Bilans Sportu | Łukasz Strzelecki #47. 128 milionów na Orliki. Kto sprawdzi, czy po remoncie naprawdę „żyją”?
Nowa nawierzchnia, sprawne oświetlenie, wyremontowana szatnia i odnowione ogrodzenie dobrze wyglądają na zdjęciach z otwarcia. Z punktu widzenia polityki publicznej są jednak dopiero nakładem, a nie rezultatem. Prawdziwy sukces Orlika zaczyna się nie w dniu przecięcia wstęgi, lecz kilka miesięcy później – gdy można sprawdzić, ile godzin obiekt był dostępny, kto z niego korzystał, jakie zajęcia zorganizowano i ile kosztowała każda godzina jego rzeczywistego wykorzystania.
14 sierpnia Ministerstwo Sportu i Turystyki poinformowało, że w tegorocznej edycji Programu modernizacji kompleksów sportowych „Moje Boisko – ORLIK 2012” zaplanowano 278 inwestycji. Łączne dofinansowanie przekracza 128 mln zł, a program rewitalizacji objął już około 1600 spośród 2613 Orlików funkcjonujących w Polsce. Oznacza to, że modernizacją objęto ponad 60 proc. całej sieci, natomiast przeciętna wartość dofinansowania przypadająca na jedną tegoroczną inwestycję wynosi około 460 tys. zł. To duża i potrzebna operacja infrastrukturalna. Jednocześnie jest to właściwy moment, aby zapytać: co państwo i samorządy będą mierzyć po zakończeniu remontów?
Remont przywraca możliwość, ale nie tworzy aktywności
Zużyta nawierzchnia, niesprawne oświetlenie czy niedostosowane zaplecze ograniczają dostępność obiektu i mogą zagrażać bezpieczeństwu użytkowników. Modernizacja jest więc konieczna. Nie należy jednak automatycznie utożsamiać jej ze wzrostem aktywności fizycznej mieszkańców.
Wyremontowany obiekt może być otwarty przez cały dzień i intensywnie wykorzystywany. Może też pozostawać zamknięty poza godzinami szkolnymi, mieć program ograniczony do kilku drużyn piłkarskich albo działać głównie wtedy, gdy obecny jest animator. W obu przypadkach w sprawozdaniu inwestycyjnym pojawi się ten sam rezultat: „Orlik zmodernizowany”. Z perspektywy mieszkańca i efektywności wydatkowania pieniędzy będą to jednak dwie całkowicie różne usługi publiczne.
To podstawowe rozróżnienie ekonomiczne. Liczba wyremontowanych obiektów jest wskaźnikiem produktu. Rezultatem powinny być natomiast większa dostępność sportu, wzrost liczby regularnie aktywnych mieszkańców, włączenie grup dotychczas rzadziej korzystających z infrastruktury oraz racjonalny koszt uzyskania tych efektów.
Lekcja ze starszych kontroli
Warto wrócić do ustaleń Najwyższej Izby Kontroli dotyczących pierwszego okresu funkcjonowania Orlików. NIK wskazywała, że koszty budowy skontrolowanych obiektów wynosiły od około 850 tys. do blisko 1,5 mln zł. Przeciętne roczne wydatki gminy na jeden Orlik w latach 2013–2016 sięgały około 30 tys. zł – mniej więcej połowę stanowiło bieżące utrzymanie, a pozostałą część wynagrodzenia animatorów.
Kontrola pokazała również, że Ministerstwo Sportu i Turystyki nie monitorowało w wystarczającym stopniu sposobu wywiązywania się samorządów ze zobowiązań związanych z funkcjonowaniem obiektów. NIK rekomendowała wzmocnienie nadzoru zarówno nad stanem technicznym Orlików, jak i nad realizacją zadania „Lokalny Animator Sportu”.
Od tego czasu zmieniły się programy, skala finansowania oraz system organizacji zajęć. W programie „Aktywna Szkoła” zadanie „Aktywny Orlik” zostało powiązane z bezpłatnymi, ogólnodostępnymi zajęciami i pracą osób wskazanych przez samorządy. Regulamin przewiduje prowadzenie sprawozdawczości, ewaluacji, bieżącego monitoringu oraz możliwość niezapowiedzianych kontroli. To istotna poprawa organizacyjna. Nadal pozostaje jednak pytanie, jakie rezultaty będą oceniane i czy dane pozwolą porównywać obiekty oraz samorządy.
Sama informacja, że animator przeprowadził określoną liczbę zajęć, nie wystarcza. Sto godzin wpisanych do harmonogramu nie musi oznaczać stu godzin wartościowej i dobrze dopasowanej aktywności.
Orlik potrzebuje lokalnego menedżera sportu
Moje badania dotyczące programu Lokalny Animator Sportu prowadzą do wniosku, że infrastruktura nie działa samodzielnie. Potrzebuje człowieka, który zna lokalną społeczność, potrafi zidentyfikować jej potrzeby, zbudować program i nawiązać współpracę ze szkołami, klubami, organizacjami społecznymi oraz grupami nieformalnymi.
Dlatego współczesny animator nie powinien być postrzegany wyłącznie jako osoba otwierająca obiekt, wydająca sprzęt i prowadząca zajęcia. Powinien stopniowo stawać się lokalnym menedżerem sportu.
