19.10.2026 07:45

Nowa era Instytutu Sportu. Marek Drob o tym, jak nauka, biznes i technologia mają pracować na sukces polskich sportowców [WYWIAD]

Jak połączyć naukę, technologię i praktykę, żeby skuteczniej wspierać polski sport? Marek Drob, nowy Dyrektor Instytutu Sportu – Państwowego Instytutu Badawczego, w rozmowie dla SportMarketing.pl mówi o planach na dalszy rozwój Instytutu, transformacji cyfrowej oraz budowaniu współpracy ze środowiskiem akademickim i biznesem.

Udostępnij
Nowa era Instytutu Sportu. Marek Drob o tym, jak nauka, biznes i technologia mają pracować na sukces polskich sportowców [WYWIAD]

Magdalena Bryś, SportMarketing.pl: Objął Pan stanowisko dyrektora Instytutu Sportu – Państwowego Instytutu Badawczego. Jaka jest Pana wizja rozwoju Instytutu i jakie będą najważniejsze priorytety?

Marek Drob, nowy Dyrektor Instytutu Sportu: – Z punktu widzenia tego, co jest dla mnie ważne, przyszły rok będzie szczególny, ponieważ Instytut będzie obchodził 50-lecie. Mamy ogromny zasób wiedzy i danych dotyczących sportu oraz doświadczenie w bardzo wielu dziedzinach. Mówimy tu choćby o certyfikacji nawierzchni sportowych, gdzie pracujemy nad tym, żeby być pierwszą organizacją w tej części Europy posiadającą certyfikat World Athletics. To również badania wydolnościowe, fizjologia, psychologia sportu, monitorowanie procesów treningowych i wspieranie związków sportowych w ich rozwoju, a także edukacja i dokształcanie trenerów. Patrząc na szerokie spektrum naszej działalności, zdecydowanie chcę dalej wspierać te obszary. Nie wymieniłem oczywiście wszystkich, ale najważniejsze jest dla mnie ich połączenie. Sport nie jest dziś dziedziną, w której poszczególne obszary mogą funkcjonować osobno. Psychologia, fizjologia, biochemia czy nowe technologie wzajemnie się uzupełniają. Na styku różnych dziedzin możemy osiągać najlepsze rezultaty. Dlatego musimy współpracować i łączyć kompetencje. Mówię o tym także w kontekście edukacji i współpracy ze środowiskiem akademickim. Zależy mi na tym, żeby Instytut był miejscem, które nie tylko rozwija sport wyczynowy, ale także służy społeczeństwu i pomaga dbać o zdrowie oraz aktywność fizyczną.

Czy będą potrzebne zmiany? Jestem zwolennikiem ewolucji, a nie rewolucji. Mamy bardzo kompetentną kadrę, ekspertów w wielu obszarach i ludzi z wieloletnim doświadczeniem. Jestem tutaj również po to, żeby połączyć ten potencjał różnych dziedzin, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się od siebie odległe. Dodatkowo przychodzę ze świata nowych technologii i transformacji cyfrowej. Cyfryzacja polskiego sportu jest więc jednym z obszarów, na które chcę mocno postawić. Chodzi nie tylko o samo wdrażanie technologii, ale o to, w jaki sposób możemy dzięki nim przyspieszyć pracę i zyskać czas. Chcę również, żeby Instytut był swego rodzaju think tankiem, miejscem, które wspiera Ministerstwo i związki sportowe wiedzą oraz kompetencjami naukowymi. Dr hab. Piotr Żmijewski jest moim zastępcą do spraw naukowych i tę część chcemy jeszcze bardziej wzmacniać. Nie chcemy rozwijać usług, które sprzedajemy na zewnątrz, jeśli nie stoją za nimi kompetencje i zaplecze naukowe.

