„Chcemy, żeby Warszawiacy spędzali weekend po warszawsku” [WYWIAD]
Tor Wyścigów Konnych Służewiec to jednocześnie zabytek, obiekt sportowy, teren rekreacyjny, przestrzeń eventowa i jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek miejskich w Warszawie. O tym, jak otworzyć to miejsce na nowych odbiorców, jak łączyć cele komercyjne z potrzebami środowiska wyścigowego i dlaczego wyścigi konne mogą stać się weekendowym rytuałem Warszawiaków, opowiada w rozmowie dla SportMarketing.pl Paweł Rabantek, dyrektor Toru Wyścigów Konnych Służewiec.
Jakub Kłyszejko, redaktor naczelny portalu SportMarketing.pl: Co było pierwszą rzeczą, którą zobaczyłeś po przyjściu na Służewiec, trochę jako fan wyścigów, ale też jako menedżer, który stał się odpowiedzialny za ten obiekt?
Paweł Rabantek, dyrektor Toru Służewiec: – Bardzo zaangażowany i kompetentny zespół. To duże ułatwienie w pracy, kiedy ludzie wiedzą, co mają robić i jak mają to robić. Z drugiej strony wyzwaniem okazała się skala tego obiektu. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że Służewiec to nie tylko zielony tor, trybuny, padok pokazowy i przestrzeń dla widzów. To 138 hektarów, 133 mieszkania, kilkuset lokatorów, a w sezonie ponad 700 koni. To także administracja całego obszaru, remonty, inwestycje i codzienne zarządzanie ogromnym organizmem: właściwie „miastem w mieście”.
O Służewcu można mówić na wiele sposobów: to zabytek, obiekt sportowy, teren rekreacyjny, miejsce eventowe i marka miejska, która na dobre rozgościła się na mapie Warszawy. Która z tych tożsamości jest dziś najważniejsza z punktu widzenia rozwoju toru?
– To wyjątkowe miejsce dla wszystkich Warszawiaków. Moja wizja polega na tym, żeby uczynić je bardziej przystępnym dla każdego, kto mieszka w Warszawie albo tu przebywa. Chcemy, żeby ludzie mogli przyjść na Służewiec, spędzić czas, przeżyć wyścigi konne, ale też spotkać się ze znajomymi czy zabrać rodzinę. Mamy tutaj prawdziwą perełkę i chcemy ją otworzyć szerzej. Chcemy pokazać, że takie miejsce istnieje w Warszawie i że naprawdę warto z niego korzystać.
Wasze działania marketingowe i strategia komunikacji idą właśnie w tym kierunku: Służewiec nie ma być miejscem tylko dla pasjonatów wyścigów, ale także dla przeciętnego mieszkańca Warszawy, który wie, że w daną niedzielę coś się tu dzieje i warto przyjść.
– Dokładnie tak. Oprócz silnej komunikacji digitalowej prowadzimy też działania outdoorowe i radiowe. Współpracujemy również z influencerami, którzy pomagają budować pożądany wizerunek toru. Zapewniamy atrakcje zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Podczas otwarcia sezonu mieliśmy pokaz mody, konkurs kapeluszy, koncert Janka Młynarskiego z Warszawskim Combo Tanecznym oraz wyścig kucyków po torze zielonym, w którym startowali młodzi jeźdźcy, w praktyce dzieci.
Tych atrakcji jest dużo i każdy może znaleźć coś dla siebie. Dla dzieci przygotowaliśmy między innymi dmuchańce, trampoliny, malowanie twarzy, przejażdżki na kucykach, a także bardzo popularne ostatnio hobby horse. Mamy zarówno Ligę Hobby Horse, która trwa przez kilka wydarzeń, jak i pojedyncze zawody. Podczas wszystkich dni wyścigowych działa też otwarty parkur hobby horse, gdzie młodzi uczestnicy mogą trenować.
