Kolarstwo to nowy golf. Founders Ride łączy przedsiębiorców przez sport
Founders Ride to inicjatywa, która łączy przedsiębiorców poprzez sport, wspólne doświadczenia i autentyczne relacje. Za projektem stoją Tomasz Woźniak oraz Szymon Kubicki, przedsiębiorcy z doświadczeniem zarówno w budowaniu biznesów, jak i pracy z ekosystemem funduszy inwestycyjnych. Wspólnie rozwijają jedną z najbardziej angażujących społeczności przedsiębiorców w Polsce, w której sport staje się naturalnym punktem wyjścia do budowania wartościowych relacji biznesowych.
Magdalena Bryś, SportMarketing.pl: Co było pierwsze — pasja do kolarstwa czy potrzeba zbudowania społeczności founderów wokół sportu?
Szymon Kubicki: – Oboje jesteśmy przedsiębiorcami, więc naturalnie mamy w sobie silną potrzebę budowania relacji i tworzenia wartościowych połączeń z ludźmi, szczególnie z innymi przedsiębiorcami. Tomek, rozwijając swoje biznesy związane z branżą gastronomiczną, cateringową i benefitami pracowniczymi, od zawsze był bardzo blisko ludzi i społeczności. U niego ta potrzeba budowania relacji była widoczna od samego początku.
Z kolei ja od blisko dziesięciu lat działam w ekosystemie venture capital i startupów, więc dla mnie tworzenie społeczności, przestrzeni do spotkań i wymiany doświadczeń również stało się czymś bardzo naturalnym.
Do tego oboje pasjonujemy się kolarstwem. To sport, który w wyjątkowy sposób łączy ludzi. Jest otwarty, społeczny i oparty na wspólnym rytmie, rozmowach oraz jeździe w grupie. W świecie kolarskim wspólne treningi, ustawki czy spontaniczne spotkania są czymś zupełnie naturalnym. Właśnie w tym miejscu te dwa światy bardzo szybko się połączyły.
Pomysł pojawił się niemal równolegle u nas obojga, a później połączyli nas wspólni znajomi i rower. To właśnie na rowerze narodził się koncept Founders Ride, inicjatywy, która dziś jest nie tylko serią wydarzeń, ale przede wszystkim rozwijającą się społecznością przedsiębiorców.
Naszą misją jest łączenie founderów i przedsiębiorców poprzez sport. Kolarstwo i organizowane przez nas wydarzenia są dziś narzędziem do realizacji tej idei, ale sama wizja jest znacznie większa. Chcemy budować społeczność ludzi biznesu, którzy spotykają się nie tylko po to, żeby rozmawiać o firmach czy inwestycjach, ale również o zdrowiu, odporności psychicznej, longevity (długowieczność) i szeroko rozumianym dobrostanie.
Przedsiębiorczość sama w sobie jest wymagająca i często bardzo obciążająca. Dlatego tak ważne jest, żeby mieć wokół siebie ludzi, z którymi można szczerze porozmawiać, skonfrontować swoje myśli i wymienić doświadczenia. Wierzymy też, że bez zadbania o siebie, o zdrowie, energię i kondycję, trudno budować coś trwałego. Tylko mając zdrowe ciało i przestrzeń mentalną, jesteś w stanie być skutecznym przedsiębiorcą i realnie wspierać innych.
Jakie mieliście cele dla tej społeczności? Od kiedy działacie?
Szymon: – Dokładnie rok temu pracowaliśmy nad organizacją pierwszego wydarzenia, które ostatecznie odbyło się na początku maja ubiegłego roku. To właśnie wtedy narodziło się Founders Ride. Ten pierwszy event był zdecydowanie prostszy, bardziej spontaniczny i w pewnym sensie bardzo „oddolny”. Zaprosiliśmy ludzi, których znaliśmy ze swojego networku, a całość zorganizowaliśmy właściwie własnym sumptem.
