29.04.2026 11:41

Legia Ladies. Od pomysłu do realnej zmiany w kobiecej piłce [WYWIAD]

Jej droga zaczęła się w Brazylii, gdzie jako kilkuletnia dziewczynka grała w piłkę z chłopcami. Później była sportowa ścieżka w USA, praca agentki piłkarskiej i doświadczenia w świecie mediów, aż po odważną decyzję o przeprowadzce do Polski i rozpoczęciu wszystkiego od nowa. Amanda Pietrzak – dyrektor operacyjna i członkini zarządu Legia Ladies – dziś współtworzy jeden z najciekawszych projektów w kobiecej piłce w Polsce.

Udostępnij
Legia Ladies. Od pomysłu do realnej zmiany w kobiecej piłce [WYWIAD]

Magdalena Bryś, SportMarketing.pl: Obecnie jesteś dyrektorem operacyjnym i członkinią Zarządu w Legia Ladies, kobiecej drużyny piłkarskiej Legii Warszawa, ale masz za sobą także wiele lat zawodowego grania w piłkę nożną. Jak wyglądały Twoje początki z piłką nożną w Brazylii, a potem w Stanach Zjednoczonych?

Amanda Pietrzak – dyrektor operacyjna i członkini zarządu Legia Ladies: – Wszystko zaczęło się, gdy miałam trzy lata. Mój brat był wtedy zawodowym piłkarzem. Jest ode mnie starszy o dziesięć lat, mamy jeszcze dwie starsze siostry, ale one nigdy nie interesowały się piłką. Do dziś żartujemy, że mój brat marzył o bracie, a nie o kolejnych siostrach. W pewnym sensie stałam się dla niego takim „bratem”, bo od najmłodszych lat grałam w piłkę. Lubiłam też samochodziki i byłam bardzo energicznym, aktywnym dzieckiem.

Moi rodzice szybko zauważyli, że mam ogromne pokłady energii i potrzebuję je gdzieś wykorzystać. Dlatego moja mama zapisała mnie do małej szkółki piłkarskiej. Grałam głównie z chłopcami, była tam jeszcze jedna dziewczyna, ale starsza ode mnie, więc właściwie się nie spotykałyśmy na boisku. Byłyśmy zdecydowaną mniejszością. Na początku mama traktowała to jako sposób, żebym mogła się wyszaleć i spożytkować energię. Było to też logistycznie wygodne, mój brat chodził na treningi, ja również, więc łatwiej było to wszystko pogodzić.

Z czasem okazało się jednak, że to coś więcej. Grałam od trzeciego do dziesiątego roku życia, a w wieku jedenastu lat dostałam się do szkoły sportowej, gdzie zaczęłam trenować także futsal. Rodzice widzieli moją pasję i talent, dlatego bardzo mądrze mnie wspierali. Duże znaczenie miało też doświadczenie mojego brata. To wszystko pozwoliło mi się rozwijać
i konsekwentnie iść tą drogą.

Twoja pasja do piłki nożnej zaczęła się bardzo wcześnie.

– O ile dzieciństwo było piękne i pełne pasji, o tyle jako nastolatka zaczęłam mierzyć się z pierwszymi poważnymi wyzwaniami. Musiałam odpowiedzieć sobie na pytanie: co dalej? W tamtym czasie kobieca piłka w Brazylii nie była rozwinięta tak jak dziś,  brakowało stabilności i realnej ścieżki zawodowej.

Pamiętam bardzo ważny moment, mój brat, który zawsze był dla mnie wzorem i ogromnym wsparciem, zaczął namawiać mnie, żebym przestała grać. Trenowaliśmy tak samo, graliśmy w tej samej drużynie, a mimo to on zarabiał wielokrotnie więcej ode mnie. To było dla mnie bardzo trudne, ale jednocześnie przełomowe doświadczenie.

Właśnie wtedy poczułam, że chcę coś zmienić, mieć wpływ na rozwój kobiecej piłki i dać głos tej „małej Amandzie”, która kiedyś tego głosu nie miała.

