22.05.2026 11:43

Szymon Sikora: każdy piknik ma również swoją wyjątkową atmosferę i nawiązuje do aktualnych wydarzeń

Wielkimi krokami zbliża się 27. edycja Pikniku Olimpijskiego. W niedzielę 24 maja na odwiedzających tereny rekreacyjno-sportowe Politechniki Lubelskiej będzie czekało mnóstwo atrakcji. W rozmowie ze SportMarketing.pl opowiedział o nich Szymon Sikora – fotograf i project manager związany z Polskim Komitetem Olimpijskim.

Udostępnij
Szymon Sikora: każdy piknik ma również swoją wyjątkową atmosferę i nawiązuje do aktualnych wydarzeń
Autor zdjęcia: PKOl
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Mateusz Tudek, SportMarketing.pl. Co czyni fotografię sportową wyjątkową?

Szymon Sikora: – Fotografia sportowa to bardzo specyficzny i wymagający gatunek fotografii. Często można spotkać się z opinią, że to przede wszystkim czysta forma, a niewiele w niej treści. Nie do końca się z tym zgadzam. Uważam, że właśnie w sporcie tej treści jest bardzo dużo. Sport sam w sobie jest przecież teatrem emocji — walki, wewnętrznych rozterek, dramatów, ale też szczęścia i wielkich triumfów.

Fotografia sportowa potrafi doskonale pokazywać piękno ruchu ludzkiego ciała, niezwykłe momenty i przede wszystkim to, czego ludzkie oko często nie jest w stanie dostrzec podczas bardzo dynamicznej akcji. Jeśli dodamy do tego kolor, światło i odpowiednio dobrane środki artystyczne, można stworzyć nieruchomy kadr, który mimo wszystko jest ruchomy. Opowiada historię i wywołuje emocje. Właśnie w tym widzę magię fotografii sportowej — coś absolutnie niepowtarzalnego w żadnym innym gatunku fotografii.

Pracował Pan na wielu ważnych wydarzeniach sportowych. Które z wykonanych zdjęć najbardziej zapadły Panu w pamięci?

– Przez lata pracy wykonałem setki tysięcy zdjęć i wiele z nich wraca do mnie we wspomnieniach. Każdy kadr przywołuje konkretne emocje, wielkie sportowe chwile i wydarzenia, które stały się częścią historii sportu.

Najbardziej lubię fotografie, do których można wracać wielokrotnie. Takie, które można powiesić na ścianie i za każdym razem odkrywać w nich coś nowego — inny detal, emocję czy historię. To zdjęcia, które żyją razem z naszą wyobraźnią i wspomnieniami.

Najbliższe są mi kadry, na których udało się uchwycić coś absolutnie wyjątkowego i niepowtarzalnego — moment istniejący dosłownie przez ułamek sekundy. Pamiętam choćby zdjęcie Anity Włodarczyk w Rio, unoszącej się nad ziemią chwilę po zwycięskim rzucie młotem, czy Kamila Stocha niesionego na rękach przez kolegów po triumfie w Soczi.

Ale niezwykłe fotografie rodzą się także poza samym wynikiem sportowym. Pamiętam regaty na Zatoce Gdańskiej, podczas których układ chmur stworzył ogromny kształt smoka unoszącego się nad flotą żaglówek. Ten widok trwał może sekundę — jedno mrugnięcie oka — i już nigdy się nie powtórzył.

Fotografia sportowa daje też możliwość tworzenia niemal fantastycznych obrazów. Fotografowałem bojery odbijające się w kolorowym szkle starego obiektywu czy zawodniczki rugby trenujące w ulewnym deszczu, który dzięki specjalnemu oświetleniu wyglądał jak scena z hollywoodzkiego filmu. Każde z tych ujęć pamiętam bardzo dokładnie.