To był bardzo prosty format, ale właśnie wtedy zaczęło się coś budować. Z każdym kolejnym wydarzeniem projekt stawał się coraz bardziej dojrzały, ambitny i organizacyjnie bardziej złożony. Już po pierwszym spotkaniu, patrząc na feedback, energię ludzi i to, z jakim entuzjazmem podeszli do całego pomysłu, czuliśmy, że może powstać z tego coś znacznie większego, choć jeszcze nie wiedzieliśmy dokładnie, w jakim kierunku to pójdzie.
W czerwcu zorganizowaliśmy kolejne wydarzenia i wtedy zaczęliśmy widzieć, że wokół Founders Ride tworzy się realna społeczność. Przyciągaliśmy ludzi o podobnym sposobie myślenia i podejściu do przedsiębiorczości, choć oczywiście reprezentujących bardzo różne branże i doświadczenia. Z czasem zaczęliśmy też zauważać, że coraz więcej osób nas kojarzy, mówi o nas i identyfikuje nas właśnie z tym projektem. To był moment, w którym zaczęliśmy rozumieć, że nie budujemy już tylko eventów, ale coś znacznie większego.
Przez cały ubiegły rok, praktycznie do grudnia i stycznia tego roku, intensywnie pracowaliśmy nad wizją, brandingiem i tym, żeby wszystko miało spójną tożsamość oraz długofalowy kierunek. Dziś wiemy, że Founders Ride to społeczność przedsiębiorców, którą chcemy rozwijać na dużo większą skalę. Naszą ambicją jest stworzenie największej społeczności przedsiębiorców w Polsce, połączonej poprzez sport, aktywność i wspólne doświadczenia.
Obecnie nasze wydarzenia odbywają się głównie w Warszawie, ale już pracujemy nad rozwojem w kolejnych miastach, między innymi w Krakowie. Nasza wizja od początku była jasna. Chcemy łączyć przedsiębiorców w autentycznej, swobodnej atmosferze, w której networking dzieje się naturalnie. Wierzymy, że kiedy rozmowy są połączone z ruchem, zdrowiem i wspólną aktywnością, budowanie relacji przychodzi ludziom dużo łatwiej i bardziej autentycznie.

Co najbardziej zaskoczyło Was w rozwoju społeczności?
Szymon: – Zdecydowanie zaskoczyła nas skala pracy, jaką trzeba włożyć w organizację takich wydarzeń. I szczerze mówiąc, to zaskakuje nas do dziś. Za każdym razem widzimy, ile elementów musi się zgrać, ile decyzji trzeba podjąć i jak dużo energii wymaga to, żeby każdy event po prostu się odbył.
Dziś organizujemy to już po raz dziewiąty czy dziesiąty, więc mamy za sobą sporo doświadczeń i nauczyliśmy się naprawdę dużo. Co ciekawe, nigdy nie planowaliśmy wchodzić w branżę eventową, to absolutnie nie był nasz cel. Naszą intencją od początku było stworzenie przestrzeni, która połączy ludzi ciekawych świata, przedsiębiorczych, otwartych, bliskich nam wartościom związanym zarówno ze sportem, aktywnością i ruchem, jak i samą przedsiębiorczością. Jednym z większych wyzwań jest też to, że oboje mamy bardzo przedsiębiorcze podejście i dużą potrzebę ciągłego rozwoju. A to oznacza, że trudno jest nam zatrzymać się na poziomie „jest dobrze, zostawmy to tak, jak jest”. Jeśli coś robimy, naturalnie chcemy, żeby rosło, rozwijało się i z każdą kolejną edycją było jeszcze lepsze.
Z Tomkiem mamy bardzo wysokie ambicje, zarówno jeśli chodzi o jakość wydarzeń, doświadczenie uczestników, jak i samą społeczność, którą budujemy. Dlatego nasze głowy praktycznie cały czas pracują. Pojawiają się nowe pomysły, kolejne usprawnienia, nowe kierunki rozwoju i pytania o to, co jeszcze możemy zrobić lepiej.
