Annamaria Sobierajska: Wielkopolska staje się zagłębiem jeździectwa [WYWIAD]
Pasja rozpoczęta w dzieciństwie przerodziła się w sposób na życie i ścieżkę zawodową. O świecie wyścigów konnych, zmianach w branży i pracy w mediach opowiada Annamaria Sobierajska w rozmowie dla portalu SportMarketing.pl.
Bartłomiej Najtkowski, SportMarketing.pl: Pani historia z końmi zaczęła się bardzo wcześnie. Jak wyglądały jej początki?
Annamaria Sobierajska, dziennikarka sportowa, specjalizująca się w jeździectwie i wyścigach konnych: – Rzeczywiście, wszystko zaczęło się we wczesnym dzieciństwie. Choć rodzice widzieli mnie w innej dyscyplinie, od początku czułam ogromną więź z końmi. Najpierw była to jazda rekreacyjna, ale przełom nastąpił, gdy tata zabrał mnie na wyścigi. To był moment, w którym zrozumiałam, że to jest właśnie mój świat. Ta pasja rozwijała się na tyle intensywnie, że nie wyobrażałam sobie życia bez stajni. Fascynowała mnie nie tylko sama jazda, ale przede wszystkim współpraca ze zwierzęciem.
Czy ta pasja naturalnie przerodziła się w ścieżkę zawodową?
– Można powiedzieć, że tak, choć nie było to od początku zaplanowane. Dużą rolę odegrało to, że część mojej rodziny pracuje w mediach. Dzięki temu już na etapie studiów zaczęłam dostrzegać, że mogę połączyć dwie rzeczy: świat koni i świat telewizji.
Zaczęłam opowiadać o wyścigach, o kulisach tej branży, o ludziach i ich historiach, które się za tym kryją. Robiłam to z dużą pasją i zaangażowaniem i właśnie to było impulsem. Wiele osób mówiło mi: „powinnaś mówić o tym szerzej”. I tak stopniowo zaczęłam budować swoją drogę zawodową, łącząc pasję z pracą.

Jak na przestrzeni lat zmieniły się wyścigi konne – zarówno jako dyscyplina, jak i wydarzenie medialne?
– Zmiany są ogromne, choć nie zawsze widoczne na pierwszy rzut oka. Dla widza wyścigi mogą wydawać się prostym sportem – konie biegną, wygrywa najszybszy. Tymczasem za tym stoi wieloletni proces: od planowania hodowli, przez narodziny źrebiąt, odchowanie i wprowadzenie do treningu konia, po starty. To trwa mniej więcej 3–4 lata.
Dziś ten proces jest znacznie bardziej zaawansowany technologicznie. Mamy łatwiejszy dostęp do najlepszych linii hodowlanych, do wiedzy, do specjalistów. W Polsce wyścigi formalnie są traktowane jako „próba hodowlana”, czyli sposób selekcji najlepszych genów do dalszej hodowli.
Zmieniło się też podejście do widza. Organizatorzy coraz lepiej rozumieją, że to nie tylko sport, ale też forma rozrywki. Duży nacisk kładzie się na dobrostan koni, bezpieczeństwo oraz edukację publiczności. Coraz częściej wydarzenia są tłumaczone „od środka”, tak żeby każdy, nawet laik, mógł je zrozumieć i poczuć.
Czy działania medialne – transmisje czy projekty internetowe – realnie zwiększają zainteresowanie wyścigami?
– Zdecydowanie tak. Media mają ogromną siłę w budowaniu świadomości tej dyscypliny, ale również całego sektora jeździeckiego: skoków przez przeszkody, WKKW, ujeżdżenia oraz hodowli koni sportowych. To właśnie połączenie tych obszarów buduje realną siłę sportów konnych w Polsce. Czy to w telewizji, czy online – relacje pozwalają dotrzeć do osób, które wcześniej nie miały z wyścigami czy jeździectwem żadnego kontaktu.
Co ważne, nie ograniczamy się tylko do samego sportu. Pokazujemy kulisy – ludzi, emocje, historie. Opowiadamy o trenerach, weterynarzach, właścicielach koni. To sprawia, że widz zaczyna się z tym światem utożsamiać.
Projekt EQUI TV, który współtworzyłam, wystartował w czasie pandemii i paradoksalnie był to idealny moment. Kiedy inne sporty były wstrzymane, wyścigi mogły się odbywać. Dzięki temu mogliśmy pokazać je szerokiej publiczności i zbudować zupełnie nową widownię.
Doświadczenia z EQUI TV pokazały, jak duży potencjał ma dedykowana telewizja internetowa poświęcona dyscyplinom związanym z końmi. Obecnie rozwijam inne projekty medialne związane z szeroko rozumianym jeździectwem, koncentrujące się na popularyzacji sportów konnych oraz ich potencjale marketingowym.