Zrozumiałam też, że jeśli chcę się rozwijać, muszę wyjechać. W tamtym czasie mój brat miał rację, w Brazylii nie widziałam dla siebie przyszłości w piłce. Dziś sytuacja wygląda inaczej, ale wtedy podjęłam decyzję o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych. To była ogromna szansa, otrzymałam pełne stypendium sportowe. Mogłam nie tylko grać, ale też studiować i uczyć się języka angielskiego, co otworzyło przede mną wiele drzwi. To były cztery lata intensywnego rozwoju zarówno sportowego, jak i osobistego.

Chciałam też wyjść z cienia mojego brata. W Brazylii często byłam postrzegana jako „siostra Rafaela”, a ja chciałam budować własną historię. Dziś widzę, że to doświadczenie ma dla mnie ogromne znaczeni, bo podobną drogę dostrzegam w kobiecej piłce, także tutaj, w Polsce. Na przykład Legia Ladies jest trochę jak „młodsza siostra” dużego klubu i również potrzebuje swojej przestrzeni oraz własnego głosu.

Po studiach wydarzyło się coś niespodziewanego. Tak bardzo kochałam piłkę, że postanowiłam spróbować czegoś zupełnie innego  i… przestałam grać. Wróciłam do Brazylii i zostałam agentką piłkarską. Współpracowałam z zawodniczkami grającymi w topowych klubach między innymi z Andressa Alves z FC Barcelona Femení oraz Letícia Izidoro z Sport Club Corinthians Paulista. 

To był intensywny czas, ale życie po raz kolejny napisało swój scenariusz. Mój obecny mąż, wtedy jeszcze ktoś, z kim dopiero zaczynałam relację,  przyjechał do Brazylii i to spotkanie znów wszystko zmieniło.

Bo przeprowadziłaś się dzięki niemu do Polski.

– Poznaliśmy się na uniwersytecie w Bridgeport – on był pływakiem, ja grałam w piłkę. Później podjęłam decyzję, żeby przyjechać do Polski, początkowo tylko na trzy miesiące.

Kiedy się zaręczyliśmy i przeprowadziłam się na stałe do Polski, musiałam zamknąć ważny rozdział w swoim życiu. Pracowałam wtedy jako agentka piłkarska, ale ta rola wymaga obecności na miejscu — udziału w wydarzeniach, spotkaniach i bycia blisko zawodniczek. Zdalnie nie było to możliwe, więc musiałam z tego zrezygnować. To była trudna decyzja i pewnego rodzaju ryzyko, zostawiłam coś, co było już częścią mojego życia, żeby spróbować czegoś nowego i po prostu pójść za miłością.

Nie wiedziałam wtedy, że moje życie w Polsce potoczy się w taki sposób. Dziś jestem z tej drogi naprawdę dumna, choć początki wcale nie były łatwe. Często ludzie widzą efekt końcowy i myślą, że wszystko przyszło łatwo, że pojawiła się Legia Ladies, możliwości i zaplecze. W rzeczywistości wyglądało to zupełnie inaczej.

Przez pierwsze dwa lata w Polsce nie mogłam pracować z powodu formalności związanych z kartą pobytu, musiałam po prostu czekać. W tym czasie dalej grałam w piłkę nożną, żeby utrzymać kontakt z piłką.

Najpierw grałam w Polonii Leszno w Wielkopolsce, klubie, który dziś już niestety nie istnieje. Później przeniosłam się do KA 4 resPect Krobia, również w Wielkopolsce, który także zakończył działalność. To była III liga, zupełnie inny poziom niż ten, który znałam wcześniej, ale drużyna była dla mnie bardzo ważna. Uwielbiałam naszą atmosferę w zespole i dziewczyny, które tam były. Po ślubie sytuacja się zmieniła, mogłam już legalnie pracować. Wtedy rozpoczęłam nowy etap zawodowy i podjęłam pracę w Poznaniu jako księgowa. Miałam wykształcenie, ukończyłam MBA, więc teoretycznie łatwiej było mi zacząć od pracy „biurowej”. Rzeczywiście tak się stało.

W tym czasie wydarzyło się jednak coś, co całkowicie mnie zatrzymało. Moja mama ponownie zachorowała na raka. To był nawrót choroby i niestety tym razem nie udało się jej pokonać.