Zadbaliśmy o wiele drobnych elementów, które budują atmosferę miejsca. Podczas Otwarcia Sezonu uhonorowaliśmy medalami najbardziej zasłużone osoby związane z Torem. Były to cztery osoby, ale chcemy tę grupę powiększać przy okazji Gali Derby i Wielkiej Warszawskiej. Wprowadziliśmy także sygnał trąbki w momencie, gdy konie schodzą z padoku na tor. Wszystkie te zmiany są korzystne także dla stałych bywalców. Większa liczba osób przekłada się na popularyzację miejsca, a w dłuższej perspektywie również na większe zainteresowanie sponsorów. W krótszej perspektywie wpływa też na grę, więcej osób jest na torze, tym większe są obroty w Trafie, a to sprawia, że obstawianie staje się bardziej atrakcyjne.

Z których zmian wprowadzonych na początku sezonu jesteście najbardziej zadowoleni? Co cieszyło się największym zainteresowaniem?
– Można to podzielić na kilka obszarów. Są zmiany dotyczące samego doświadczenia widza. Bardzo dobrze oceniamy wprowadzenie skróconego programu gonitw. Do tej pory dostępny był tylko pełny program, a teraz każdy może bezpłatnie dostać skróconą wersję z najważniejszymi informacjami: o gonitwach, startujących koniach, historii, mapie terenu i atrakcjach. To rozwiązanie się sprawdza i będziemy je kontynuować przez cały sezon.
Wprowadziliśmy też zmiany związane z atmosferą i rytuałami, na przykład wspomniany sygnał trąbki przy wyjściu koni z padoku. Zadbaliśmy również o dostępność miejsca. Seniorzy powyżej 65. roku życia wchodzą na wszystkie dni wyścigowe za darmo i ta zmiana została bardzo ciepło przyjęta. Dzieci do 13. roku życia również mają bezpłatny wstęp.
Usprawniliśmy też dojazd na Służewiec. Linia 300, która kursuje z Metra Wilanowska, w tym roku jest bezpłatna, a w wybrane dni częstotliwość kursowania autobusów jest większa. Na najważniejsze dni sezonu, czyli otwarcie, które już za nami, oraz Galę Derby i Wielką Warszawską, wprowadzamy dodatkową linię 266 bezpośrednio z Dworca Centralnego. Będzie jechała Puławską i również będzie bezpłatna. Udało się porozumieć z ZTM w sprawie autobusu 504, który przejeżdża obok Toru, ale wcześniej nie zatrzymywał się przy przystanku Wyścigi. Teraz będzie miał tam przystanek na żądanie. To kolejne ułatwienie dla osób, które chcą do nas dotrzeć. Te zmiany są kompleksowe. Dotyczą zarówno samego doświadczenia na Torze, jak i całego sezonu. Dodatkowo, w około 20 dni w tym roku wstęp będzie bezpłatny dla wszystkich. Chcemy, żeby każdy mógł przyjść, zobaczyć i przekonać się, że naprawdę warto.
Jak zachęciłbyś osobę, która jeszcze nigdy nie była na Służewcu, żeby przyszła właśnie teraz, po tych zmianach?
– To zależy od dnia wyścigowego. Mamy kilka kategorii wydarzeń. Największe wydarzenia sezonu to Gala Derby 5 lipca i Wielka Warszawska 27 września. To wydarzenia, które naprawdę warto zobaczyć, bo tego doświadczenia nie da się przeżyć w żaden inny sposób. Trzeba po prostu przyjść i być częścią tej atmosfery.
Są też dni wyścigowe, które są dla nas szczególnie ważne i podczas których przygotowujemy więcej atrakcji. To na przykład wydarzenia takie jak Gentleman’s Day, dzień poświęcony Andrzejowi Wajdzie czy Galop Fest — festiwal food trucków, podczas którego również zapewniamy atrakcje dla dzieci. Są wreszcie zwykłe dni wyścigowe, kiedy dodatkowych wydarzeń jest mniej i można spokojniej poczuć charakter toru.
