Damian Drobik – polski sport może pomylić ryzyko partnera z ryzykiem technologii
Afera wokół zondacrypto może mieć dla polskiego sportu skutek, o którym dziś nie mówi się w ogóle. Razem z reputacją złej firmy afera ta może spalić również reputację tokenizacji, technologii, która właśnie zaczyna w światowym sporcie wychodzić poza fan tokeny i wchodzić w obszar własności i innych praw ekonomicznych. I byłby to wyjątkowo zły moment na wyciągnięcie takiego wniosku.
Nie chodzi przy tym o obronę zondacrypto, Polskiego Komitetu Olimpijskiego w tamtego okresu ani projektu TMPL. Krytyka wyboru partnera, konstrukcji współpracy, zarządzania ryzykiem i odpowiedzialność za podejmowane decyzje pozostają zasadne. Mnie interesuje coś innego: czy problemy jednego projektu nie spowodują, że polski sport na kilka lat odwróci się od potencjału tej technologii.
PIERWSZE SKOJARZENIE ZOSTAJE NA DŁUŻEJ
W 2026 r. PKOl wraz z zondacrypto uruchomił TeamPL Token, TMPL. Miał on łączyć kibiców z reprezentacją olimpijską i otwierać nowe możliwości finansowania oraz budowania społeczności wokół Team PL. Dziś projekt funkcjonuje już w zupełnie innym otoczeniu. Kryzys wokół zondacrypto uderza nie tylko w markę partnera, ale również w rozwiązania, z którymi była ona kojarzona. I właśnie to może być największym problemem dla tokenizacji sportu w Polsce. Pierwsze doświadczenie z nową technologią potrafi zdefiniować sposób jej postrzegania na lata. Jeżeli dla prezesów klubów czy sponsorów pierwszym skojarzeniem z tokenizacją stanie się zondacrypto, polski sport może odrzucić całe rozwiązanie na podstawie doświadczenia z jednym projektem. A tokenizacja jest znacznie większym zjawiskiem niż jeden token i jeden partner.
TOKEN TOKENOWI NIERÓWNY
Pod jednym pojęciem tokenizacji kryją się dzisiaj bardzo różne modele. Pierwszą generację sportowej tokenizacji zdominowały fan tokeny. Paris Saint-Germain czy FC Barcelona wykorzystywały je przede wszystkim jako narzędzie budowania relacji z kibicami. Posiadacz tokenu mógł uczestniczyć w wybranych głosowaniach, uzyskiwać dostęp do nagród, biletów, spotkań z zawodnikami czy innych doświadczeń związanych z klubem. Barcelona sprzedała w 2020 r. pierwszą pulę 600 tys. tokenów BAR po 2 euro. W maju 2026 r. posiadacze tych tokenów nadal uczestniczyli m.in. w wyborze wyglądu chorągiewek na El Clásico. To nie jest własność klubu. To cyfrowe rozszerzenie programu lojalnościowego i mechanizmu fan engagement. I już samo to może mieć wartość biznesową. Sport od lat próbuje przecież odpowiedzieć na pytanie, jak monetyzować relację z milionami kibiców, którzy nigdy nie pojawią się na stadionie i być może nigdy nie kupią tradycyjnego produktu klubu. Ale tokenizacja właśnie zaczyna wychodzić poza ten model.
ŚWIAT ROBI KOLEJNY KROK
We wrześniu 2026 r. Securitize i Socios.com ogłosiły współpracę nad regulowanymi tokenizowanymi ofertami mniejszościowych udziałów w profesjonalnych klubach sportowych. To zupełnie inna kategoria niż głosowanie nad wyglądem klubowego gadżetu. W tym przypadku token ma reprezentować ekonomiczne prawo związane z własnością. To ważna zmiana. Tokenizacja zaczyna przesuwać się z marketingu sportowego w kierunku corporate finance. Jeżeli ten model się rozwinie, klub sportowy może kiedyś pozyskiwać kapitał nie tylko od banku, właściciela czy funduszu inwestycyjnego. Część ekonomicznej wartości organizacji może zostać podzielona na cyfrowe jednostki i przy zachowaniu odpowiednich regulacji udostępniona szerszej grupie inwestorów.