Właśnie tutaj przedsiębiorczość ma dwa oblicza. Z jednej strony to ogromna siła, bo to dzięki niej Founders Ride w ogóle powstało i dzięki niej mamy energię, żeby łączyć ludzi wokół tej idei. Z drugiej strony bywa też pewnym wyzwaniem, bo kiedy masz przedsiębiorczy mindset, bardzo trudno powiedzieć sobie: „to już wystarczy”. Zawsze widzisz kolejny poziom, kolejną możliwość i kolejny sposób, żeby zrobić coś jeszcze lepiej.
Tomasz Woźniak: – Patrząc na to, co budujemy, nie skupiamy się dziś już wyłącznie na pojedynczych wydarzeniach czy krótkoterminowych wyzwaniach. Oczywiście w każdym projekcie pojawiają się codzienne problemy i operacyjne wyzwania, ale naszym największym zadaniem na ten moment jest coś znacznie większego. Chcemy przekształcić Founders Ridez serii eventów w prawdziwe, dojrzałe community.
Dla nas community to nie tylko spotkania czy wspólne aktywności. To miejsce, do którego ludzie realnie chcą należeć. Miejsce, które daje poczucie przynależności, wspólnych wartości i dostępu do wyselekcjonowanego środowiska. Dlatego kolejnym naturalnym krokiem jest budowa modelu członkostwa, w którym członkowie nie są tylko uczestnikami wydarzeń, ale aktywną częścią całego ekosystemu.
Od początku zależało nam na tym, żeby tworzyć społeczność ludzi, którzy coś budują, podejmują decyzje, biorą odpowiedzialność i jednocześnie cenią zdrowy styl życia. Kolarstwo jest dla nas narzędziem do budowania tych relacji, ale nigdy nie chcieliśmy być klubem sportowym. Fundamentem jest biznes, przedsiębiorczość i wartości, a sport jest tym, co naturalnie te relacje wzmacnia.
Dziś mamy już grupę osób, które są z nami praktycznie od pierwszej edycji. Nazywamy ich early members, bo to ludzie, którzy współtworzą tę społeczność od samego początku, wracają na kolejne wydarzenia i naprawdę utożsamiają się z tą ideą. To właśnie z nimi chcemy budować kolejny etap. Patrząc szerzej, widzimy też, że świat bardzo mocno zmienia się pod kątem tego, jak ludzie zarządzają swoim czasem, energią i relacjami. Dziś coraz mniej osób chce funkcjonować w przypadkowym środowisku, otaczać się przypadkowymi bodźcami czy inwestować czas w relacje, które nie wnoszą realnej wartości. Coraz większego znaczenia nabiera świadomy wybór ludzi, z którymi spędzamy czas. Właśnie na tę potrzebę odpowiada community. To możliwość przebywania w wyselekcjonowanym środowisku ludzi, którzy myślą podobnie, budują ambitne rzeczy i mają podobny system wartości. Szczególnie wtedy, kiedy mówimy o przedsiębiorcach, dla których czas poza rodziną i biznesem jest niezwykle cenny.
Na świecie istnieją już silne społeczności biznesowe, takie jak YPO czy EO, które od lat łączą founderów i liderów biznesu. My patrzymy na ten kierunek, ale chcemy nadać mu własny charakter. Zamiast wieczornych spotkań przy kolacji czy drinku, chcemy budować relacje rano, poprzez aktywność, ruch i zdrowy styl życia.
Bo wierzymy w bardzo prostą zależność. Jeśli mamy zdrowych, świadomych i silnych przedsiębiorców, budują oni zdrowsze firmy. Zdrowe firmy mają realny wpływ na zdrowsze społeczeństwo. Właśnie wokół tej idei chcemy budować społeczność ludzi, którzy tworzą rzeczy z ambicją, odpowiedzialnością i długofalowym myśleniem.
Czy na rowerze łatwiej budować takie relacje niż załóżmy w takim klasycznym networkingu?
Tomek: – Sport jest absolutnym DNA naszego community i fundamentem tego, co wspólnie budujemy z Szymonem. Odpowiadając wprost na pytanie, tak, widzimy bardzo wyraźnie, że sport jest ważnym elementem życia wielu przedsiębiorców, niezależnie od tego, czy budują średnie firmy, duże organizacje czy globalne biznesy.
