21.04.2026 10:56

DRUTEX związał się z mistrzami. „Już dziś wiemy, że dla rynku niemieckiego to jest przełomowy sponsoring” [WYWIAD]

Bayern Monachium w niedzielę świętował mistrzostwo Niemiec, niebawem może znaleźć się w finale Ligi Mistrzów. Od kilku miesięcy partnerem niemieckiego giganta jest firma DRUTEX. – Szukaliśmy najsilniejszego partnera w Niemczech: lidera, marki bezdyskusyjnie numer jeden. Gdybyśmy zdecydowali się na mniejszy klub, mogłyby pojawić się komentarze, że na najlepszych po prostu nas nie stać. A my chcieliśmy postawić bardzo wyraźną pieczątkę: jesteśmy graczem z najwyższej półki – powiedział w rozmowie dla SportMarketing.pl Tomasz Szymański, dyrektor marketingu DRUTEX.

Udostępnij
DRUTEX związał się z mistrzami. "Już dziś wiemy, że dla rynku niemieckiego to jest przełomowy sponsoring" [WYWIAD]

Jakub Kłyszejko, redaktor naczelny portalu SportMarketing.pl: Objąłeś funkcję dyrektora marketingu DRUTEX w momencie, gdy marka już mocno inwestowała w sport. Jak z twojej perspektywy zmieniła się filozofia marketingu firmy w ostatnich miesiącach?

Tomasz Szymański, dyrektor marketingu w DRUTEX: – Podchodzimy do marketingu strategicznie, a sport jest jednym z elementów tej strategii. To nie jest przypadek, że w Niemczech stawiamy na jedną dyscyplinę czy konkretny klub. W Polsce działamy inaczej, a we Włoszech jeszcze inaczej. Na każdym rynku marka DRUTEX jest na innym etapie rozwoju i ma inne potrzeby. Najlepszym przykładem są Niemcy, bo tam rozpoczęliśmy naszą najbardziej spektakularną współpracę. Na tym rynku jesteśmy obecni od kilkunastu lat. Najpierw budowaliśmy dystrybucję, następnie rozpoznawalność marki, a teraz jesteśmy gotowi na silną ekspansję. Dlatego zdecydowaliśmy się na współpracę z niezaprzeczalnym liderem. O Bayernie można mówić różne rzeczy, ale jedno jest bezdyskusyjne: to niemiecki. Wygrywa, ma ogromny autorytet i jest naturalnym punktem odniesienia. My również jesteśmy liderem w swojej kategorii i chcemy tę pozycję jeszcze mocniej podkreślać. Ta współpraca ma pomóc nam w tym, by Niemcy postrzegali DRUTEX jako markę „swoją”, obecną na rynku od dawna, stabilną i wiarygodną.

Czyli marka taka jak Bayern ma pomóc Wam pokazać, że DRUTEX to także firma premium?

– Tak, ale chodzi o coś więcej. Chcemy, żeby Niemcy widzieli w nas markę, która po prostu jest częścią ich rynku. Żeby nie pojawiały się pytania: „Skąd oni są?”, „Czy są tu tylko na chwilę?”, „Czy można im zaufać?”. Chcemy być odbierani jak marka globalna – obecna wszędzie, naturalna, silna i rozpoznawalna. To jest ważne zarówno dla konsumenta końcowego, jak i dla naszych partnerów handlowych. My sprzedajemy produkty przez sieć partnerów, więc dla nas kluczowe jest, by ta sieć również była przekonana o sile marki. Partnerzy również oceniają, czy marka jest stabilna, czy warto z nią wiązać się na lata, czy warto polecać ją swoim klientom. Współpraca z tak wyrazistym klubem bardzo wzmacnia nasz wizerunek także w obszarze B2B. Pokazuje, że jesteśmy dużą, stabilną firmą, która myśli długofalowo.

W Polsce sytuacja wygląda inaczej. Tu pozycja naszej marki jest zdecydowanie na innym etapie, jesteśmy marką rozpoznawalną, co pokazują badania. Mamy rozwiniętą sieć partnerów, więc możemy działać bardziej taktycznie – wchodzić w inne typy współprac, budować obecność poprzez ambasadorów i precyzyjniej wykorzystywać konkretne obszary sponsoringu.