Kierujemy komunikację do różnych grup: osób starszych, rodzin z dziećmi, grup znajomych. Do każdej z tych grup mówimy trochę inaczej. Jest jednak element wspólny: Służewiec wpisuje się w trend cyfrowego detoksu. Kiedy tutaj przychodzimy, możemy delektować się architekturą, infrastrukturą, końmi i zielenią. Możemy odpocząć na leżaku, spotkać się ze znajomymi, spędzić czas z rodziną albo porozmawiać ze stałymi bywalcami Toru, którzy chętnie doradzą czy podpowiedzą coś w kwestii typowania. Nie trzeba siedzieć z nosem w telefonie. Można po prostu być tu i teraz.
Jak ważne jest dla Was budowanie weekendowych rytuałów? Chodzi o to, żeby wizyta na Służewcu nie skończyła się na jednym razie, ale żeby ludzie wracali i regularnie korzystali z tego, co przygotowujecie.
– Chcemy budować tę regularność właśnie poprzez różnego rodzaju atrakcje. Pierwszym krokiem jest oczywiście zachęcenie warszawiaków i osób przebywających w Warszawie, żeby w ogóle przyszli i zobaczyli to miejsce. Wiele osób wie, że Służewiec istnieje, ale nigdy tu nie było. Stąd ułatwienia komunikacyjne i duża liczba dni z bezpłatnym wstępem. Zresztą dni płatne też nie są, moim zdaniem, drogie. Poza Galą Derby, Wielką Warszawską i otwarciem sezonu bilet kosztuje 20 zł. W porównaniu z cenami biletów do kina czy na koncerty to naprawdę niewiele.
Później chcemy budować częstotliwość odwiedzin poprzez regularne atrakcje. Trzeba jednak pamiętać, że zapewnienie bardzo wysokiej frekwencji podczas 45 dni wyścigowych w jednym sezonie jest niemożliwe. Tych dni jest bardzo dużo. Kluby Ekstraklasy grają u siebie 17 meczów ligowych plus ewentualnie kilka pucharowych, a my mówimy o 45 dniach. To ogromna różnica.
Mocno stawiacie także na strefę biznesu. Rozwijają się eventy, patronaty gonitw, strefa VIP, reklama. Gdzie widzicie największy potencjał przychodowy w tym obszarze?
– Strefa VIP na Otwarcie Sezonu, która liczyła ponad 140 miejsc, wyprzedała się, zanim bilety trafiły do oficjalnego sklepu. Wystarczyło kilka mailingów do naszej bazy i cała pula została sprzedana. To pokazuje, że jest zapotrzebowanie na takie doświadczenie. Służewiec to miejsce unikatowe. Można kupić miejsce w strefie VIP na meczu piłkarskim, ale takich możliwości jest wiele, można pójść na różne mecze ligowe, reprezentacyjne czy wydarzenia sportowe. My oferujemy coś innego: unikatowe miejsce i unikatowe doświadczenie.
Największy potencjał widzimy w zbudowaniu piramidy sponsorskiej, która będzie obejmowała cały sezon, serie wydarzeń, poszczególne dni wyścigowe i pojedyncze gonitwy. Nad tym teraz intensywnie pracujemy. To długi proces: najpierw trzeba wypracować ofertę, a później zainteresować nią potencjalnych sponsorów. Podstawy tego myślenia już u nas funkcjonują, ale dużo pracy jeszcze przed nami. Na pewno pomoże w tym również cel frekwencyjny, który mamy przed sobą.
Jaki to cel frekwencyjny?
– Mogę powiedzieć tyle, że na Otwarciu Sezonu frekwencja była już znacznie powyżej tego celu. Mam też osobistą ambicję, żeby na Służewiec przychodziło jak najwięcej warszawiaków, niezależnie od tego, jaki jest formalny KPI.
Wspomniałeś o 140 miejscach w strefie VIP. Czy to maksimum? Jeśli strefa wyprzedała się jeszcze przed oficjalną sprzedażą, czy ta liczba nie ogranicza potencjału przychodowego wydarzenia?
