05.05.2026 07:55

Otylia Jędrzejczak: ogromnym wyzwaniem była odbudowa wizerunku Polskiego Związku Pływackiego [WYWIAD]

Zarządzanie polskim sportem to dziś nie tylko walka o medale, lecz także o wizerunek, finansowanie i rozwój młodego pokolenia. Otylia Jędrzejczak, prezes Polskiego Związku Pływackiego, w wywiadzie dla SportMarketing.pl opowiada o wyzwaniach związanych z kierowaniem związkiem, roli kobiet w sporcie, budowaniu fundamentów pod przyszłe sukcesy oraz projektach, które mają realnie wpływać na zdrowie fizyczne i psychiczne młodzieży.

Otylia Jędrzejczak: ogromnym wyzwaniem była odbudowa wizerunku Polskiego Związku Pływackiego [WYWIAD]
Autor zdjęcia: PressFocus
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Bartłomiej Najtkowski, SportMarketing.pl: Jest pani już kilka lat na stanowisku prezesa Polskiego Związku Pływackiego. Warto pokusić się o bilans dotychczasowych działań, jakie były największe wyzwania?

Otylia Jędrzejczak: – Tak naprawdę jestem teraz w piątym roku działania, choć formalnie moja kadencja była liczona trochę inaczej, ponieważ pierwsza była skrócona. W każdym razie, jeśli chodzi o wyzwania, pierwszym i największym było zdobycie finansowania. Kiedy przejmowałam związek, nie mieliśmy praktycznie żadnego sponsora poza partnerem sprzętowym. To oznaczało, że musieliśmy od podstaw budować relacje i wiarygodność, by przekonać firmy do współpracy.

Zrealizowaliśmy ten cel, ponieważ pozyskaliśmy sponsora głównego z sektora energetycznego, PGE. To był bardzo ważny krok, który pozwolił nam ustabilizować działalność i planować rozwój, w tym momencie współpracujemy także z partnerem takim jak OTCF, czyli właściciel marki 4F. Drugim ogromnym wyzwaniem była odbudowa wizerunku związku. Obejmowałam funkcję po trudnym okresie związanym z igrzyskami olimpijskimi w Tokio, więc trzeba było odzyskać zaufanie – zarówno środowiska sportowego, jak i kibiców.

Wspomniała pani o odbudowie. Jak wyglądała praca nad rozwojem samego związku?

– Kluczowe było uporządkowanie tego, czym właściwie jest Polski Związek Pływacki. Wiele osób myśli, że to tylko pływanie, a my mamy pod swoją egidą aż pięć dyscyplin: pływanie, skoki do wody, pływanie artystyczne, pływanie na wodach otwartych i piłkę wodną. Do tego dochodzi jeszcze high diving, który u nas jest nieaktywny.

Postawiłam sobie za cel rozwój wszystkich tych dyscyplin. Oczywiście pływanie jest naszym fundamentem i głównym źródłem medali, ale nie możemy zaniedbywać pozostałych. W ostatnich latach inwestowaliśmy w szkolenie, zatrudniliśmy zagranicznego trenera w skokach do wody, rozwijamy pływanie artystyczne i piłkę wodną poprzez programy upowszechniania. Mamy też nowoczesny ośrodek w Rzeszowie, który już przynosi efekty. Zdobyliśmy bowiem medal mistrzostw Europy po 32 latach przerwy.

Piłka wodna to sport drużynowy. Dlaczego warto mieć to na uwadze?

– Ponieważ jesteśmy jedynym związkiem, który łączy sporty indywidualne z drużynowym. A budżet mamy, jaki mamy… Rozwijanie dyscypliny drużynowej przy ograniczonych środkach to duże wyzwanie, dlatego stawiamy na projekty upowszechniania i odbudowę podstaw.

Dużym sukcesem była organizacja mistrzostw Europy. Jak wyglądało to od środka?

– To była ogromna praca. Wcześniej organizowaliśmy duże imprezy kilkanaście lat temu – w Szczecinie w 2011 roku i w Poznaniu w 2013. Potem była długa przerwa. Zaczęliśmy od mniejszego wydarzenia – mistrzostw Europy juniorów w skokach do wody w Rzeszowie w 2024 roku. To był test, który zdaliśmy bardzo dobrze. Dzięki temu dostaliśmy organizację mistrzostw Europy w Lublinie.

To były pierwsze duże zawody po pandemii – 45 reprezentacji, ponad 550 zawodników. Nie zapominajmy, że byliśmy także organizatorem Mistrzostw Europy Masters, a to ponad 1500 zawodników z całej Europy. Ogromna logistyka i odpowiedzialność. Jednak nie powiem, że „udało się”, bo nie lubię tego określenia. Uważam, że sprostaliśmy wyzwaniu. To efekt ważnej współpracy z Ministerstwem Sportu i Turystyki oraz partnerami, takimi jak Orlen i Lotto czy Miasto Lublin, którzy nam zaufali i wsparli realizację wydarzenia. Znacząca dla nas była także współpraca z Komisją Europejską, która podnosiła znacznie zawodów w skali europejskiej czy z marką dr Witt, bo jako Polski Związek Pływacki pokazaliśmy się jako wiarygodny partner do organizacji ważnych wydarzeń sportowych i współpracy.

