studio, z którego zrealizowaliśmy już kilkadziesiąt transmisji i gościliśmy wielu znakomitych rozmówców. Ale jednocześnie nie straciliśmy autentyczności. Mogę być w Hiszpanii i za chwilę zrobić live o sytuacji w Legii. Mogę nadawać z komputera, z telefonu, z samochodu czy z lotniska. To jest ogromna siła tego medium. Bardzo rzadko nagrywam materiały wcześniej. Oczywiście czasem życie do tego zmusza – jeśli przychodzi do mnie gość, a wieczorem mam „Prawdę z Zibim”, to nie chcę robić dwóch transmisji jednego dnia. Tak było choćby w przypadku trenera Mariusza Misiury czy trenera Rafała Góraka. Ale generalnie uważam, że live jest najbardziej autentyczną formą przekazu.

Bo wtedy niczego nie wytniesz i niczego nie usuniesz.

Dokładnie. Uważam, że YouTube ma niesamowitą siłę autentycznego docierania do ludzi. Zaplanowaliśmy start kanału na marzec 2018 roku. Sam kanał technicznie został uruchomiony 5 marca, ale pierwszą transmisję przeprowadziliśmy 23 marca, przy okazji meczu Polska – Nigeria we Wrocławiu. Pamiętam, że rozmawiałem wtedy z Marianem Kmitą, szefem Polsatu Sport. Był bardzo ciekawy tego projektu, ale jednocześnie zastanawiał się, jak to wszystko może się rozwinąć. Po latach spojrzałem na liczby. Od końca marca do rozpoczęcia mundialu w Rosji, czyli w ciągu niespełna trzech miesięcy, kanał osiągnął milion wyświetleń i prawie 20 tysięcy subskrybentów. W trakcie samego mundialu doszło kolejne 1,5 miliona wyświetleń, co dało łącznie 2,6 miliona odsłon oraz prawie 15 tysięcy nowych subskrypcji. Pojawiły się też pierwsze kilkaset dolarów z AdSense. Po mundialu kanał miał już 34 400 subskrybentów, a do końca 2018 roku liczba ta wzrosła niemal do 70 tysięcy. Fundament został zbudowany właśnie w tych pierwszych miesiącach.

Z jakimi opiniami spotykałeś się na początku? Czy miałeś wrażenie, że środowisko dziennikarskie patrzyło na ten pomysł z niedowierzaniem?

Myślę, że tak. Marian Kmita patrzył na to z jednej strony z zainteresowaniem, a z drugiej z pewnym sceptycyzmem. Ale szybko okazało się, że istnieje przestrzeń dla wyspecjalizowanych kanałów. Przecież później powstała choćby „Prawda Siatki”, którą prowadzili Marcin Lepa i Jerzy Mielewski. Do dziś jest to największy kanał siatkarski na YouTubie. Oczywiście futbol trudno nazwać niszą, ale wszystko zależy od tego, jak się o nim opowiada. Ja od początku kierowałem swój przekaz do odbiorcy, który chce zajrzeć za kulisy, zrozumieć grę, poznać opinie ludzi futbolu. Przez pierwsze miesiące, a właściwie nawet dwa lata, bardzo regularnie występował u mnie Mateusz Borek. Mam wrażenie, że obserwując Prawdę Futbolu, również poczuł energię YouTube’a, która później doprowadziła do powstania Kanału Sportowego. Miałem świadomość, że prawdopodobnie jestem pierwszym dziennikarzem sportowym w Polsce, który zdecydował się na taką formę działalności. Oczywiście nie chcę naciągać rzeczywistości, bo wcześniej działały już większe projekty czy portale, ale ja najczęściej występowałem sam – komentując, analizując, rozmawiając.

A ja po prostu bardzo lubię rozmowę z drugim człowiekiem. Tak samo było przy pisaniu książek – zawsze najważniejsze były dla mnie źródła i ludzie. Uznałem więc, że ten kanał będzie albo miejscem mojego indywidualnego komentarza, albo przestrzenią do rozmowy. Zastanawialiśmy się nawet nad formułą studia. Czy ma być wieloosobowe? Ostatecznie uznaliśmy, że nie. Postawiliśmy na model jeden na jeden, maksymalnie dwóch rozmówców. Próbowaliśmy czasem większych połączeń – z Łukaszem Rogowskim, Antkiem Bugajskim, Zbigniewem Bońkiem czy Pawłem Gołaszewskim – ale doszliśmy do wniosku, że to nie jest nasza droga. Swoją drogą Paweł rozwijał także kanał Prawda Futbolu Extra. Był bardzo wiarygodny, jeśli chodzi o informacje, czy komentarze dotyczące Ekstraklasy, a w szczególności Legii Warszawa – także w formacie „Poznań-Warszawa” w Meczykach. I w maju 2026 roku otrzymał propozycję dyrektora komunikacji Legii. To zapewne dla Pawła niezwykłe doświadczenie, a że można pójść na drugą stronę, jak my to mówimy, świadczy przykład Janusza Basałaja, który najpierw był prezes Wisły, a później odpowiadał za komunikację w PZPN.

