09.09.2026 08:20

Bilans Sportu | Łukasz Strzelecki #45. Najmocniejsza liga żeglarska świata jest w Polsce?

Jeszcze dekadę temu ligowe żeglarstwo w Polsce praktycznie nie istniało. W 2015 roku pierwsza edycja Polskiej Ligi Żeglarskiej zgromadziła 12 załóg, a budżet sezonu wynosił około 50 tys. zł. Dzisiaj organizatorzy mówią o ponad 120 zespołach, ponad 500 zawodnikach, niemal 30 wydarzeniach rocznie, budżecie przekraczającym 2 mln zł i sprzęcie wartym ponad 3 mln zł. Czy to wystarczy, aby nazwać PLŻ najmocniejszą ligą żeglarską świata?

Bilans Sportu | Łukasz Strzelecki #45. Najmocniejsza liga żeglarska świata jest w Polsce?

To efektowne określenie wymaga doprecyzowania. PLŻ nie konkuruje bezpośrednio z SailGP, Pucharem Ameryki ani zawodowym żeglarstwem oceanicznym. Mówimy o krajowych ligach klubowych, których międzynarodowym zwieńczeniem jest Sailing Champions League. W tej kategorii polski projekt rzeczywiście należy do największych i najbardziej rozbudowanych.

Niemiecka Bundesliga, od której rozpoczęła się popularyzacja tego formatu, skupia po 18 klubów w pierwszej i drugiej lidze. Polska stworzyła szerszą piramidę: Ekstraklasę, I Ligę, pięć lig regionalnych oraz rozgrywki młodzieżowe, kobiece i biznesowe. Organizatorzy nazywają PLŻ największą ligą tego typu na świecie, natomiast Maciej Cylupa rok temu w rozmowie z „Forbesem” ostrożniej umieścił ją w gronie trzech największych. Na dziś to właśnie ta druga formuła wydaje się najłatwiejsza do obrony.

Organizator dostarcza sprzęt, zawodnik umiejętności

Najważniejszą innowacją PLŻ nie jest samo przeniesienie ligowej tabeli na wodę – ten model powstał wcześniej w Niemczech. Kluczowe było usunięcie jednej z największych barier wejścia do żeglarstwa regatowego: konieczności zakupu i utrzymywania własnego jachtu.

W tradycyjnych regatach przewagę daje nie tylko jakość załogi, lecz również budżet pozwalający kupić lepszą łódkę, żagle i osprzęt. W PLŻ jachty zapewnia organizator, a załogi ścigają się na jednakowo przygotowanych jednostkach. Wynik ma więc w większym stopniu zależeć od umiejętności, taktyki i współpracy zespołu niż od jego możliwości finansowych.

To przykład centralizacji kosztów. Bariera nie znika, lecz zostaje przeniesiona z uczestników na operatora ligi. Dziewięć jachtów RS21, kosztujących około 250 tys. zł każdy, trzeba sfinansować, serwisować, transportować i intensywnie wykorzystywać. Dlatego flota pracuje także podczas szkoleń, czarterów i wydarzeń firmowych. Podobnie jak w przypadku stadionu czy toru wyścigowego, ekonomia przedsięwzięcia zależy od liczby dni komercyjnego wykorzystania infrastruktury.

Maciej Cylupa – Polska Liga Żeglarska: Przekonanie zawodników do formuły ścigania się na powierzonym sprzęcie kosztowała nas wiele czasu i wytrwałości. Wygraliśmy, dostarczając przewidywalny produkt, wysokiej jakości ściganiem i wieloma ułatwieniami. Teraz wielu uczestników mówi wprost, że nie chcą już mieć własnego jachtu do regat, bo to zajmuje zbyt wiele czasu. Nawet Ci, którzy nie święcą triumfów i spadają do niższej ligi, zostają z nami, bo mają doskonałą zabawę, wymagające ściganie i duży komfort w organizacji sezonu i swojego hobby.

Od regat do produktu medialnego

Żeglarstwo ma naturalny problem z medialnością. Dla widza stojącego na brzegu pozycja jachtów, znaczenie manewrów i zmiany w klasyfikacji często pozostają nieczytelne. PLŻ odpowiedziała trackingiem, transmisjami na żywo, ujęciami z dronów, komentarzem eksperckim i własnym studiem regatowym. Zawodnicy otrzymują też zdjęcia i filmy, które mogą publikować we własnych kanałach oraz wykorzystywać w rozmowach ze sponsorami.

To ważna lekcja dla wielu polskich dyscyplin. Samo przeprowadzenie zawodów nie tworzy jeszcze produktu sportowego. Powstaje on dopiero wtedy, gdy rywalizacja staje się zrozumiała, regularna i możliwa do opowiedzenia. Liga dała żeglarstwu tabelę, awanse, spadki, reprezentację klubową i całosezonową narrację. Kamera i tracking pozwoliły natomiast pokazać zawody osobom spoza środowiska. Według materiałów ligi jej magazyny trafiały do Canal+ Sport, Sportklub TV i TVP Sport, a regaty transmitowano również w internecie.