Najbardziej fascynuje mnie jednak to, że w sporcie ludzie są prawdziwi. W chwilach wielkiej radości czy ogromnego napięcia nikt niczego nie udaje. To nie są pozowane emocje znane z mediów społecznościowych. Właśnie wtedy fotografia pokazuje prawdziwego człowieka — i to jest jej największa siła.

Które sporty są najciekawsze do fotografowania?

– W zasadzie fascynuje mnie każdy sport. Każda dyscyplina ma własną dynamikę ruchu, kolorystykę, emocje i niepowtarzalną atmosferę. Specjalizuję się głównie w sportach olimpijskich, ale fotografowałem również wiele niszowych dyscyplin i każda z nich wnosiła coś nowego.

Najbardziej lubię sporty, do których trudno dotrzeć — takie, które wymagają od fotografa wysiłku, cierpliwości i szukania niestandardowej perspektywy. Żeglarstwo, narciarstwo alpejskie, biathlon, bojery czy np.  kolarstwo szosowe, które  wymaga ciągłego przewidywania wydarzeń i pracy w trudnych warunkach, trzeba wręcz ścigać się z peletonem i myśleć kilka kroków do przodu.

To właśnie wyzwanie sprawia, że fotografia staje się ciekawa. Staram się nigdy nie wykonywać dwóch identycznych zdjęć. Zawsze szukam czegoś nowego — innego światła, emocji czy perspektywy innych ludzi czy chociażby pory dnia.

Czasami jednak równie spektakularne efekty można osiągnąć w pozornie prostszych sytuacjach. Nawet fotografia high heels dance przy odpowiednim świetle i wielkim zaangażowaniu potrafi stworzyć niezwykły obraz pełen energii i emocji.

Fotografowanie sukcesów i chwil chwały z pewnością daje wiele satysfakcji. Natomiast czy zdarzyło się Panu zrezygnować z uwieczniania danego momentu ze względu na dramatyczne okoliczności?

– Zdarza się to dość często. Sport na najwyższym poziomie wiąże się z ogromnym wysiłkiem i ryzykiem, dlatego czasami dochodzi do bardzo poważnych kontuzji czy dramatycznych sytuacji. Organizatorzy zwykle starają się odizolować takie momenty od publiczności i mediów.

Ja sam kieruję się zasadą „nie krzywdzić zdjęciem”. Nie publikuję fotografii, które mogłyby upokorzyć zawodnika lub pokazać go w niekorzystny sposób. Jeśli dochodzi do poważnego urazu czy kompromitującej sytuacji, takie zdjęcia po prostu usuwam i nigdy nie trafiają do publikacji.

Uważam, że to część profesjonalizmu fotoreportera i element szacunku wobec sportowców oraz osób przed moim obiektywem.

Wspomniał Pan, że specjalizuje się Pan głównie w sportach olimpijskich. Które igrzyska najbardziej zapadły Panu w pamięci?

– Każde igrzyska były inne i każde pozostawiły po sobie wyjątkowe wspomnienia. Po raz pierwszy fotografowałem igrzyska olimpijskie w Atenach w 2004 roku jako młody fotoreporter pełen marzeń i nadziei.

Szczególnie mocno wspominam Londyn 2012. Zachwyciła mnie kultura kibicowania i atmosfera stadionu olimpijskiego. Pamiętam moment, gdy znalazłem się na płycie stadionu podczas konkursu Anity Włodarczyk. Największe wrażenie zrobiła na mnie cisza kilkudziesięciu tysięcy ludzi oczekujących na wynik — a chwilę później eksplozja emocji i ogromny okrzyk zachwytu. To uczucie trudno opisać słowami.

Rio 2016 miało z kolei niesamowitą, tropikalną energię i wyjątkowy kontrast między olimpijskim światem a codziennym życiem miasta w slumsach i fawelach.

Soczi 2014 zapamiętałem bardziej z absurdalnych sytuacji i organizacyjnego chaosu, który mimo ogromnych starań gospodarzy był widoczny niemal na każdym kroku.

