Bilans Sportu | Łukasz Strzelecki #50. Polski sport. Wielki potencjał, niedokończony system
Przez niemal rok na łamach SportMarketing.pl przyglądałem się temu, jak polski sport zdobywa pieniądze, buduje obiekty, przyciąga sponsorów i tworzy wartość. Po 49 tekstach najważniejszy wniosek dotyczy jednak tego, co dzieje się pomiędzy tymi obszarami. Polska ma talenty, kapitał, tradycję, społeczności i dobre przykłady zarządzania. Zbyt często brakuje nam mechanizmu, który łączy te zasoby w trwały rozwój. Pięćdziesiąty „Bilans Sportu” jest więc próbą odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak wiele mamy, a wciąż tak wiele zaczynamy od nowa?
Tematy pozornie odległe połączyło jedno pytanie: co zostaje po inwestycji, wydarzeniu i sukcesie? Orlik, tor wyścigowy, liga oraz kariera zawodnika potrzebują mechanizmu, który zamienia jednorazowe wsparcie w zdolność dalszego rozwoju.
Nie traktuję tych tekstów jako jednego badania reprezentatywnego dla całego sportu. Powstawały na podstawie różnych danych, własnych badań, rozmów i studiów przypadków. Ich zestawienie pozwala jednak postawić diagnozę: polski sport potrafi mobilizować zasoby, lecz nierówno radzi sobie z ich przekształcaniem w wartość, która zostaje na kolejne lata.
Rozwój zaczyna się tam, gdzie kończy się pojedynczy sezon
W sporcie wynik jest widoczny natychmiast. Awans, medal, rekord frekwencji czy nowy sponsor dają powód do ogłoszenia sukcesu. Trudniej zobaczyć, czy organizacja po takim sukcesie stała się silniejsza. Czy ma sprawniejszy zespół, stabilniejsze przychody, lepsze szkolenie i większą zdolność przetrwania gorszego roku?
Historie Projektu Warszawa, Wybrzeża Gdańsk, Dzików Warszawa i hokejowego Zagłębia Sosnowiec pokazały różne drogi rozwoju: profesjonalizację, odbudowę marki i tworzenie nowego projektu. Łączyła je praca nad zaufaniem, partnerstwami i organizacją, która poprzedzała sportową nagrodę. Medalu nie można wyjaśnić samą wysokością budżetu.
Dlatego proponuję patrzeć na rozwój poprzez ciąg: zasoby, organizacja, uczestnictwo, rezultaty i ponowna inwestycja. Pieniądze uruchamiają program, ludzie przyciągają uczestników, a relacje tworzą wartość sportową, społeczną i komercyjną. Jej część powinna zasilać kolejny etap. System działa, gdy ten obieg nie urywa się po ostatnim meczu.
Publiczne pieniądze potrzebują jasno określonego zadania
Samorządy są jednym z fundamentów polskiego sportu. Finansują dostęp do aktywności, obiekty, szkolenie, lokalne wydarzenia i kluby. Dyskusja o ich roli staje się jednak mało użyteczna, kiedy sprowadzamy ją do ogólnego pytania, czy miasto powinno dawać pieniądze sportowi. Najpierw trzeba ustalić, jakie zadanie te pieniądze mają wykonać.
Finansowanie zajęć dla dzieci, utrzymanie hali, zakup promocji miasta i pokrywanie strat zawodowej drużyny to odmienne decyzje. Każda wymaga innych wskaźników i podziału odpowiedzialności. Łączenie ich pozwala przedstawiać krytykę dowolnego wydatku jako atak na sport, a obronę klubu jako obronę całej społeczności.
Klub może tworzyć ważną wartość publiczną. Nie oznacza to jednak, że każda pozycja w jego budżecie staje się dzięki temu uzasadnionym wydatkiem miasta. Trzeba pokazać, jakie usługi, dostępność, szkolenie albo efekty promocyjne otrzymują mieszkańcy. Sama tradycja jest argumentem za znaczeniem organizacji, lecz nie zastępuje oceny sposobu jej finansowania.
Wieloletnia współpraca daje lepsze warunki planowania niż coroczne negocjowanie przetrwania. Powinna obejmować uzgodnione cele, przejrzyste koszty i ocenę rezultatów. Stabilność finansowania powinna zwiększać odpowiedzialność za rozwój i sprzyjać podejmowaniu trudnych decyzji.
Polska potrzebuje infrastruktury dopasowanej do ludzi
W tekstach o halach, basenach, lodowiskach, Orlikach i torach wracało pytanie o sens inwestycji. Odpowiedź wymaga precyzji. W Polsce występują rzeczywiste niedobory infrastruktury, szczególnie w określonych lokalizacjach i dyscyplinach. Nie można jednak przyjąć, że każdy nowy obiekt automatycznie zwiększy aktywność albo stworzy rynek.