– W samej skali wydarzenia nie robi to aż tak dużej różnicy, ale oczywiście myślimy o rozszerzaniu oferty. Osobom, które chcą przeżyć dzień wyścigowy w warunkach lepszych niż standardowe, proponujemy strefy Komfort i Komfort 2. Uruchamiamy je w kluczowe dni sezonu Jest tam catering w formie lunch boxów, napoje oraz miejsce do spokojniejszego oglądania gonitw.
Na Otwarciu Sezonu ta strefa sprzedawała się bardzo dobrze i widzimy w niej potencjał. Będziemy ją kontynuować, a na Wielką Warszawską na pewno rozszerzać. Drugim rozwiązaniem jest namiot na infieldzie, czyli wewnątrz toru zielonego. W najważniejsze dni sezonu będą tam dodatkowe miejsca VIP-owskie. Liczymy na to, że z każdym kolejnym sezonem takie strefy będą dostępne podczas coraz większej liczby dni wyścigowych.
Co możecie zaoferować sponsorom i partnerom, czego nie może zaoferować stadion, hala sportowa albo inne wydarzenie plenerowe?
– Jeżeli marka kupuje pakiet sponsorski w klubie piłkarskim, zwykle ma określony cel: budowanie rozpoznawalności w danej grupie docelowej. Dostaje ekspozycję na bandach LED, nośnikach 3D, stałych powierzchniach reklamowych czy elementach brandingowych. Wtedy różnica między klubami często sprowadza się do frekwencji, oglądalności i skali. Można to porównać i policzyć.
My oferujemy coś zupełnie innego. Przede wszystkim możliwość produkcji unikatowego contentu. Sponsor, który wchodzi na Służewiec, może korzystać z naszych wyjątkowych assetów i przekładać je na własną komunikację. W ten sposób może budować wizerunek, którego nie zbuduje w żadnym innym miejscu. Służewiec łączy prestiż, historię i pewną elitarność miejsca, ale jednocześnie — kiedy spojrzymy na trybuny — widać tu dużą egalitarność. Podczas jednego wydarzenia spotykają się bardzo różne grupy. To jest nasza duża siła.
Jak zamierzasz mierzyć efektywność współpracy z partnerami?
– Po naszej stronie jest to o tyle proste, że mamy czynnik finansowy, który pokazuje, czy idziemy w dobrą stronę. Jest też czynnik jakościowy, czyli ocena współpracy przez partnerów. Po stronie partnerów pozostaje natomiast ewaluacja tego, na ile współpraca z Torem Służewiec realizuje ich cele biznesowe, marketingowe czy wizerunkowe.
Jaką rolę w rozwoju toru odgrywają dziś kanały cyfrowe: sprzedaż biletów, personalizacja komunikacji, aplikacje, media społecznościowe czy transmisje?
– Ich rola zdecydowanie rośnie. W tym roku mocniej postawiliśmy na kampanie digitalowe, głównie w kanałach Meta, oraz na współpracę z influencerami. W ramach tych działań influencerzy nie tylko pojawiają się na torze, ale też komunikują swoje doświadczenia w swoich kanałach. To pierwszy krok do pogłębienia analityki i działań performance marketingowych, których wcześniej w takiej skali tutaj nie było.
Czy obecność toru w mediach jest dziś wystarczająca, czy wciąż jest jej za mało?
– Oczywiście chciałbym, żeby o tym miejscu mówiło się jak najwięcej. Patrząc jednak na liczbę zapowiedzi i relacji przed Otwarciem Sezonu oraz na zainteresowanie mediów, widać, że wykonaliśmy dobrą pracę. O Służewcu po prostu się mówiło.
Przez cały sezon największe zainteresowanie będzie pewnie koncentrować się wokół najważniejszych dni wyścigowych, ale pracujemy nad tym, żeby było ono szersze. Chcemy, żeby media mówiły nie tylko o samych wyścigach, ale też o wydarzeniach towarzyszących.
