Dominik Tabor: wynik sportowy jest najważniejszy, ale mocna marka osobista potrafi zapewnić warunki do uprawiania sportu [WYWIAD]
Dwa medale mistrzostw świata na La Gomerze, walka o brąz do ostatnich metrów i ambicje rywalizacji ze światową czołówką. Dominik Tabor ma za sobą przełomowy start, ale w rozmowie dla SportMarketing.pl patrzy na skyrunning szerzej niż tylko przez pryzmat wyników. Opowiada o specyfice tej wymagającej dyscypliny, znaczeniu marki osobistej zawodnika, roli mediów społecznościowych i potencjale skyrunningu z perspektywy sponsorów.
Magdalena Bryś, SportMarketing.pl: Skyrunning wciąż pozostaje mniej znaną odmianą biegania niż asfalt czy trail running. Co Twoim zdaniem jest w tej dyscyplinie najbardziej wyjątkowego i może przyciągać zarówno zawodników, jak i kibiców?
Dominik Tabor: – Skyrunning to przede wszystkim najbardziej „ekstremalna” forma biegowego poruszania się w górach. Co za tym idzie, zazwyczaj mamy do czynienia z zapierającymi dech w piersiach widokami, dużymi ekspozycjami, rywalizacją w trudnym technicznie terenie. Powiedziałbym, że Skyrunning wymaga od zawodnika bardzo dużej wszechstronności i pewnej dozy szaleństwa, by puścić nogi na technicznym zbiegu. Mogę jednak powiedzieć, że poruszanie się w takim terenie jest dla mnie największą przyjemnością, którą odczuwam w trakcie biegania po górach!
Na trasach skyrunningowych sport spotyka się z górami, przygodą i mocnymi emocjami. Czy Twoim zdaniem to właśnie ten outdoorowy charakter może być największą wartością skyrunningu z perspektywy marek i sponsorów?
– Zdecydowanie! Wystarczy popatrzeć na nagrania i zdjęcia z największych Skyrunningowych imprez świata. Poprzez piękne okoliczności, w których przychodzi nam rywalizować, przyciągamy również uwagę publiki spoza naszej biegowej bańki. Dodatkowo „surowy” charakter skyrunningu, czyli zestawienie człowieka z czystą potęgą gór, wymaga posiadania odwagi do poruszania się w trudnym terenie. Kadry z najtrudniejszych zbiegów w Skyrunningu budzą ogromnie dużo emocji, co zwiększa zainteresowanie kibiców i buduje silniejszą więź, nie tylko z zawodnikiem, ale i z marką.
Jak ważną rolę w rozwoju zawodnika odgrywa dziś budowanie własnej marki? Czy poza treningiem i wynikami myślisz również o komunikacji w mediach społecznościowych, relacji z kibicami czy współpracy z partnerami?
– Będę szczery, bez tego aspektu nie ma teraz możliwości budowania kariery sportowej. Zawodnik, by być zauważonym, musi obecnie myśleć o budowaniu marki osobistej, komunikacji z fanami, pokazywaniu nie tylko swoich wyników, ale i drogi, którą musi przejść, by stawać na podium. Zainteresowanie buduje się przez emocje, a to bezpośrednio przekłada się na wartość marketingową dla partnerów. Wynik sportowy jest oczywiście najważniejszy, ale często zbudowanie mocnej marki osobistej potrafi zapewnić odpowiednie warunki do uprawiania sportu. W moim przypadku jestem pewny, że bez wcześniejszej, długoletniej pracy nad kanałem YouTube czy Instagramem nie byłbym w stanie poświęcić się tak mocno pracy sportowca.

Tegoroczne mistrzostwa świata na La Gomerze przyniosły Ci dwa medale – brąz w SKY i srebro w klasyfikacji Combined. Co te wyniki zmieniają w Twoim sportowym myśleniu i ambicjach?
– Po bardzo ciężkim sezonie, kontuzja na początku roku, konieczność zmiany planów startowych, później pech w postaci chorób przed dwoma najważniejszymi imprezami roku, moja wiara w siebie i w możliwość rywalizacji z najlepszymi na świecie została mocno zachwiane. Te starty na nowo pokazały mi, że jestem gotów do rywalizacji ze światową czołówką, gdy tylko mądrze zaryzykuję i będę w optymalnej formie. Podtrzymało to moje ambicje chociażby co do znalezienia się w TOP10 imprez takich jak OCC czy cyklu Skyrunner World Series. Mam teraz tak długo oczekiwane potwierdzenie, że nie jest to mrzonka, a cel w zasięgu ręki.