To był moment, w którym kompletnie się pogubiłam. Po jej śmierci zabrakło mi siły i motywacji, nawet do piłki, która zawsze była ważną częścią mojego życia. Miesiąc później miałam bardzo poruszający sen. Śniła mi się mama. Pamiętam, jak powiedziała do mnie: „Amanda, co ty robisz? Przecież zawsze chciałaś pracować w telewizji, być osobą medialną”. Zadzwoniłam do swojego szefa w Poznaniu i powiedziałam, że składam wypowiedzenie. Wiedziałam, że nie chcę już pracować jako księgowa.

Przeprowadziłam się do Warszawy, czując, że tam są większe możliwości, szczególnie w mediach i aktorstwie. To była odważna decyzja, bo nie mówiłam wtedy po polsku, a dodatkowo mój mąż nie mógł przeprowadzić się ze mną z Wielkopolski. Dla wielu osób byłam wtedy „szaloną Amandą”, ale mój mąż bardzo mnie wsparł.

Niesamowite, że tyle rzeczy robiłaś w trakcie.

– Dzięki jednej znajomości dostałam pierwszą pracę na planie jako asystentka reżysera. Zaczęłam pracować przy produkcji seriali w Polsce i stopniowo wchodziłam w świat mediów.

Poznałam wtedy wielu aktorów i producentów. Na początku mówiłam bardzo słabo po polsku, ale to właśnie praca na planie sprawiła, że zaczęłam szybko uczyć się języka.

Pamiętam jeden z pierwszych dni, kiedy dostałam krótkofalówkę i miałam komunikować się z reżyserem. Mówił do mnie różne rzeczy, a ja kompletnie nie rozumiałam, o co chodzi.

To były trzy bardzo intensywne miesiące nauki i zaczynania od podstaw. Było to dla mnie ogromnie stresujące, wokół mnie było wielu ludzi, którzy patrzyli i zastanawiali się, kim jest ta dziewczyna i co tu robi.

Jednocześnie spotkałam się z dużą empatią i wsparcie. Do dziś mam przyjaciół z planu, którzy wtedy mi kibicowali i wierzyli, że dam radę. Każdy dzień był dla mnie szkołą. Uczyłam się języka, ale też pracy przed kamerą i budowania swojej obecności medialnej. Spędzałam na planie nawet 14 godzin dziennie. Nauczyłam się czytać scenariusze, a z czasem także je pisać. To wszystko wykorzystuję dziś w swojej pracy.

Później zaczęłam również sama występować,  zagrałam w 21 reklamach w Polsce jako aktorka.

Na pewno zatem widzieliśmy ciebie w jakiejś reklamie.

– Dzięki mojemu doświadczeniu w mediach, dziś mogę pomagać dziewczynom w drużynie piłkarskiej — uczyć je, jak pracować przed kamerą, jak się komunikować, jak budować swoją pewność siebie.

Jak to się stało, że trafiłaś do Legia Ladies?

– Jeszcze dokończę historię. W tym okresie mediów, byłam wtedy bardzo skupiona na karierze aktorskiej — chodziłam na castingi, dostałam rolę w produkcji TVP („Korona Królów”), miałam zagrać postać dziewczyny z Turcji. Myślałam, że to właśnie jest mój kierunek aktorski. W pewnym momencie zaszłam w ciążę. Nie mogłam dalej grać. To był kolejny moment, w którym poczułam, że życie mówi mi: „to jeszcze nie ta droga”.[AP1] 

W tym czasie zaczęłam oglądać w telewizji Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej Kobiet. Patrzyłam na te zawodniczki i coś we mnie wróciło. Do dziś się śmiejemy, że może to hormony ciążowe, ale nagle poczułam ogromną tęsknotę za piłką – postanowiłam znów grać zawodowo, jak tylko urodzę dziecko.

To był kolejny moment zwrotny.

– Zaczęłam analizować możliwości piłkarskie w Warszawie. Szukałam, sprawdzałam, aż trafiłam na Legia Soccer Schools i projekt Legia Ladies. Postanowiłam przygotować własną koncepcję – prezentację, w której pokazałam, jak można rozwijać kobiecą piłkę i budować jej tożsamość.

