Justyna Traczyk: ludzie coraz częściej szukają w sporcie czegoś więcej niż wyników [WYWIAD]
Outdoor to dziś nie tylko sport i aktywność fizyczna, ale także sposób na budowanie relacji, wspólnoty i większej świadomości. O tym, jak sport i kontakt z naturą mogą wzmacniać poczucie sprawczości oraz odpowiedzialności, rozmawiamy z Justyną Traczyk, założycielką Movement For Change.
Magdalena Bryś, SportMarketing.pl: Movement For Change powstało na styku outdooru, sportu, natury, społeczności i odpowiedzialności. Skąd wziął się pomysł na stworzenie tej inicjatywy i jaka potrzeba była u jej początku?
Justyna Traczyk, założycielka Movement For Change: – Wspinanie, bieganie czy joga dają nam z jednej strony wspaniały kontakt z własnym ciałem i ruchem, który dodaje energii i witalizuje, ale z drugiej strony budują też silne poczucie przynależności, wspólnoty i kontaktu z naturą. Myślę, że dla wielu osób ten kontakt może znacząco zmieniać sposób, w jaki patrzymy na otaczający nas świat i środowisko.
Osobiście brakowało mi tego w polskim outdoorze. Brakowało mi doświadczeń, w których ruch, natura i wspólnota łączą się również z rozmową o odpowiedzialności, zarówno w wymiarze społecznym, jak i środowiskowym.
Movement for Change było więc moją odpowiedzią na tę potrzebę. Chciałam stworzyć przestrzeń, w której osoby o różnym poziomie zaawansowania, z różnymi historiami i będące na różnych etapach swojej relacji z outdoorem mogą spędzać razem czas, wspólnie doświadczać aktywności i sprawdzać, co ten kontakt z ruchem i naturą im daje.
Punktem wyjścia było dla mnie stworzenie miejsca, w którym aktywność fizyczna staje się pretekstem do budowania relacji, świadomości i poczucia odpowiedzialności, a nie celem samym w sobie.
Bardzo często jest tak, że kiedy mamy pasję, niezależnie od tego, czy jest ona związana z outdoorem, sportem czy inną aktywnością, zaczynamy być mniej obojętni na to, co dzieje się wokół nas. Jednocześnie buduje się w nas poczucie sprawczości. Zaczynamy wierzyć, że mamy wpływ na rzeczywistość i że jesteśmy w stanie coś zmieniać. I właśnie ten wymiar Movement for Change jest dla mnie szczególnie ważny.

W świecie sportu często mówi się o rywalizacji i wynikach, a Movement For Change mocno stawia na hasło „community over competition”. Dlaczego uznałyście, że właśnie ruch i outdoor mogą być dobrym narzędziem do budowania społeczności i realnej zmiany?
– Ruch, a szczególnie ten osadzony w naturze, sprawia, że tworzy się naturalna wspólnotowość. Wyjście w outdoor, kontakt z naturą i obcowanie z przyrodą dotykają w nas takiego bardziej wrażliwego obszaru. Oczywiście wszystkie miejskie formy aktywności fizycznej są świetne. Dają nam przygotowanie do aktywności outdoorowych, pozwalają być w ruchu i budować relacje z innymi osobami. Jednak kontakt z przyrodą nadaje temu zupełnie inny wymiar.
Nasze podejście do projektowania wydarzeń, które realizujemy, wynika właśnie z idei „community over competition”. Dlatego do budowania tych doświadczeń podchodzimy wielowarstwowo. Zaczynamy od wspólnej praktyki jogi, później jemy razem śniadanie, a następnie spędzamy czas w outdoorze. To może być wspinanie w towarzyskiej formule czy wspólne chodzenie po górach.
Nasze aktywności również się rozwijają. Początkowo skupialiśmy się na jodze i wspinaniu, natomiast podczas tegorocznej edycji campu dodaliśmy bieganie po górach oraz wyjście górskie połączone ze sprzątaniem szlaków. Czas spędzony w naturze jest więc w centrum, ale poprzedzamy go momentem wyciszenia i przygotowania, a także czasem na budowanie relacji.