Nie znam dokładnych statystyk pokazujących, ilu przedsiębiorców regularnie uprawia sport, ale obserwując ludzi z tego środowiska, trudno nie zauważyć, że aktywność fizyczna jest dla nich czymś naturalnym. Przez lata mówiło się, że golf jest sportem biznesu. My trochę przewrotnie mówimy, że „kolarstwo to nowy golf”.
Nie bez powodu. Zarówno golf, jak i kolarstwo to sporty, które w naturalny sposób budują relacje. Dają przestrzeń na rozmowę, wymianę doświadczeń i poznawanie ludzi w mniej formalnym otoczeniu. Jednocześnie są to aktywności, które często wiążą się z pewnym stylem życia, podróżami, sprzętem i doświadczeniami, które budują wokół nich określoną kulturę.
Kolarstwo ma jednak coś wyjątkowego. Na rowerze możesz spędzić z kimś kilka godzin, rozmawiając bez pośpiechu, bez sal konferencyjnych, bez prezentacji i bez biznesowych masek. W takich warunkach relacje budują się dużo bardziej naturalnie.
Sport w tym wszystkim daje coś jeszcze ważniejszego. Uczy konsekwencji, determinacji, koncentracji i pracy w długim horyzoncie. Pod tym względem bardzo przypomina budowanie biznesu. Zarówno w sporcie, jak i w przedsiębiorczości codziennie wstajesz, realizujesz swój plan, trzymasz rutynę i konsekwentnie dokładasz kolejne elementy do procesu.
Ten pozorny „overnight success”, zarówno w biznesie, jak i w sporcie, najczęściej buduje się przez lata. Tak samo jest z formą sportową. Niezależnie od tego, czy pracujesz nad wydolnością, VO2 max, dyscypliną czy mentalnością, na prawdziwe efekty trzeba zapracować. Właśnie dlatego sport tak mocno rezonuje z przedsiębiorcami. Bo pokazuje, że największe rzeczy nie powstają z jednego zrywu, tylko z codziennej, konsekwentnej pracy.
Kto dziś tworzy Founders Ride? Są to przedsiębiorcy, inwestorzy i przedstawiciele funduszy inwestycyjnych?
Szymon: – Naszą społeczność tworzą bardzo różni przedsiębiorcy. Są wśród nich founderzy startupów, właściciele mniejszych i większych firm, osoby budujące biznesy technologiczne, ale też przedsiębiorcy działający w bardziej tradycyjnych branżach. To również top managerowie, osoby na poziomie C-level, inwestorzy czy przedsiębiorcy, którzy po zbudowaniu własnych firm sami zaczęli angażować się kapitałowo w kolejne projekty.
Bardzo ważna jest dla nas również różnorodność tej społeczności, także pod względem kobiet i mężczyzn. Na początku, pamiętam, że na pierwszym wydarzeniu była chyba tylko jedna kobieta. Z każdą kolejną edycją zaczęło się to jednak naturalnie zmieniać i dziś kobiety są już stałym, bardzo ważnym elementem naszej społeczności. To dla nas niezwykle istotne, bo chcemy budować środowisko, które jest różnorodne i reprezentuje różne perspektywy przedsiębiorczości. Każde wydarzenie to też miks osób, które wracają do nas regularnie, oraz nowych uczestników. Mamy grupę ludzi, którzy są z nami praktycznie od początku i pojawiają się niemal na każdej edycji, ale jednocześnie stale dołączają nowe osoby, dzięki czemu ta społeczność cały czas organicznie się rozwija.
