Łukasz Kozłowski i Krzysztof Witak założyli Gromadę – społeczność, która zaczęła się od pasji [WYWIAD]
Najbardziej zaangażowane społeczności rodzą się z autentycznej pasji. Łączą ludzi, którzy chcą wspólnie trenować, odkrywać nowe miejsca i po prostu dobrze spędzać czas. Ich siłą są jednak nie tylko wspólne zainteresowania, ale przede wszystkim autentyczne relacje, wspólne wartości i poczucie przynależnośc. Gromada jest dowodem na to, że sport może być początkiem czegoś znacznie większego niż wspólne treningi – społeczności, która łączy ludzi o różnych zainteresowaniach i zachęca do wspólnego działania. O tym, jak powstała jedna z najbardziej rozpoznawalnych społeczności outdoorowych w Polsce i czego mogą się od niej nauczyć marki, rozmawiamy z założycielami Łukaszem Kozłowskim i Krzysztofem Witakiem.
Magdalena Bryś, SportMarketing.pl: Gromada skupia ludzi o bardzo różnych zainteresowaniach – od biegania i rowerów, przez modę funkcjonalną, po kawę i sztukę. Jak budowaliście/ rozwinęliście tak dużą i aktywną społeczność? Skąd pomysł?
Łukasz: – Pomysł wziął się w sumie z mojej własnej potrzeby i zajawek. Od lat tworzyłem różne grupy w internecie, sprzedażowe, dyskusyjne, tematyczne, zawsze chciałem zebrać w jednym miejscu ludzi, którzy jarają się tym samym co ja. Jedne wychodziły lepiej, inne gorzej. Gromada powstała jako miks tego, co w tamtych projektach działało najlepiej. Chodziło o stworzenie miejsca dla ludzi, którzy, tak jak ja i Carlos, drugi administrator gromady, nie zamykają się w jednej gałęzi zainteresowań. To, że ktoś lubi w weekend przejechać 100 km na gravelu albo zrobić mocne podbiegi w lesie, nie oznacza, że w tygodniu nie jara się modą uliczną, dobrym designem, czy parzeniem alternatyw.
Krzysztof: – Jak to rozwinęliśmy do ponad 7500 osób? Totalnie organicznie. Bez żadnego większego planu. Kluczem było stworzenie bezpiecznej przestrzeni, gdzie nie ma toksycznej atmosfery, oceniania i hejtu. Ludzie wyczuli autentyczność i nasze luźne podejście. Zobaczyli, że po drugiej stronie stoją tacy sami ludzie. Pozwoliliśmy społeczności żyć własnym rytmem i tempem. W gromadzie każdy, kto ma chęci i ogarnia temat, może skrzyknąć ludzi i zorganizować własny wyjazd, ustawkę, biegową czy rowerową, jaką chce.
Dziś wiele marek próbuje tworzyć własne społeczności. Jakie są Waszym zdaniem najczęstsze błędy popełniane przez firmy, które chcą budować zaangażowanie wokół swojej marki?
Łukasz: Najczęściej widzę marki, które chcą efektu od razu, wchodzą, zasypują ludzi kodami rabatowymi i konkursami, a po miesiącu się dziwią, że engagement spadł i nikt nie pamięta, o co chodziło. Społeczność to nie kampania na tydzień czy dwa, to coś, co się buduje latami, cierpliwie, bez oczekiwania natychmiastowego zwrotu. Drugi błąd to brak elastyczności, marki przychodzą z gotowym planem na sześć miesięcy do przodu, który dostali od centrali i trzymają się go sztywno, nawet jak widać, że coś nie działa na naszym rynku albo społeczność reaguje inaczej, niż zakładali. U nas najlepsze rzeczy wychodziły wtedy, kiedy ktoś z brandu miał odwagę częściowo zrezygnować z tego planu i zareagować na to, co realnie dzieje się na naszym rynku i jakie są jego potrzeby. Wydaje mi się, że wiele firm wciąż tego nie widzi, ale ludzie mają dość schematycznych treści i influencerów, którzy tylko pokazują produkt przy twarzy na kolejnej idealnie zmontowanej rolce. Widać to już w wielu raportach, zaangażowanie i zaufanie do takich treści spada. Marki coraz częściej odkrywają, że mniejsza, ale realna społeczność, która spotyka się offline i sama tworzy treści, nawet niekoniecznie wysokiej jakości, daje więcej niż kolejna kampania z milionem odsłon i zero autentyczności.
Krzysztof: – Dodałbym jeszcze jedno, wiele firm traktuje społeczność jako grupę odbiorców reklam, a nie ludzi z realnymi potrzebami i pytaniami. U nas jeśli ktoś pyta o sprzęt, dostaje szczerą opinię, nawet jeśli to nie jest produkt partnera. To buduje zaufanie na lata, a nie jednorazową konwersję. Sytuacja na rynku się zmienia, widać to szczególnie po ilości wydarzeń z testami produktów od konkretnych marek, coraz więcej firm rozumie, że lepiej dać ludziom produkt do ręki na żywo niż zapłacić za kolejny post ze zdjęciem do przeskrolowania. Sam obserwuję, że nasi gromadziarze ufają sobie nawzajem bardziej niż jakiejkolwiek reklamie. Jak ktoś napisze w grupie „testowałem te i te buty na takiej i takiej trasie i spisały się świetnie”, to ma większą wartość niż profesjonalna kampania promocyjna czy wykupione recenzje na technicznych blogach. Marki, które to zrozumieją i zaczną traktować nas jak partnera do rozmowy, a nie tylko listę adresów do wysyłki wizerunkowych paczek PR, wygrają ten wyścig o uwagę klienta.