Jeżeli realizujemy usługi komercyjne dla związków sportowych czy innych podmiotów, równolegle w tych obszarach chcemy prowadzić badania i rozwijać własne rozwiązania. To jest dla mnie bardzo ważne. Mamy również czasopismo naukowe „Biology of Sport”, które ma bardzo mocną pozycję i jeden z wyższych wskaźników wpływu w Polsce. Kolejka autorów zainteresowanych publikowaniem w nim pokazuje, że mamy silne zaplecze naukowe. Jednocześnie uważam, że naszą największą siłą może być współpraca z innymi ośrodkami akademickimi i wykorzystanie infrastruktury, którą już mamy. Przykładem jest planowana współpraca z Politechniką Krakowską, która dysponuje odpowiednią infrastrukturą i prowadzi badania związane ze sportem. Nie chcemy kupować kolejnej infrastruktury tylko po to, żeby ją posiadać. Chcemy ją współdzielić i wspólnie wykorzystywać.

Te rzeczy trudno będzie oczywiście sfinalizować w pierwszym miesiącu, ale taki jest kierunek, który chcę wyznaczyć. Nie chcemy zamykać się w przekonaniu, że wszystko musimy robić sami i że jesteśmy ekspertami w każdej dziedzinie. Przeciwnie  chcemy szukać partnerów, którzy mają kompetencje, których my nie musimy budować od podstaw. Jeżeli na przykład potrzebujemy kompetencji inżynieryjnych, niekoniecznie musimy tworzyć cały taki obszar wewnątrz Instytutu. Możemy znaleźć partnera, a sami dołożyć do tego kontekst sportowy i nasze doświadczenie. Na takim łączeniu kompetencji chcę budować rozwój Instytutu. Mam też wizję, w której Instytut nie jest obecny wyłącznie w Warszawie. Chciałbym, żeby w przyszłości jego obecność była widoczna w różnych częściach Polski poprzez współpracę z uczelniami i tworzenie ośrodków działających przy najważniejszych centrach akademickich. Dzięki temu Instytut mógłby być rzeczywiście ogólnopolską siecią wiedzy, kompetencji i infrastruktury sportowej.

Instytut Sportu łączy naukę, badania i praktykę sportową. Jak chciałby Pan przełożyć wyniki badań na konkretne rozwiązania, które będą bezpośrednio wspierać zawodników, trenerów i związki sportowe?

– Jest tu również bardzo ważny aspekt sportu powszechnego. Zawsze staramy się patrzeć na sport szeroko. Sport wyczynowy jest naszym priorytetem, ale działamy także w obszarze sportu powszechnego, między innymi poprzez program „Sportowe Talenty”.

To znowu jest łączenie wszystkich kropek, dostarczanie informacji i analiz dotyczących zdrowia naszych dzieci, ich sprawności oraz tego, w jaki sposób możemy wspierać ich aktywność fizyczną. Z jednej strony jest to nasza odpowiedzialność społeczna: chcemy pomagać społeczeństwu nie tylko wejść w sport, ale uczyć zdrowego podejścia do aktywności fizycznej. Z drugiej strony ten sam mechanizm pozwala nam wyszukiwać talenty i identyfikować osoby, które mają predyspozycje do uprawiania sportu na najwyższym poziomie. To jest dla mnie bardzo ważne. Dodatkowo chcę rozwijać to, co już teraz w Instytucie się dzieje. Sam poznałem Instytut Sportu jako osoba spoza środowiska związków sportowych i sportu wyczynowego. Trafiłem tutaj jako osoba zajmująca się technologią i wspierająca jeden z projektów. Zobaczyłem wtedy, jak wiele projektów realizowanych w Instytucie może przeradzać się w konkretne rozwiązania.

Jeżeli na przykład próbujemy opracować nową metodę oceny wytrzymałości, to nie może się ona skończyć na jednorazowym badaniu. Musimy wiedzieć, w jaki sposób wyniki zostaną później wykorzystane. Podobnie patrzymy dziś na nasze stypendia naukowe. Chcemy inaczej komunikować zespołowi, jaki jest ich cel. To nie są po prostu środki na prowadzenie badań. Mają one wspierać pozyskiwanie grantów, rozwój innowacji i projekty, których wyniki mogą znaleźć praktyczne zastosowanie. Nie chcemy prowadzić badań dla samych badań.

