12.05.2026 08:58

Sportowa aplikacja ma pomóc w budowaniu codziennych relacji. „Dużo łatwiej jest się ruszyć z domu”

Dziś, mimo rosnącej popularności aktywności fizycznej, często brakuje poczucia wspólnoty — społeczności, z którą można nie tylko poćwiczyć czy pobiegać, ale też nawiązać relacje i poczuć się częścią grupy. Na tę potrzebę odpowiada aplikacja Sport Scout, platforma łącząca ludzi wokół aktywności i wspierająca budowanie relacji w realnym świecie. Rozmowa z Michałem Gałązką i Marcinem Chomickim, założycielami aplikacji.

Udostępnij
Sportowa aplikacja ma pomóc w budowaniu codziennych relacji. "Dużo łatwiej jest się ruszyć z domu"

Magdalena Bryś, SportMarketing.pl: Skąd w ogóle wziął się pomysł na stworzenie aplikacji, Sport Scout? Pomysł. Był efektem Waszych osobistych doświadczeń? A może wynikał raczej z obserwacji innych użytkowników i ich potrzeb?

Marcin Chomicki: – Cała idea powstała trochę z innej perspektywy, nie tyle użytkownika, co usługodawcy. Pracując w korporacji, w pewnym momencie pomyślałem, że chciałbym dorobić, robiąc coś dodatkowego, co jednocześnie sprawiałoby mi przyjemność. Od ponad 20 lat gram w tenisa, więc naturalnie pojawił się pomysł, żeby wykorzystać to doświadczenie, na przykład w formie prowadzenia zajęć czy wspólnej gry. Szybko jednak zauważyłem pewien problem. Bardzo trudno było dotrzeć do odpowiednich osób. Nie znalazłem miejsca, które w prosty sposób łączyłoby ludzi o podobnych zainteresowaniach i potrzebach.

Zaczęliśmy więc zastanawiać się z Michałem (współzałożyciel aplikacji), co tak naprawdę jest kluczowe. Doszliśmy do wniosku, że fundamentem powinna być silna społeczność, taka, która sama napędza aktywność, wymianę i relacje między użytkownikami, ale robi to na własnych zasadach.

To oznaczało stworzenie przestrzeni, która nie jest przeładowana ani wymuszona, tylko daje ludziom swobodę działania. Chodziło nam o osoby otwarte i towarzyskie, które lubią się ruszać i wychodzić z domu, ale niekoniecznie są zapalonymi sportowcami. Raczej o zwykłych ludzi, którzy chcą aktywnie spędzać czas i poznawać innych.

Z czasem ten kierunek stał się dla nas najważniejszy. Zaczęliśmy skupiać się na tym, jak stworzyć bezpieczne i przyjazne miejsce dla takiej społeczności. I to właśnie z tej potrzeby ostatecznie narodził się pomysł na naszą platformę.

Michał Gałązka:  – Na początku pomysł był wspólny i skupiał się głównie na tym, żeby łączyć ludzi. Rozważaliśmy różne podejścia, ale dość szybko doszliśmy do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie umożliwienie użytkownikom bezpośredniego kontaktu między sobą.

Z czasem pojawił się pomysł tworzenia grup, co okazało się bardzo unikatowe. Użytkownicy mogą publikować posty, w których szukają osób do wspólnego udziału w konkretnych aktywnościach czy wydarzeniach. Dzięki temu, że wszystko jest przez nas moderowane, czyli ktoś zgłasza chęć udziału albo wyraża zainteresowanie, unikamy spamu i przypadkowych treści.

To sprawia, że kontakt jest szybki i konkretny. Możemy od razu połączyć się z osobami, które realnie chcą coś zrobić razem, czy to pobiegać, pograć w siatkówkę, wyjść na spacer, czy spotkać się z psem. Tych aktywności jest naprawdę dużo.

Naturalnym krokiem było też wprowadzenie ankiet. Chodziło o to, żeby pozostać w stałym kontakcie z użytkownikami i lepiej rozumieć ich potrzeby. Co tydzień pojawiają się nowe pytania, użytkownicy głosują i, co ciekawe, zaangażowanie jest bardzo duże.

