17.07.2026 08:36

Donald Trump i Gianni Infantino – jak sojusz polityki i futbolu przekracza granice dobrego smaku

Relacje Donalda Trumpa i Gianniego Infantino stanowią symbol przenikania się świata sportu i polityki we współczesnym futbolu. Chociaż oficjalnie FIFA od lat podkreśla swoją neutralność polityczną, wydarzenia związane z organizacją mistrzostw świata pokazały, że w praktyce granica pomiędzy dyplomacją sportową a polityką staje się coraz bardziej płynna.

Donald Trump i Gianni Infantino – jak sojusz polityki i futbolu przekracza granice dobrego smaku
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Analizy przygotowane przez Polski Instytut Dyplomacji Sportowej wskazują, że relacje pomiędzy prezydentem Stanów Zjednoczonych a przewodniczącym FIFA mają charakter przede wszystkim pragmatycznego partnerstwa, opartego na wzajemnych korzyściach. Ogłoszenie w 2018 roku, że gospodarzem mundialu 2026 będą wspólnie Stany Zjednoczone, Kanada i Meksyk, nastąpiło podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa. Wówczas niewielu obserwatorów zakładało, że po czteroletniej przerwie Trump ponownie obejmie urząd prezydenta i będzie gospodarzem Białego Domu również w czasie samego turnieju. Tym samym zapisał się w historii jako drugi po Groverze Clevelandzie prezydent USA sprawujący dwie niekolejne kadencje.

Link do raportu TUTAJ.

Ten pierwszy raz…

Jeszcze w 2018 roku doszło do pierwszego spotkania Trumpa z Giannim Infantino. W Gabinecie Owalnym prezydent USA otrzymał koszulkę z nazwiskiem „Trump” oraz numerem 26, symbolicznie nawiązującym do nadchodzących mistrzostw świata. Był to początek relacji, która w kolejnych latach systematycznie się zacieśniała. Spotkania obu polityków i działaczy odbywały się w Waszyngtonie, Davos, podczas szczytu G20 w Indonezji czy przy okazji Grand Prix Formuły 1 w Miami. W zachowaniu Infantino było widać pewną ostentację, ponieważ czasami przypominał natręta, który chce wkupić się w łaski przywódcy światowego mocarstwa.

Wiele osób z zażenowaniem przyjęło wizytę Infantino na inauguracyjnym posiedzeniu Rady Pokoju, zrzeszenia światowych liderów, które miało służyć według pierwotnych założeń rozwiązywaniu konfliktów zbrojnych na świecie, miało też być podstawą do odbudowy Strefy Gazy, by ulżyć nieustannie ciemiężonym Palestyńczykom. Jednak projekt trwa obecnie w zawieszeniu.

A Trump w międzyczasie najpierw zaatakował Wenezuelę, by pojmać tamtejszego dyktatora Nicolasa Maduro i przejąć kontrolę nad wenezuelskimi zasobami ropy naftowej. Następnie, za namową izraelskiego premiera, zaatakował Iran, a obecnie stara się wyjść z twarzą z militarnej operacji na Bliskim Wschodzie, która bynajmniej nie zakończyła się spektakularnym triumfem Amerykanów. Mimo że obie strony ogłosiły 60-dniowy rozejm, jest on co regularnie naruszany. Tymczasem jeszcze zanim doszło do interwencji w Wenezueli, Infantino, chcąc udobruchać znanego z narcystycznej osobowości Trumpa, wręczył mu Pokojową Nagrodę FIFA, co wywołało konsternację światowej opinii publicznej. Dla Trumpa miała to być nagroda pocieszenia, ponieważ Komitet Noblowski nie docenił jego rzekomych zasług dla niesienia pokoju na świecie… Trump nie mógł się z tym pogodzić i postanowił napisać kuriozalny list do premiera Norwegii, podkreślając, że skoro nie otrzymał zasłużonego w swoim mniemaniu wyróżnienia, to nie będzie już się przejmował pokojem w wymiarze globalnym.

Jak zauważa Polski Instytut Dyplomacji Sportowej, szczególnie wyraźna zmiana nastąpiła po ponownym wyborze Donalda Trumpa na urząd prezydenta w 2025 roku. Infantino uczestniczył w ceremonii zaprzysiężenia, zajmując eksponowane miejsce wśród najważniejszych gości. Wcześniej odwiedził również Trumpa w jego rezydencji Mar-a-Lago. Od tego momentu częstotliwość kontaktów obu stron znacząco wzrosła.

Przed rozpoczęciem Klubowych Mistrzostw Świata FIFA Infantino pojawił się w Białym Domu, gdzie wspólnie z Trumpem zaprezentował nowe trofeum turnieju. Jeden z trzech wykonanych egzemplarzy pozostał później w Białym Domu, drugi otrzymała zwycięska Chelsea, a trzeci trafił do Muzeum FIFA w Zurychu. Symbolika tego wydarzenia była bardzo wyraźna – najważniejsze trofeum klubowego futbolu stało się jednocześnie elementem budowania prestiżu amerykańskiej administracji.

Ich współpraca nie ograniczała się jednak wyłącznie do wydarzeń piłkarskich. Infantino kilkukrotnie uczestniczył również w przedsięwzięciach o wyraźnie politycznym charakterze organizowanych przez Donalda Trumpa. Obecność szefa FIFA podczas podpisania Porozumień Abrahamowych była pierwszym sygnałem odejścia od tradycyjnego dystansu światowej federacji wobec bieżącej polityki. W kolejnych miesiącach uczestniczył również w innych inicjatywach administracji amerykańskiej.

