04.08.2026 08:11

Mundial oczami twórczyni, czyli jak „Szpilki na Trybunach” rzuciły sobie ambitne wyzwanie i je zrealizowały [WYWIAD]

Jej profil w mediach społecznościowych znany był już na długo przed tegorocznym mundialem. Sama nazwa stała się mocnym znakiem rozpoznawczym Gosi Ryszkowskiej, prowadzącej konto „Szpilki na trybunach”. To ona była pomysłowczynią i realizatorką wyzwania, aby obejrzeć wszystkie 104 spotkania mistrzostw świata, rozgrywanych w USA, Kanadzie i Meksyku. Postawiła na content na żywo, dzięki czemu miała jeszcze bliższą więź z internautami. Jednak miarą jej osobistego sukcesu są liczby organiczne, które pokazały, że dobry, ciekawy pomysł własnej marki może się obronić. – To społeczność nadała temu mundialowi wyjątkowy wymiar – mówi w rozmowie dla SportMarketing.

Mundial oczami twórczyni, czyli jak „Szpilki na Trybunach” rzuciły sobie ambitne wyzwanie i je zrealizowały [WYWIAD]

Piotr Wiśniewski, SportMarketing.pl: Przed mundialem postawiłaś sobie ambitne zadanie obejrzenia wszystkich meczów. Wiem, że się udało. Dużo ciebie to kosztowało wyrzeczeń?

Gosia Ryszkowska, twórczyni internetowa: – Tak. To było zdecydowanie największe wyzwanie, jakiego się podjęłam jako twórczyni. Obejrzałam wszystkie 104 mecze, co oznaczało prawie 200 godzin samej piłki, a do tego codzienne transmisje, przygotowywanie materiałów i prowadzenie social mediów. Największym wyzwaniem był nie sam futbol, tylko logistyka i zmęczenie. Mam dwójkę małych dzieci, więc często funkcjonowałam na kilku godzinach snu. Były dni, kiedy kończyłam transmisję nad ranem, gdy dom już się budził do nowego dnia. Przyznam się, że kilka razy miałam myśli, żeby odpuścić. Ale wiedziałam, że jeśli obiecuję coś swojej społeczności, to chcę to dowieźć do końca.

Skąd w ogóle pomysł na taki mundialowy challenge?

– To był bardzo spontaniczny pomysł. Zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle da się obejrzeć wszystkie mecze mundialu. Rzuciłam wtedy do męża pół żartem, pół serio: „A może obejrzałabym wszystkie na live?”. On od razu odpowiedział: „Dawaj, robimy to!”. I właściwie od tego wszystko się zaczęło. Później doszliśmy do wniosku, że to idealny moment. Jestem na urlopie macierzyńskim, więc to była szansa, żeby podjąć się takiego wyzwania. Pomyślałam: jeśli nie teraz, to kiedy? Nie chciałam po latach żałować, że nawet nie spróbowałam.

Co wymagało największej logistyki?

– Praktycznie wszystko. Trzeba było zaplanować cały dzień pod terminarz meczów, przygotować transmisję, zadbać o sprzęt, internet, miniatury, grafiki i materiały na wszystkie platformy. Dodam tylko, że nie jestem osobą zbyt techniczną i nie mam za sobą zespołu ludzi, więc wszystko robiłam sama – często po raz pierwszy. Największą szkołę życia miałam podczas wyjazdu na urlop, pod koniec mundialu. Musiałam zabrać pół studia nagraniowego, żeby mimo wyjazdu nie opuścić ani jednego meczu. To pokazało mi, że przy odpowiednim przygotowaniu można tworzyć content praktycznie z każdego miejsca.

Czy content sam się obronił, czy wymagało to strategii?

– To zdecydowanie nie był przypadek. Challenge był tylko fundamentem. Cała reszta była zaplanowana. Wiedziałam, że chcę być obecna wszędzie tam, gdzie są kibice – na Instagramie, TikToku, YouTubie i X. Każda platforma miała trochę inną rolę. Były transmisje na żywo, krótkie komentarze, rolki, reakcje i dyskusje z widzami. Najważniejsze było jednak to, żeby nie udawać eksperta od wszystkiego. Pokazywałam emocje, autentyczność i konsekwencję. Myślę, że właśnie to najbardziej docenili odbiorcy.

Dużo fanów zyskałaś dzięki mundialowi?

– Tak. Mundial bardzo przyspieszył rozwój mojego projektu. W ciągu ostatnich 30 dni treści wygenerowały ponad 4,5 miliona wyświetleń, a społeczność na wszystkich platformach urosła w sumie do blisko 23 tysięcy obserwujących. Ale najbardziej cieszy mnie nie liczba, tylko jakość tej społeczności. To są ludzie, którzy wracali codziennie na transmisje i naprawdę przeżywali ten turniej razem ze mną.

Mundial już za nami. Jak go oceniasz?

– Pod względem piłkarskim nie był to najlepszy mundial, jaki oglądałam. Zdecydowanie więcej było spotkań, które nie zapadły mi w pamięć, niż takich, o których będzie się mówiło przez lata. Sporo emocji wzbudzał też poziom sędziowania i kontrowersyjne decyzje – chociażby czerwona kartka dla Baloguna [napastnik reprezentacji USA – przyp. aut.]. Oczywiście nie oznacza to, że zabrakło pięknych momentów. Ten mundial dostarczył również wielu niezapomnianych chwil, emocji i niespodzianek. Mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła gra drużyny USA. Do tego mecze pełne zwrotów akcji, tak jak spotkanie Belgii z Senegalem. Świat poznał też paru nowych bohaterów, z których najbardziej zapamiętamy chyba Vozinhę. Paradoksalnie jednak dla mnie osobiście będzie to jeden z najpiękniejszych mundiali w życiu. Przede wszystkim ze względu na challenge, którego się podjęłam. Codzienne transmisje, rozmowy z widzami i poczucie, że wspólnie przeżywamy każdy mecz, sprawiły, że ten turniej zapamiętam na bardzo długo. To społeczność nadała temu mundialowi wyjątkowy wymiar.