Musimy mocno osadzać je w konkretnym kontekście. Jeśli mówimy o przygotowaniach do Los Angeles i najbliższych igrzysk olimpijskich, nie mamy czasu na wieloletnie zmiany całego systemu. Musimy działać punktowo i bardzo konkretnie. Dlatego dla mnie ważne jest, żeby przy każdej nowej inicjatywie odpowiedzieć sobie wprost: w jakiej dyscyplinie i któremu zawodnikowi chcemy dzięki niej pomóc? Chcę, żebyśmy potrafili wskazać konkretną osobę, nad którą pracujemy, i powiedzieć: ten projekt ma przełożyć się na jej rozwój czy wynik. To jest dla mnie swego rodzaju kontrakt między nauką,

Jaką rolę w rozwoju sportu wyczynowego będą Pana zdaniem odgrywać dziś dane, sztuczna inteligencja i nowe technologie? Czy widzi Pan obszary, w których polski sport powinien szczególnie przyspieszyć?

– Zdecydowanie jesteśmy po to, żeby łączyć i umożliwiać związkom sportowym oraz zawodnikom korzystanie z najnowszych technologii. Tym bardziej że wiemy, że nie mamy patentu na mądrość. Czasami może się wręcz okazać, że nie ma sensu, żebyśmy rozwijali określone kompetencje wewnątrz Instytutu, jeżeli już istnieją na rynku. Możemy natomiast sprawdzić, czy firma, która mówi, że ma niesamowite algorytmy, rzeczywiście potrafi dostarczyć deklarowane rezultaty. Możemy pełnić funkcję swego rodzaju weryfikatora skuteczności. Nie zawsze musimy więc sami realizować dane rozwiązanie, czasami chcemy je po prostu zweryfikować i potwierdzić, że rzeczywiście działa, a nie jest tylko elementem technologicznego hype’u.

Pochodzę z tego świata i cały czas pracuję z technologią. Praktyczne wykorzystanie Agentic AI, możliwości najnowszych modeli językowych jest czymś, czym zajmuję się na co dzień.  Widzę więc, jak bardzo w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy zmienił się sposób tworzenia oprogramowania i realizowania projektów. To jest ogromna rewolucja.

Czy pomoże nam to w Instytucie? Oczywiście. Podobnie jak w każdej organizacji przechodzimy transformację cyfrową, ale możemy zrobić ją inaczej, szybciej, zwinniej i znacznie bardziej dopasować do naszych potrzeb. Niezależnie od tego, czy mówimy o firmie, czy instytucji publicznej, podstawowe mechanizmy są podobne. Do tego dochodzi jednak jeszcze jeden element – wykorzystanie AI w samej pracy naukowej. Załóżmy, że mam wyniki badań i określoną tezę, którą chciałbym zweryfikować na podstawie zgromadzonych danych. W tradycyjnym modelu mogłoby to oznaczać nawet miesiąc pracy – osiem godzin dziennie poświęconych na analizę milionów rekordów, znalezienie prawidłowości i sprawdzenie, czy dane rzeczywiście potwierdzają założenia. 

Dzięki agentom AI jestem w stanie znaczną część tego procesu zautomatyzować. Mogę zdefiniować tezy, które powinny zostać sprawdzone, przygotować zestaw agentów do przeprowadzania analiz i weryfikowania określonych prawidłowości. Jeszcze niedawno musiałbym sam to oprogramować, opisać i przeprowadzić cały proces. Dzisiaj mogę zostawić taki proces na noc, a rano otrzymać pierwsze wyniki.

To oczywiście nie oznacza, że AI zastępuje naukowca. Daje mu natomiast zupełnie nową skalę możliwości.  Dlatego patrzę na AI również jako na narzędzie, które może pomóc naszym naukowcom znacznie szybciej analizować dane, szukać zależności i formułować hipotezy. A jednocześnie chcemy stworzyć platformy, na których będziemy mogli gromadzić nasze badania, wyniki i metody. To bardzo ułatwi dostęp do wiedzy.