Co ciekawe, tak naprawdę nigdy nie musieliśmy nikogo szczególnie przekonywać do dołączenia. Sama idea bardzo szybko została podchwycona. Ludzie od początku widzieli w tym autentyczność, jakość i wartość. Dziś obserwujemy, że zainteresowanie jest bardzo duże. Często na długo przed wydarzeniem większość miejsc jest już zajęta. To pokazuje, że ludzie chcą być częścią tego środowiska, chcą mieć kontakt z osobami o podobnym sposobie myślenia, podobnych wartościach i podobnej energii. W pewnym momencie nie trzeba już nikogo przekonywać. To doświadczenie, atmosfera i jakość wydarzeń zaczynają bronić się same. I to jest dla nas najlepszy dowód na to, że budujemy coś, czego ludzie naprawdę potrzebują.

Jakie historie, rozmowy albo momenty z uczestnikami najbardziej zostały z Wami do dziś? Czy były takie doświadczenia, które utwierdziły Was w przekonaniu, że Founders Ride to coś, co naprawdę warto rozwijać?
Tomek: – Oboje od lat jeździmy na rowerze i spędzamy na nim naprawdę dużo czasu. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że dobrze byłoby stworzyć przestrzeń, w której rower stanie się czymś więcej niż tylko sportem czy treningiem. Chcieliśmy zbudować miejsce, w którym spotykają się ludzie podobni do nas, zarówno pod względem energii, sposobu myślenia, jak i podejścia do życia. Dla nas takimi ludźmi są przedsiębiorcy, czyli osoby, które działają, podejmują decyzje i każdego dnia coś budują.
Oczywiście każdy z nas może jeździć z różnymi grupami i robimy to na co dzień. Ale skoro i tak poświęcamy na ten sport tyle czasu, to naturalnie pojawiła się myśl, że dobrze byłoby spędzać ten czas także z wartościowymi ludźmi, z którymi nadajesz na podobnych falach. Nie chodziło o doradzanie sobie w biznesie, networking w klasycznym rozumieniu czy sprzedaż. Od początku chodziło bardziej o atmosferę, chemię i naturalne relacje, które tworzą się, kiedy przedsiębiorcy spotykają się w mniej formalnych warunkach.
Dlatego powiedzieliśmy sobie po prostu: zróbmy pierwszy event i zobaczmy, kto przyjdzie. Bez wielkich planów, rozpisanych procesów czy strategii. Na tamtym etapie nie wiedzieliśmy jeszcze, co dokładnie budujemy. Wiedzieliśmy tylko jedno, jaki jest cel. Chcieliśmy połączyć ambitnych przedsiębiorców, których łączy pasja do kolarstwa szosowego. I właśnie od tego wszystko się zaczęło.
A o czym founderzy najczęściej rozmawiają na trasie?
Tomek: – Z mojej perspektywy przedsiębiorcy przede wszystkim rozmawiają o realnych wyzwaniach, z którymi mierzą się na co dzień. Nie są to jednak rozmowy w stylu narzekania czy szukania współczucia. Bardziej chodzi o szukanie ludzi, którzy myślą podobnie i mogą stać się wartościowymi partnerami do skonfrontowania pomysłów, decyzji czy problemów. To trochę takie odbijanie myśli od innych doświadczonych osób, które często przechodzą przez podobne sytuacje. Często są to rozmowy o konkretnych wyzwaniach biznesowych, o decyzjach, które trzeba podjąć, o presji, odpowiedzialności czy sytuacjach, z którymi aktualnie się mierzą. Ale równie często pojawia się dzielenie własnym doświadczeniem, wnioskami czy lekcjami, które ktoś już przeszedł i które mogą być wartościowe dla innych.
Bardzo wyraźnie widzimy też, że coraz większą rolę w tych rozmowach odgrywa zdrowie i szeroko rozumiany wellbeing. To temat, który w środowisku przedsiębiorców naprawdę mocno rośnie. Coraz częściej rozmawia się o longevity, dbaniu o siebie, jakości snu, odżywianiu, regeneracji, jakości powietrza, podróżach czy szerzej o stylu życia i energii, z jaką funkcjonujemy na co dzień.