To było odważne, bo wtedy jeszcze nie do końca rozumiałam skalę Legii i całej organizacji, ale zrobiłam ten pierwszy krok. Po urodzeniu syna zaczęłam wracać do formy. Skontaktowałam się z trenerem, zaprosił mnie na testy po sześciu miesiącach. W 2023 roku dołączyłam do drużyny.

Zostałam jednocześnie zawodniczką i koordynatorką projektu Legia Soccer Schools Ladies.

Od początku łączyłam grę z pracą. W dzień pracowałam w biurze, wieczorami trenowałam. W tym okresie poznałam setki dziewczyn, ich historie, ich potrzeby. Prowadziłam komunikację i social media, współpracując m.in. z Aleksandrą Kalinowską z działu marketingu. Na początku byłyśmy małym zespołem, ale miałyśmy ogromną wiarę w ten projekt. Krok po kroku wszystko zaczęło rosnąć. Dostaliśmy szansę gry na wyższym poziomie. Projekt się rozwinął do tego stopnia, że powstała osobna spółka dedykowana wyłącznie kobiecej piłce, a ja zostałam powołana do jej zarządu.

W trakcie pełnienia tej roli, dalej jeszcze grałaś w zespole?

– Cały czas grałam. Jestem ogromnie wdzięczna dziewczynom z drużyny za wsparcie, bo nigdy nie traktowały mnie inaczej — mimo że łączyłam dwie role: zawodniczki i członkini zarządu.

To było dla mnie bardzo ważne, ale też sama wiedziałam, jak to rozdzielić. Była „Amanda z biura” i była „Amanda z szatni”. To były dwie różne role i bardzo pilnowałam, żeby ich nie mieszać. Miałam ogromne wsparcie nie tylko od zespołu, ale też od prezesa i trenera. Dali mi przestrzeń, żebym była sobą, ale jednocześnie wszyscy mieli świadomość, że to jest sytuacja nietypowa, a nawet ryzykowna.

Bo umówmy się — rzadko zdarza się, żeby jedna osoba była jednocześnie w zarządzie i grała w drużynie. Zaufali mojemu charakterowi, wartościom i temu, że potrafię oddzielić życie zawodowe od sportowego.

Jednak w którymś momencie podjęłaś decyzję o zakończeniu kariery piłkarskiej.

– To była jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Zmęczenie było coraz większe.

Z jednej strony rosła odpowiedzialność — projekt rozwijał się bardzo dynamicznie, a wraz z nim moje obowiązki. Z drugiej strony rósł też poziom sportowy i rywalizacja. W drużynie pojawiały się coraz młodsze, bardzo ambitne zawodniczki, które mogły w pełni skupić się na treningach, regeneracji i dbaniu o swoje ciało. Funkcjonowałam w zupełnie innym trybie.

Byłam Amandą, która pracuje od 9:00 do 17:00, potem jedzie godzinę do Legia Training Center, trenuje do 21:00, wraca do domu… i jest mamą trzyletniego syna. W pewnym momencie zrozumiałam, że tak się nie da funkcjonować w dłuższej perspektywie. Moja forma sportowa zaczęła spadać, a ja czułam coraz większą frustrację jako zawodniczka. Zamiast czerpać radość z gry, zaczęło mi to przeszkadzać,  bo nie miałam czasu na regenerację. Budziłam się w nocy do syna, byłam niewyspana, przemęczona. Do tego dochodził stres i ogrom obowiązków.

Byłaś mamą, zawodniczką i osobą na stanowisku zarządzającym. Podziwiam! A jakie są dzisiaj  najważniejsze cele w kontekście rozwoju Legia Ladies? Jak w praktyce łączysz te różne role — z jednej strony operacyjną i marketingową, a z drugiej budowanie kultury sportowej oraz społeczności wokół kobiecego futbolu? To przecież nie tylko drużyna, ale także pewien ruch i idea. Jak wygląda tworzenie tego wszystkiego „od środka”?