Hokej potrzebuje dostępnych godzin na lodzie. Kierowca potrzebuje warunków treningu i testów. Dziecko potrzebuje zajęć dopasowanych do godzin szkoły i możliwości dojazdu. Senior może potrzebować instruktora oraz poczucia bezpieczeństwa. W każdym przypadku sama obecność obiektu na mapie mówi mniej niż możliwość rzeczywistego skorzystania z jego oferty.
W przypadku Orlików właściwym rezultatem modernizacji jest bezpieczna i regularna aktywność mieszkańców. Można ją opisywać dostępnością, liczbą unikalnych uczestników, ciągłością zajęć i kosztem osobogodziny. W przypadku toru wyścigowego kluczowe są wykorzystanie szkoleniowe, testowe i komercyjne oraz zdolność działania bez wymarzonego Grand Prix. Te same zasady ekonomiczne prowadzą do różnych miar.
Obiekt publiczny nie musi osiągać zysku, aby miał sens. Powinien tworzyć uzasadnioną wartość społeczną przy przejrzystych kosztach. Obiekt komercyjny potrzebuje dodatkowo wiarygodnych przychodów. Mylenie tych funkcji prowadzi do żądania rentowności od usługi publicznej albo usprawiedliwiania braku modelu biznesowego społeczną misją.
Najważniejsza inwestycja często nie ma uroczystego otwarcia
Przez cały cykl wracał kapitał ludzki. Trener, animator, nauczyciel, menedżer, specjalista sprzedaży, komunikacji czy analityki odpowiadają za to, co wydarzy się z pieniędzmi i infrastrukturą. To ich praca rozstrzyga, czy potencjalna możliwość stanie się regularną usługą, relacją albo przychodem.
W przywoływanych przeze mnie badaniach klubów udział prywatnych sponsorów wynosił w siatkówce 42,3 proc., a w piłce ręcznej 18,5 proc. Średni zespół marketingu i sponsoringu liczył odpowiednio 3,60 i 2,57 etatu. Nie dowodzi to, że dodatkowy etat powoduje wzrost przychodów. Pokazuje jednak potrzebę analizowania budżetów razem ze zdolnością organizacyjną.
W tym miejscu pojawia się rola uczelni. Kształcenie powinno łączyć sport z zarządzaniem, finansami, technologią i komunikacją. Praktyki oraz krótkie programy rozwoju kompetencji mogą odpowiadać na potrzeby klubów. Mniejsze organizacje mogą współdzielić specjalistyczne usługi, zamiast powierzać wszystkie funkcje jednej przeciążonej osobie.
Trzeba również dostrzec pracę rodziców i wolontariuszy. Ich zaangażowanie tworzy realną wartość, ale opieranie całej organizacji na bezterminowej gotowości do bezpłatnej pracy jest ryzykiem. Profesjonalizacja powinna chronić ten kapitał: jasno dzielić obowiązki, zapewniać wsparcie i budować ciągłość. Dobry system pozwala ludziom pomagać, nie uzależniając przetrwania od ich wyczerpania.
Sponsoring zaczyna się od rozpoznania wartości
Analizy ofert sponsorskich, praw do nazw obiektów, sportu akademickiego, żeglarstwa i dyscyplin mniej medialnych prowadzą do wspólnego wniosku: organizacja musi wiedzieć, jaką wartość potrafi zaoferować konkretnemu partnerowi. Ekspozycja pozostaje ważna, ale jej znaczenie zależy od odbiorcy, kontekstu i celu marki.
Polska Liga Żeglarska pokazała znaczenie wspólnego sprzętu, organizacji rozgrywek, treści i relacji biznesowych. Squash pokazał, jak łączyć szkolenie juniorów z widowiskiem dostępnym w nowych przestrzeniach. Sport akademicki odsłonił możliwość powiązania drużyn, studentów, badań, edukacji i rekrutacji. W tych przykładach wartość rośnie dzięki połączeniu zasobów, które osobno byłyby mniej atrakcyjne.
Trzeba również odróżnić zainteresowanie od rezultatu. Ekwiwalent reklamowy nie jest przychodem sponsora. Wyświetlenie nie jest zapamiętaniem marki. Kontrowersja zdobywa uwagę, a gest charytatywny wzbudza emocje, lecz ich wpływ wymaga osobnej oceny. Historie z końca cyklu przypominały, że autentyczność wynika z działania i ciągłości. Komunikacja może ją pokazać, ale nie zastąpić.