We Włoszech też szliśmy podobną drogą jak wcześniej w Niemczech. Gdy współpracowaliśmy z Interem, rynek włoski był już rozwinięty, mieliśmy tam swoją sieć i chcieliśmy ten wizerunek dodatkowo wzmocnić. Trzeba jednak pamiętać, że we Włoszech emocje wokół klubów są jeszcze bardziej spolaryzowane, więc tam mechanika działania wygląda trochę inaczej.


Budujecie dziś portfel sponsoringowy oparty przede wszystkim na piłce nożnej, żużlu i kolarstwie. Gdzie widzisz wspólny mianownik tych projektów, poza aspektem stricte sprzedażowym?

– Z jednej strony piłka nożna daje największy zasięg i masowość. Z drugiej, nam po prostu bliskie są wartości sportowe. Dążenie do celu, konsekwencja, ciężka praca, rozwój, to wszystko jest bardzo mocno wpisane także w historię DRUTEX-u i nasze DNA.

Ta firma powstała właściwie od zera i przez 40 lat była budowana ciężką pracą. W sporcie jest podobnie: możesz mieć talent, ale bez konsekwencji i pracy nie osiągniesz nic wielkiego. Konkurencja jest dziś tak duża, że sam talent nie wystarczy. Te miękkie wartości są dla nas bardzo ważne. Oczywiście patrzymy również na twarde dane: analitykę, zasięgi, opłacalność, regionalne dopasowanie. Dobrym przykładem jest żużel – to dyscyplin regionalna, i właśnie dlatego wybraliśmy świadomie ten sport, bo właśnie te regiony są dla nas wyjątkowo ważne. Widzimy też, że ekonomika kontraktów żużlowych w określonych sytuacjach bywa bardzo korzystna. Nie kierujemy się sentymentem ani tym, czy ktoś prywatnie lubi dany sport. To jest chłodna kalkulacja oparta na strategii.

Warto też podkreślić, że sport jest tylko częścią naszych działań marketingowych. Ważną, ale jednak częścią. W naszym przypadku kluczowy pozostaje produkt i jego jakość. Sport pełni funkcję silnego wsparcia marketingowego i wizerunkowego, ale jego przełożenie na sprzedaż wygląda inaczej niż w branżach, które są ze sportem związane bezpośrednio, jak np. bukmacherka czy FMCG.

Wasze partnerstwo z Bayernem zrobiło ogromne wrażenie nie tylko w Polsce. Wiele osób mówiło, że to ruch z absolutnie najwyższej półki. Co przesądziło o tym, że właśnie Bayern stał się tak ważnym partnerem?

– Szukaliśmy najsilniejszego partnera w Niemczech: lidera, marki bezdyskusyjnie numer jeden. Gdybyśmy zdecydowali się na mniejszy klub, mogłyby pojawić się komentarze, że na najlepszych po prostu nas nie stać. A my chcieliśmy postawić bardzo wyraźną pieczątkę: jesteśmy graczem z najwyższej półki.

Znaczenie miały też wartości i sposób zarządzania klubem. Już na etapie podpisywania umowy widzieliśmy, że Bayern stawia na długoterminowe relacje i partnerskie podejście. To jest bardzo bliskie także właścicielom DRUTEX-u i naszej kulturze organizacyjnej.

Ważne było też to, kim są nasi obecni dealerzy i partnerzy biznesowi, jak postrzegają rynek, jakie mają oczekiwania. Nie chodziło wyłącznie o pozyskiwanie nowych partnerów, ale również o wzmacnianie relacji z obecnymi. A jeśli chodzi o sam rynek niemiecki, to jeden z naszych najważniejszych kierunków eksportowych. Około 80 procent naszej produkcji trafia za granicę, więc naturalne jest, że w Niemczech chcemy inwestować szczególnie mocno. I to z pewnością nie jest nasze ostatnie słowo w Europie czy na świecie. Widzimy konkretne benefity ze sportu i będziemy z nich korzystać również w przyszłości.

Bayern to przecież marka globalna, jeden z najbardziej rozpoznawalnych klubów na świecie.

– Zdecydowanie. To klub globalny, nie tylko niemiecki. Oni mają fanów, akademie, szkółki, biura i aktywności na wielu rynkach, od Azji po Stany Zjednoczone. To nam pomaga nie tylko w Niemczech, ale również szerzej, w budowaniu marki globalnej. Nawet w Polsce Bayern jest świetnie rozpoznawalny, choćby z uwagi na grę Roberta Lewandowskiego i sentyment kibiców.