Twoje najlepsze wspomnienie mundialu?

– Trudno wybrać jedno. Sportowo oczywiście finał i cała atmosfera ostatnich dni turnieju. Ale prywatnie najbardziej zapamiętam momenty, w których w środku nocy odpalałam transmisje i za każdym razem mogłam liczyć na niezawodną społeczność. To było coś więcej niż zwykły live.

Komu zatem kibicowałaś?

– Od dziecka jestem związana z Barceloną, więc naturalnie kibicowałam Hiszpanii. Zawsze też z dużą sympatią patrzę na Argentynę przez pryzmat Leo Messiego. Jednak gdyby nie te dwie drużyny, to chciałabym, żeby puchar podniosła któraś z mniej oczywistych drużyn – Norwegia lub Japonia.

Czujesz pustkę po mundialu?

– Na początku tak rzeczywiście było. Jednak powrót polskiej ekstraklasy nie pozwoliła mi, aby zatęsknić za piłką. Do tego ruszyły już Liga Mistrzów, Europy, Konferencji… Zaczyna się nowy sezon ligowy, europejskie puchary i kolejne wydarzenia, więc dla mnie to bardziej zamknięcie jednego rozdziału niż koniec emocji.

Co zyskałaś dzięki prowadzeniu konta?

– Przede wszystkim ludzi. Poznałam mnóstwo fantastycznych kibiców, nawiązałam współpracę z markami, takimi jak: Coca-Cola i Snickers, mam nadzieję na pojawienie się kolejnych możliwości zawodowych i przekonałam się, że można zbudować zaangażowaną społeczność wokół autentycznej pasji. To dało mi ogromną motywację do dalszego rozwoju.

Jakie są dalsze plany?

– Chcę rozwijać „Szpilki na Trybunach” jako pełnoprawne medium piłkarskie. Będzie więcej relacji ze stadionów, transmisji, materiałów wideo na YouTube, wywiadów i współprac z markami. Chcę też być coraz bliżej najważniejszych wydarzeń piłkarskich w Polsce i za granicą.

Wyobrażasz sobie oglądanie piłki bez dzielenia się tym?

– Dzisiaj już nie. Oczywiście nadal oglądałabym mecze, ale ogromną frajdę daje mi możliwość przeżywania ich razem ze społecznością. Często dyskusje z widzami są równie ciekawe jak sam mecz – czasem nawet bardziej.

Skąd w ogóle pomysł nazwę „Szpilki na Trybunach”?

– Od początku chciałam pokazać, że kobieta może mówić o piłce w swoim stylu i nie musi nikogo udawać. „Szpilki” symbolizują kobiecą perspektywę, a „Trybuny” miejsce, gdzie wszyscy kibice przeżywają futbol. To nazwa, która od początku idealnie oddawała pomysł na ten projekt. Jednocześnie sama nie gram w piłkę, a ta nazwa jednoznacznie kojarzy się z kibicowaniem.

Miałaś ambicję być zauważona?

– Konto na Instagramie prowadzę już 6 lat. Początkowo robiłam to jedynie, chcąc dzielić się swoją pasją i podejściem do świata piłki. Miałam ambicję robić dobry content. Oczywiście każdy twórca chce docierać do ludzi, ale nigdy nie zakładałam konkretnej liczby obserwujących. Bardziej zależało mi na tym, żeby osoby, które mnie znajdą, chciały zostać na dłużej.

Dziś to praca czy raczej hobby?

– To wciąż przede wszystkim moja pasja, ale chciałabym, żeby z czasem stała się również moją pełnoetatową pracą. Cały czas szukam sposobów, żeby pogodzić rozwój „Szpilek na Trybunach” z zapewnieniem bezpieczeństwa finansowego mojej rodzinie. Moim celem jest robić zawodowo to, co kocham najbardziej – i wierzę, że jest to możliwe.

Wyobrażasz sobie życie bez piłki?

– Czasem narzekam, że nie mamy nigdy czasu obejrzeć filmu czy serialu, bo co wieczór lecą u nas mecze. Ale gdy raz na jakiś czas zdarzy się dzień, w którym nie ma piłki, czuję się nieswojo. Nasz dom jest pełen futbolu – mąż gra, razem kibicujemy, dzieci tańczą do przyśpiewek… Nie wyobrażam sobie mojego życia bez piłki.

Co szykujesz w nowym sezonie?

– Będę kontynuować oglądanie meczów podczas transmisji na żywo z widzami. Przynajmniej jeden mecz każdej kolejki, do tego ligi europejskie. Mam też kilka pomysłów, którymi chciałabym zaskoczyć swoich widzów.

Jak tworzyć dobry content piłkarski?

– Najważniejsza jest autentyczność i regularność. Algorytmy się zmieniają, trendy mijają, ale ludzie wracają do twórców, którym ufają. Warto eksperymentować, analizować wyniki i nie bać się porażek. Niektóre moje materiały miały kilka tysięcy wyświetleń, inne kilka milionów. Trzeba wyciągać wnioski i iść dalej.

Udostępnij
Piotr Wiśniewski

Piotr Wiśniewski