Dzięki temu ludzie czują, że mają realny wpływ na rozwój platformy, że ich głos się liczy i że są słuchani. To buduje więź i poczucie wspólnoty, które są dla nas kluczowe.

Jak to wyglądało na samym początku, jeśli chodzi o użytkowników? Czy od razu była to grupa osób aktywnych, szukających możliwości wspólnego spędzania czasu, czy ten profil społeczności kształtował się stopniowo?

Marcin: – To, co może być ciekawe, to fakt, że my sami jesteśmy bardzo różni i mamy zupełnie inne potrzeby. Można powiedzieć, że reprezentujemy dwa światy. Michał jest bardzo aktywny sportowo, regularnie trenuje i bierze udział w zawodach. Z kolei ja jestem bardziej „zwyczajnym” użytkownikiem, który po prostu chce się ruszyć, ale niekoniecznie żyje sportem na co dzień.

Właśnie z tej perspektywy pojawiło się coś bardzo osobistego. Mimo że mieszkam w mieście i znam ludzi w okolicy, to wcale nie jest łatwo poznać kogoś nowego tak po prostu, żeby wyjść razem coś zrobić. Nie bardzo jest, gdzie i jak to zrobić naturalnie. Napisanie na przykład posta na Facebooku wydaje się sztuczne. Brakuje kontekstu, jakiegoś wspólnego punktu zaczepienia.

Dlatego zaczęliśmy myśleć o tym szerzej i doszliśmy do wniosku, że tak naprawdę rozwiązujemy problem samotności. To jest jeden z kluczowych aspektów całego projektu. Naszą główną grupą są osoby kilka lat po studiach, które w pewnym momencie tracą naturalne kręgi znajomych.

Wcześniej te relacje budują się same, od szkoły podstawowej, przez liceum, studia. Zawsze wokół nas jest jakaś grupa. Natomiast później wiele się zmienia. Ludzie przeprowadzają się, zmieniają pracę, zakładają rodziny, mają coraz mniej czasu. I nagle okazuje się, że mimo chęci, dużo trudniej jest utrzymać relacje albo poznawać nowe osoby.

Dlatego dla nas ważne było połączenie dwóch rzeczy. Z jednej strony aktywności, które ktoś i tak chce robić, na przykład grać w tenisa czy biegać, a z drugiej możliwość poznania kogoś przy okazji. To daje dodatkową wartość i motywację. Często łatwiej jest też spróbować czegoś nowego, jeśli robimy to z kimś. Ktoś może nas wciągnąć w swoją pasję, pokazać od podstaw, zachęcić. I nagle okazuje się, że robimy coś, czego wcześniej byśmy nawet nie spróbowali.

Najważniejsze jest jednak to, że dużo łatwiej jest ruszyć się z domu, kiedy jesteśmy z kimś umówieni. To po prostu działa. Jest milej, luźniej, bardziej naturalnie. Właśnie od tego wszystko się zaczyna.

Michał: – Wracając jeszcze do grup, o których wspominaliśmy, to jest to naprawdę dobre rozwiązanie, szczególnie dla osób, które są nowe w mieście. W takiej sytuacji można po prostu wejść do aplikacji i zobaczyć, że ktoś szuka osób do zagrania w piłkę nożną, wyjścia na spacer czy wspólnego treningu na siłowni. Różni użytkownicy tworzą różne wydarzenia, więc każdy może znaleźć coś dla siebie.

Dzięki temu można nie tylko dołączyć do konkretnej aktywności, ale też od razu poznać większą grupę ludzi, co jest dużą wartością.

Najciekawsze jest to, że na ten moment grupy są najmniej widocznym elementem platformy, ale jednocześnie jednym z najlepiej przygotowanych. Zostały zaprojektowane w taki sposób, żeby nie było tam spamu, tylko realne interakcje oparte na zainteresowaniu i zaangażowaniu użytkowników.