Wspomniałeś o influencerach, więc zapytam o najmłodszą grupę odbiorców. Jakie macie pomysły, żeby sprowadzać ją na tor?
– Chcemy stworzyć modę na to miejsce. Pokazać — właśnie między innymi przez influencerów i produkowany przez nas content, że Służewiec to miejsce, gdzie warto przyjść, gdzie jest dobrze, a może nawet modnie spędzić czas ze znajomymi.
Skoro mówimy młodym ludziom, że na Służewcu nie trzeba siedzieć z telefonem, to jak jednocześnie wykorzystać telefony i internet, żeby chcieli się tą obecnością chwalić?
– Jeżeli zapraszamy tu młode osoby, liczymy na to, że później staną się ambasadorami tego miejsca, zarówno offline, wśród znajomych, jak i online. Chcemy, żeby dzielili się tym, co zobaczyli i jak spędzili tutaj czas.
W tym sezonie pula nagród wzrosła do 12 mln zł. Jak ta decyzja wpłynęła na prestiż, poziom sportowy i zainteresowanie właścicieli?
– Pula nagród wzrosła do 12 mln zł, ale bardzo ważne jest też to, że będzie co roku waloryzowana o wskaźnik inflacji. To pokazuje, że Totalizator Sportowy myśli o wyścigach konnych w Polsce długofalowo.
Tę decyzję ogłosiliśmy tuż przed startem sezonu, więc w tym roku nie mogła mieć jeszcze bardzo dużego wpływu na liczbę zgłoszonych koni. Wiemy jednak od właścicieli i trenerów, że długofalowo przełoży się na większe zainteresowanie. W konsekwencji powinno to wpłynąć na jakość gonitw i poziom sportowy. A ponieważ wyścigi są najważniejszym elementem wszystkich wydarzeń, które tutaj organizujemy, cały dzień wyścigowy stanie się dzięki temu atrakcyjniejszy.
Jak najlepiej pogodzić cele komercyjne z potrzebami środowiska wyścigowego: trenerów, właścicieli, hodowców czy dżokejów?
– Te cele się nie wykluczają. Osobno realizujemy działania związane z komercjalizacją przestrzeni i zwiększaniem frekwencji, a osobno wychodzimy z inicjatywami do środowiska.
Przykładem jest pula nagród, o której rozmawialiśmy. Innym przykładem jest poprawa toru roboczego, po którym trenują konie. Dosypaliśmy tam 450 ton piachu, a koszt takiej inwestycji to około 70 tysięcy złotych. Będziemy też pracować nad dalszą poprawą infrastruktury: planujemy dodatkowe myjki dla koni, będziemy pracować nad podłożem padoku pokazowego, remontujemy stajnie i wymieniamy dachy. Takich zmian infrastrukturalnych jest dużo. One wcale nie wykluczają działań komercyjnych. Przeciwnie, jeżeli zwiększamy frekwencję i lepiej komercjalizujemy przestrzeń, pozytywnie wpływamy również na inne obszary. Beneficjentami lepszej frekwencji są Traf, środowisko wyścigowe i cała Warszawa.
W jednym z wywiadów wspominałeś, że infrastruktura wymaga dużej uwagi administracyjnej oraz inwestycyjno-remontowej. Jak ustalacie priorytety? Co trzeba zrobić najpierw, a co może poczekać?
– Wewnętrznie spotykamy się z działem remontów, działem inwestycji i działem administracji. Jako dyrekcja słuchamy też innych działów, które zgłaszają swoje potrzeby i uwagi. Na tej podstawie priorytetyzujemy remonty i inwestycje.
Później, ponieważ obiekt jest objęty ochroną konserwatorską, składamy odpowiednie wnioski. Każdy z nich może być procedowany w innym tempie. To, co finalnie wchodzi do realizacji, zależy więc nie tylko od nas, ale w dużej mierze także od procedur urzędowych.
Modernizacja toru jest dziś jednym z największych wyzwań?