Jak wyglądały pierwsze miesiące działalności Prawdy Futbolu? Co było wtedy największym wyzwaniem: technologia, budowanie społeczności, a może znalezienie modelu biznesowego?

Na pewno technologia. Przez długi czas każdy live zaczynałem od pytania: „Czy mnie widać? Czy mnie słychać?”. Rzeczywiście były problemy z internetem, mikrofonem, jakością techniczną. Dzisiaj to wygląda zupełnie inaczej. Nawet transmisja z telefonu ma dużo lepszą jakość niż kilka lat temu. Telefony z 2018 roku i te obecne to technologicznie dwa różne światy – jeśli chodzi o dźwięk, obiektywy czy stabilność połączenia. Myślę, że jakość techniczna jest na YouTubie coraz ważniejsza. Zgadzam się z tym bez dwóch zdań. Ale na początku najważniejsza była autentyczność. Zdarzało się, że byłem gdzieś w akcji, komentowałem mecz, robiłem noty z Tomkiem Hajtą, Wojtkiem Kowalczykiem czy Arturem Wichniarkiem. Zresztą cała ta trójka do dziś pojawia się w Prawdzie Futbolu. Tomek Hajto, Artur Wichniarek i Wojtek Kowalczyk – mimo że dwaj ostatni pracują także w innych miejscach – traktują Prawdę Futbolu po przyjacielsku, jako forum, na którym mogą zabrać głos.

Artur może połączyć się z Berlina, do Wojtka mogę pojechać albo zaprosić go do siebie na pingla. A muszę powiedzieć, że Kowal gra świetnie. Obok Mariusza Misiury, który był wicemistrzem Europy do lat 15, to chyba najlepszy tenisista stołowy, jaki u mnie gościł. Mam w domu mały stół do tenisa, syn wciągnął się w ping-ponga, więc gości bardzo często witamy partyjką. Zibi Boniek też gra bardzo dobrze – jak był u mnie, było widać, że ma świetną koordynację. Rakietą tenisową operował znakomicie, ale przy stole do ping-ponga również daje radę. Generalnie Prawda Futbolu jest projektem trochę jednoosobowym, ale od początku moją prawą ręką jest Marcin Talik. Nie jest tajemnicą, że ja mam 75 procent udziałów w projekcie, a Marcin 25 procent. Jest z Prawdą Futbolu od początku i pewnie, znając życie, zostanie w niej na zawsze. Będziemy szli tą drogą, bo to nas po prostu bawi. Marcin ma też inne zajęcia, ale mam wrażenie, że Prawda Futbolu nadal sprawia mu frajdę – zwłaszcza w tym wymiarze technologicznym i organizacyjnym. Dużą satysfakcję daje nam też budowa studia. To był ważny krok. Ale jeśli spojrzeć szerzej na rozwój kanału, liczby pokazują, jak zmieniał się rynek. Pierwszy rok to było 8,7 miliona wyświetleń. Drugi rok – 10 milionów wyświetleń i 23,3 tysiąca nowych subskrypcji rocznie. Zmierzaliśmy wtedy w stronę 100 tysięcy subskrybentów.

Miałeś jakiś trudny moment?

– Był nim rok 2020. Na YouTubie pojawiało się coraz więcej inicjatyw, do tego przyszła pandemia, a futbol przez kilka miesięcy praktycznie nie funkcjonował. To był bardzo wymagający czas. W liczbach wyglądało to tak: 4,5 miliona wyświetleń, czyli zdecydowanie mniej niż w 2018 czy 2019 roku, oraz około 9,8 tysiąca nowych subskrypcji. Miałem wtedy wrażenie, że bardzo długo staliśmy na poziomie dziewięćdziesięciu kilku tysięcy subskrybentów. Bardziej „kapaliśmy” niż rośliśmy. Dopiero w 2021 roku przekroczyliśmy barierę 100 tysięcy subskrypcji. Pamiętam, że podczas Euro 2021 moimi ekspertami turniejowymi w Prawdzie Futbolu byli Jacek Zieliński i Mirek Szymkowiak. Ja lubię dobierać konkretnych ludzi do konkretnych wydarzeń. Oczywiście Tomek Hajto, Artur Wichniarek czy Wojtek Kowalczyk pojawiają się regularnie do dziś, ale zawsze szukam też ciekawych rozmówców. Potem liczby wyglądały następująco: w 2022 roku – 8,3 miliona wyświetleń, w 2023 – 6,6 miliona, w 2024 – 6,1 miliona. Można powiedzieć, że była pewna stagnacja, choć subskrybenci dalej przyrastali. W 2025 roku mieliśmy 9,2 miliona wyświetleń, a aktualny rok jest bardzo ciekawy, bo już teraz mamy 8,2 miliona. Wygląda na to, że 2026 będzie rekordowym rokiem Prawdy Futbolu. Widać, że pewne działania przynoszą efekt. Nie ukrywajmy, shortsy są dziś ważne dla wszystkich nadawców i dają realny wpływ na wyświetlenia. My zaczęliśmy pracować z nimi regularnie i bardziej świadomie od jesieni 2025 roku. To również daje efekt. To wszystko pokazuje, jak bardzo zmienił się rynek. Duzi nadawcy, portale, stacje telewizyjne – wszyscy mają dziś swoje kanały na YouTubie. Canal+, TVP, Polsat – wszyscy uznali, że YouTube jest przestrzenią, w której trzeba być. Oni mają studia, pieniądze, ogromne możliwości. A jednak te liczby i ten rok potwierdzają, że indywidualny komentarz albo rozmowa z dedykowanym gościem nadal mają sens. Wiarygodność Prawdy Futbolu jest związana z moim nazwiskiem i z ludźmi, których zapraszam.