Taki menedżer musi umieć przygotować ofertę dla różnych grup: dzieci, młodzieży, dorosłych, seniorów, kobiet, rodzin oraz osób z niepełnosprawnościami. Powinien prowadzić czytelny harmonogram, reagować na niską frekwencję, promować zajęcia, budować partnerstwa i analizować podstawowe dane. Potrzebuje do tego nie tylko kwalifikacji trenerskich, ale również kompetencji organizacyjnych, komunikacyjnych, cyfrowych i zarządczych.
To bezpośrednio łączy temat Orlików z pytaniami stawianymi w raporcie „Kadry w Sporcie 2035”. Polska infrastruktura sportowa rozwija się szybciej niż system przygotowania ludzi, którzy mają nią profesjonalnie zarządzać. Możemy wydać kolejne miliony na nawierzchnie, lecz bez kompetentnego operatora obiekt nie stanie się trwałym centrum lokalnej aktywności.
Sześć wskaźników zamiast jednego zdjęcia z otwarcia
Każdy Orlik objęty dofinansowaniem powinien po zakończeniu inwestycji przedstawiać nie tylko rozliczenie remontu, ale również roczny raport wykorzystania. Nie musi to oznaczać rozbudowanej biurokracji. Wystarczyłby jednolity, cyfrowy system oparty na kilku porównywalnych wskaźnikach.
Po pierwsze, należy mierzyć rzeczywistą dostępność, czyli liczbę godzin, w których obiekt był otwarty dla mieszkańców poza lekcjami szkolnymi i treningami klubowymi.
Po drugie, potrzebna jest liczba unikalnych użytkowników, a nie wyłącznie liczba wejść. Jedna osoba trenująca trzy razy w tygodniu generuje wiele osobowejść, ale nie oznacza to, że program dotarł do wielu nowych mieszkańców.
Po trzecie, warto analizować osobogodziny wykorzystania. Godzina zajęć dla sześciu uczestników i godzina zajęć dla trzydziestu osób nie powinny być ujmowane jako ten sam rezultat.
Po czwarte, raport powinien pokazywać strukturę użytkowników: wiek, płeć, udział osób z niepełnosprawnościami, liczbę początkujących oraz uczestników powracających. Pozwoliłoby to ocenić, czy Orlik rzeczywiście poszerza dostęp do sportu, czy jedynie obsługuje grupy, które już wcześniej były aktywne.
Po piąte, trzeba mierzyć ciągłość i różnorodność programu – liczbę dyscyplin, zajęcia w weekendy i wakacje, współpracę ze szkołami, klubami oraz organizacjami społecznymi, a także odsetek odwołanych godzin.
Po szóste, należy wyliczać koszt rzeczywistego wykorzystania. Roczne koszty utrzymania, energii, obsługi, programu zajęć oraz odpowiednio rozłożone koszty modernizacji można zestawić z liczbą godzin użytkowania. Jeszcze bardziej miarodajny byłby koszt jednej osobogodziny aktywności.
Nie chodzi o stworzenie rankingu, w którym mały Orlik w gminie wiejskiej będzie mechanicznie porównywany z obiektem w dużym mieście. Dane powinny uwzględniać wielkość miejscowości, liczbę mieszkańców, warunki pogodowe i lokalną bazę sportową. Bez ich zbierania nie będziemy jednak wiedzieli nawet, które modele zarządzania są skuteczne i które warto upowszechniać.
Pieniądze powinny kupować także rezultat
Część przyszłego finansowania mogłaby zostać powiązana z jakością wykorzystania obiektu. Nie oznacza to karania samorządów działających w trudniejszych warunkach. Chodzi o premiowanie tych, które dbają o dostępność, zatrudniają przygotowanych ludzi, rozwijają ofertę i potrafią wykazać, że inwestycja realnie służy społeczności.
Dane powinny być publikowane w prostym, dostępnym panelu – na poziomie obiektu, gminy, województwa i całego kraju. Mieszkaniec mógłby sprawdzić godziny otwarcia oraz program zajęć, samorząd porównać własne wyniki z podobnymi jednostkami, a ministerstwo ocenić, gdzie potrzebne jest wsparcie organizacyjne zamiast kolejnego remontu.
128 mln zł przeznaczone na modernizację Orlików to inwestycja potrzebna, szczególnie że wiele obiektów ma już kilkanaście lat. Jej rozliczenie nie może jednak zakończyć się na fakturach, protokole odbioru i liczbie odnowionych boisk.
Państwo może sfinansować nawierzchnię, oświetlenie, ogrodzenie i szatnię. Dopiero człowiek, program oraz rzetelne dane zamieniają wyremontowany obiekt w działającą usługę publiczną. Dlatego po informacji o 278 inwestycjach powinna pojawić się kolejna: kto, kiedy i według jakich wskaźników sprawdzi, czy po remoncie Orliki naprawdę żyją?
Łukasz Strzelecki
Więcej Eksperci
Bilans Sportu | Łukasz Strzelecki #46. Peleton odjeżdża, rachunek zostaje. Czy miasta przepłacają za Tour de Pologne?
Miasta goszczące Tour de Pologne nie płacą za kilkanaście minut przejazdu peletonu. Kupują promocję, obecność w telewizji, zainteresowanie mediów i możliwość pokazania się międzynarodowej publiczności. Problem w tym, że zasięg wydarzenia jest często przedstawiany jako korzyść sama w sobie. Informacja, że transmisja dociera do 65 krajów, nie odpowiada jeszcze na…