Całość opiera się na prostym mechanizmie. Ktoś publikuje inicjatywę, inni reagują i zgłaszają chęć dołączenia. Dzięki temu od razu widać, kto jest faktycznie zainteresowany, a komunikacja jest konkretna i wartościowa. To tworzy dobrą podstawę do budowania relacji.

Jeszcze chciałabym wrócić do Waszego kierunku, szczególnie to połączenie sąsiedzkości, mobilności i życia zawodowego.  Odpowiadacie na wiele potrzeb, nazwijmy je potrzebami społecznymi.

Marcin: – Kiedyś  było dużo takich inicjatyw sąsiedzkich. Ludzie na przykład pochodzili na tę podwórka, wieczorami z dziećmi rozmawiali, poznawali się, czy nawet bez dzieci. Ludzie się zrzeszali.

Jak obecnie wygląda Wasza społeczność pod względem liczbowym? Jak wielu użytkowników korzysta już z platformy i jak ten wzrost wyglądał od momentu startu?

Marcin: – Aktualnie nasza społeczność liczy ponad 2900 użytkowników. Zaczynaliśmy jednak od znacznie mniejszej, zamkniętej grupy, która liczyła około 200. To był nasz punkt wyjścia. W takiej formie wystartowaliśmy mniej więcej w połowie marca i od tego momentu zaczęliśmy stopniowo rozwijać platformę oraz powiększać społeczność. Obecnie użytkownicy mogą wybierać spośród 42 różnych aktywności. To szeroki wachlarz możliwości, od sportów takich jak bieganie, siatkówka czy piłka nożna, przez wspólne wyjścia na spacer z psami, aż po mniej oczywiste formy spędzania czasu. Dzięki temu każdy może znaleźć coś dopasowanego do siebie i swoich potrzeb.

Jak wyglądała u Was strona techniczna budowy aplikacji? Jak podeszliście do samego procesu tworzenia produktu, od pierwszych założeń po wdrożenie?

Michał: – Budując aplikację, najbardziej zależało mi na prostocie. Jestem dużym fanem takich rozwiązań, które nie są przeładowane, tylko klarowne i intuicyjne. Lubię, kiedy rzeczy są uporządkowane, estetyczne i działają szybko.

Od początku naszym celem było stworzenie produktu, który będzie czysty wizualnie i łatwy w obsłudze. Taki, w którym użytkownik nie musi się zastanawiać, co zrobić dalej, tylko wszystko jest dla niego naturalne i zrozumiałe.

Zawsze śmieję się z Marcinem, że najlepszym komplementem, jaki możemy usłyszeć od, jest to, że aplikacja jest po prostu prosta. Dla mnie to największa wartość i jednocześnie potwierdzenie, że idziemy w dobrym kierunku.

Kodując i projektując aplikację, cały czas miałem z tyłu głowy jedno założenie, żeby wszystko było maksymalnie proste i szybkie w użyciu. Chodziło o to, żeby osoba mogła działać intuicyjnie, bez zbędnego zastanawiania się. Na przykład w przypadku grup ktoś dodaje post, inni zaznaczają, że są chętni, a ja od razu widzę listę zainteresowanych i mogę szybko zdecydować, do kogo napisać. Podobnie działa to w drugą stronę, kiedy sam szukam osób, mam przejrzysty dostęp do listy i mogę łatwo nawiązać kontakt.

Bardzo ważne było dla mnie również to, żeby zostawić przestrzeń na naturalne relacje między ludźmi. W czasach, gdy wiele rozwiązań idzie w kierunku automatyzacji i dopasowań opartych na algorytmach czy sztucznej inteligencji, my celowo nie chcieliśmy iść w tę stronę w pełni. Zależało nam na tym, żeby użytkownicy mieli powód, żeby do siebie napisać, poznać się i nawiązać prawdziwy kontakt.