– Jednym z wielu. Trzeba pamiętać, że nawet remontując stajnie, musimy dopasować się do tego, jakie konie tam przebywają, i pracować w określonych godzinach. Kiedy naprawialiśmy tor roboczy, również musieliśmy porozumieć się z trenerami, w jakich godzinach i dniach najlepiej to zrobić.
Wszystkie inwestycje na tak zwanym obszarze drugim, czyli tam, gdzie kibice na co dzień nie wchodzą, są szczególnie wymagające. Ten teren przez wiele lat nie był remontowany i dopiero jako Totalizator zaczęliśmy się tym kompleksowo zajmować. Są tam wieloletnie zaległości w utrzymaniu, więc potrzeby są naprawdę duże. Po pierwsze, nie da się zrobić wszystkiego naraz, to fizycznie niemożliwe. Po drugie, często jedne inwestycje są uzależnione od innych, które muszą wydarzyć się wcześniej.
Wielka Warszawska niedawno odebrała prestiżową nagrodę jako impreza roku. Czy myślicie już o tym, żeby kolejna edycja była jeszcze bardziej wyjątkowa i stała się momentem, o którym mówi cała sportowa Polska?
– Legendarny komentator Toru Wyścigów Konnych Służewiec, Andrzej Szydlik, często przywołuje słowa Wiecha, który mówił, że każdy warszawiak powinien znać trzy daty: datę narodzin pierwszego potomka, datę Powstania Warszawskiego i datę Wielkiej Warszawskiej. Coś w tym jest, bo to naprawdę unikatowe wydarzenie, na którym po prostu warto być.
Oczywiście już rozmawiamy o rozwiązaniach na tegoroczną Wielką Warszawską. Nad częścią z nich musimy pracować już teraz. Może się wydawać, że do końca września jest dużo czasu, ale w praktyce nie jest go aż tak wiele. Rozmawiamy między innymi o namiocie na środku toru zielonego, być może nie tylko na jeden dzień, ale na kilkanaście dni. Prowadzimy też rozmowy z artystami, bo chcielibyśmy zaprosić przynajmniej jednego wykonawcę. Formuła koncertu Warszawskiego Combo Tanecznego na tarasie Trybuny Honorowej bardzo dobrze się sprawdziła.
Wiele decyzji jest już podjętych, na przykład dotyczących cen biletów czy stref. Wielka Warszawska to wydarzenie, na którym po prostu warto być. To trochę jak finał Ligi Mistrzów, przynajmniej raz w roku warto przeżyć coś takiego na żywo.
Co musi się wydarzyć, żeby za trzy lata mógł Pan powiedzieć, że Służewiec realnie zmienił pozycję wyścigów konnych w Polsce?
– To jest coś, co będziemy mierzyć. Chodzi przede wszystkim o wizerunek Toru Wyścigów Konnych Służewiec. Będą parametry, na których szczególnie nam zależy: żeby dla warszawiaków było to miejsce popularne, modne, dobrze kojarzone i chętnie odwiedzane. Z mierników ilościowych najważniejsza będzie frekwencja w ciągu roku, zarówno łączna, jak i mediana frekwencji, bo ona pokaże, jak odwiedzane są także mniej popularne dni wyścigowe.
Z czym wyścigi konne w Polsce mają dziś największy problem?
– W dużej mierze z wizerunkiem. Wyścigi są odbierane jako sport zamknięty i bardzo specjalistyczny.
Mam wrażenie, że także elitarny.
– Tak, jako elitarny również. I to jest coś, co musimy odczarować. Chcemy pokazać, że wyścigi konne są najważniejszym elementem dnia wyścigowego, ale wciąż tylko jednym z elementów całego wydarzenia. Podczas Otwarcia Sezonu miałem poczucie, że na Służewcu były wszystkie grupy społeczne: biznesmeni z partnerkami w kapeluszach w strefie VIP, rodziny z dziećmi, grupy znajomych, osoby starsze i młodsze. Były też osoby, które dzień wcześniej mogły być na meczu piłkarskim, a dzień później pójść na mecz Projektu Warszawa. I to jest bardzo budujące.