Jakie cele biznesowe i komunikacyjne postawiliście sobie przy podpisaniu tej umowy?

– Nie będę zdradzał konkretnych KPI, ale mogę powiedzieć o celach strategicznych. Po pierwsze: dalsze wzmacnianie marki i budowanie zaufania. Po drugie: wzmocnienie komunikacji i dotarcie do jeszcze szerszej grupy odbiorców dzięki sile marki, jaką jest Bayern. Po trzecie: jeszcze mocniejsze umocnienie pozycji DRUTEX-u na rynku niemieckim.

Ten rynek naprawdę dobrze nam pracuje. Rośniemy, zwiększamy liczbę punktów sprzedaży, otwieramy showroomy dla partnerów. Produkty DRUTEX-u są tam coraz lepiej znane, a Niemcy coraz częściej biorą nas pod uwagę przy wyborach zakupowych. Trzeba jednak pamiętać, że sponsoring sportowy to gra długoterminowa. Krótkoterminowo także przynosi efekty, ale te najważniejsze, strategiczne korzyści buduje się dopiero w czasie.

Co w praktyce daje wam to partnerstwo? Jakie macie prawa i możliwości aktywacji  współpracy?

– To bardzo szeroki pakiet komunikacyjny. Możemy wykorzystywać wizerunek zawodników do promocji naszej marki — oczywiście zgodnie z zasadami obowiązującymi w klubie. Możemy wybierać zawodników i rotować nimi w ciągu roku. Do tego dochodzi obecność na stadionie, pakiety hospitality, możliwości komunikacyjne w social mediach, udział w materiałach klubowych i szerokie wykorzystanie wydarzeń odbywających się na Allianz Arenie. Są też dodatkowe elementy, o których nie chcę mówić zbyt szczegółowo, bo częścią naszej strategii jest pozytywne zaskakiwanie partnerów i klientów. Jednym z takich przykładów była sytuacja, w której dzieci naszych partnerów wyprowadzały piłkarzy na murawę. To są rzeczy, których zwykle nie da się po prostu kupić, a które w ramach takiego partnerstwa możemy realizować. Widać to też choćby po naszej flocie. Setki samochodów transportujących nasze produkty po całym świecie zostały obrandowane marką FC Bayern i DRUTEX-u. To kolejny bardzo mocny element wzmacniający przekaz.

Pojawiły się też specjalne produkty związane z tą współpracą.

– Tak, przygotowaliśmy specjalną edycję związaną z partnerstwem. To zresztą model, który będziemy rozwijać także przy innych współpracach, m.in. z Bartoszem Zmarzlikiem. W takich projektach wiele zależy od samej firmy. Klub daje narzędzia, ale to od ciebie zależy, jak kreatywnie i intensywnie je wykorzystasz.

Jak wygląda otwartość Bayernu na wasze pomysły? Pytam, bo nie zawsze przy tego typu wielkich klubach egzekwowanie zapisów umowy bywa łatwe.

– Mam doświadczenia ze współpracy z ruchem olimpijskim, klubami sportowymi i sportowcami. Mogę powiedzieć wprost: takiego poziomu współpracy jak w Bayernie jeszcze nie widziałem. To pełen profesjonalizm. Oczywiście istnieją określone ramy, w których trzeba się poruszać, ale one są jasne od początku. Po stronie klubu są dedykowane zespoły obsługujące partnerów takich jak my, jesteśmy w stałym kontakcie i wszystko działa bardzo sprawnie. Zdarzało mi się wcześniej widzieć sytuacje, w których nie dało się wyegzekwować nawet podstawowych zapisów umowy i współpracę trzeba było kończyć. Tutaj jest zupełnie inaczej.

Którą z dotychczasowych aktywacji z Bayernem uznałbyś za taką, z której jesteście szczególnie dumni?

