Adam Probosz: dziennikarze sportowi są złodziejami cudzych historii [WYWIAD]
Komentator kolarstwa Adam Probosz w wywiadzie dla SportMarketing.pl opowiada o kulisach swojej pracy, początkach w Eurosporcie, znaczeniu Tour de Pologne oraz autorskim projekcie TurDeTur. Tłumaczy, dlaczego kolarstwo to nie tylko sport, ale przede wszystkim opowieść o ludziach i emocjach – oraz jak tę opowieść przekazywać widzom.
Bartłomiej Najtkowski, SportMarketing.pl: Czy kanał TurDeTur był w Polsce
projektem pionierskim i miał charakter popularyzatorski?
Adam Probosz, komentator Eurosportu: – Zdecydowanie tak. Zawsze powtarzam, że TurDeTur to dla mnie forma bawienia się kolarstwem razem z kibicami, bardziej osobiste spotkanie niż to, które mam na antenie. Tam reprezentuję Eurosport i muszę pamiętać, do kogo mówię. Natomiast na YouTubie mam własne miejsce – przestrzeń do bezpośredniej rozmowy z widzami.
Do tej pory zgromadziłem tam społeczność liczącą około 18 tysięcy osób, co przy niszowej dyscyplinie, jaką jest kolarstwo w Polsce, uznaję za bardzo dobry wynik. Wydaje mi się, że widzowie kupili tę bardziej swobodną formę rozmowy. Traktuję to też jako swoją misję – wspomniane popularyzowanie kolarstwa. Chcę pokazywać jego piękno, emocje i trudność, zamiast skupiać się wyłącznie na ciemniejszych aspektach, jak chociażby doping. Żeby przyciągnąć ludzi do tej dyscypliny, trzeba mówić o tym, co jest w niej fascynujące.

Jak zaczęła się pana droga do komentowania kolarstwa? Przecież swego czasu pracował pan w mediach publicznych, i to wcale nie przy sporcie.
– Przez wiele lat byłem aktorem – grałem w filmach, teatrze i musicalach. Owszem, prowadziłem też program ekologiczny „Śmietnik” w TVP, co było świetną przygodą, ale niezwiązaną ze sportem. Niemniej sport zawsze był moją pasją. Moi bracia jeździli na rowerach, więc od dziecka chłonąłem kolarstwo. Jeździliśmy z tatą na wyścigi, oglądaliśmy Wyścig Pokoju – to było dla nas najważniejsze wydarzenie.
W pewnym momencie życia postanowiłem coś zmienić i połączyć swoje doświadczenie medialne z pasją do kolarstwa. Szukałem stabilizacji, mając świadomość, że w zawodzie aktora nigdy nie wiadomo, kiedy zadzwoni telefon z kolejną propozycją zagrania roli. Poszedłem do powstającego wtedy Eurosportu, zapukałem do drzwi i zaproponowałem swoją kandydaturę. Rozmowa z Witoldem Domańskim była bardzo udana. Wtedy dostanie się do Eurosportu, było znacznie prostsze niż dziś, gdy mamy do czynienia z potężną korporacją medialną. Następnego dnia zostałem sprawdzony na antenie i… od razu dostałem możliwość skomentowania Giro d’Italia z Tomaszem Jarońskim. Zostałem rzucony na głęboką wodę, ale dałem radę i robię to już od 25 lat.
Czy miał pan mentorów na początku kariery? Jest to o tyle ciekawe, że w dzisiejszych czasach trudno o takich nauczycieli zawodu, którzy wprowadzają nowe osoby w redakcji w te tajniki branży.