Brąz zdobyłeś po walce z reprezentantem Hiszpanii praktycznie do ostatnich metrów. Co działo się wtedy na trasie i skąd znalazłeś jeszcze siły na taki finisz?
– Pomimo tego, że był to prawdziwy thriller, zapamiętam tę ostatnią minutę do końca życia! Fabiana wyprzedziłem po raz pierwszy na ok. 2,5 km przed metą. Po chwili jednak odparł on atak, obejmując prowadzenie. Ponownie zrównaliśmy się na schodach, a następnie po ich ostatniej serii wiedziałem jedno: muszę zrobić wszystko, co tylko możliwe, by wyszarpać medal. Marzyłem o takiej możliwości, o znalezieniu się na podium międzynarodowej imprezy odkąd zacząłem biegać, czyli od 18 lat! Ta myśl dodała mi tak ogromnego kopa, że wcisnąłem gaz do dechy i nie oglądając się, ruszyłem po marzenia. Nie będę cytował, co wtedy myślałem. Myślałem po prostu, jak bardzo chcę tego medalu i myślę, że to dodało mi nieco więcej energii i możliwość wykrzesania z siebie tak mocnego wysiłku po trzech godzinach rywalizacji.
Łączysz sport z pracą fizjoterapeuty, osteopaty i trenera biegania. Czy doświadczenie zawodowe wpływa na to, jak przygotowujesz się do startów i jak zarządzasz swoim organizmem podczas sezonu?
– Zdecydowanie! Mam tę przewagę, że wiem, jak reagować na najczęstsze problemy oraz zarządzać bólem czy dolegliwościami, które są naturalną częścią tego sportu. Wiedza z zakresu biomechaniki, fizjologii i reakcji organizmu człowieka na trening daje mi również spore pole do kontrolowanego „ryzyka” w trakcie treningów. Po prostu doskonale wiem, na co są gotowe moje ciało i psychika. Jednocześnie doświadczenie z mojego zawodu może być mieczem obosiecznym, gdyż sam często mogę bagatelizować niektóre sygnały, które wysyła mi organizm oraz przesadzać z treningiem. Dlatego jestem ogromnie wdzięczny za posiadanie trenera, który potrafi poskromić ambitnego i świadomego zawodnika.

Czego najbardziej potrzeba dziś polskiemu skyrunningowi, żeby mocniej zaistnieć w mediach, przyciągnąć kibiców i zainteresować większe marki?
– Skyrunning potrzebuje zdecydowanych działań zarówno ze strony zawodników, jak i krajowej federacji. Wspomniana przeze mnie konieczność rozwijania marki osobistej jest podstawą do tego, by kibice zobaczyli, jak piękną dyscypliną jest Skyrunning. Inwestycja w materiały, w nagrania, w prezentowanie historii związanych z treningiem i startami według mnie jest to najlepsza droga. Jednocześnie musimy pamiętać, że jako zawodnicy nie możemy brać na siebie całego ciężaru rozwoju dyscypliny. Oczywiście, za naszymi wynikami sportowymi idzie zwiększone zainteresowanie kibiców, jednakże to od krajowej federacji powinny również zależeć takie działania, jak inwestycja w promocję sportu, poszukiwanie partnerów i sponsorów. Mam nadzieję, że nasz świetny występ na Mistrzostwach Świata pozwoli pchnąć dyscyplinę do przodu, byśmy jako zawodnicy mogli dalej profesjonalizować swoje życie sportowe i dostarczać kibicom jeszcze większych emocji.
Magdalena Bryś
Więcej Wywiady
Magdalena Sielachowicz-Nowakowska, Samsung: „Tysiąc biegaczy z zegarkiem jest mocniejszą reklamą niż billboard z gwiazdą” [WYWIAD]
Samsung nie musi już budować w Polsce podstawowej świadomości marki, dlatego sport ma dla technologicznego giganta pełnić inną rolę niż zapewnienie kolejnego logotypu na koszulce czy bandzie reklamowej. Magdalena Sielachowicz-Nowakowska, Head of Marketing w Samsung Electronics Polska, opowiada SportMarketing.pl o tym, dlaczego marka stawia na długofalowe partnerstwa, autentyczne społeczności i…