– Tu nie chodzi o jeden projekt, ale o skalę i kompleksowość działań. Od początku ruszyliśmy bardzo mocno: branding samochodów, materiały w Bytowie, eventy w Niemczech, pakiety marketingowe dla partnerów, gadżety, roll-upy, reklamy okienne, materiały POS, sylwetki piłkarzy w skali 1:1. W bardzo krótkim czasie obrandowaliśmy kilka tysięcy punktów materiałami związanymi z Bayernem. To był ogromny, złożony projekt logistyczny i komunikacyjny, a my wdrożyliśmy go właściwie od razu, już na pierwszy mecz. Z tego jesteśmy naprawdę dumni. Ale równie ważna jest ciągłość komunikacji: wyjazdy partnerów na mecze, konkursy, możliwość wygrywania biletów, ekskluzywne doświadczenia, podtrzymywanie emocji wokół współpracy. To nie jest jedna kampania, tylko efekt kuli śnieżnej, który z czasem rośnie.

Co musi się wydarzyć, żeby po zakończeniu tej umowy powiedzieć: to był historyczny, przełomowy sponsoring w historii firmy?

– My już dziś wiemy, że dla rynku niemieckiego to jest przełomowy sponsoring. Tak samo, jak kilkanaście lat temu bardzo ważne były dla nas współprace z topowymi piłkarzami, które pokazały siłę firmy i jej ambicje. Teraz efekt jest podobny. Rynek widzi, że idziemy z liderem. Widać to po reakcjach branży, partnerów, ludzi, na których nam zależy. To już jest sukces. Oczywiście na tym nie poprzestajemy, ale sam fakt, jaki to wywołało oddźwięk, już pokazuje skalę projektu.

Współpraca z Bayernem zmienia sposób, w jaki rozmawiacie z potencjalnymi partnerami biznesowymi i dystrybutorami?

– Tak i to na wszystkich rynkach. Nowi partnerzy widzą, że jesteśmy poważnym graczem, który angażuje się w najlepsze kluby i intensywnie wspiera komunikację marketingową. Dla nich to ważne, bo łatwiej sprzedaje się produkty marki znanej niż anonimowej. Niezależnie od tego, czy mówimy o Francji, Włoszech, Hiszpanii czy Stanach Zjednoczonych, nasi partnerzy widzą nasze działania i mówią wprost: robicie świetną robotę, jesteście obecni przy dużej piłce, chcemy z Wami współpracować. To daje nam bardzo pozytywny oddźwięk.

Z jednej strony Bayern i globalny futbol, z drugiej Bartosz Zmarzlik, wybitny indywidualista, jeden z największych polskich sportowców. Co daje Bartek, czego nie mogliby dać inni?

– Przede wszystkim mamy do czynienia z sześciokrotnym mistrzem świata, z niekwestionowanym liderem i człowiekiem o nieskazitelnej reputacji. Wokół Bartka jest bardzo mało negatywnych emocji. Nawet jeśli ktoś nie kibicuje jego klubowi, to i tak docenia jego kunszt, klasę sportową i profesjonalizm. Ale dla nas równie ważna jest jego osobowość i wartości. Często mówi się o KPI, zasięgach i wskaźnikach, ale na końcu zadajesz sobie pytanie: czy to jest człowiek, z którym czujesz wspólną chemię, wspólne podejście do pracy, jakości, profesjonalizmu? W przypadku Bartka odpowiedź brzmi: tak. My nie budujemy sztucznego brandu. Nie chcemy opowiadać historii, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Dlatego wybieramy ambasadorów, którzy naprawdę reprezentują wartości spójne z marką DRUTEX. Bartosz właśnie taki jest.

Co ciekawe, jego rozpoznawalność działa nie tylko w Polsce. Dla mnie zaskakujące było to, jak dobrze jest kojarzony również w południowych Niemczech. Nawet sam Bayern zareagował bardzo pozytywnie na informację, że współpracujemy z Bartkiem. To pokazuje, że on także ma szerszy potencjał niż tylko lokalny.

Dlaczego uznaliście, że właśnie teraz jest dobry moment na rozpoczęcie współpracy z Bartkiem?

Bo to jest naturalna konsekwencja naszych działań. Od kilku lat jesteśmy sponsorem żużlowego Motoru Lublin, wspieramy też inicjatywy dla młodych żużlowców w Gdańsku. Żużel od dawna jest obecny w naszym portfelu sponsoringowym.W pewnym momencie uznaliśmy, że oprócz współpracy klubowej chcemy mocniej wejść także w model oparty o ambasadora. Taka współpraca daje większą elastyczność i pozwala realizować inne cele marketingowe, szczególnie na rynku polskim. A w Polsce mamy dziś inne potrzeby niż na rynkach zagranicznych.