Budżet, który nie opiera się na jednym źródle

Model finansowy PLŻ wyróżnia się dywersyfikacją. Około 45 proc. budżetu mają zapewniać sponsorzy i partnerzy, 40 proc. wpisowe, a pozostałe 15 proc. szkolenia, wydarzenia, czartery i wsparcie samorządowe. Liga nie jest więc ani klasycznym projektem dotacyjnym, ani przedsięwzięciem utrzymywanym przez jednego sponsora.

Jednocześnie nie jest jeszcze całkowicie samowystarczalnym biznesem. Bez pieniędzy sponsorskich nie udałoby się domknąć niemal połowy budżetu. W polskim sporcie większym zagrożeniem bywa jednak uzależnienie od jednego partnera, którego odejście może zachwiać całym projektem. W PLŻ ryzyko rozłożono pomiędzy uczestników, sponsorów, działalność komercyjną i samorządy.

Trzeba także zaznaczyć, że przedstawione dane pochodzą głównie od organizatora. Znamy wielkość budżetu, ale nie rentowność przedsięwzięcia, strukturę kosztów, wartość medialną, liczbę odbiorców transmisji ani wskaźnik utrzymania sponsorów. Możemy więc mówić o imponującej skali, ale jeszcze nie o pełnej ocenie kondycji ekonomicznej.

Maciej Cylupa – Polska Liga Żeglarska: Stoimy na paru nogach. Wpisowe gwarantuje nam pokrycie kosztów operacyjnych, ale inwestycje w infrastrukturę i sprzęt wymagają sponsorów. Obecnie potrzebujemy 3 naczep TIR i paru busów, aby przenieść się z jednego akwenu na drugi. Rozwój bez sponsorów byłby droższy dla zawodników, a to prawdopodobnie ograniczyłoby ich ilość w Lidze. Polski żeglarz nie jest gotowy do kosztów takich, jak ponoszą żeglarze z Niemiec, Włoch czy Szwajcarii, więc pozyskiwane sponsorów jest dla nas kluczowe.

Sponsor nie kupuje wyłącznie zasięgu

PLŻ pokazuje inne podejście do sponsoringu sportowego. Żeglarstwo nie wygra z piłką nożną czy siatkówką liczbą telewidzów, ale może zaoferować markom dostęp do precyzyjnie określonej grupy, wizerunek premium, networking B2B, employer branding i możliwość aktywnego uczestnictwa w wydarzeniu.

Wokół ligi i startujących zespołów ma funkcjonować blisko 100 firm i instytucji. Partnerami projektu były marki z sektorów energetycznego, motoryzacyjnego, finansowego i technologicznego. Wartością nie musi być dla nich wyłącznie logo podczas transmisji. Ważniejsze może okazać się zapraszanie klientów na regaty, wystawienie firmowej załogi, budowanie relacji czy połączenie marki z takimi wartościami jak współpraca, odpowiedzialność i rywalizacja fair play.

To model bliższy platformie biznesowej niż tradycyjnemu pakietowi sponsorskiemu. Sport pozostaje rdzeniem projektu, ale wokół niego powstają szkolenia, wydarzenia firmowe, treści medialne i społeczność. Sponsor nie stoi obok ligi – może wejść do jej środka.

Największy sukces może nie być widoczny w budżecie

Najważniejszym rezultatem PLŻ może być nie wzrost budżetu ze 100 tys. do ponad 2 mln zł, lecz odbudowa klubowego charakteru żeglarstwa. Według Macieja Cylupy rozwój rozgrywek doprowadził do powstania ponad 20 nowych klubów. Liga przywróciła też zawodników, którzy rezygnowali z regat z powodu kosztów sprzętu, oraz stworzyła osobne ścieżki dla młodzieży, kobiet i środowiska biznesowego.

Maciej Cylupa – Polska Liga Żeglarska: Polska rzeczywistość klubowa jest inna niż zachodnia. Nie mamy bogatych klubów z bogatymi członkami i dziesięcioleciami tradycji. Polskie society żeglarskie dopiero się tworzy. Nam się udało przed oddolną inicjatywę żeglarzy pobudzić kluby do aktywizacji i rywalizacji, która nigdy nie miała miejsca. Żeglarstwo zawsze było sportem indywidualnym, a klub był w tle. Teraz, wielu zawodników zakłada swoje kluby, aby startować w lidze, a potem rozwija działalność na różne obszary, to cieszy. A najbardziej cieszy powrót i aktywizacja byłych zawodników, którzy po zakończonej karierze mieli trudności z kontynuowaniem ściągania się. Liga im to umożliwia i mamy wielopokoleniową rywalizację gromadzącą mistrzów i medalistów z ostatnich 40 lat w jednym miejscu.