Całość często zamykamy historią osoby, która w jakiś sposób realizuje siebie, a jednocześnie wykorzystuje swoją pasję do działania na rzecz zmiany. Nasi goście i gościnie to osoby, które własnym przykładem pokazują, jak wiele można zmienić. Reprezentują bardzo różne obszary działania, ale łączy je przekonanie, że pasja może być początkiem czegoś większego.
W tym roku naszą prelegentką była między innymi Babsi Vigl, która doprowadziła do wyodrębnienia kobiecej grupy w austriackiej kadrze alpinistycznej i prowadzi dwuletni projekt przygotowujący kobiety do ekspedycji. Opowiadała również o własnej drodze. Kiedy próbowała dostać się do klubu alpinistycznego, przez długi czas była jedną z niewielu kobiet w tym środowisku. Na jednym ze zdjęć z tamtego okresu widać kilkunastu mężczyzn i ją jako jedyną kobietę. Dziś sytuacja wygląda inaczej, a jej działania przyczyniły się do zwiększenia reprezentacji kobiet. To była historia o tym, jak od marzenia i potrzeby można dojść do realnej zmiany.
Była z nami również Magda Sznigir, która biega po górach i pokazuje, jak realizować tę pasję z możliwie małym wpływem na środowisko. Opowiada o tym, jak wybierać biegi, sprzęt i rozwiązania, które pozwalają bardziej świadomie uprawiać sport.

Co przede wszystkim „mówią” nam te historie?
– W każdej z nich można znaleźć coś dla siebie. Chodzi o pokazanie, że można być bardziej świadomym w tym kawałku outdooru, który wybieramy, i że nasze decyzje mają znaczenie.
To zresztą trend, który coraz wyraźniej widać na świecie. Dobrym przykładem jest organizacja Protect Our Winters, która zrzesza sportowców i buduje społeczność wokół aktywności fizycznej po to, by zwiększać świadomość zmian klimatycznych i mobilizować do działania. Widzimy również coraz większą popularność miejskich run clubów, co również pokazuje, jak bardzo potrzebujemy wspólnoty i wspólnych aktywności.
Dostrzegamy też coraz silniejszy nurt związany z dobrostanem i regeneracją w sportach górskich. Myślę, że jesteśmy dziś w momencie, w którym ludzie coraz częściej szukają w aktywności fizycznej czegoś więcej niż potwierdzenia własnej wartości poprzez wynik i przestaje on być jedynym punktem odniesienia. Coraz ważniejsze stają się poczucie sensu, przynależności, relacje i świadomość tego, jaki wpływ mamy na otaczający nas świat.
Właśnie to chcemy wzmacniać poprzez Movement for Change. Chcemy, żeby wspólnota, odpowiedzialność i poczucie sprawczości były równie ważną częścią aktywności, jak sam sport.

Jednym z ważnych elementów Waszej działalności jest inkluzywność i równy dostęp do aktywności outdoorowych. Co dziś jest największą barierą w dostępie do sportu i natury i jak poprzez swoje działania próbujecie ją przełamywać?
– Największą barierą dla wielu osób wciąż jest poczucie onieśmielenia związane z outdoorem. Może ono wynikać z różnych powodów. Czasami po prostu brakuje nam osób, które wprowadziłyby nas do tego świata i pomogły zrobić pierwszy krok. Innym razem barierą jest brak odpowiedniego sprzętu, a często także koszty. Wyjazd w góry wiąże się przecież nie tylko z zakupem lub wypożyczeniem sprzętu, ale również z transportem czy zakwaterowaniem. Wszystko to może tworzyć kwoty, które skutecznie zniechęcają do rozpoczęcia przygody z outdoorem.
Bariera finansowa to jednak tylko jedna strona. Równie ważny jest brak ludzi, którzy pomogliby nam poznać dany sport. Widzimy osoby, które świetnie odnajdują się w świecie outdooru i podziwiamy je za to, jak realizują swoje pasje, ale jednocześnie możemy mieć poczucie, że ten świat nie jest dla nas.