Czy są rozwiązania marketingowe, które możesz „przenieść” z STS-u na Służewiec?
– Jest duża różnica między biznesem, który w dużej mierze działa online, a takim miejscem jak Służewiec. W firmie bukmacherskiej najbardziej efektywne rozwiązania akwizycyjne, retencyjne czy CRM-owe są dużo bardziej zaawansowane i mają inne uzasadnienie. Tutaj pracujemy inaczej. Dużo ważniejsze jest budowanie frekwencji poprzez odpowiedni wizerunek. Są jednak rozwiązania, które warto przenosić — zwłaszcza związane z produkcją contentu i jego dystrybucją w kanałach digitalowych.
Rozwój platformy Traf Online jest wysoko na liście priorytetów?
– Traf jest osobną spółką i nie podlega bezpośrednio pod Tor Wyścigów Konnych Służewiec. Wiem i widzę, że Totalizator, który jest właścicielem Trafu, poniósł duże nakłady i mocno rozwija zespół. Bardzo blisko pracuję z prezesem Trafu. Jesteśmy w kontakcie na bieżąco, właściwie codziennie, w różnych sprawach. Wspólnie ustalaliśmy na przykład, jak mają wyglądać dodatkowe kasy podczas Otwarcia Sezonu Są też oczywiście tematy bardziej strategiczne. Ten kontakt jest stały, a plany są takie, żeby Traf rozwijał się dalej.
Jak chciałbyś, żeby za kilka lat przeciętny warszawiak kończył zdanie: „Idziemy na Służewiec, bo…”?
– Bo warto spędzić weekend po warszawsku.
Czego środowisko wyścigowe może oczekiwać od dyrektora? I czego dyrektor oczekuje od środowiska na początku swojej działalności?
– Od środowiska oczekuję zrozumienia, że musimy tutaj godzić bardzo wiele różnych interesów. To jest interes środowiska wyścigowego, które samo nie jest jednorodne, ale też interes Totalizatora Sportowego jako dzierżawcy tego miejsca. Środowisko wyścigowe jest bardzo specyficzne. Każdy mocno dba o swój własny, często partykularny interes i ja to rozumiem. Tak po prostu jest. Ale środowisko musi też rozumieć, że interesów do pogodzenia mamy bardzo dużo. Z mojej strony może oczekiwać zaangażowania i pracy na rzecz rozwoju tego miejsca. Chcę łączyć potrzeby środowiska z otwieraniem Służewca na nowych odbiorców.
Na koniec: z czego będziesz najbardziej zadowolony po ostatnim dniu wyścigowym tego sezonu?
– Najbardziej z poczucia dobrze wykonanej pracy. Oczywiście będzie ono podlegało ocenie jakościowej i ilościowej. Przyszedłem tutaj dlatego, że bardzo lubię to miejsce. Przez wiele lat sam tu przychodziłem i chcę zrobić dla Służewca jak najwięcej dobrego. Przyszedłem z poczuciem misji i w dużej mierze ideowo. Po sezonie chciałbym mieć poczucie, że cel, który sobie postawiłem, zrealizowałem z korzyścią dla Toru Wyścigów Konnych Służewiec.
Jakub Kłyszejko
Więcej Wywiady
Otylia Jędrzejczak: ogromnym wyzwaniem była odbudowa wizerunku Polskiego Związku Pływackiego [WYWIAD]
Zarządzanie polskim sportem to dziś nie tylko walka o medale, lecz także o wizerunek, finansowanie i rozwój młodego pokolenia. Otylia Jędrzejczak, prezes Polskiego Związku Pływackiego, w wywiadzie dla SportMarketing.pl opowiada o wyzwaniach związanych z kierowaniem związkiem, roli kobiet w sporcie, budowaniu fundamentów pod przyszłe sukcesy oraz projektach, które mają realnie…