Oczywiście nie oznacza to, że za kilka lat każdy kibic będzie współwłaścicielem swojego klubu. Regulacje rynku kapitałowego, wymagania lig, prawa właścicielskie, płynność czy ochrona inwestorów powodują, że droga od koncepcji do masowego rynku jest długa. Ale kierunek jest interesujący. Bo za tokenem nie musi już stać wyłącznie emocja. Może stać prawo ekonomiczne. A wtedy otwiera się znacznie szersza dyskusja: czy tokenizować można udziały klubu, określone prawa, wybrane strumienie przychodów albo inne aktywa związane ze sportem? To pytania, na które świat sportu dopiero zaczyna odpowiadać.
PROBLEM NIE LEŻY W TOKENIZACJI. LEŻY W GOVERNANCE
I właśnie dlatego przypadek zondacrypto powinien być dla polskiego sportu lekcją. Tyle że inną niż proste „nie dotykajmy tokenów”. Tokenizacja nie usuwa klasycznych problemów zarządzania. Przeciwnie, jeszcze bardziej je eksponuje. Jeżeli organizacja sportowa udostępnia swoją markę projektowi finansowemu lub cyfrowemu kierowanemu do kibiców, musi wiedzieć, z kim go realizuje, jakie prawa faktycznie otrzymuje nabywca, gdzie znajdują się pieniądze, kto odpowiada za płynność, jakie są ryzyka regulacyjne i co stanie się z projektem, jeżeli partner technologiczny przestanie działać. Potrzebne są due diligence, analiza ryzyka reputacyjnego, odpowiednia konstrukcja umowy, zabezpieczenia, transparentna komunikacja i scenariusz wyjścia.
To nie jest problem blockchainu. To jest zarządzanie. Im bardziej innowacyjny instrument, tym wyższy powinien być standard governance. Oddzielenie ryzyka partnera od ryzyka technologii nie oznacza więc zwolnienia kogokolwiek z odpowiedzialności za wybór partnera. Wręcz przeciwnie. Jeżeli organizacja sportowa wykorzystuje własną reputację, żeby wprowadzić kibiców w nowy produkt finansowy lub cyfrowy, jej odpowiedzialność za jakość procesu powinna być większa, a nie mniejsza.
CZEGO Z TEGO POWINNIŚMY SIĘ NAUCZYĆ?
Przede wszystkim rozróżnić i nie wrzucać do jednego worka kryptowaluty, fan tokenu i tokenizowanego udziału w realnym aktywie. Nie zaczynać również rozmowy od pytania: „czy powinniśmy mieć własny token?”. To pytanie jest postawione odwrotnie. Najpierw trzeba ustalić, jakie aktywo, prawo albo relację organizacja chce uruchomić ekonomicznie i jaką realną wartość otrzyma druga strona. Dopiero później można zastanawiać się, czy tokenizacja jest do tego właściwą technologią.
Być może za kilka lat okaże się, że tokenizacja była jednym z wielu technologicznych eksperymentów, które obiecywały sportowi więcej, niż rzeczywiście dostarczyły. Ale może być również odwrotnie. Może stać się kolejnym narzędziem finansowania klubów, monetyzacji praw i budowania ekonomicznej relacji między organizacją sportową a jej kibicami. Jeżeli tak się stanie, największym kosztem afery zondacrypto dla polskiego sportu może nie być utrata wartości jednego tokenu. Może nim być wiele straconych lat. Dlatego – nie skreślałbym tokenizacji – oddzieliłbym ocenę technologii od oceny konkretnego projektu, jego konstrukcji i partnerów; nie zaczynałbym od tokenu – najpierw określiłbym aktywo lub prawo, które organizacja rzeczywiście chce monetyzować oraz wartość, którą ma otrzymać kibic lub inwestor i podniósłbym standard governance: due diligence partnera, regulacje, odpowiedzialność, zabezpieczenia i scenariusz wyjścia powinny powstawać wcześniej niż kampania marketingowa.
Damian Drobik
Więcej Eksperci
Bilans Sportu | Łukasz Strzelecki #48. Nowy brief sponsorski. Czego marki oczekują od sportu w 2026 roku?
Jeszcze niedawno brief sponsorski można było sprowadzić do kilku podstawowych pytań: jaki zasięg zapewnia wydarzenie, gdzie znajdzie się logotyp, ile biletów otrzyma partner i ile publikacji pojawi się w mediach społecznościowych? W 2026 roku marki coraz częściej zaczynają rozmowę w innym miejscu. Pytają, do jakiej grupy klientów mogą dotrzeć, jakie…