Z perspektywy technicznej istotne było też utrzymanie stałego kontaktu z użytkownikiem. Stąd pojawiły się takie elementy jak regularne ankiety czy nasz „sportoskop”. To rozwiązania, które angażują społeczność i sprawiają, że użytkownicy wracają do aplikacji, czując, że są jej częścią. Jedni je uwielbiają, inni podchodzą do nich z dystansem, ale dla nas to ważny element budowania relacji i dialogu z użytkownikami.

Jaką macie strategię właśnie na pozyskiwanie partnerów takich bardziej? Jak go definiujecie jako partnera?

Marcin: – To jest bardziej złożony temat i rzeczywiście nasze podejście do niego z czasem się zmieniało. Szybko zrozumieliśmy, że trzeba spojrzeć szerzej, przede wszystkim przez pryzmat roli organizatora. Dla nas organizator to kluczowa postać w ekosystemie. Często ma wokół siebie już zbudowaną społeczność i realny wpływ na to, czy ludzie się angażują. Na tym etapie rozwoju platformy organizatorzy są dla nas nawet bardziej wartościowi niż pojedynczy trenerzy, choć oczywiście obie te role są istotne.

Wyróżniamy dwa główne typy organizatorów, a z czasem pojawiły się też kolejne podkategorie. Pierwszą grupą są organizatorzy działający non-profit. To osoby, które tworzą różnego rodzaju inicjatywy, takie jak wspólne spacery, biegi czy spotkania, i robią to bez żadnej korzyści materialnej.

To dla nas szczególnie ważna grupa, ponieważ takie inicjatywy często są wartościowe, ale jednocześnie mało widoczne. Bez odpowiedniego miejsca trudno byłoby się o nich dowiedzieć. Dlatego naszym celem jest ich wspieranie i nagłaśnianie.

Między innymi z tego powodu pojawiło się dla nich dedykowane miejsce w ramach aplikacji. Dzięki temu mogą docierać do szerszej grupy odbiorców, a jednocześnie zachowujemy przejrzystość i porządek w całej platformie.

Jakie plany na przyszłość, jeśli chodzi o rozwój aplikacji?

Marcin: – Mamy oczywiście określony kierunek i pewien drogowskaz, ale jesteśmy świadomi, że droga do jego realizacji może się zmieniać. Na tym etapie budujemy aplikację w sposób możliwie prosty i bez dużych kosztów, obserwując, co faktycznie działa i jak reagują użytkownicy.

Jednocześnie jesteśmy już w zaawansowanych rozmowach dotyczących pierwszych współprac. Nie wszystko jest jeszcze formalnie domknięte, ale widzimy duży potencjał w partnerstwach, na przykład ze związkami sportowymi, organizacjami czy właścicielami obiektów. Zgłaszają się do nas także osoby, które rozwijają własne inicjatywy, jak chociażby nowe miejsca treningowe czy społeczności wokół konkretnych dyscyplin, i chcą wykorzystać naszą aplikację jako narzędzie do budowania relacji i aktywizowania ludzi.

To właśnie w takich partnerstwach widzimy dużą siłę wzrostu. Dzięki nim całe społeczności mogą dołączać do platformy, co w naturalny sposób napędza jej rozwój i pozwala skalować projekt. Liczymy, że w pewnym momencie przełoży się to również na efekt skali i uruchomi bardziej organiczny marketing.

Podobne podejście mamy szerzej. Nie chcemy zastępować dużych platform społecznościowych ani z nimi bezpośrednio rywalizować. Skupiamy się na jednym, konkretnym obszarze, czyli łączeniu ludzi wokół aktywności i realnych spotkań.

Naszą główną grupą są osoby „pośrodku”, niekoniecznie profesjonaliści, ale też niecałkowici początkujący. To osoby, które chcą się ruszać, próbować różnych aktywności i robić to w towarzystwie. I to właśnie dla nich budujemy to rozwiązanie.

Na koniec chciałabym jeszcze zapytać o Wasze pasje sportowe. Tworzycie aplikację na styku społeczności i aktywności fizycznej, więc to naturalnie musiało mieć wpływ na jej kształt. Jak Wasze własne doświadczenia ze sportem przełożyły się na to, jak dziś wygląda produkt?