Jak zmieniły się oczekiwania ludzi wobec społeczności sportowych i outdoorowych w ostatnich latach? Czego dziś szukają, a czego już nie akceptują?
Krzysztof: – Moim zdaniem nastąpił gigantyczny zwrot w stronę zdrowia psychicznego i szukania balansu. Kiedyś grupy sportowe kręciły się głównie wokół wyników. Liczyło się to, kto zrobił lepszy czas, kto wrzucił mocniejszy trening na Stravę i ile kilometrów nastukał w miesiącu. Dzisiaj ludzie mają już po prostu dość tego ciągłego pędu, powiadomień w telefonach i presji na bycie „najlepszą wersją siebie”, którą karmi nas Internet (a w szczególności krótkie formy video). Szukają odskoczni od śmieciowej treści, którą non stop nas faszeruje internet. Chcą wyjść do lasu, pogadać, poznać nowych ludzi i przewietrzyć głowę w tzw. tempie konwersacyjnym. Ruch ma być przede wszystkim przyjemnością, a nie kolejnym obowiązkiem z listy zadań do odhaczenia. Czego już nie akceptują? Elitaryzmu i patrzenia na kogoś z góry tylko dlatego, że ktoś biega wolniej, ma tańszy rower, starszy model butów.
Łukasz: – Dzisiaj ludzie szukają przede wszystkim inkluzywności i totalnego braku toksyczności. Chcą czuć się bezpiecznie w grupie, wiedząc, że nikt ich nie wyśmieje, gdy zadadzą z „głupie” pytanie o sprzęt czy technikę. W gromadzie nie ma podziału na gorszych i lepszych, obok siebie na ustawce biegnie gość, który robi ultra i dziewczyna, która dopiero zaczyna swoją przygodę z bieganiem. Ludzie szukają autentycznych relacji i społeczności, która daje wsparcie, a nie dokłada kolejnych zmartwień. Chcą po prostu spędzić fajnie czas offline z ziomalami, którzy jarają się tym samym, bez oceniania i overthinkingu.
Patrząc na rozwój gromady i podobnych inicjatyw na świecie – czy przyszłość marketingu sportowego należy do marek, czy do społeczności, które marki będą musiały nauczyć się wspierać i współtworzyć?
Łukasz: – Dla mnie odpowiedź jest jasna, przyszłość to społeczności, marki będą musiały się do nich dopasować, nie odwrotnie. Widzę to na naszym przykładzie, jak przychodzi do nas brand z gotowym konceptem „zrobimy wam event i wy nas promujcie”, to zwykle wychodzi sztucznie i ludzie to czują. Ale jak marka przychodzi z pytaniem „czego wam potrzeba, żeby wasze wyjazdy/ustawki/eventy były lepsze”, to rodzą się z tego rzeczy, które naprawdę zostają w pamięci na lata i bardzo często później kopiowane przez inne marki, nie tylko w Polsce. Myślę, że za chwilę brandy, które wciąż będą traktować takie społeczności jak zwykły kanał reklamowy, zaczną przegrywać z tymi, które rozumieją, że dziś to społeczność decyduje, komu zaufać, a nie odwrotnie.
Krzysztof: – Dodałbym, że zmienia się też sam model lojalności konsumenckiej. Kiedyś kupowało się markę, bo była modna albo miała głośną kampanię w telewizji czy na billboardach. Dziś ludzie kupują produkty marek, które wspierają ich styl życia i środowisko, w którym się obracają. Jeśli dany brand pojawia się na naszych wyjazdach, doposaża nas w sprzęt, ułatwia organizację ustawek i nie próbuje przy tym sztucznie cenzurować/narzucać dyskusji na grupie, staje się dla nas naturalnym wyborem. Współtworzenie polega na tym, że marka staje się mecenasem zajawki, a nie tylko natrętnym sprzedawcą. Przyszłość marketingu to po prostu inwestowanie w realne doświadczenia ludzi, a nie w puste wyświetlenia reklam, na które wszyscy i tak jesteśmy ślepi.

Jakie są wasze dalsze plany na rozwój społeczności?
Łukasz: – Celebrujemy właśnie 5 lat działalności. Dalej mocno rozwijamy sekcje biegowe i rowerowe w kolejnych miastach w Polsce, żeby dawać przestrzeń do ustawek lokalnie wszędzie tam, gdzie są nasi ludzie. Chcemy też robić jeszcze więcej autorskich projektów i eventów: campów w klimacie bikepackingu, spontanicznych wyjazdów w ciekawe miejsca na świecie oraz testów sprzętu z topowymi brandami. Do tego oczywiście merch oraz kolaboracje. Projektowanie ubrań i akcesoriów z markami, które czują nasz vibe, to coś, co sprawia nam ogromną frajdę, a fakt, że rzeczy wyprzedają się w kilka godzin, tylko daje nam kopa do działania. Chcemy po prostu dalej robić swoje, łączyć ludzi i pokazywać, że aktywny outdoorowy styl życia to najlepszy sposób na zachowanie balansu w tym zwariowanym świecie.
Magdalena Bryś
Więcej Wywiady
Donald Trump, FIFA i mundialowa geopolityka. „Sport po raz kolejny stał się platformą dyplomacji”
Mundial po raz kolejny pokazał, że piłka nożna jest czymś znacznie więcej niż sportem. Obecność Donalda Trumpa, relacje prezydenta USA z przywódcami Hiszpanii, Meksyku i Kanady, rola Gianniego Infantino czy polityczne konsekwencje organizacji turnieju udowodniły, że największe piłkarskie wydarzenie świata stało się również areną dyplomacji. O tym, gdzie kończy się…