– Od początku budowaliśmy Legia Ladies nie tylko jako drużynę sportową, ale jako społeczność. To było kluczowe. To nie miał być tylko klub, to miał być ruch, przestrzeń, z którą można się utożsamić. Prawda jest taka, że kobieca piłka to trochę „biała karta”. W męskim futbolu wiele rzeczy jest już zdefiniowanych, są schematy, historia, struktury. Tutaj mamy przestrzeń, żeby tworzyć coś od nowa. Choć to ten sam sport, to jednocześnie jest zupełnie inny świat. Inna energia, inne potrzeby, inny odbiorca.

Nie zawsze mamy twarde dane, statystyki, analizy. Oczywiście one są ważne, ale bardzo często działamy też intuicyjnie, czując, czego potrzebują dziewczyny i kobiety, które chcemy zaprosić do tego świata. Z jednej strony jesteśmy dumne z DNA Legii — tej siły, historii, charakteru. Z drugiej strony pamiętamy, że jesteśmy kobietami – chcemy, żeby to było widoczne w komunikacji, w estetyce, w emocjach.

Legia Ladies to nie jest jedna osoba. To może być mała dziewczynka, która marzy i szuka swoich pierwszych wzorców. To może być młoda kobieta, która ma 20 lat i szuka swojej drogi  i potrzebuje wsparcia, żeby uwierzyć, że może być, kim chce. To  może być też dojrzała kobieta, liderka, businesswoman, która ma 40 czy 45 lat i chce poczuć, że jest częścią tej społeczności. Nawet jeśli wyraża to poprzez symbol jak koszulkę, gadżet, identyfikację z klubem. Mężczyźni również są zaproszeni i ważni dla naszego zespołu. Legia Ladies jest dla każdego.

Problem polega na tym, że przez lata piłka nożna była tworzona i komunikowana głównie z myślą o mężczyznach. Cały marketing, doświadczenie stadionowe, wszystko było trochę projektowane pod jednego odbiorcę.

– Pojawia się pytanie: jak możemy to zmienić? Jak sprawić, żeby kobiety również czuły się częścią tego świata, żeby były zauważone i docenione w sporcie? Często słyszymy: „kobiety nie chodzą na stadiony”. Może to nie jest kwestia tego, że nie chcą. Może po prostu nikt nie stworzył dla nich przestrzeni. Dlaczego nie projektujemy stadionu i całego doświadczenia meczowego w taki sposób, żeby był atrakcyjny również dla kobiet? Kobiety mają inne potrzeby, inne oczekiwania. Inaczej odbierają sport i atmosferę wokół niego. Dlatego mecze kobiecej piłki — czy to Legia Ladies, czy reprezentacji Polski — mogą być dla nich dużo bardziej dostępne, przyjazne, „oswojone” na start. To bardzo często to właśnie relacja, jak zaproszenie, wspólne wyjście  jest tym, co naprawdę otwiera drzwi do tego świata.

To też pokazuje coś bardzo ważnego,  kiedy tworzymy produkty skierowane do kobiet, one naprawdę chcą z nich korzystać. Miałyśmy limitowaną kolekcję, sprzedały się bardzo dobrze, co pokazało spore zainteresowanie.  To był dla nas jasny sygnał: jeśli kobiety mają dostęp do produktów, z którymi mogą się utożsamić, to będą je kupować. Oczywiście, nie jesteśmy jeszcze na poziomie, który w pełni by nas satysfakcjonował. Wciąż mamy dużo do zrobienia i wiele chcemy pokazać. Każdego dnia mierzymy się z wyzwaniami. Budujemy pewien ruch, a każdy ruch potrzebuje czasu. To jest proces. Krok po kroku ludzie zaczynają rozumieć, o co w tym chodzi, zaczynają się otwierać.

A jak dotrzeć do większego grona z kobiecą piłką nożną?

– Ważne są działania komunikacyjne i marketingowe – pokazywanie, że ta rzeczywistość istnieje i dynamicznie się rozwija. Dziś Legia Ladies to nie tylko wyniki sportowe, ale też silna marka marketingowa w kobiecej piłce w Polsce. Jednocześnie warto podkreślić, że nie jesteśmy same. Są inne kluby, które robią świetną pracę, jak Pogoń Szczecin. One również budują swoje marki i rozwijają zawodniczki. Są też świetne przykłady niezwiązane z drużynami męskimi, jak np. Uniwersytet Jagielloński.