Rynek rośnie wtedy, gdy tworzy nowe miejsca dla uczestników
Sport kobiet ma tu szczególne znaczenie. W badanej grupie klubów udział prywatnych sponsorów wynosił 39,1 proc. w organizacjach kobiecych i 22,5 proc. w męskich. Nie oznacza to automatycznie większych kwot, większej rentowności ani przewagi całego segmentu. Pokazuje natomiast, że mniejsza skala medialna nie wyklucza atrakcyjności dla biznesu i że stereotypy mogą zasłaniać realne możliwości.
Rozwój tego rynku wymaga regularności transmisji, jakości komunikacji, dostępu do infrastruktury i kompetencji sprzedaży. Większy udział kobiet w zarządzaniu oznacza z kolei lepsze wykorzystanie kapitału ludzkiego. W obu przypadkach usuwanie barier zwiększa zdolność sektora do rozwoju.
Kariery młodych kierowców pokazują inną barierę: talent potrzebuje finansowania we właściwym czasie, dobrego zespołu i przygotowania mentalnego. Budżet znaleziony po zamknięciu miejsca w serii nie rozwiązuje problemu. Wsparcie musi odpowiadać logice ścieżki rozwoju.
To lekcja szersza niż motorsport. Jeżeli partnerzy pojawiają się dopiero przy medalistach, część zdolnych zawodników nie dociera do etapu, na którym staje się widoczna. Sport powinien umieć finansować drogę, oceniając postęp i ryzyko, zamiast traktować każdy etap jak niezależną zbiórkę. Marka Polski potrzebuje kolejnych pokoleń ambasadorów oraz zaplecza, które pozwoli im dorastać.
Sukces wydarzenia ma więcej niż jednego beneficjenta
Mundial, Tour de Pologne i koncepcja Grand Prix w Polsce pozwoliły spojrzeć na sport jako narzędzie rozwoju gospodarczego. Pokazały też, jak łatwo przecenić korzyści, jeżeli patrzymy wyłącznie na globalne przychody, oglądalność lub entuzjazm organizatora.
Właściciel praw, gospodarz, hotelarz, mieszkaniec i kibic uczestniczą w tym samym wydarzeniu, lecz mają różne bilanse. Przychód federacji nie jest dochodem miasta. Obrót restauracji nie jest w całości dodatkową wartością gospodarczą. Wydatek mieszkańca podczas imprezy może zastąpić jego wydatek w innym lokalnym miejscu. Część korzyści odpływa do podmiotów spoza regionu.
Ocena powinna obejmować pełne koszty, dodatkowy popyt, wypieranie innych aktywności i koszt alternatywny. Ważne są również duma, integracja i doświadczenie uczestników. Trzeba jednak nazywać je wprost, zamiast zamieniać wszystkie korzyści w jedną efektowną kwotę rzekomego zwrotu.
Wartość wydarzenia trzeba budować przed jego rozpoczęciem i zachowywać po zakończeniu. Miasto może połączyć transmisję z ofertą turystyczną, klub pozyskać stałych kibiców, a związek uruchomić nabór do sekcji. Bez takiego planu wydarzenie kończy się szybciej niż jego koszty.
Polska powinna rozwijać zdolność organizowania imprez, ale równocześnie zdolność zachowywania ich efektów. Prestiż jest wartością. Nie daje jednak ekonomicznego immunitetu. Obietnica wpływu na gospodarkę powinna być początkiem badania, a nie gotowym wynikiem.
Przyszłość sportu rozstrzygnie się w jego odporności
Cyfryzacja, sztuczna inteligencja, prywatny kapitał i transformacja energetyczna pojawiały się w serii jako elementy tej samej zmiany: sport staje się bardziej złożoną działalnością. Rozwój zwiększa możliwości, ale też zależności i ryzyka.
Technologia może poprawić ofertę dla kibiców, obsługę partnerów i szkolenie. Potrzebuje jednak ludzi, jakości danych i odpowiedzialności za bezpieczeństwo. Incydent cyfrowy może przerwać sprzedaż, naruszyć zaufanie i zagrozić zobowiązaniom wobec partnerów.
Podobnie koszty energii dotyczą rzeczywistej dostępności sportu. Jeżeli utrzymanie basenu lub lodowiska staje się zbyt drogie, rosną opłaty, maleje liczba dostępnych godzin albo potrzebne są większe dopłaty. Efektywność energetyczna, sposób dojazdu i organizacja kalendarza mają więc znaczenie finansowe oraz społeczne. Zielony sport musi znajdować odzwierciedlenie w decyzjach operacyjnych.