Najtrudniejsze były jednak igrzyska w Pekinie w 2022 roku — igrzyska czasu pandemii. Towarzyszyło im poczucie izolacji, ciągłych kontroli i ogromnego dystansu między ludźmi. Zamiast atmosfery jedności dominował strach i nadzór. Kiedy wracaliśmy do domu, wszyscy czuliśmy przede wszystkim niesamowitą ulgę.

Jak trafił Pan do PKOl i jak wyglądała praca w tej instytucji przez ponad dwie dekady?

– Muszę cofnąć się o kilkadziesiąt lat, bo sport był obecny w moim życiu od zawsze. Moi rodzice i dziadkowie byli związani ze sportem, więc wychowywałem się w tej atmosferze. Już jako dziecko śledziłem występy polskich sportowców i marzyłem, by kiedyś zobaczyć igrzyska olimpijskie na żywo.

W 2002 roku rozpocząłem pracę w Fundacji Olimpijskiej. Zajmowałem się grafiką komputerową i przygotowywaniem materiałów reklamowych na igrzyska. Brakowało mi jednak dobrych zdjęć do projektów, więc zacząłem fotografować samodzielnie. W ten sposób połączyły się moje dwie pasje — sport i fotografia.

Z czasem fotografia całkowicie przejęła główną rolę w moim życiu zawodowym. Inspirowałem się pracą wybitnych fotoreporterów sportowych i marzyłem, by samemu znaleźć się na olimpijskich arenach.

Po raz pierwszy pojechałem na igrzyska jako akredytowany fotoreporter w 2008 roku. To był prawdziwy sprawdzian i początek wielkiej przygody, która trwa do dziś.

Dzisiaj mogę powiedzieć, że odmierzam życie kolejnymi igrzyskami olimpijskimi. Najważniejsze momenty prywatne i zawodowe pamiętam właśnie przez pryzmat kolejnych olimpiad. To może brzmieć zabawnie, ale igrzyska od lat wyznaczają rytm mojego życia.

Rozmawiamy kilka dni przed Piknikiem Olimpijskim, który 24 maja odbędzie się w Lublinie. Co czeka na odwiedzających?

– Piknik Olimpijski w Lublinie to kolejna edycja multidyscyplinarnej imprezy, która od lat zdobywa serca sympatyków sportu. Przez ponad 30 lat wychowaliśmy całe pokolenia uczestników — od dzieci i młodzieży po dorosłych, którzy czasami swoją przygodę ze sportem zaczynali właśnie na piknikach olimpijskich.

W Lublinie czeka nas przede wszystkim ogromna dawka sportowej zabawy, spotkania z medalistami olimpijskimi oraz możliwość wspólnej rywalizacji całych rodzin — dzieci, rodziców i rodzeństwa. Uczestnicy będą mogli spróbować swoich sił w wielu dyscyplinach sportowych, często takich, z którymi na co dzień trudno się zetknąć.

Najważniejsze jest jednak to, że wszystko odbywa się w bardzo przystępnej formule — bez kolejek, bez barier i całkowicie bezpłatnie. Chcemy, żeby sport był tutaj prostszy, bardziej dostępny i przyjazny. Piknik ma być takim impulsem, który pozwoli odkryć nową pasję — niezależnie od tego, czy będzie to jazda na rolkach, rugby plażowe, golf, hokej, koszykówka czy jedna z blisko 30 dyscyplin obecnych w Lublinie. Każdy znajdzie coś dla siebie.

To już 27. edycja, a zatem kawał historii. Jak na przestrzeni lat zmieniała się ta impreza?

– Pierwsze Pikniki Olimpijskie odbywały się na warszawskiej Agrykoli. Pamiętam, że były wtedy zaledwie cztery lub pięć dyscyplin sportowych oraz niewielka strefa spotkań z olimpijczykami i medalistami.