Dzisiaj w wielu sytuacjach potrzebujemy specjalisty, żeby zapytać go, czy dana teza ma sens albo czy istnieją badania potwierdzające określone założenie. W przyszłości możemy wykorzystać zgromadzoną wiedzę i AI, żeby uzyskać przynajmniej pierwsze przybliżenie odpowiedzi znacznie szybciej.

Docelowo chciałbym, żeby z tych zasobów mogli korzystać również trenerzy i zawodnicy. Jeżeli ktoś pracuje w konkretnej dyscyplinie, powinien móc sprawdzić, jakie badania dotyczące wytrzymałości przeprowadzono w innych sportach, jakie są wyniki badań nad treningiem hipoksyjnym czy jakie rozwiązania stosuje się w innych dyscyplinach. Dzięki temu możemy znacznie skuteczniej wychwytywać zależności i przenosić wiedzę między różnymi obszarami sportu.

Dużo rozmawiamy o współpracy, ale chciałabym jeszcze zagłębić się w kwestię technologii i większego otwarcia Instytutu na rynek sportowy. Tych rozwiązań jest dziś bardzo dużo, szczególnie w obszarze sport tech, a firmy i startupy często szukają możliwości wejścia do świata sportu, przetestowania swoich rozwiązań czy nawiązania współpracy z zawodnikami i związkami. Czy widzi Pan Instytut Sportu jako takie miejsce, które mogłoby łączyć te dwa światy – sport i rynek technologiczny?

– Nie wiem jeszcze, czy mamy dziś wystarczającą przepustowość, żeby pełnić rolę takiego łącznika. Sam chcę najpierw dobrze poznać całe spektrum rynku sportowego i zobaczyć, gdzie rzeczywiście możemy być najbardziej potrzebni. Bardzo zależy mi natomiast na tym, żeby biznesy związane ze sportem w Polsce również się rozwijały.

Kiedy myślimy o współczesnym sporcie, często patrzymy na rozwiązania zagraniczne i duże korporacje z innych krajów, które mają całe działy zajmujące się sportem. W Polsce ten rynek jest jeszcze na stosunkowo wczesnym etapie rozwoju. Chciałbym, żebyśmy również zaczęli budować takie kompetencje i przestrzeń dla rozwoju biznesu sportowego. Dlatego już teraz odbywam bardzo dużo spotkań z firmami i startupami. Chcę poznać rozwiązania, które są dostępne na rynku, i zobaczyć, gdzie mogą znaleźć zastosowanie w sporcie.

A z jakimi startupami, jeśli chodzi o obszary działalności, miał Pan już okazję się spotkać?

– Jeżeli mówimy o obszarze performance, to są między innymi rozwiązania związane z badaniami wydolnościowymi i różnymi metodami ich prowadzenia. Kolejnym obszarem jest computer vision, czyli wykorzystanie analizy obrazu do monitorowania i oceny określonych parametrów w sporcie. To są technologie, które mogą mieć bardzo szerokie zastosowanie. W zależności od dyscypliny możemy analizować zupełnie różne elementy, od techniki ruchu po proces treningowy czy wyniki zawodnika.

Jesteśmy więc zdecydowanie otwarci na takie rozwiązania. Nie zawsze możemy mówić o konkretnych firmach czy projektach, nad którymi pracujemy, ale czasami nasza rola może polegać również na tym, żeby pomóc przedsiębiorcom zrozumieć, jak wejść w świat sportu, jak zorganizować proces testowania rozwiązania czy z kim warto nawiązać współpracę.

Jeżeli nie widzimy w danym rozwiązaniu konkurencji dla naszych kompetencji, to tym bardziej możemy zachęcać do jego rozwoju i inwestowania w sport. Problem polega jednak na tym, że w Polsce nie zawsze jest łatwo znaleźć odpowiednie miejsce, partnera czy ścieżkę wejścia na rynek sportowy. Tutaj widzę przestrzeń, w której w przyszłości Instytut może odegrać większą rolę.