Co twoim zdaniem najbardziej przekonało widzów do tego formatu? Bo już w pierwszych dwóch latach, kiedy kanał dopiero raczkował, liczby i przyrosty były bardzo mocne.

Myślę, że przede wszystkim autentyczność, wiarygodność i background. Nie ukrywam niczego. Zawsze jestem sobą. Jeśli mam kogoś skrytykować, to krytykuję. Jeśli mam pochwalić, to chwalę. Mam z tym związane różne zabawne sytuacje. Kiedyś robiliśmy noty po meczu z Bożydarem Iwanowem. To był jeden z pierwszych meczów Michała Probierza jako selekcjonera – chyba z Czechami albo z Mołdawią w Warszawie. Bożydar pyta mnie: „No dobra, jaka nota dla trenera?”. A ja mówię, że dwójka. On na to: „Roman, ty stracisz kontakt z selekcjonerem. Po dwudziestym meczu to rozumiem, ale po drugim?”. Odpowiedziałem: „Trzeba mówić prawdę”. U mnie skala ocen od 1 do 10 istnieje od początku kanału. Wymyśliłem, że po każdym meczu reprezentacji muszą być noty. Nawet kiedy miałem studia w Polsacie przy reprezentacji, robiliśmy noty po studiu. Teraz też – niezależnie od tego, czy jestem na stadionie, czy w domu, niezależnie od tego, ile stacji i ilu youtuberów nadaje – po meczu zawsze robię noty. Bardzo często ze Zbigniewem Bońkiem, o którym pewnie jeszcze porozmawiamy. I właśnie to, moim zdaniem, przekonuje ludzi do Prawdy Futbolu. Jestem autentyczny i mam swoje zdanie. Moi goście też mają swoje zdanie. Często zapraszam kogoś po to, żeby oddać mu głos. To są ludzie futbolu: byli piłkarze, trenerzy, dziennikarze, eksperci, którzy naprawdę wgryzają się w temat. Tu nie ma czarowania rzeczywistości.

Chciałbym też powiedzieć o jednej rzeczy. Nie chodzi mi o żadną złośliwość, ale istnieje dziś zjawisko, które nazywam „najmanowaniem”. Chodzi o przekonanie, że jeśli będą kontrowersje, będzie „dym”, to będą wyświetlenia. Ja nigdy tego nie robiłem. U mnie nigdy nie było słowa „dym”. To nie jest mój YouTube i to nie jest YouTube Prawdy Futbolu. Uważam, że z punktu widzenia Prawdy Futbolu takie podejście nie ma sensu. Ten kanał ma się bronić merytoryką. Pamiętam, że kilka razy rozmawialiśmy z Marcinem Talikiem o tym, w jakim kierunku iść. Zawsze mieliśmy to samo zdanie: nie idziemy w populizm, nie idziemy w tak zwane dymy. To nie jest nasza droga.

Powiedziałeś bardzo ważną rzecz, więc zapytam szerzej: jak bardzo zmienił się sposób konsumowania treści piłkarskich przez kibiców w ostatnich latach?

Rynek bardzo się zmienia i trzeba pamiętać, że modeli funkcjonowania w mediach jest dziś wiele. Media społecznościowe są bardzo różnorodne. Uważam, że dobry dziennikarz nie może bać się żadnego medium. Na Instagramie mam ponad 40 tysięcy obserwujących, a na X, czyli dawnym Twitterze, ponad 300 tysięcy. To nie znaczy, że muszę tam bez przerwy zabierać głos, ale uważam, że X jest częścią debaty publicznej. Można oczywiście łatwo powiedzieć, że X jest taki, siaki, owaki, ale uważam, że X jest częścią debaty publicznej. Jeśli potrafisz z niego korzystać, możesz bardzo dużo z niego czerpać. Dla mnie ważne jest choćby to, że kiedy ty, Kuba, napiszesz coś ciekawego, to ja to znajdę, zobaczę, wejdę w link. To jest część obiegu informacji.