Tu marka DRUTEX jest dobrze znana, więc poza wzmacnianiem samej marki chcemy mocniej wspierać także konkretne kategorie produktowe i całe portfolio, które rozwijamy, bramy, drzwi, nowe filary oferty. W przypadku Bartka będziemy więc wykorzystywać nie tylko potencjał wizerunkowy, ale także produktowy.

Jak chcecie wykorzystać potencjał Bartka?

– Przede wszystkim reklamowo. Bartek będzie obecny w komunikacji promującej nasze produkty, weźmie udział w eventach dla dealerów i partnerów, będzie wspierał nas również w obszarze B2B. Rozwijamy też projekt Celebrating Champions, platformę skupiającą ambasadorów marki, ludzi sukcesu ze świata sportu. Bartosz jest bardzo ważną częścią tej koncepcji. Chcemy budować wokół takich postaci silny klub ambasadorów DRUTEX-u i wykorzystywać ich potencjał zarówno w działaniach wizerunkowych, jak i produktowych.

W przeciwieństwie do Bayernu, gdzie w dużej mierze gramy marką, przy Bartku będziemy mocniej eksponować także konkretne produkty. Cele są podobne, ale sposób ich realizacji dopasowany do rynku i charakteru współpracy.

Czy te dwa projekty są elementem większej strategii łączenia globalnego prestiżu z lokalną wiarygodnością?

– Dokładnie tak. Na różnych rynkach realizujemy różne strategie, bo jesteśmy na różnych etapach rozwoju marki. Znamy poziom naszej rozpoznawalności, wiemy, jak wygląda awareness wśród konsumentów, partnerów i interesariuszy, i dobieramy działania do tego, co chcemy osiągnąć. W Polsce Bartosz idealnie wpisuje się w strategię budowania bliskości, emocjonalności i lokalnego zakorzenienia marki. To człowiek, z którym ludzie mogą się utożsamiać, którego odbierają jako „naszego”. Na rynkach zagranicznych, gdzie poziom znajomości marki jest inny, bardziej potrzebujemy globalnych partnerstw, które pomagają nam szybciej budować skalę i prestiż.

Który model jest trudniejszy marketingowo: wielki klub z ogromnym zasięgiem czy mistrz świata z bardzo mocną marką osobistą?

– Oba są wymagające, tylko w inny sposób. W przypadku ambasadora procesy akceptacyjne są zwykle krótsze, a dostępność samej osoby większa. Łatwiej zadzwonić do Bartka, ustalić termin i zorganizować działanie niż w przypadku ogromnego klubu, który działa według bardzo sztywnych harmonogramów.

Ale jeśli chodzi o poziom zaangażowania po naszej stronie, przygotowanie, planowanie i egzekucję, to wysiłek jest porównywalny. W obu przypadkach trzeba wykonać bardzo dużą pracę, żeby osiągnąć zakładane efekty.

Widzisz przestrzeń do połączenia Bartka Zmarzlika z Bayernem w jakimś wspólnym projekcie?

– Tak, takie myślenie jest nam bliskie. Właśnie dlatego rozwijamy projekt Celebrating Champions. Chcemy budować własną platformę ambasadorów i tam, gdzie to możliwe, tworzyć synergię między naszymi partnerstwami sportowymi. Nie wszystko da się połączyć, ale tam, gdzie jest to sensowne i możliwe, chcemy takie mosty budować. Nie jest też wykluczone, że Bartek pojawi się na meczu Bayernu.

Jak dziś wyglądają wasze sportowe działania we Włoszech?

– Na ten moment nie prowadzimy tam aktywnego sponsoringu. Nie chciałbym wchodzić w szczegóły, ale wcześniejsza współpraca zakończyła się szybciej, niż zakładaliśmy. Czy mamy plany wobec rynku włoskiego? Oczywiście. To dla nas ważny rynek, a skoro wcześniej byliśmy tam obecni z tak mocnym sponsoringiem, jak Inter Mediolan, to znaczy, że poważnie o nim myślimy. Trwają analizy i rozmowy, ale na dziś nie mogę nic więcej powiedzieć.

Czy przy tak dużych inwestycjach da się jeszcze obronić tezę, że to nie jest tylko kosztowny branding dla samego brandingu?