Chciałabym jeszcze dopytać o jeden wątek –  budowanie marki osobistej zawodniczek. Dziś coraz więcej piłkarek świadomie pracuje nad swoim wizerunkiem i obecnością w mediach społecznościowych. Wspominałaś też, że wspierasz dziewczyny w tym obszarze — uczysz je, jak komunikować się, jak odnaleźć się przed kamerą, jak budować swoją pewność siebie. Na ile jest to dziś ważny element Waszej strategii jako klubu?

– Mogę odpowiedzieć na to z dwóch perspektyw.  Pierwsza to moja osobista opinia. Uważam, że w Polsce wciąż brakuje świadomości wokół budowania marki osobistej zawodniczek — kreowania wizerunku i tworzenia role models, których bardzo potrzebujemy. Jeśli spojrzymy na wiele piłkarek, widać, że nie wykorzystują w pełni swojego potencjału medialnego. Często wynika to z kultury — wiele dziewczyn chce po prostu trenować, grać i wracać do domu, bez wchodzenia w social media czy komunikację.

Z kolei zawodniczki zagraniczne, które grają w Polsce, często mają już inne podejście — są bardziej świadome tego, jak prowadzić swoje profile, jak budować relację z kibicami. Prawda jest taka, że to ogromna szansa. Kobieca piłka bardzo szybko się rozwija, a marki coraz częściej szukają autentycznych ambasadorek. Bez wsparcia i odpowiedniej kultury zawodniczkom trudno jest jednak wejść na wyższy poziom w tym obszarze.

Dlatego bardzo ważne są inicjatywy edukacyjne, jak warsztaty, działania ligowe, pokazywanie, jak pozyskiwać sponsorów i jak świadomie budować swój wizerunek. To pomaga rozwijać całe środowisko.

Z perspektywy Legia Ladies od początku wiedzieliśmy, że to jest kluczowy element. Oczywiście są też zapisy formalne — zawodniczki reprezentują klub również w działaniach marketingowych.  Bo my jako klub nie zbudujemy wszystkiego sami. Kibic nie przychodzi tylko „na Legia Ladies”. Kibic przychodzi dla konkretnych zawodniczek — dla swoich ulubionych piłkarek, dla historii, które za nimi stoją. Dlatego dziewczyny muszą tworzyć swój storytelling. To nie może być tylko „numer 7, która strzeliła bramkę”. To musi być konkretna osoba — z historią, emocjami, drogą, którą przeszła. Właśnie w tym je wspieramy — dajemy narzędzia, wiedzę, pokazujemy, jak to robić. Mieliśmy też współpracę z TikTokiem jako partnerem medialnym — organizowaliśmy warsztaty, gdzie dziewczyny mogły nauczyć się, jak działają algorytmy, jak tworzyć treści, jak używać hashtagów.

Dziś największym wyzwaniem jest już niewiedza, tylko odwaga i konsekwencja — żeby dziewczyny zaczęły to realnie wykorzystywać. Im więcej historii opowiemy, tym więcej ludzi się zaangażuje. Kibice zaczynają kibicować nie tylko drużynie, ale konkretnym osobom i ich drodze.

Z perspektywy klubu — naszym zadaniem jest robić wokół tego „szum”. Tworzyć zainteresowanie, wychodzić do ludzi, budować widoczność Kobieca piłka nie zawsze może konkurować bezpośrednio z męską piłką czy innymi sportami. Dlatego musi mieć swój własny pomysł, swoją tożsamość i swoją unikalność.

Opowiesz o konkretnych działaniach Legia Ladies?

– Realizujemy różne działania wspólnie z Legią Warszawa, Fundacją Legii oraz Legia Soccer Schools. Jednym z ważniejszych elementów są wizyty w przedszkolach i szkołach w ramach programu „Legia w Twojej dzielnicy”. W zeszłym roku jako Legia Ladies odwiedziliśmy 12 szkół. Każda taka wizyta to około 150–200 dzieci,  zarówno dziewczyn, jak i chłopców. To nie jest tylko komunikat w stylu: „dziewczyny też mogą grać w piłkę”. To coś więcej.