Dlaczego w krajach takich jak Wielka Brytania czy Irlandia wyścigi konne są znacznie bardziej popularne niż w Polsce?
– To jest bardzo złożona kwestia i wynika z kilku kluczowych elementów. Przede wszystkim – tradycja. W Wielkiej Brytanii wyścigi konne, czyli horse racing, są głęboko zakorzenione w kulturze. Dzieci uczą się o nich w szkołach, znają najważniejsze wydarzenia i ich znaczenie historyczne.
Jednym z najbardziej znanych przykładów jest Royal Ascot – prestiżowe wydarzenie organizowane od XVIII wieku, silnie związane z British Royal Family. Obecność monarchii, w tym przez lata Elżbieta II, która była wielką miłośniczką koni i hodowczynią, nadaje tym wydarzeniom wyjątkowy prestiż.
Podobnie jest z innymi wydarzeniami, jak np. Grand National czy Epsom Derby – to nie są tylko zawody sportowe, ale wielkie wydarzenia społeczne i kulturowe.
Drugi aspekt to infrastruktura i skala. W takich krajach jak Wielka Brytania, Irlandia czy Francja funkcjonują dziesiątki torów wyścigowych, a cała branża obejmuje hodowlę (breeding), trening (training yards), aukcje (bloodstock sales) i ogromne zaplecze biznesowe.
Trzeci element to gospodarka – wyścigi konne są pełnoprawną gałęzią przemysłu, generującą miejsca pracy i ogromne przychody. Istnieją całe miasta, jak Newmarket w Anglii, które żyją niemal wyłącznie z wyścigów.
I wreszcie – media i oprawa wydarzeń. Wyścigi są przedstawiane jako kompleksowe doświadczenie: sport, moda, gastronomia, networking. To przyciąga ludzi, którzy nawet nie interesują się końmi, ale chcą być częścią tego wydarzenia.

A jak wygląda sytuacja w Polsce, jeśli chodzi o ośrodki jeździeckie?
– W Polsce również widać bardzo dynamiczny rozwój, szczególnie w ostatnich latach. Na przykład Wielkopolska staje się prawdziwym zagłębiem jeździectwa. Powstają tam nowoczesne ośrodki z infrastrukturą na światowym poziomie.
Dobrym przykładem jest ośrodek w Morawie, zawody w Strzegomiu, który w ostatnich latach stał się ważnym punktem na mapie WKKW. Organizowane tam zawody przyciągają czołowych zawodników z całego świata i pokazują, jak istotna jest jakość organizacji. To tylko jeden z przykładów w Polsce. Widać, że organizatorzy wykonują bardzo dobrą, profesjonalną pracę, a Polska ma duży potencjał zarówno pod względem infrastruktury, jak i zaplecza organizacyjnego.
Jakie doświadczenia z zagranicy były dla Pani najbardziej inspirujące?
– Najbardziej imponuje mi kompleksowe podejście do wydarzeń. Za granicą dba się nie tylko o sport, ale też o doświadczenie widza – infrastrukturę, dostęp do atrakcji, wydarzenia towarzyszące.
– Ogromne wrażenie robi także świadomość medialna zawodników. Rozumieją, jak ważna jest komunikacja z widzami i chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami. To buduje relację i zwiększa zainteresowanie dyscypliną.
Co z tych doświadczeń warto przenieść na polski grunt?
– Przede wszystkim podejście do kibica – stworzenie przestrzeni, która będzie atrakcyjna także dla osób niezwiązanych ze sportem. Do tego profesjonalna oprawa medialna i większa otwartość środowiska.
To już się w Polsce dzieje i widać wyraźny progres. Jeśli ten kierunek zostanie utrzymany, wyścigi konne i jeździectwo mają szansę stać się znacznie bardziej popularne, bo potencjał tych dyscyplin w Polsce jest naprawdę duży.
Bartłomiej Najtkowski
Więcej Kobiety | Sport | Biznes
Paulina Chylewska: kobiety coraz częściej odgrywają ważne role w redakcjach sportowych [WYWIAD]
Historyczny awans reprezentacji Polski na kobiece EURO, zmieniająca się rola kobiet w mediach sportowych oraz kulisy pracy przy największych wydarzeniach sportowych świata – m.in. igrzyskach olimpijskich i Lidze Mistrzów. O tych tematach w rozmowie dla SportMarketing.pl opowiada Paulina Chylewska, jedna z najbardziej doświadczonych dziennikarek sportowych w Polsce, która zajęła 32.…