Dziś skala wydarzenia jest zupełnie inna. Z roku na rok przybywa atrakcji, stanowisk sportowych i nowych konkurencji. Sport nieustannie się rozwija, pojawiają się nowe dyscypliny i formy aktywności, często przychodzące do nas z zagranicy — jak slackline, spikeball czy pétanque. Wiele klasycznych dyscyplin ma dziś swoje nowe odmiany: można grać w piłkę ręczną na piasku, ścigać się na kolarskich ergometrach czy żeglować na symulatorach w parku.

Każdy piknik ma również swoją wyjątkową atmosferę i nawiązuje do aktualnych wydarzeń olimpijskich. W tym roku wciąż żyjemy sukcesami polskich sportowców z zimowych igrzysk olimpijskich we Włoszech. To były jedne z najlepszych zimowych igrzysk w historii naszych startów, dlatego warto celebrować te sukcesy i przypominać o emocjach, które nam towarzyszyły.

Są jednak rzeczy, które pozostają niezmienne. Największym skarbem Pikniku Olimpijskiego od zawsze są medaliści olimpijscy. Spotkanie w jednym miejscu przedstawicieli wielu pokoleń mistrzów to coś absolutnie wyjątkowego. Nigdzie indziej nie można zobaczyć tylu olimpijczyków razem i porozmawiać z nimi tak bezpośrednio.

Kiedyś medaliści mieli swoją zamkniętą strefę, ale od wielu lat zależy mi na tym, by byli jak najbliżej ludzi. Chcemy łączyć pokolenia — żeby dzieci mogły poznać bohaterów swoich rodziców i dziadków, zobaczyć ludzi, których wcześniej oglądały tylko w telewizji. To właśnie w takich momentach rodzi się sportowa pasja.

Dlaczego Piknik Olimpijski odbędzie się właśnie w Lublinie?

– Piknik Olimpijski nigdy nie był wydarzeniem przypisanym do jednego miejsca. Organizowaliśmy go nad morzem, w górach, w Warszawie, Katowicach czy Chorzowie. Lokalizacja zawsze zależy od możliwości organizacyjnych, infrastruktury oraz partnerów wspierających wydarzenie.

Lublin bardzo mocno wspiera ruch olimpijski. Mamy tutaj świetną współpracę z Urzędem Marszałkowskim oraz Politechniką Lubelską, która udostępnia teren pod organizację wydarzenia. Tak duża impreza wymaga ogromnego zaplecza logistycznego i finansowego, dlatego wsparcie sponsorów i partnerów jest kluczowe.

To już drugi raz, kiedy gościmy w Lublinie — poprzednia edycja odbyła się tutaj w 2025 roku i spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem. Oczywiście rozważaliśmy także inne lokalizacje w Polsce, ale wiele zależy od możliwości finansowych i zaangażowania lokalnych partnerów.

Bardzo zależy mi również na tym, aby Piknik Olimpijski podróżował po Polsce. Dzięki temu możemy docierać do nowych społeczności, które wcześniej nie miały okazji uczestniczyć w takim wydarzeniu. Właśnie wtedy pojawia się największy entuzjazm, ciekawość i energia.

Jak zachęciłby Pan ludzi do udziału w wydarzeniu?

– Powodów jest naprawdę wiele. Przede wszystkim Piknik Olimpijski to spotkanie z ludźmi pełnymi pasji. Sport jest jedną z niewielu dziedzin życia, w której wszystko jest prawdziwe — emocji, wysiłku i zaangażowania nie da się udawać.

To także świetna okazja, żeby oderwać się od codzienności i cyfrowego świata. Można aktywnie spędzić czas z rodziną, pobawić się, porywalizować i spróbować czegoś nowego. Nie ma znaczenia wiek — każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Wszystkie atrakcje są bezpłatne, można zdobywać nagrody, spotkać medalistów olimpijskich i poczuć wyjątkową atmosferę sportowego święta. Mam nadzieję, że dla wielu osób będzie to początek pięknej sportowej przygody, która zostanie z nimi na długie lata.

Udostępnij
Mateusz Tudek

Mateusz Tudek