Pokazujemy konkretne przykłady — przychodzą zawodniczki Legia Ladies, które są realnymi wzorcami. Dla dziewczynek to sygnał: „to jest możliwe, ja też mogę”.

Równie ważny jest przekaz do chłopców: „możecie wspierać dziewczyny, grać razem z nimi, kibicować im”. Budujemy pewną normalność.

Bo dla młodszych dzieci nie ma jeszcze tego podziału — zawodniczka czy zawodnik, dziewczyna czy chłopak. Jeśli widzą kartę piłkarską, to dla nich to po prostu piłkarz. Pasja jest taka sama. Dla dziewczynek, które już grają, to ogromna inspiracja. A dla tych, które się jeszcze wahają, to często pierwszy impuls.

A jak dziś widzisz swoją rolę w promowaniu kobiecego futbolu — zarówno w obszarze sportu, jak i działań społecznych, edukacyjnych czy medialnych?

ľ Wciąż uczę się być dumna z tego wszystkiego, co robię. Jestem bardzo ambitna.  zawsze myślę: co dalej, co jeszcze możemy zrobić, jaki kolejny stereotyp możemy złamać.  Kiedy dodasz do tego moją energię… czasami naprawdę przydają się wokół mnie ludzie, którzy potrafią mnie zatrzymać i powiedzieć: „Amanda, skąd masz tyle energii? Dlaczego tak dużo się uśmiechasz?”.

Prawda jest taka, że ja po prostu chcę więcej. Nie boję się bycia osobą medialną. Wręcz przeciwnie — uważam, że to jest ogromna szansa i narzędzie, które możemy wykorzystać dla dobra kobiecej piłki. Mam nadzieję, że osoby, które oglądają moje wystąpienia, moje media społecznościowe czy widzą mnie w telewizji, rozumieją, że za tym stoi coś więcej. Bo szczerze mówiąc — ja sama wciąż jestem w procesie odkrywania, kim jest Amanda, szczególnie po zakończeniu kariery zawodniczej. Wiem jedno, mam swój „superpower” – to jest mój głos. Jeśli mogę go używać w mediach, to wiem, że dzięki temu więcej osób usłyszy o Legia Ladies, o kobiecej piłce, o dziewczynach, które na to zasługują.  To jest dla mnie najważniejsze — nieważne, czy chodzi o mnie, czy o kogoś innego. Jeśli dziś pracuję z markami jako ambasadorka i ktoś mi ufa, to ja mogę tę przestrzeń wykorzystać dalej — powiedzieć: „słuchajcie, jest też ta zawodniczka, ta drużyna, ta historia, którą warto pokazać i współpracować”.

Jakie są dalsze plany Legia Ladies w kontekście meczów i awansów?

– W tym sezonie zespół wywalczył upragniony awans na najwyższy szczebel, a kolejnym krokiem będzie walka o miejsce w TOP 6 w Ekstralidze w przyszłym sezonie. Patrzymy też dalej. Marzymy o kwalifikacjach do Ligi Mistrzyń i wierzymy, że to jest kierunek, w którym możemy iść. Równolegle bardzo mocno rozwijamy działania marketingowe. Planujemy kolejne akcje — m.in. różowy październik, rozwój strefy lounge, nowe kolekcje, nowe koszulki.

Teraz równie istotne jest zabezpieczenie sponsorów na kolejny sezon, bo bez tego trudno budować stabilny rozwój. Najważniejsza jest konsekwencja. Mamy duże ambicje i wiemy, że żeby je zrealizować, potrzebna jest codzienna, systematyczna praca — zarówno sportowo, jak i organizacyjnie.

Jeśli chodzi o komunikację, to zdecydowanie chcemy iść w tym kierunku dalej. Stawiamy na storytelling — pokazywanie historii, emocji, drogi zawodniczek. To jest coś, co buduje prawdziwą relację z kibicami. Oczywiście mamy strategię długofalową — wiemy, jak chcemy budować naszą markę, jakie wartości komunikować: przełamywanie stereotypów, działania społeczne, elementy CSR, autentyczność.

Jednocześnie sport jest dynamiczny — jeden mecz potrafi zmienić wszystko i wtedy komunikację trzeba dostosować.

Udostępnij
Magdalena Bryś

Magdalena Bryś