– Ja takich rzeczy nie robię dla samego brandingu. Wszystkie nasze działania mają cele biznesowe. Oczywiście każda decyzja wiąże się z ryzykiem i sponsoring sportowy też może się nie udać. Dlatego tak ważne jest jasne zdefiniowanie celu, ram czasowych i sposobu wykorzystania współpracy. Trzeba też powiedzieć uczciwie: samo podpisanie umowy to dopiero początek. To początek budżetu i początek pracy. Prawdziwe koszty zaczynają się później: przy aktywacjach, produkcji materiałów, kampaniach, komunikacji, wdrożeniach w terenie. To wszystko wymaga zespołu, czasu i konsekwencji.

Dla małych marek są to często kwoty nieosiągalne. Ale DRUTEX jest jedną z największych firm w Polsce. Eksportujemy około 80 procent produkcji, produkujemy do 7000 okien dziennie. Działamy na bardzo dużą skalę, więc nasze decyzje marketingowe także muszą być adekwatne do tej skali. Nie chcieliśmy się rozdrabniać. Jeśli już wchodzimy w taki projekt, to robimy to na serio. Kiedy nasze samochody wyjeżdżają w trasę, mówimy o setkach pojazdów na drogach, jeden za drugim. To są realne wolumeny i realna skala biznesu.

Co jest trudniejsze w takim dealu jak Bayern: doprowadzić do podpisania umowy czy później sprawić, żeby ona realnie pracowała na siebie?

– To zależy, kogo zapytasz. Prezes pewnie powiedziałby, że najtrudniejszy jest początek, czyli samo doprowadzenie do umowy. Ja, jako osoba, która później odpowiada za egzekucję, powiem wprost: największa praca zaczyna się po podpisaniu. Klub daje narzędzia, określony pakiet praw i możliwości. Pytanie brzmi, czy umiesz je podnieść z ziemi i dobrze wykorzystać. To od ciebie zależy, jak mocno ta współpraca będzie działać. Cała siła tkwi właśnie w egzekucji.

Jaki jest najważniejszy wniosek z dotychczasowych partnerstw sportowych?

Sport ma sens, ale nie bezwarunkowo. Najpierw trzeba dobrze zrozumieć, w jakim miejscu jest firma, jak dojrzała jest organizacja, jak wygląda dystrybucja na danym rynku, co chcemy osiągnąć i w jakim czasie. Dopiero wtedy można dobrać narzędzia i ocenić, czy sport będzie w danym przypadku najbardziej efektywnym rozwiązaniem.Nasze doświadczenia pokazują, że sport działa i duży sport również ma sens. Ale musi być przemyślany, strategiczny i dobrze wdrożony. Trzeba też oddać właścicielom firmy, że mieli odwagę wchodzić w takie projekty i byli przekonani, że to ma sens. I dziś widać, że mieli rację.Od początku podchodziliśmy do tego bardzo serio. Nie robiliśmy tego symbolicznie. W pierwszym dniu potrafiliśmy wyjechać w świat z setkami samochodów obrandowanych logo partnera. To pokazuje skalę zaangażowania.

Na koniec: po czym za rok poznamy, że współpraca z Bayernem i Bartoszem Zmarzlikiem była dla was realnym sukcesem?

– Po pierwsze, po wynikach biznesowych. Firma ma rosnąć. Będziemy oceniani przez liczby: sprzedaż, wzrost na rynkach, liczbę partnerów, siłę dystrybucji. Rynek jest wymagający, więc czasem sukcesem będzie także utrzymanie bardzo mocnej pozycji, ale naszym celem jest wzrost.

Po drugie, po celach komunikacyjnych. Mamy konkretne założenia dotyczące siły marki i jej postrzegania. Chcemy, żeby partnerzy i klienci coraz częściej mówili: „To firma stabilna, jakościowa, godna zaufania. Chcemy z nią pracować”.

Dla mnie osobiście największą satysfakcją będzie sytuacja, w której partner powie: „Widzę, że DRUTEX angażuje się w tak jakościowe projekty i to tylko potwierdza, że to silna, wiarygodna marka”. A klient końcowy pomyśli: „Skoro z takimi markami i takimi ludźmi współpracuje DRUTEX, to ich produkty także muszą reprezentować najwyższy poziom”. Jeśli to osiągniemy, będę miał poczucie, że wykonaliśmy dobrą pracę.

Udostępnij
Jakub Kłyszejko

Jakub Kłyszejko