Napływ kapitału wymaga rozróżnienia ról. Sponsor kupuje świadczenia i możliwość realizacji celów marki. Inwestor obejmuje udział, oczekując wzrostu wartości. Klub potrzebuje uporządkowanych praw, wiarygodnych finansów i jasnych zasad decyzji. Prywatna własność sama nie gwarantuje dobrego zarządzania.
Duża liczba sponsorów nie zapewnia odporności, jeżeli przychody zależą od tych samych ryzyk. Odporność oznacza zdolność kontynuowania działalności mimo kontuzji lidera, słabszego sezonu, zmiany sponsora, wzrostu kosztów czy awarii. Buduje się ją przed kryzysem. Jej miarą jest to, czy organizacja zachowuje najważniejsze relacje, kompetencje i usługi, kiedy przestają działać najbardziej korzystne założenia.
Potrzebujemy wspólnego języka oceny, a nie jednej tabeli dla wszystkich
Po 49 artykułach nie proponuję kolejnego rankingu, w którym porównamy gminny Orlik, zawodowy klub i ligę żeglarską jednym wskaźnikiem. Proponuję wspólny porządek zadawania pytań. Co otrzymaliśmy? Jak to wykorzystaliśmy? Dla kogo powstała wartość? Jak ją potwierdzamy? Co zostaje na przyszłość?
Odpowiedzi powinny obejmować trzy perspektywy. Sportową: rozwój zawodników, jakość szkolenia i ciągłość uczestnictwa. Społeczną: dostępność, trwałą aktywność, integrację i usuwanie barier. Ekonomiczną: koszty, przychody, stabilność oraz zdolność ponownego inwestowania. Znaczenie każdej perspektywy zależy od misji organizacji. Ocena musi uwzględniać punkt wyjścia: gminny obiekt nie powinien przegrywać z miejskim tylko dlatego, że ma mniej potencjalnych użytkowników.
Potrzebne są również rozróżnienia między nakładem, produktem i rezultatem. Dotacja jest nakładem. Zorganizowane zajęcia są produktem. Regularne uczestnictwo wcześniej nieaktywnych mieszkańców jest rezultatem. Analogicznie kupione prawa sponsorskie i opublikowane treści nie są jeszcze dowodem zmiany zachowania klientów. Ta prosta dyscyplina języka może poprawić jakość wielu decyzji.
Tak rozumiany bilans może wspierać współpracę klubów, lig, uczelni, biznesu i samorządów. Pozwala ustalić odpowiedzialność i sprawdzić postęp. Te pytania trzeba zadawać przed wydaniem pieniędzy i wracać do odpowiedzi po zakończeniu sezonu.
Co powinno zostać po tym roku?
Najważniejsze zadanie widzę w połączeniu tego, co zwykle rozpatrujemy osobno. Każda inwestycja powinna mieć program wykorzystania i ludzi odpowiedzialnych za jego realizację. Każde partnerstwo powinno mieć określony cel i sposób oceny. Każda strategia powinna mieć zasoby, harmonogram i ciągłość odpowiedzialności. Każdy sukces powinien zwiększać zdolność organizacji do wykonania następnego kroku.
Nie wszystkie wartości sportu można wiarygodnie przeliczyć na złotówki. Można jednak sprawdzać, czy obietnice są realizowane, ludzie wracają, zawodnicy się rozwijają, partnerzy odnawiają współpracę, a organizacja uczy się na własnych doświadczeniach. To wystarczająco dużo, aby odróżnić rozwój od powtarzania tego samego wysiłku.
Polski sport ma wielki potencjał. Zbyt długo traktowaliśmy jednak samo jego istnienie jako argument kończący rozmowę. Po niemal roku publikowania chciałbym, aby stało się pytaniem rozpoczynającym pracę: co konkretnie z tym potencjałem zrobimy?
Pięćdziesiąty „Bilans Sportu” zamyka pierwszą część tej rozmowy. Kolejną powinien wyznaczać standard: po wydanych pieniądzach, zawodach i zdobytej uwadze musi pozostawać zdolność dalszego rozwoju. Wtedy sukces staje się częścią systemu.
Łukasz Strzelecki
Więcej Eksperci
Bilans Sportu | Łukasz Strzelecki #49. Czy autentyczność można zaplanować? Kiedy wartości budują zasięg w sporcie
Medal olimpijski ma wartość sportową, emocjonalną, materialną i społeczną. Gdy trafia na aukcję charytatywną, a następnie wraca do zawodnika dzięki decyzji firmy, pojawia się kolejny wymiar – wartość dla marki. PROFBUD wylicytował srebrny medal Władymira Semirunnija za 46 750 zł i oddał go sportowcowi. Według danych firmy zwrot trofeum odnotowano…