Jeśli chodzi o YouTube, widzę dużą zmianę w polityce tej platformy, szczególnie od marca 2025 roku, w kontekście shortsów. YouTube, widząc pewnie to, co robią Instagram, Facebook czy TikTok, sam uznał, że krótkie formy są bardzo ważne. I rzeczywiście shortsy potrafią generować dobre wyświetlenia. Jednocześnie one odpowiadają na pewien sposób korzystania z mediów. Człowiek gdzieś biegnie, jest w przelocie i szuka krótkiej treści. Ale ja nie mam tendencji, żeby robić shortsy po 15 sekund. Raczej stawiam na minutę, czasem nie boję się wrzucić materiału dwuminutowego, czyli 120 sekund. Patrzę też na dane, bo system pokazuje, ile średnio widz ogląda danego shortsa. I wcale nie jest tak, że ogląda 15 czy 20 procent. U mnie nawet przy dłuższych shortsach widzowie oglądają często 60–70 procent materiału. Z kolei moje zasadnicze transmisje – live’y, rozmowy z gośćmi czy dłuższe nagrania – są oglądane średnio przez 15, 16, czasem 18 minut. To pokazuje, że widz wciąż potrzebuje treści. Shortsy są ważne i rozumiem, że polityka YouTube’a w ostatnich mniej więcej półtora roku bardzo się zmieniła, ale to nie znaczy, że długie transmisje straciły sens.

Czasami umawiamy się ze Zbigniewem Bońkiem na godzinę rozmowy, a bardzo rzadko kończymy po godzinie. Bywa, że live trwa półtorej godziny albo jeszcze dłużej. Sam czasem myślę, że to szalone, ale widzę, że frekwencja po godzinie wcale nie spada, a materiał dalej wyświetla się przez kolejne dni. Ludzie nadal mają potrzebę dłuższej rozmowy.

Kiedy Prawda Futbolu przestała być projektem, a stała się przedsiębiorstwem?

Nie wiem, czy słowo „przedsiębiorstwo” jest tu najlepsze. To nadal jest przede wszystkim kanał i moje forum. Oczywiście są możliwości zarabiania – z AdSense, czyli przychody z YouTube’a, a także o współprace ze sponsorami. Ale biznes jest dla mnie trochę wtórny wobec tego, czym ten projekt jest dziennikarsko. Najlepsze miesiące mieliśmy wtedy, kiedy Cezary Kulesza szukał selekcjonera reprezentacji Polski. To był styczeń 2022 roku i styczeń 2023 roku. Wtedy osiągaliśmy rekordowe wyniki, chyba około 2,5 miliona wyświetleń w jednym z miesięcy.

Ale ja cały czas traktuję Prawdę Futbolu jako swoje forum. Kiedy byłem dzieckiem, miałem 10–12 lat i wydawałem własną gazetkę „Futbol Złotoryi”. Dziś mam 56 lat, a Prawda Futbolu istnieje od 8 lat i 122 dni – sprawdziłem to na wykresie YouTube’a. To jest dla mnie miejsce, w którym mogę zabrać głos i zaprosić do rozmowy setki, tysiące, a czasem dziesiątki tysięcy ludzi. Najczęściej z gościem, który ma coś ważnego do powiedzenia o futbolu.

Jak dziś wygląda model biznesowy kanału?

Opiera się przede wszystkim na sponsorach. Szukamy partnerów, jesteśmy otwarci na współpracę, ale zawsze patrzymy na to, co ma sens z naszego punktu widzenia. Zdarzają się propozycje krótkoterminowej współpracy albo pojedynczych akcji, ale nie zawsze chcemy w to wchodzić. Raczej nastawiamy się na partnerów, którzy chcieliby być z projektem dłużej.

W jaki sposób przekonuje się duże marki do współpracy z takim medium?

Rynek bardzo się zmienia, ale myślę, że partnerzy cenią sobie podejście Prawdy Futbolu. To podejście zawsze było merytoryczne i mam przekonanie, że właśnie ono przekonywało sponsorów. Kiedy współpracowaliśmy z Totalizatorem Sportowym, powstała na przykład „Prawda Liczb”. To była formuła oparta na treściach, które pasowały do ich komunikacji, bo liczby są dla nich czymś bardzo istotnym. Wydaje mi się, że każdemu partnerowi możemy przygotować dedykowaną formułę współpracy, która pozwala zaakcentować to, co dla niego ważne. Ale jednocześnie nie mamy poczucia, że robimy Prawdę Futbolu dla marketingu. Nasze wyzwanie jest przede wszystkim merytoryczne, a nie marketingowe.

Jak przez te lata zmieniły się oczekiwania partnerów biznesowych wobec twórców internetowych?

Wydaje mi się, że partnerzy szukają przede wszystkim ekspozycji marki. Są też oczywiście standardy YouTube’a, których trzeba przestrzegać: co można wyświetlić, w jakiej formule, jak oznaczyć film i tak dalej. Tym w naszym projekcie zajmuje się przede wszystkim Marcin Talik. To z nim trzeba byłoby rozmawiać bardziej szczegółowo o technologicznych i formalnych parametrach współpracy. Ja później, jako twórca, wykonuję pewne założenia, ale to Marcin dogaduje ten wymiar z partnerami i sponsorami.

Skoro wspominasz o Marcinie, powiedz, jak wygląda zespół Prawdy Futbolu. Tworzycie kanał we dwóch czy ktoś jeszcze wam pomaga?