Dlatego zależy nam na tym, żeby ten pierwszy krok ułatwiać. Z jednej strony realizujemy odpłatne wydarzenie, jakim jest Movement for Change Camp, ale w jego ramach zawsze staramy się zapewniać stypendia. Osoby, które chciałyby wziąć udział, ale znajdują się w trudniejszej sytuacji finansowej, mogą otrzymać bezpłatny udział albo 50 procent zniżki. Chcemy również wspierać osoby działające w organizacjach pozarządowych i pracujące na co dzień na rzecz pozytywnej zmiany. Im również oferujemy 50 procent zniżki.
Sam Camp jest więc wydarzeniem odpłatnym, ale staramy się ustalać jego cenę w taki sposób, żeby był możliwie dostępny. Co ważne, cena obejmuje właściwie wszystko: pełne wyżywienie, nocleg i dostęp do potrzebnego sprzętu. Uczestnik nie musi więc ponosić dodatkowych kosztów ani posiadać własnego wyposażenia, żeby móc wziąć udział.
Równolegle realizujemy cykl bezpłatnych wydarzeń miejskich. Tej wiosny organizowaliśmy między innymi spotkania na ściance wspinaczkowej. Zaczynaliśmy od praktyki jogi, później siadaliśmy razem do stołu, a następnie wspólnie się wspinaliśmy. To był projekt oparty w dużej mierze na społeczności. Instruktorzy zaangażowali się w niego bezpłatnie, nasze partnerskie marki pomogły zapewnić posiłki, napoje i sprzęt, a ścianka wspinaczkowa udostępniła przestrzeń na preferencyjnych warunkach.
Dzięki temu mogliśmy stworzyć wydarzenie, w którym można było uczestniczyć całkowicie bezpłatnie. To dla nas bardzo ważny element całej inicjatywy, bo chcemy pokazywać, że wejście do świata outdooru nie musi być trudne ani kosztowne.
Ogromne znaczenie mają dla nas również partnerstwa. Szukamy marek, które nie tylko chcą wesprzeć konkretne wydarzenie, ale mają w swoim DNA podobne wartości i podobnie patrzą na outdoor jako przestrzeń radości, transformacji, otwartości i budowania relacji.
Naszym głównym sponsorem jest Patagonia. To był dla mnie naturalny kierunek, ponieważ jest to marka, która od lat konsekwentnie realizuje misję bardzo bliską temu, co chcemy robić w ramach Movement for Change.
Mamy również wielu innych partnerów, zarówno spożywczych, jak i sprzętowych, a także organizacje działające w innych obszarach. Jednym z przykładów jest Fundacja YES, związana z marką biżuteryjną, która poprzez swoje działania wspiera kobiety i inicjatywy społeczne. W ramach jednej z takich inicjatyw otrzymałam grant na organizację campu. Było to dla mnie szczególnie ważne, ponieważ wpisywało się w ideę budowania kontaktu z samą sobą, z naturą i wzmacniania kobiet poprzez doświadczenie outdooru.
Właśnie takie partnerstwa pozwalają nam realizować tę wizję szerzej i sprawiać, że outdoor staje się bardziej dostępny, otwarty i rzeczywiście przeznaczony dla każdego.

Łączycie wspinanie, trail running, jogę, edukację ekologiczną, regenerację, warsztaty i rozmowy o odpowiedzialności. Jak wybieracie tematy i osoby, które pojawiają się w programie, aby nie był to tylko festiwal aktywności, ale rzeczywiście przestrzeń do zmiany?
– Punktem wyjścia jest zawsze pytanie: czy to, co proponujemy, zostawi po sobie coś więcej niż tylko fizyczne zmęczenie? Szukamy więc osób, które poprzez swoje doświadczenia wspinaczkowe, biegowe czy działania na rzecz środowiska realnie coś zmieniły i które własną postawą w inspirujący sposób wpływają na ludzi wokół siebie.