– Zdecydowanie tak. Tomasz Jaroński był osobą, która wprowadzała mnie w zawód. Bardzo dużo się od niego nauczyłem. Duet Tomasz Jaroński – Krzysztof Wyrzykowski stworzył nową jakość w komentarzu sportowym. Wprowadzili bardziej osobisty styl, wplatając różne wątki – i to jest coś, z czego wszyscy dziś korzystamy. Duży wpływ miał też Bogdan Chruścicki oraz włoski dziennikarz Marco Pastonesi. To on powiedział mi kiedyś, że dziennikarze sportowi są „złodziejami cudzych historii” – i coś w tym jest. Naszą rolą jest te historie odnajdywać i opowiadać.
Jak ważna jest wiedza pozasportowa w komentarzu kolarskim?
– Kluczowa. Nie da się przez kilka godzin mówić tylko o tym, co dzieje się na trasie. Czasem przez długi czas niewiele się zmienia, więc trzeba sięgać po inne tematy – historię, kulturę, sztukę, kuchnię. Zawsze powtarzam, że do tego zawodu przygotowuję się 24 godziny na dobę, bo wszystko może się przydać. Każdy z komentatorów ma swoje zainteresowania – ja na przykład szukam wątków związanych ze sztuką. Tomasz Jaroński z kolei preferuje wątki historyczne. Bez tego komentarz byłby po prostu nudny.
Jak ważny jest kontakt ze środowiskiem kolarskim?
– To nasza największa przewaga. W dobie Internetu każdy może znaleźć podstawowe informacje. My musimy oferować coś więcej – wiedzę z rozmów, z obserwacji, z bycia blisko tego świata. Dzięki temu możemy przekazywać widzom coś unikalnego, czego nie znajdą w sieci.
Swego czasu z pana inicjatywy zaczęliście dzwonić do kolarzy w trakcie transmisji. Polski Eurosport był pod tym względem pierwszy w Europie?
– Wydaje mi się, że tak. Była to nowinka, która spotkała się z entuzjastycznymi reakcjami widzów. To pozwoliło zaznajomić kibiców z wieloma niuansami. Dzięki temu mogliśmy przekazać im całkiem sporo smaczków.
Czy z czasem zmienia się sposób przygotowania do transmisji? Może notatek jest coraz mniej, bo nie liczy się ilość, tylko jakość i przytaczanie ciekawostek w odpowiednim momencie, a nie wtedy, gdy dzieje się naprawdę dużo.
– Zdecydowanie. Na początku miałem stosy kartek i po kilkunastu minutach się w tym gubiłem. Z czasem zacząłem to ograniczać. Dziś mam w zasadzie tylko najważniejsze rzeczy: listę startową, profil trasy i kilka innych istotnych aspektów. Reszta jest w głowie. Opieram się na doświadczeniu i zaufaniu do siebie, ale też świadomości, ile można przekazać widzowi w trakcie transmisji.
Który z wielkich tourów najlepiej się komentuje?
– Pod względem realizacyjnym numerem jeden jest Tour de France – Francuzi są
niedoścignieni. Ja jednak najbardziej lubię Giro d’Italia. Jest tam więcej pasji i luzu. Włosi żyją tym wyścigiem – dekorują miasta, tworzą atmosferę, która jest wyjątkowa. Tour de France to z kolei ogromna machina marketingowa i wielki stres dla wszystkich uczestników, natomiast Vuelta ma bardziej wakacyjny charakter – to końcówka sezonu, więcej luzu i dystansu.
Bartłomiej Najtkowski
Więcej Zawód: Dziennikarz Sportowy
Sebastian Szczęsny: Włodzimierz Szaranowicz jest moim medialnym ojcem [WYWIAD]
W wywiadzie dla SportMarketing.pl Sebastian Szczęsny, komentator sportu, opowiada m.in. o wyjątkowych wyzwaniach związanych z komentowaniem ceremonii otwarcia i zamknięcia igrzysk olimpijskich, roli emocji w relacjonowaniu sportu, a także o tym, jak technologia i rosnące oczekiwania widzów wpływają na pracę komentatora. Dzięki tej rozmowie lepiej poznajemy dziennikarza, który ceni autentyczność…