Mamy na WhatsAppie grupę „Prawda Futbolu Team”. Liczy kilkanaście osób, choć oczywiście nie wszyscy są tak samo aktywni. Jedni angażują się bardzo mocno, inni trochę mniej. Na pewno chciałbym wymienić Pawła Stańkę. To człowiek, który przygotowuje plansze i grafiki do nagrań. Główną miniaturkę najczęściej robi Marcin Talik, ale Paweł również bardzo nam pomaga. Przygotowuje też shortsy. Do shortsów mamy teraz bardzo ciekawego młodego człowieka – Michała Szulborskiego. To młody talent, którego będziemy wprowadzać i uczyć pewnych rzeczy związanych z funkcjonowaniem w mediaworkingu. Planujemy szkolenie dotyczące grafik, shortsów i tego typu działań. Michał wchodzi więc do naszego teamu. Muszę też wymienić Bogdana Cisaka. To świetny chłopak, którego poznałem na X. Ma prawdopodobnie jedną z najlepszych bibliotek piłkarskich w Polsce. I nie chodzi tylko o to, że ma mnóstwo książek. On wie, gdzie czego szukać, zna wydawnictwa, potrafi błyskawicznie dotrzeć do źródeł. Ja sam mam piękną bibliotekę piłkarską, uwielbiam książki, ale nie mam już do końca, gdzie ich trzymać. Dlatego gromadzę dla Bogdana różne wydawnictwa ze świata. Obiecałem mu, że latem zawiozę mu cały bagażnik książek. On mieszka w Brończycach.

Bogdan jest świetny w researchu. Potrafi z minuty na minutę znaleźć różne rzeczy. Ja coś pamiętam, coś wiem, ale kiedy chcę coś zweryfikować w oparciu o źródła – czy to bieżącą informację związaną z transferami, sytuacją finansową klubu, czy temat historyczny – Bogdan bardzo często to sprawdza. Przez nasz zespół przewinęli się też inni twórcy. Jest Łukasz Rogowski, który specjalizuje się w analizie sytuacji sędziowskich. Mamy też trzech trenerów-analityków: Kacpra Marca, który był pierwszy, Marka Marciniaka i Patryka Brytana. Oni swoim okiem często nas „coachują”, podpowiadają rzeczy taktyczne.

Jestem przekonany, że „Prawda Taktyczna” po meczach reprezentacji ma sens. Niezależnie od tego, czy robił ją Kacper Marzec, Marek Marciniak czy Patryk Brytan.

Przy reprezentacji ludzie właściwie zawsze chcą każdej informacji. Skala zainteresowania jest ogromna…

Dokładnie. Byłem w szoku, kiedy zobaczyłem, jak wyświetliła się jedna z takich „Prawd Taktycznych” oparta na liczbach i screenach. To był materiał po meczu ze Szwecją, trwał chyba około dwóch godzin. Uczestniczył w nim również Tomek Hajto, ale główny wkład merytoryczny dał Marek Marciniak. To nie był łatwy materiał. Wręcz przeciwnie – był wymagający, trudny do słuchania, bardzo analityczny. A jednak obejrzało go chyba kilkadziesiąt tysięcy osób. To pokazuje, że ludzie naprawdę szukają takich treści.

Prawda Futbolu szczególny nacisk kładzie na reprezentację. To jest coś, co bawiło mnie od dziecka i zajmuje mnie do dziś. Ale widzę też, jak ważna – w moim przekonaniu – jest Prawda Futbolu dla Ekstraklasy. Uważam, że Ekstraklasa od około dziesięciu lat się rozwija, a teraz przeżywa prawdziwy boom. Mówiłem o tym już w październiku ubiegłego roku podczas konferencji „Finansowa Ekstraklasa”, przy okazji raportu Grant Thornton. Już wtedy użyłem określenia „boom” i myślę, że dziennikarze zajmujący się Ekstraklasą czują dziś ten wiatr w żagle. Mówiłem też o wyścigu zbrojeń, choć wtedy nie przypuszczałem, że on będzie aż tak intensywny. Opierałem to na letnim oknie transferowym, ale to, co wydarzyło się później zimą i co dzieje się w kolejnym oknie transferowym, pokazuje, że ten wyścig zbrojeń jest faktem. Nazywałem też Ekstraklasę „crazy ligą”. A to, co działo się później w trakcie sezonu, było czystym szaleństwem – jeśli chodzi o rywalizację i historie pisane przez kluby. Wielkie marki, takie jak Legia czy Widzew, były zamieszane w walkę o utrzymanie, a Górnik Zabrze czy GKS Katowice walczyły o czołówkę Ekstraklasy i zapewniły sobie puchary. Dlatego uważam, że w Prawdzie Futbolu nadal jest duże pole do zagospodarowania, jeśli chodzi o nasz futbol i naszą Ekstraklasę.

Czy algorytmy YouTube’a wpływają czasem na decyzje redakcyjne? Szukacie równowagi między tematami, które niosą się w algorytmie, a tymi, które po prostu warto zrobić?