Według analizy Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej nie były to przypadkowe gesty uprzejmości. Z perspektywy FIFA bliska współpraca z prezydentem państwa organizującego największy turniej piłkarski świata miała minimalizować ryzyko konfliktów organizacyjnych, politycznych i logistycznych. Dla Trumpa natomiast częste pokazywanie się z szefem FIFA oraz Pucharem Świata stanowiło cenne narzędzie budowania własnego wizerunku jako gospodarza „największego mundialu w historii”.

Anulowana czerwona kartka

Taka postawa wpisywała się zresztą w sposób działania Infantino znany już z przygotowań do mistrzostw świata w Katarze. Wówczas szef FIFA wielokrotnie występował w obronie organizatorów turnieju wobec zarzutów dotyczących praw pracowniczych czy sytuacji mniejszości seksualnych. Przed mundialem 2026 analogiczna strategia polegała na możliwie bliskiej współpracy z gospodarzem turnieju – tym razem reprezentowanym przez Donalda Trumpa.

Najbardziej kontrowersyjny moment tej relacji nastąpił jednak już podczas samych mistrzostw świata. Po czerwonej kartce otrzymanej przez napastnika reprezentacji USA Folarina Baloguna w meczu z Bośnią i Hercegowiną Donald Trump osobiście interweniował u Gianniego Infantino, domagając się ponownego rozpatrzenia decyzji. FIFA niespodziewanie zawiesiła wykonanie automatycznej kary, umożliwiając Balogunowi występ przeciwko Belgii, mimo że podobne decyzje wcześniej praktycznie się nie zdarzały. Wywołało to oskarżenia o polityczne naciski na światową federację oraz podważenie wiarygodności jej organów dyscyplinarnych.

Paradoksalnie interwencja nie przyniosła oczekiwanego efektu sportowego. Stany Zjednoczone przegrały z Belgią 1:4 i odpadły z turnieju, a cała sprawa stała się źródłem licznych żartów oraz memów. Belgijscy piłkarze po zwycięstwie demonstracyjnie wykonywali charakterystyczny taniec Donalda Trumpa, kpiąc z prób politycznego wpływania na przebieg turnieju. Zamiast poprawić wizerunek gospodarzy mistrzostw, cała sytuacja stała się symbolem nadmiernego mieszania polityki z futbolem. Były ambasador RP w USA i Izraelu, Marek Magierowski, obecnie publicysta WP, stwierdził, że nikt nie przysporzył takiej sympatii Belgom jak Donald Trump. Nagle niemal cały świat był po stronie drużyny z Beneluksu w rywalizacji z gospodarzami mundialu.

@thenationalnews

Belgium players mock 'Trump dance’ as they eliminate US from the World Cup.

♬ original sound – The National News – The National News

Dyskryminacja Persów

Drugim przykładem ograniczonej niezależności FIFA była sytuacja reprezentacji Iranu. Przed rozpoczęciem mistrzostw pojawiały się liczne obawy dotyczące procedur wizowych oraz sposobu traktowania irańskiej drużyny przez amerykańskie władze. Ostatecznie reprezentacja Iranu rzeczywiście napotkała znacznie większe trudności niż wiele innych uczestników turnieju, co wywołało międzynarodową krytykę. Mimo że problem dotyczył jednej z reprezentacji uczestniczących w mistrzostwach świata, Gianni Infantino nie zdecydował się na zdecydowaną publiczną konfrontację z administracją Donalda Trumpa. Komentatorzy wskazywali, że szef FIFA świadomie unikał eskalowania sporu z gospodarzem turnieju, nawet jeśli oznaczało to bierną postawę wobec nierównego traktowania jednej z drużyn.

Analiza Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej sugeruje, że zachowanie Infantino można interpretować jako swoisty nieformalny „pakt”. Szef FIFA doskonale pamiętał wydarzenia z 2015 roku, gdy amerykańskie organy ścigania doprowadziły do spektakularnych zatrzymań czołowych działaczy FIFA, rozpoczynając największy kryzys korupcyjny w historii organizacji. Jako ówczesny sekretarz generalny UEFA obserwował z bliska skalę możliwości amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości wobec światowych struktur piłkarskich. Choć nie sposób jednoznacznie stwierdzić, że właśnie to doświadczenie przesądziło o jego późniejszej strategii, niewątpliwie stanowi ważny kontekst pozwalający lepiej zrozumieć wyjątkowo ugodową postawę wobec administracji Donalda Trumpa.

Relacja Trump–Infantino była więc oparta na wzajemnych korzyściach. FIFA otrzymywała przychylność gospodarza najważniejszego turnieju piłkarskiego świata i mogła liczyć na sprawną współpracę przy organizacji mistrzostw. Donald Trump zyskiwał natomiast możliwość budowania własnego prestiżu poprzez bliskie związki z najbardziej wpływową organizacją piłkarską świata. Jednocześnie wydarzenia mundialu 2026 pokazały, że taka strategia miała również swoją cenę. Kontrowersje wokół sprawy Folarina Baloguna, krytyka związana z traktowaniem reprezentacji Iranu oraz zarzuty o podporządkowanie FIFA oczekiwaniom amerykańskiej administracji stały się argumentami dla tych, którzy uznali, że organizacja kierowana przez Gianniego Infantino coraz częściej rezygnowała z deklarowanej politycznej neutralności na rzecz pragmatyzmu i utrzymywania dobrych relacji z najpotężniejszym gospodarzem mistrzostw świata.

Udostępnij
Bartłomiej Najtkowski

Bartłomiej Najtkowski