Michał: – Swoją przygodę ze sportem zacząłem bardzo wcześnie, bo już w wieku sześciu lat trenowałem piłkę nożną. W czasach szkolnych dużo łatwiej było znaleźć osoby do wspólnej gry, czy to na podwórku, czy na boisku. Później grałem też w klubie, a następnie w amatorskiej Lidze Szóstek, gdzie mieliśmy własną drużynę i regularnie organizowaliśmy mecze.

Właśnie wtedy pojawił się problem, który dziś rozwiązujemy naszą aplikacją. Często zdarzało się, że przed meczem wypadało dwóch czy trzech zawodników i nagle nie było, jak uzupełnić składu. Próby organizowania wszystkiego „po znajomych” kończyły się tym, że każdy akurat był zajęty i mecz stawał pod znakiem zapytania.

Dziś można to rozwiązać dużo prościej. Wystarczy dodać wydarzenie i poszukać brakujących osób, a jest duża szansa, że ktoś się zgłosi i dołączy do gry.

Podobnie było u mnie z bieganiem. Trenowałem półmaratony i dobrze pamiętam, jak często próbowałem znaleźć kogoś do wspólnych treningów. Nawet zdarzało się, że prosiłem znajomych, żeby pojechali obok mnie na rowerze, żebym miał z kim porozmawiać w trakcie biegu. Dla mnie bieganie to nie tylko wysiłek fizyczny, ale też kontakt z drugim człowiekiem. Zwłaszcza przy dłuższych treningach towarzystwo naprawdę robi różnicę, czas szybciej mija, a sama aktywność jest po prostu przyjemniejsza. To również było dla mnie ważną inspiracją przy tworzeniu aplikacji. Obecnie sam trenuję kettle, w tym długi cykl i snatch, i widzę, jak trudno jest znaleźć osoby do takich aktywności. Tym bardziej chcemy tworzyć przestrzeń, w której również mniej popularne formy sportu będą mogły się rozwijać i łączyć ludzi.

Marcin: – Zaczynałem od tenisa i to była moja pierwsza, główna aktywność. W pewnym momencie miałem też epizod z koszykówką, bo wydawało mi się, że to może być coś dla mnie. Szybko jednak zweryfikowałem swoje wyobrażenia, poziom był wysoki, dojazdy dalekie i finalnie nie zostałem przy tym na długo.

Do tenisa wracam do dziś, ale traktuję go trochę inaczej niż kiedyś. Nie chodzi tylko o rywalizację czy granie pełnych meczów, ale też o samą przyjemność z gry, utrzymanie piłki, różne formy zabawy na korcie. Dla mnie to w dużej mierze aktywność społeczna.

Tenis jest też o tyle specyficzny, że nie da się go uprawiać samemu. Oczywiście można odbijać piłkę o ścianę, ale to szybko przestaje być satysfakcjonujące. Potrzebna jest druga osoba, najlepiej na zbliżonym poziomie, żeby ta gra miała sens i dawała frajdę.

I tu pojawia się dokładnie ten sam problem, który rozwiązujemy w aplikacji. Nawet będąc w różnych grupach czy środowiskach, nie zawsze łatwo jest znaleźć kogoś „na już”, kto ma czas, ochotę i podobny poziom.

Z drugiej strony mam też zupełnie inną aktywność, czyli strzelectwo sportowe. Tutaj z kolei widać jeszcze inny aspekt. Teoretycznie można trenować samemu i jest to wartościowe, bo wymaga koncentracji i pracy nad sobą. Ale największą frajdę daje to, kiedy robi się to z kimś.

Pojawia się wtedy element interakcji, lekkiej rywalizacji, czasem nawet małych zakładów czy wyzwań między sobą. I to właśnie te momenty sprawiają, że aktywność staje się czymś więcej niż tylko treningiem. To wszystko bardzo mocno wpłynęło na to, jak projektujemy produkt. Niezależnie od dyscypliny, najważniejsze jest to, żeby mieć z kim ją dzielić.

Udostępnij
Magdalena Bryś

Magdalena Bryś