Z mojej perspektywy ogromnym elementem tych spotkań jest również sport. Oczywiście punktem wyjścia jest kolarstwo, ale bardzo szybko okazuje się, że przedsiębiorcy rzadko zamykają się na jedną aktywność. Pojawiają się rozmowy o golfie, bieganiu, treningu siłowym czy innych formach ruchu. Sport bardzo często staje się naturalnym językiem, który pomaga budować relacje i otwierać rozmowy na dużo głębsze tematy.
Ile spotkań Founders Ride odbyło się do tej pory i jak przez ten czas ewoluował format Waszych wydarzeń?
Tomek: – Do tej pory zorganizowaliśmy osiem wydarzeń kolarskich oraz jedno w formule indoorowej. To ostatnie było trochę innym doświadczeniem, ponieważ oprócz części spinningowej pojawiły się również elementy mobility i pracy nad sprawnością. Chcieliśmy sprawdzić, jak nasza społeczność zareaguje na nieco szersze podejście do aktywności i odbiór był bardzo pozytywny.
Jednocześnie widzimy bardzo wyraźnie, że to właśnie kolarstwo jest dziś naszą najmocniejszą stroną i to między innymi dlatego ludzie tak chętnie do nas wracają. To obszar, w którym czujemy się naturalnie, mamy doświadczenie i wiemy, jak budować wokół tego wartościowe doświadczenia.
Na pewno będziemy uważnie słuchać naszej społeczności i obserwować, czy pojawia się potrzeba rozszerzenia formatu o kolejne dyscypliny sportowe. Mamy już w głowie kilka pomysłów i naturalnie ciągnie nas do eksperymentowania. Z drugiej strony bardzo wierzymy w zasadę, żeby rozwijać przede wszystkim to, w czym naprawdę jesteśmy dobrzy. Dlatego dziś naszym priorytetem jest dalsze wzmacnianie tego, co już działa i co daje naszej społeczności największą wartość.
Kto dziś stoi za Founders Ride poza samą społecznością? Jakich partnerów udało się Wam zaprosić do wspólnego budowania tego projektu?
Tomek: – Od samego początku wiedzieliśmy, że jeśli chcemy budować Founders Ride w sposób jakościowy i długofalowy, potrzebujemy wokół siebie odpowiednich partnerów. Bardzo szybko okazało się jednak, że nie chcemy budować klasycznego modelu sponsoringowego. Dla nas od początku najważniejsze były relacje, wspólne wartości i ludzie, którzy autentycznie wierzą w to, co tworzymy. Dlatego nie mówimy o sponsorach. Mówimy o partnerach.
Co ciekawe, większość tych partnerstw pojawiła się bardzo organicznie. Najpierw byli ludzie, którzy przychodzili na nasze wydarzenia jako uczestnicy, poznawali społeczność, doświadczali atmosfery i dopiero później naturalnie pojawiała się przestrzeń do współpracy.
Tak było chociażby z PFR Ventures, gdzie od samego początku obecny był Maciek Polak, który od razu poczuł, że chce być częścią tego projektu i wspierać jego rozwój. Podobnie było z Longevity+ (należące do grupy Diagnostyka), , gdzie osoby związane z organizacją najpierw pojawiały się na naszych wydarzeniach jako uczestnicy, a dopiero później zaczęliśmy wspólnie zastanawiać się, jak możemy stworzyć coś wartościowego dla całej społeczności.
Naturalnie pojawili się również partnerzy mocno związani ze światem kolarstwa, tacy jak SD Worx, Oakley czy Education First. W tych przypadkach sport i kolarstwo są wpisane w DNA samych organizacji, dlatego ta współpraca od początku była bardzo autentyczna i spójna z naszym kierunkiem.
Właśnie to jest dla nas kluczowe. Za każdą firmą stoi konkretny człowiek, który zna naszą społeczność, jest częścią tego ekosystemu i sam wierzy w to, co wspólnie budujemy. Dzięki temu wszystko jest wiarygodne, naturalne i rozwijane od środka. To nie jest zewnętrzne wsparcie marki. To realne wsparcie ludzi, którzy chcą współtworzyć tę społeczność razem z nami.