Warto poruszyć temat kobiet w strukturach zarządczych w sporcie. Czy czuje się pani jedną z nielicznych kobiet na stanowisku kierowniczym?

– Patrząc na strukturę polskich związków sportowych, rzeczywiście, muszę przyznać, że kobiet jest niewiele. Niemniej ta liczba rośnie i to jest bardzo pozytywne. Zmiana jednak wymaga czasu, bo mamy do czynienia ze skostniałymi instytucjami, które przez lata nie były wolne od stereotypów.

Zawsze podkreślam, że najważniejsze są kompetencje, a nie płeć, natomiast faktem jest, że kobiety często muszą mierzyć się z dodatkowymi wyzwaniami. Choćby łączeniem pracy z macierzyństwem. Zdarzało mi się słyszeć pytania: „co teraz, skoro ma pani dzieci?”. Nigdy nie słyszałam, by ktoś zadał takie pytanie mężczyźnie…

Swego czasu za sprawą Ministerstwa Sportu w przestrzeni publicznej pojawił się też temat parytetów – 30% kobiet w strukturach związków. Polski Związek Pływacki może pochwalić się tym, że jako jeden z nielicznych przekroczył ten próg?

– W mojej pierwszej kadencji mieliśmy ponad 30%, dziś jesteśmy na poziomie około 27–28%. To pokazuje, jak trudne jest utrzymanie tego poziomu. Problem polega na tym, że delegaci są wybierani przez okręgowe związki, które są niezależne. My nie możemy narzucić nikomu, kto ma być delegatem. Możemy edukować, zachęcać, pokazywać dobre praktyki – i to robimy.

Jakie są pani plany na przyszłość, by związek nadal mógł się rozwijać?

– Mam dwa główne cele. Pierwszy: by każdy Polak potrafił pływać. To kwestia zdrowia, bezpieczeństwa i jakości życia. Drugi – medal olimpijski. Nie było go w 2024 roku, ale wierzę, że przy odpowiedniej pracy i przygotowaniu możemy powalczyć o to pierwsze miejsce na podium podczas IO w Los Angeles w 2028 roku. Oczywiście warunki są ważne, ale kluczowa jest praca zawodników i trenerów, dlatego inwestujemy w edukację szkoleniowców i rozwój systemu.

Abstrahując od Polskiego Związku Pływackiego, przejdźmy do projektu „Mistrzynie w Szkołach”. Jakie są główne założenia tej inicjatywy?

– Fundamentem mojej fundacji od początku było pokazanie, że aktywność fizyczna to nie tylko sport wyczynowy, ale droga do zdrowia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Ideę „Mistrzynie w Szkołach” realizujemy od 2018 roku. To projekt skierowany głównie do młodych dziewcząt. Widzimy, że w okresie dojrzewania wiele z nich rezygnuje z WF-u, spada ich poczucie wartości, wycofują się z życia społecznego.

My pokazujemy im inną perspektywę poprzez spotkania z mistrzyniami sportu, które opowiadają o swojej drodze, trudnościach i sukcesach. Mówimy też o bardzo ważnych tematach: depresji, problemach psychicznych, presji mediów społecznościowych.

Czyli to nie tylko sport?

– Zdecydowanie nie. To także budowanie pewności siebie, poczucia własnej wartości i świadomości. Pokazujemy młodym ludziom, że aktywność fizyczna wpływa na ich samopoczucie i zdrowie psychiczne. Co więcej, pracujemy również z rodzicami, organizujemy warsztaty z psychologami i dietetykami. Pokazujemy, jak wspierać dzieci, ograniczać negatywny wpływ technologii i budować zdrowe relacje.

Jakie efekty przynoszą te działania?

– Największą satysfakcję dają mi historie młodych dziewczyn, które po kilku latach wracają i mówią, że dzięki tym spotkaniom zaczęły wierzyć w siebie, odważyły się działać, kandydować do samorządu szkolnego, rozmawiać z rodzicami o swoich celach. To są rzeczy, których nie widać w statystykach, ale w istocie one mają ogromne znaczenie. Dla mnie to największy sukces.

Na koniec – czy polski sport zmierza w dobrym kierunku?

– Myślę, że tak, choć nie zapominajmy, że mamy do czynienia z procesem. Zmiany nie dzieją się z dnia na dzień. Potrzeba czasu, edukacji i konsekwencji. Wierzę, że idziemy w dobrą stronę, zarówno jako związek, jak i jako środowisko sportowe. Najważniejsze, żebyśmy patrzyli szerzej. Nie tylko na medale, ale też na to, jaki wpływ sport ma na społeczeństwo.

Udostępnij
Bartłomiej Najtkowski

Bartłomiej Najtkowski