Jednym z wyzwań polskiego sportu jest łączenie potencjału naukowego z potrzebami zawodników i trenerów. Co należy zrobić, aby współpraca między nauką a sportem była bardziej systemowa i skuteczna?

– Z punktu widzenia nauki i sportu ważna jest dla mnie również kwestia dostępu do informacji. Jeżeli zawodnik zmienia klub, to warto zastanowić się, czy jego nowy trener powinien mieć dostęp do historii danego zawodnika, oczywiście w odpowiednio zaprojektowanym i bezpiecznym systemie. To jest jeden z obszarów, nad którymi powinniśmy pracować.

Kolejna kwestia to uporządkowanie współpracy pomiędzy naukowcami, trenerami i związkami sportowymi. Chcę budować ją w oparciu o pozytywne przykłady. Mamy konkretne sytuacje, w których współpraca nauki, sportu i technologii zadziałała i przełożyła się na wynik, a czasem nawet na zdobycie medalu. Warto więc korzystać z tych doświadczeń i sprawić, żeby takie rozwiązania nie pozostawały pojedynczymi przypadkami.

Każdy związek sportowy nie musi przecież za każdym razem wymyślać nauki i technologii od nowa. Jeżeli mamy sprawdzone rozwiązanie, wiedzę czy metodę, powinien móc z nich po prostu skorzystać. Chciałbym, żebyśmy działali bardziej systemowo i byli miejscem, które tę wiedzę udostępnia oraz pomaga ją wdrażać.

Chcę też, żeby w pewnym sensie pierwszą myślą związku sportowego w sytuacji, kiedy pojawia się problem, było: „Czy Instytut może nam w tym pomóc?”. Nie chodzi o to, żebyśmy byli klasycznym „first line support”, do którego każdy dzwoni z każdym problemem. Chodzi raczej o zbudowanie świadomości, że jeżeli związek dochodzi do momentu, w którym nie wie, jak coś rozwiązać albo nie ma kompetencji, żeby samodzielnie znaleźć odpowiedź, to powinien wiedzieć, gdzie szukać.

Chciałbym, żeby Instytut był takim naturalnym miejscem pierwszego kontaktu, punktem, który potrafi zdiagnozować problem, wskazać właściwego eksperta, znaleźć odpowiednią technologię albo połączyć zespół sportowy z kimś, kto już ma doświadczenie w rozwiązaniu podobnego wyzwania.

Jakiego miejsca dla Instytutu Sportu w polskim systemie sportu chciałby Pan za kilka lat  i co musi się wydarzyć, aby ten cel osiągnąć?

– Dlatego jednym z moich pierwszych priorytetów jest uporządkowanie i cyfryzacja procesów wewnętrznych. Chcę, żeby technologie były naturalnym elementem codziennej pracy zespołu, a nie dodatkowym narzędziem wykorzystywanym okazjonalnie. Drugim kierunkiem jest rozwój współpracy z ośrodkami akademickimi w całej Polsce. Nie wszystkie kompetencje i możliwości badawcze muszą być skupione w Warszawie. Chcemy lepiej wykorzystywać potencjał uczelni i ekspertów z różnych regionów, a także inwestować w rozwój młodych naukowców i doktorantów. Wierzę, że połączenie tych dwóch obszarów, sprawnie działającego Instytutu i silnej sieci współpracy naukowej, stworzy podstawę do dalszych zmian.

Udostępnij
Magdalena Bryś

Magdalena Bryś

Absolwentka Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Warszawskiego, Erasmus University Rotterdam, European Academy of Diplomacy, Cannes Lions School oraz Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Posiada doświadczenie w budowaniu strategii komunikacji, rozwoju społeczności oraz sprzedaży produktów w obszarze consultingu, innowacji oraz programów executive education. Jako dziennikarka sportowa pisze o wyzwaniach sportowych i podróżach dla kilku marek, angażuje się w promowanie kobiecego sportu na poziomie różnych dyscyplin oraz marek prowadzonych przez kobiety.