Jeżeli za partnerstwem stoi naprawdę wartościowy produkt albo usługa, to naturalnie może on zostać zauważony przez nasze community czy media, które nas wspierają. Ale dla nas to nigdy nie jest klasyczna ekspozycja marki. Wszystko musi być spójne z wartościami, które budujemy wokół Founders Ride.
Dlatego tak bliski jest nam temat longevity, zdrowia i świadomego stylu życia. W tym sezonie świadomie zdecydowaliśmy, że ten obszar stanie się stałym elementem naszego DNA. Chcemy rozmawiać nie tylko o sporcie i biznesie, ale też o profilaktyce, regeneracji, medycynie, zdrowiu psychicznym i budowaniu świadomości własnego organizmu.
Wierzymy, że sport i biznes są ze sobą bardzo mocno powiązane, ale żeby funkcjonować na wysokim poziomie w obu tych światach, potrzebujesz nie tylko sprawnego ciała, ale również zdrowej głowy i dużej samoświadomości. Dlatego podczas naszych wydarzeń uczestnicy mogą korzystać z elementów związanych z nowoczesnym podejściem do zdrowia. Mogą sprawdzić swój wiek biologiczny, wykonać podstawowe pomiary czy lepiej zrozumieć swoją kondycję z perspektywy długoterminowego zdrowia i wydolności. To obszar, który dopiero dynamicznie się rozwija i coraz częściej określany jest mianem medycyny 3.0.
Z drugiej strony nasi partnerzy ze świata kolarstwa dają uczestnikom dostęp do rzeczy, do których na co dzień trudno dotrzeć. To mogą być akcesoria z poziomu World Tour, limitowane gadżety, bidony, a w przyszłości również koszulki z autografami zawodników profesjonalnych drużyn kolarskich. te elementy budują realną wartość bycia częścią naszej społeczności. Bo dla nas Founders Ride to nie tylko event czy networking. To doświadczenie, dostęp i poczucie przynależności do środowiska, które daje znacznie więcej niż standardowe spotkania biznesowe.
Jakie są Wasze plany na przyszłość?
– Kolarstwo daje nam ogromne możliwości budowania społeczności, bo jest sportem niezwykle pojemnym i daje wiele przestrzeni do tworzenia różnych doświadczeń. Organizowaliśmy klasyczne jazdy szosowe, zamknęliśmy sezon również wydarzeniem gravelowym, więc już dziś widzimy, jak wiele kierunków rozwoju daje nam sam świat rowerowy.
Jesteśmy otwarci na rozwój i eksperymentowanie z nowymi formatami, ale jednocześnie bardzo świadomie podchodzimy do tego, na czym chcemy się teraz koncentrować. Dziś najważniejsze jest dla nas zbudowanie naprawdę solidnych fundamentów wokół tego, co stanowi nasze DNA, czyli połączenia biznesu, relacji i kolarstwa. To właśnie wokół tego chcemy rozwijać model członkowski i budować zaangażowaną społeczność, która realnie czuje wartość z bycia jej częścią.
Dopiero kiedy ten fundament będzie mocny, naturalnie mogą pojawiać się kolejne warstwy i bardziej wyspecjalizowane obszary zainteresowań. Mogą powstawać mniejsze grupy czy subspołeczności skupione wokół innych pasji, takich jak golf, bieganie czy inne formy aktywności. To zresztą model, który świetnie sprawdza się w dojrzałych społecznościach biznesowych, takich jak YPO czy EO, gdzie wokół jednego silnego rdzenia z czasem naturalnie tworzą się kolejne kręgi zainteresowań.
Dla nas najważniejsze jest to, żeby najpierw zbudować mocny core. Zaangażowaną społeczność ludzi, którzy naprawdę czują, że przynależność do Founders Ride daje im wartość, relacje i dostęp do środowiska, którego chcą być częścią. Dopiero na takim fundamencie można budować kolejne rzeczy.
Tworzycie społeczność ze sportowym DNA. A czy Waszą pasją jest właśnie kolarstwo czy jeszcze inne aktywności sportowe?