Był z nami Seán Villanueva O’Driscoll, który jest dla wielu osób legendą i uosobieniem ogromnych sportowych osiągnięć, ale jednocześnie ma w sobie niesamowitą energię i lekkość. To jest dla nas również ważne podejście do sportu. Chcemy pokazywać, że można mówić o ambicji i wynikach, ale jednocześnie zachować humor, dystans i radość ze wspólnego spędzania czasu.
Trochę odchodzimy więc od nadmiernej powagi i koncentracji wyłącznie na sobie i wyniku, na rzecz radosnego przeżywania sportu oraz budowania relacji z innymi.
Do pierwszej edycji w 2024 roku zaprosiłam natomiast same kobiety, które reprezentowały różne marki i pokazywały, jak swoją sytuację zawodową wykorzystują do tworzenia ważnej dla siebie zmiany. Była z nami między innymi Alice Fauconnet, Szwajcarka, biegaczka górska, aktywistka na rzecz praw zwierząt i klimatu, która prowadzi markę wegańskich serów i w ten sposób edukuje o koszcie, jaki planeta ponosi lub nie na skutek naszych codziennych decyzji. Czasem mała zmiana na talerzu to już dużo.

Co dziś jest dla Was najważniejszym celem? Chcecie rozwijać wydarzenie, budować większą społeczność czy sprawić, by wartości związane z odpowiedzialnym outdoorem zaczęły szerzej funkcjonować w polskim sporcie?
– Każdego roku realizujemy serie takich wydarzeń. Gdybym miała wskazać moje najważniejsze priorytety, to zależy mi na tym, żeby wartości, które reprezentujemy, zaczęły funkcjonować szerzej, nie tylko w ramach naszych własnych inicjatyw. Chciałabym, żeby rozwijała się zarówno sama społeczność, jak i skala tego działania. Im więcej osób doświadczy tej idei na własnej skórze, tym większa szansa, że będzie ona później naturalnie promieniować dalej.
Widzę już pierwsze efekty tego podejścia. Widać rosnące zainteresowanie tą tematyką. W ubiegłym roku, podczas letniej serii wydarzeń organizowanych we współpracy z hotelami Puro, realizowaliśmy między innymi wieczory filmowe, podczas których prezentowaliśmy produkcje marki Patagonia. Filmy pokazywały różne oblicza outdooru, a jednocześnie bardzo dobrze odnajdywały się w miejskim, hotelowym kontekście. To pokazało mi, że jest przestrzeń na takie połączenie i że ludzie są otwarci na tę tematykę również poza tradycyjnym środowiskiem outdoorowym.
Chciałabym więc, żeby tej otwartości było coraz więcej. Zależy mi na tym, aby idea „Community Over Competition” i odpowiedzialnego podejścia do outdooru nie pozostała niszową inicjatywą, ale stała się naturalnym elementem myślenia o sporcie w Polsce.
Wierzę, że jest to możliwe i że wcale nie wymaga rewolucyjnych zmian. To raczej kwestia kolejnych małych kroków i coraz większej liczby osób, które będą tę ideę przekazywać dalej.
Naturalnym kierunkiem rozwoju jest dla mnie również bliska współpraca z organizacjami, które od lat profesjonalnie zajmują się edukacją klimatyczną i działaniami na rzecz odpowiedzialnego sportu outdoorowego. Szczególnie myślę tutaj o organizacji Protect Our Winters, która działa na rzecz klimatu, angażując w te działania sportowców i lokalne społeczności w poszczególnych krajach.
To właśnie połączenie sportu, społeczności i odpowiedzialności za środowisko chciałabym w kolejnych latach jeszcze mocniej rozwijać.
Magdalena Bryś
Więcej Wywiady
Krzysztof Zimoch: myślę, że „Hit the Mic” wywołał poruszenie [WYWIAD]
Krzysztof Zimoch wygrał program „Hit the Mic. Zostań komentatorem”, co oznacza, że dołączył do redakcji CANAL+Sport. W rozmowie dla SportMarketing.pl opowiada o kulisach programu, niemal dobie spędzonej na planie w upalnym Krakowie, pracy pod presją czasu i komentowaniu meczu przed kilkudziesięcioma tysiącami kibiców. Mówi też o swoich radiowych doświadczeniach, relacji…