Jeżeli te efekty zostaną potwierdzone danymi, będziemy mieli do czynienia nie tylko z udanym wydarzeniem, ale z organizacją powiększającą własny rynek. To jedna z najcenniejszych umiejętności w sporcie: nie walczyć wyłącznie o istniejących zawodników, sponsorów i kibiców, lecz tworzyć dla nich nowe punkty wejścia.

Największa czy najmocniejsza? Polska liga na tle światowej czołówki

Pierwszym punktem odniesienia jest niemiecka Segel-Bundesliga – pionier europejskiego formatu ligowego, uruchomiony w 2013 roku. Obecnie na dwóch poziomach rywalizuje łącznie 36 klubów: po 18 w pierwszej i drugiej Bundeslidze. To z Niemiec pochodzi model krótkich wyścigów klubowych na jednakowych jachtach dostarczanych przez organizatora. Polska nie stworzyła tej koncepcji, ale rozwinęła ją szerzej niż jej pierwowzór.

Drugim przykładem jest Swiss Sailing League. Szwajcarzy prowadzą trzy poziomy rywalizacji mieszanej – Super League, Challenge League i Promotion League – oraz dwie ligi kobiece. W sezonie odbywa się łącznie 16 regat, a zwycięzcy najważniejszych rozgrywek kwalifikują się do Sailing Champions League. Szwajcarski system wyróżnia się uporządkowaną strukturą i silnym związkiem z krajową federacją, ale pod względem deklarowanej liczby zespołów ustępuje Polsce.

PLŻ skupia obecnie ponad 120 zespołów i ponad 500 zawodników. Obejmuje Ekstraklasę, I Ligę, pięć lig regionalnych, Ligę Młodzieżową, Ligę Biznes oraz rywalizację kobiet. Pod względem liczby zespołów i szerokości ekosystemu może być dziś największym krajowym projektem ligowego żeglarstwa na świecie. Określenie „najmocniejsza liga” wymagałoby jednak porównania poziomu sportowego, budżetów, zasięgów medialnych i wyników w Sailing Champions League. Największa – prawdopodobnie tak. Najmocniejsza – to teza, którą polskie żeglarstwo musi jeszcze potwierdzić na wodzie i poza nią.

Najmocniejsza czy najlepiej zbudowana?

Czy zatem najmocniejsza liga żeglarska świata działa w Polsce? Pod względem liczby poziomów rozgrywek, szerokości ekosystemu i liczby zespołów taka teza może być uzasadniona. Do oceny poziomu sportowego, wartości komercyjnej i zasięgu medialnego potrzebujemy jednak porównywalnych danych z innych krajów.

Nie zmienia to najważniejszego wniosku. PLŻ pokazuje, że nawet w niszowej, kosztownej i zależnej od pogody dyscyplinie można stworzyć regularny produkt sportowy. Trzeba przestać sprzedawać pojedyncze regaty, a zacząć budować system: wspólny sprzęt, ligową narrację, technologię, media, społeczność i kilka źródeł przychodów.

Być może nie wiemy jeszcze, czy Polska ma najmocniejszą ligę żeglarską świata. Wiemy natomiast, że stworzyła jeden z najciekawszych modeli organizacyjnych we współczesnym polskim sporcie. I właśnie to jest historia ważniejsza niż sam efektowny tytuł.

Udostępnij
Łukasz Strzelecki

Łukasz Strzelecki

Ekonomista sportu, menedżer i przedsiębiorca, specjalizujący się w finansowaniu i ekonomii sportu, sponsoringu, marketingu sportowym, zarządzaniu organizacjami oraz profesjonalizacji rynku sportowego. Od początku swojej kariery zawodowej związany z motorsportem. Od 2008 roku prowadzi TEAM PROMOTION Marketing Sportowy i PR, a w latach 2008–2017 odpowiadał za promocję i komunikację Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. W 2016 roku, reprezentując sponsora strategicznego PGNiG, uczestniczył w procesie profesjonalizacji polskiej piłki ręcznej i tworzeniu zawodowej PGNiG Superligi. Jest członkiem założycielem Stowarzyszenia Sport Biznes Polska oraz byłym prezesem Fundacji Orły Sportu, która zarządzała programem „Lokalny Animator Sportu”, realizowanym na blisko 2000 obiektów Orlik 2012. Autor monografii poświęconej ekonomicznym aspektom funkcjonowania sportu, wykładowca Uniwersytetu VIZJA i twórca cyklu eksperckiego „Bilans Sportu”, w ramach którego analizuje modele finansowania, sponsoring, infrastrukturę sportową, efektywność programów publicznych oraz ekonomiczne i społeczne oddziaływanie sportu. Obecnie współtworzy kierunek „Biznes w Sporcie” na Uniwersytecie VIZJA oraz rozwija projekty łączące sport, biznes, naukę i nowe technologie.