Szymon: – Urodziłem się i wychowałem na Śląsku. Stąd piłka nożna była mi bardzo bliska.
Zresztą byłem w szkole Mistrzostwa Sportowego przez kilka lat. Przygotowywałem się do profesjonalnego, nazwijmy to, grania w piłkę nożną. Ale po prostu nie byłem aż taki dobry i w pewnym momencie zrezygnowałem z tego, by skupić się na edukacji.
Rower przewijał się jeszcze wcześniej, bo bardzo popularny był speedway, czyli taki wstęp do żużla dla dzieci, i w tym również brałem udział bardzo wcześnie.
Potem przyszło MTB, jak na południu Polski, Szczyrk i Bielsko-Biała, no i powrót do rowera, jak już mieszkałem w Berlinie, na gravel, a potem już przejście na szosę i góry.
Uwielbiam być w górach, więc hiking czy jeżdżenie na rowerze i po prostu bycie w górach jest dla mnie taką najczystszą formą balansu między pracą a digitalowym detoksem.
Tomek: – Sport zawsze był bardzo ważną częścią mojego życia. Mój background sportowy zaczynał się od kolarstwa górskiego. Jako junior ścigałem się w MTB, później pojawiło się bieganie, maratony, następnie triathlon. Z czasem jednak doszedłem do momentu, w którym świadomie postanowiłem skupić się przede wszystkim na kolarstwie.
Dziś rower daje mi dokładnie to, czego najbardziej potrzebuję. Z jednej strony to ogromna przyjemność i forma relaksu, z drugiej możliwość poznawania ciekawych ludzi, odkrywania nowych miejsc i łączenia sportu z podróżowaniem. Bardzo lubię ten element turystyki kolarskiej. Niedawno wróciłem z Majorki, gdzie miałem okazję jeździć po świetnych trasach i przełęczach. Takie doświadczenia tylko utwierdzają mnie w tym, jak wiele daje mi ten sport.
Kolarstwo jest dziś dla mnie bardzo ważne, ale równie ważne jest to, żeby podchodzić do niego świadomie i długofalowo. Sam rower to za mało. Żeby trenować zdrowo i utrzymywać ciało w dobrej kondycji, trzeba uzupełniać to treningiem siłowym, czasem bieganiem i ogólnie większą różnorodnością ruchu. To daje balans i pomaga budować sprawność w bardziej kompletny sposób. Z perspektywy wydolności aerobowej i pracy nad VO2 max kolarstwo jest jednym z najlepszych sportów. A dziś coraz częściej mówi się o tym, że właśnie VO2 max jest jednym z najważniejszych wskaźników długowieczności i jakości życia w długim terminie. To jest mi bardzo bliskie, bo zdrowie i longevity to tematy, które traktuję bardzo poważnie.
Poza rowerem gram również w golfa, który daje mi coś zupełnie innego. To przestrzeń do wyciszenia, koncentracji i bycia w spokojnym, jakościowym otoczeniu. Na mojej sportowej liście jest jeszcze kitesurfing, bo czuję, że połączenie tych trzech aktywności daje mi dokładnie to, czego potrzebuję jako przedsiębiorca. Kolarstwo daje mi energię i flow, golf pomaga się wyciszyć, a kitesurfing daje element adrenaliny i wyjścia poza schemat. I właśnie taki balans jest dla mnie dziś najbardziej wartościowy.
Magdalena Bryś
Więcej Wywiady
Z dyliżansu do smartfona. Jacek Laskowski o Ameryce, nostalgii i niezmiennej magii mundialu [WYWIAD]
Zbliżające się finały mistrzostw świata w piłce nożnej to dla Jacka Laskowskiego nie tylko kolejny turniej w komentatorskiej karierze, ale i sentymentalny powrót do Stanów Zjednoczonych po ponad trzech dekadach. Doświadczony komentator TVP Sport w wywiadzie dla portalu SportMarketing.pl opowiada o swojej książce „Dawno temu na Mundialu, czyli jak odkrywałem…