Ja bardziej rozumiem to jako pytanie o to, co interesuje ludzi. Ale chyba nie potrafiłbym zrobić materiału, tylko dlatego, że podpowiadają go algorytmy. Załóżmy, że algorytmy sugerowałyby, że dwa dni temu powinna powstać „Prawda Futbolu” o Annie Lewandowskiej. Pewnie gdybym zrobił taki materiał, zaprosił gościa i dobrze to opakował, miałoby to wyświetlenia. Ale to nie jest moja materia. Oczywiście, kiedy komentuję transfer Roberta Lewandowskiego, spojrzenie Anny może być ważne. Zajmuję się Robertem od początku jego kariery, więc nie mogę pomijać kontekstu rodzinnego czy życiowego. Ale żebym miał robić miniaturkę, hashtagi i cały materiał wyłącznie pod to? Nie. Prawda Futbolu nie jest od tego.

Weźmy przykład transferu Lewandowskiego do Chicago Fire. Interesuje mnie background tej historii. Wykonałem wiele telefonów i zrobiłem nagranie o tym transferze dwa czy trzy tygodnie temu, kiedy Robert leciał do Stanów na rekonesans. Przekazałem wtedy wiele zakulisowych informacji. Z tego, co słyszałem, Lewy na początku był bardzo sceptyczny wobec Chicago Fire. Dopiero prezentacja Amerykanów zrobiła na nim ogromne wrażenie. Najpierw odbyła się prezentacja online, a później wizyta w Chicago. I właśnie takie informacje mnie interesują: dlaczego coś zadziałało, co go przekonało, na jakiej zasadzie ten projekt zaczął mieć sens. Ta wizyta w Chicago sprawiła, że Lewy zaczął kupować ten projekt. Dał sobie jeszcze kilka dni, ale de facto Amerykanie chyba go przekonali – także miliarder stojący za tym projektem oraz to, że bardzo zadbali o informacje dotyczące możliwości dla rodziny, rozwoju biznesu Anny czy szkół dla dzieci. Dla mnie ciekawe jest pytanie: dlaczego Stany Zjednoczone, a nie Arabia Saudyjska? Zwłaszcza że rynek saudyjski w pewnym sensie się zatrzymał. Myślę, że ludzi interesują takie detale.

Prawda Futbolu jest kanałem merytorycznym. Ja nazywam to „merytorycznym show”. Oczywiście, że jest w tym show – jest polemika, czasem się uzupełniamy, czasem spieramy, jest żart, jest zderzenie opinii. Ale nacisk zawsze ma być na merytorykę. Wojtek Kowalczyk ma swoje zdanie, ale ono wynika z tego, co widzi i co ogląda. Tomek Hajto, jeśli obejrzy mecz, potrafi naprawdę znakomicie czytać grę. Artur Wichniarek w studiach telewizyjnych, także na tle trenerów z licencją UEFA Pro i dużą praktyką, imponuje mi tym, jak analizuje konkretne sytuacje, zdarzenia i ciąg logiczny prowadzący do określonych rozwiązań. Naprawdę chapeau bas. Uważam więc, że można robić show, ale merytoryczne show. Takie, w którym jest polemika, czasami żart, czasami zderzenie opinii, ale fundamentem pozostaje konkret. I właśnie to praktykujemy w Prawdzie Futbolu.

Dziś czujesz satysfakcję z tego, że byłeś jednym z pionierów tego kierunku w Polsce?

Chyba tak. To jest bardzo sympatyczne uczucie. Człowiek spełnia się w różnych obszarach życia, a dla mnie YouTube stał się ogromnym spełnieniem dziennikarskim. Pamiętam, że na początku wielu ludzi patrzyło na YouTube z pewnym sceptycyzmem. Kojarzył się trochę – przepraszam za określenie – z medium dla dzieci. Tymczasem okazało się, że może być bardzo poważnym źródłem informacji, opinii i debaty. Oczywiście YouTube jest także dla dzieci. Mój syn ma na przykład pozwolenie na oglądanie wybranych twórców zajmujących się kartami piłkarskimi. Ale jednocześnie to medium, które może być niezwykle poważne.

Ja od początku miałem poczucie, że YouTube daje możliwość prowadzenia poważnej rozmowy o futbolu. Dlatego zawsze starałem się zapraszać selekcjonerów reprezentacji Polski – przed turniejami, w ich trakcie i po nich. Oczywiście selekcjonerzy reagują różnie: czasem się obrażają, czasem nie. Bożydar Iwanow żartował kiedyś, że stracę kontakt z Michałem Probierzem, ale przecież Probierz jeszcze kilka razy pojawił się w Prawdzie Futbolu. Uważam zresztą, że fantastycznym rozmówcą youtubowym jest Czesław Michniewicz. Od mundialu nie był w Prawdzie Futbolu, a moim zdaniem to z jego strony pewne niedopatrzenie, bo moglibyśmy wyjaśnić kilka spraw. Gośćmi kanału byli też wielokrotnie Jan Urban, Paulo Sousa czy Jerzy Brzęczek. Jerzy przechodził zresztą trudny okres w relacjach z mediami, ale dziś mam wrażenie, że dużo lepiej rozumie współczesne media niż kilka lat temu. Myślę też, że ważną rolą Prawdy Futbolu było przywrócenie do publicznej debaty wielkich nazwisk polskiej piłki. Mam na myśli przede wszystkim Antoniego Piechniczka i Jacka Gmocha. Gdybym policzył, ile razy trener Piechniczek występował u mnie, byłaby to imponująca liczba. W pewnym momencie wyposażyliśmy go nawet w komputer i zadbaliśmy o kwestie internetowe, bo w Wiśle były z tym problemy. Marcin Talik osobiście pomagał trenerowi. Jacek Gmoch również pozostaje bardzo aktywny. W trakcie mundialu kilka razy do mnie dzwonił. Teraz poleciał do córki do Bostonu, więc nie chcę mu przeszkadzać, ale gdy wróci, na pewno znów się spotkamy.

