Jakich kompetencji potrzebuje współczesny menedżer sportu? Adam Metelski
Polski sport zrobił w ostatnich latach ogromny krok naprzód – mamy nowoczesną infrastrukturę, rosnące budżety klubów i coraz odważniej myślących o biznesie działaczy. Jest jednak coś, co od dawna mnie zastanawia. Polscy trenerzy należą dziś do rzadkości na ławkach klubów w czołowych ligach europejskich. Można to zbyć wzruszeniem ramion, ale warto potraktować to jako symptom szerszego problemu: deficytu profesjonalnego zarządzania w polskim sporcie. Trener to przecież także menedżer: zarządza sztabem, danymi, komunikacją i relacjami z mediami. Skoro polski sport wciąż z trudem „eksportuje” ludzi na europejski rynek, pytanie brzmi: jakich kompetencji nasz system nie rozwija?
Połowę kadry wymienia się po roku
Problem nie dotyczy tylko ławki trenerskiej. Kilka lat temu prowadziłem badania wśród kadry zarządzającej klubów Ekstraklasy: prezesów, dyrektorów sportowych, szefów marketingu i sponsoringu. Gdy po roku sprawdziłem, kto z moich rozmówców nadal pracuje w swoim klubie, okazało się, że blisko połowa zdążyła już odejść. Organizacja, która co roku wymienia połowę kadry zarządzającej, permanentnie traci wiedzę, relacje ze sponsorami i ciągłość strategii. Żadne przedsiębiorstwo nie przetrwałoby takiej karuzeli bez utraty wartości – a w polskim futbolu to norma. Dla samych menedżerów wniosek jest jeden: skoro kariera w sporcie jest tak niestabilna, na wagę złota są kompetencje uniwersalne, takie, które można zabrać ze sobą do kolejnego klubu, federacji czy agencji.
Branża, w której każdy jest ekspertem
Sport ma jeszcze jedną cechę szczególną: wielu osobom się wydaje, że się na nim znają. Przekonałem się o tym kilka lat temu w dość zabawny sposób. Gdy ogłosiłem na LinkedIn, że ruszamy z pierwszą edycją studiów podyplomowych, zgłosiło się do mnie więcej osób chętnych do… prowadzenia zajęć niż kandydatów na słuchaczy. Wiele osób pisało, że kiedyś pracowały w klubie i czy przypadkiem nie potrzebuję wykładowcy. Taka to branża.
Ta anegdota mówi o polskim sporcie więcej, niż mogłoby się wydawać: mylimy znajomość sportu z kompetencjami do zarządzania nim. Sam patrzę na to z podwójnej perspektywy. Przez kilkanaście lat grałem zawodowo w koszykówkę – od pierwszej dywizji NCAA, przez ligę węgierską, po pięć sezonów w polskiej Ekstraklasie – a końcówkę w 1 lidze, kiedy łączyłem granie z doktoratem i później pracą na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Widziałem od środka kluby zarządzane świetnie i te zarządzane intuicyjnie. I wiem, że sama „znajomość szatni”, choć bezcenna, to za mało.
Menedżer, nie działacz
Czego więc potrzebuje współczesny menedżer sportu? Przede wszystkim twardych kompetencji biznesowych: umiejętności dywersyfikacji przychodów i budowania ofert sponsorskich opartych na mierzalnej wartości, marketingowego myślenia o klubie czy sportowcu jak o marce konkurującej z całym rynkiem rozrywki, a coraz częściej także pracy z danymi – bo decyzje podejmowane „na nosa” przegrywają dziś z decyzjami opartymi na analityce. Do tego dochodzą kompetencje, o których dekadę temu nikt nie myślał: zarządzanie wizerunkiem w erze mediów społecznościowych, sztucznej inteligencji i dezinformacji, gdzie kryzys komunikacyjny może wybuchnąć od jednego zmanipulowanego materiału. I wreszcie przywództwo, w branży, w której presja wyniku dotyka wszystkich, umiejętność budowania odpornego zespołu i dbania o jego dobrostan to twarda kompetencja zarządcza, a nie miękki dodatek.
Na Zachodzie standard, u nas nisza
Świat doszedł do tych wniosków dawno temu. Uniwersytet Ohio w Stanach Zjednoczonych kształci menedżerów sportu od 1966 roku, a zarządzanie sportem to na Zachodzie dojrzała dyscyplina z własnym rankingiem programów, w którym czołowe uczelnie – od Columbii po Loughborough – chwalą się zatrudnialnością absolwentów w branży na poziomie 85-92%. Co znamienne, najlepsze programy działają nie w akademiach wychowania fizycznego, lecz w szkołach biznesu, bo zarządzanie sportem to dziś przede wszystkim ekonomia, finanse i analityka. W Polsce ta ścieżka dopiero raczkuje: kierunki łączące sport z ekonomią można policzyć na palcach jednej ręki. Tymczasem kluby, związki, media i agencje potrzebują ludzi, którzy rozumieją zarówno specyfikę sportu, jak i twarde realia biznesu.
To przekonanie stało za studiami podyplomowymi, które prowadzę na UEP – tworzyłem program, który sam chciałbym ukończyć po zakończeniu przygody z zawodową koszykówką. Dlatego obok naukowców zaprosiłem do zajęć przede wszystkim praktyków: prezesów klubów, dyrektorów sportowych, trenerów i przedstawicieli związków. Dla zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z programem: ue.poznan.pl/kandydaci/studia-podyplomowe/menedzer-sportu
Na koniec słowa, które dobrze oddają, o co w tym wszystkim chodzi. Piotr Rutkowski, właściciel Lecha Poznań i także absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, otwierając jedną z edycji Lech Conference przyznał, że im więcej wie o piłce, tym bardziej jest świadomy, jak wiele wciąż pozostaje do nauczenia. Ta pokora robi wrażenie tym większe, że mówi to człowiek, który zbudował najbardziej profesjonalnie zarządzany klub sportowy w Polsce. Jeśli ktoś taki wciąż czuje, że musi się rozwijać – to chyba najlepsza odpowiedź na pytanie, czego najbardziej potrzebuje polski sport.
dr Adam Metelski – kierownik studiów podyplomowych Menedżer Sportu na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, w przeszłości zawodowy koszykarz
Adam Metelski
Więcej Eksperci
Tomasz Marzec – biegi, w których wygrywają nie tylko uczestnicy
Kiedy tysiące biegaczy wyruszają na trasę prowadzącą przez centrum miasta, sukces wydarzenia nie mierzy się wyłącznie wynikiem sportowym ani liczbą uczestników. Równie ważne jest to, jak taka impreza wpisuje się w rytm miasta, odpowiada na potrzeby mieszkańców i buduje pozytywne doświadczenia wszystkich, którzy tego dnia korzystają ze wspólnej przestrzeni.