Oczywiście dziś każdy ma prawo wypowiadać się o piłce i to jest piękne. Siła futbolu bierze się z dyskusji. Każdy kibic może powiedzieć, że trener dobrze albo źle ustawił skład. Ale jednocześnie istnieje siła autorytetów. I możliwość przywrócenia do debaty takich postaci jak Jacek Gmoch czy Antoni Piechniczek daje mi ogromną satysfakcję.

Jak widzisz Prawdę Futbolu za pięć lat?

Z dużym optymizmem. Mam przekonanie, że YouTube w formule, którą uprawiam, ma sens. Wyniki tego roku są dla mnie wręcz zaskakujące. Przyznam szczerze, że rzadko patrzę na liczby. To bardziej domena Marcina Talika, który przygotowuje raporty czy zestawienia dla sponsorów. Ja jestem przede wszystkim twórcą. Oglądam mecze, rozmawiam, dzwonię, sprawdzam informacje i robię transmisje. Ale kiedy spojrzałem na tegoroczne wyniki, poczułem duży optymizm.

Moja córka przez ostatni rok współtworzyła transmisje Prawdy Futbolu. Od września mamy nowe studio, więc było to dla niej również ciekawe doświadczenie. Zresztą moja żona Kasia często mówi, że Prawda Futbolu rozwijała się równolegle z naszym synem. Kiedy mówię, że kanał istnieje już 8 lat i 122 dni, ona odpowiada: „Przecież to dokładnie życie naszego syna”. Rzeczywiście – syn urodził się we wrześniu 2017 roku, czyli wtedy, gdy rodziła się też Prawda Futbolu. To projekt bardzo mocno związany z naszym życiem rodzinnym.

Ja trochę bronię się przed określaniem tego wszystkiego wyłącznie jako biznesu. Wciąż jestem aktywnym dziennikarzem, współpracuję z Polsatem Sport, regularnie występuję w programach, komentuję mecze. Oczywiście Prawda Futbolu jest również przedsięwzięciem biznesowym, ale przede wszystkim pozostaje moim forum. Mam poczucie szczęścia, bo człowiek całe życie szuka pasji, którą mógłby żyć. Skończyłem prawo i miałem wiele propozycji pracy, również w futbolu, w różnych rolach. Ale zawsze chciałem być dziennikarzem. I właśnie YouTube pozwala mi być dziennikarzem z krwi i kości.

Jaka była najważniejsza decyzja w całej historii budowania Prawdy Futbolu?

Chyba ta rozmowa z Marcinem Talikiem w warszawskiej pizzerii. Wtedy mieliśmy absolutne przekonanie, że to ma sens. Trzeba było wymyślić nazwę, znak graficzny, oprawę. Dziś zresztą ponownie pracujemy nad odświeżeniem całej identyfikacji wizualnej kanału. Ale właśnie wtedy, siedząc przy pizzy, wymyśliliśmy cały świat Prawdy Futbolu. To był moment fundamentalny. Drugą absolutnie kluczową postacią w historii kanału jest Zbigniew Boniek. Kiedy Zibi kilka razy publicznie powiedział, że Prawda Futbolu jest jego forum i jego miejscem, sprawiło mi to ogromną satysfakcję. W historii Prawdy Futbolu płaciłem wyłącznie dziennikarzom. Nie płacę gościom – ani trenerom, ani piłkarzom, ani menedżerom, ani działaczom. Zbigniew Boniek również nigdy nie otrzymywał wynagrodzenia. On po prostu uznał, że to jest jego miejsce w krajobrazie medialnym.

Kiedy był prezesem PZPN, był oczywiście mniej dostępny. Znamy się ponad ćwierć wieku i przez lata zrobiłem z nim setki wywiadów – dla „Przeglądu Sportowego”, Polsatu Sport i innych mediów. Jako prezes występował rzadziej, ale i tak pojawiały się ważne momenty. Świetnie oglądała się na przykład jego analiza raportu Adama Nawałki po mundialu w Rosji.

Pamiętam, że kiedyś powiedział: „Jak skończę prezesurę, będziemy robić Prawdę z Zibiego”. Wtedy wydawało mi się to trochę nierealne. A później rzeczywiście zaczęliśmy. Dziś „Prawda Zibiego” ukazuje się regularnie raz w tygodniu. Skoro rok ma 52 tygodnie, to mamy 52 odcinki rocznie. Czasem próbuję go namówić na dodatkowe wydanie po jakiejś medialnej bombie, ale on odpowiada: „Spokojnie, będzie Prawda Zibiego”. I rzeczywiście – regularność jest tu najważniejsza.

Jak udało się zbudować ze Zbigniewem Bońkiem relację opartą na zaufaniu?

Myślę, że Zibi bardzo ceni merytorykę. Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy Janusz Basałaj wysłał mnie z „Przeglądu Sportowego” na wywiad „Alfabet Zibiego”. Starsi dziennikarze nie chcieli tego robić, więc pojechałem ja. Spotkaliśmy się w hotelu Victoria. To był chyba 1993 albo 1994 rok. Pamiętam, że Zibi był zaskoczony moją wiedzą o jego karierze. Gdy Boniek grał na mundialu w Argentynie, miałem osiem lat. Później oglądałem go w Hiszpanii, gdzie – jak dziś pokazują analizy – był prawdopodobnie najlepszym piłkarzem mundialu. A kiedy kończył reprezentacyjną karierę po mundialu w Meksyku, miałem szesnaście lat.

Przeczytałem wielokrotnie książki „Na polu karnym” Krzysztofa Wągrodzkiego czy „Prosto z Juventusu” Andrzeja Persona. Znałem mnóstwo szczegółów i myślę, że to zrobiło na nim wrażenie. Podobnie było później przy książce o nim. Powiedział mi: „Ja nie chcę książki”. Odpowiedziałem: „Ale ja nie piszę jej dla ciebie. Piszę ją dla siebie, bo interesuje mnie tamten czas, tamta reprezentacja i tamci ludzie”. Dzięki temu mogłem przejechać całą Polskę i porozmawiać z bohaterami tamtej epoki. Myślę, że właśnie w ten sposób budowało się nasze zaufanie. Oczywiście zdarzały nam się spory i merytoryczne starcia, ale ja zawsze starałem się pytać konkretnie i dociekać. I chyba to również jest siłą „Prawdy z Zibim”.

Masz dziś swój typowy tydzień pracy?

Bardzo trudno to rozdzielić. Na przykład dziś w nocy oglądałem mecz mundialu. Nawet mój syn próbował oglądać go ze mną, ale nie wytrzymał do końca. I teraz pytanie: czy to jest praca? Trochę tak, a trochę nie. Bo z jednej strony jest w tym przyjemność, a z drugiej analiza i przygotowanie do kolejnych materiałów. Podczas mundialu obejrzałem na żywo pewnie około dwóch trzecich wszystkich meczów. Oglądałem spotkania rozgrywane o północy, czasem o drugiej, czwartej czy piątej nad ranem. To wynika też z mojego rytmu pracy, bo po studiach telewizyjnych często wracam do domu dopiero około drugiej.

Kiedy pojawia się temat, który intryguje kibiców – jak choćby transfer młodego Leszczyńskiego z Legii do Bundesligi – analizuję go przez kilka dni. Zastanawiam się, dlaczego taki zawodnik odchodzi po kilku meczach, dlaczego za taką kwotę i co to oznacza. Regularnie oglądam też dwa-trzy mecze Ekstraklasy z trybun. Jeżdżę na Legię, ale również do Łodzi na Widzew. Widzew jest dla mnie szczególnym miejscem także dlatego, że pisałem biografię Zbigniewa Bońka i rozmawiałem z całym środowiskiem tamtego Widzewa.

Ostatnio Piotr Rutkowski powiedział mi: „Roman, połączenia połączeniami, ale nic nie zastąpi rozmowy twarzą w twarz”. Wsiadłem więc w samochód i pojechałem do Poznania. Tak powstała kolejna rozmowa z Piotrem Rutkowskim. Bo właśnie takie rozmowy najbardziej mnie napędzają dziennikarsko. Ja jestem dziennikarzem starej szkoły. Uwielbiam dialog, ścieranie się opinii i szukanie odpowiedzi.

Gdybyś dziś budował Prawdę Futbolu od zera, zrobiłbyś to samo?

To bardzo ciekawe pytanie. Oczywiście dziś jest mnóstwo programów studyjnych i eksperckich. Być może można byłoby pójść w innym kierunku. Ale chyba jednak poszedłbym tą samą drogą. Bardzo cenię na przykład drogę, którą poszły Meczyki. Sam czasami jestem ich gościem. Ale mam przekonanie, że indywidualne kanały twórców takich jak ja nadal mają sens. Ludzi interesuje nie tylko sam mecz, ale też jego kontekst, kulisy i historie. Nawet ostatnio Tomasz Zawiślak, menedżer Roberta Lewandowskiego, śmiał się do mnie: „Ty znowu oglądasz mecz, zamiast się ze mną spotkać”. A ja odpowiadam: „Muszę obejrzeć Niemcy – Paragwaj, bo to jest historia futbolu”.  To jest silniejsze ode mnie. Oczywiście interesują mnie rozmowy z ludźmi, ale równie mocno interesuje mnie sam futbol. I myślę, że istnieje publiczność, którą interesuje zarówno mecz, jak i jego background. Właśnie dlatego Prawda Futbolu ma sens.

Udostępnij
Jakub Kłyszejko

Jakub Kłyszejko