07.07.2026 03:38

Była radna krytykuje Puchar Świata. Kraków za łatwo oddaje Rynek eventom?

Małgorzata Jantos zapytała, dlaczego Kraków pozwala na ścianę wspinaczkową na Rynku Głównym. Puchar Świata dał miastu transmisję, sponsorów i efektowne zdjęcia z centrum, ale odsłonił też prosty problem: gdzie kończy się promocja miasta, a zaczyna wynajmowanie jego symbolicznej przestrzeni?

Udostępnij
Była radna krytykuje Puchar Świata na Rynku. Kraków za łatwo oddaje Rynek eventom?
Autor zdjęcia: Press Focus

Była krakowska radna nie krytykowała wspinaczki. Krytykowała miejsce. W facebookowym wpisie przypomniała historyczny charakter Rynku, jego „obrządek”, procesje, jarmarki i święta miejskie. W tej logice 15-metrowa ściana, bandy, zaplecze techniczne i hałas nie są niewinną atrakcją. Są czasowym podporządkowaniem placu imprezie sportowej.

Puchar Świata 2026: sport jako produkt promocyjny miasta

World Climbing Series Kraków 2026 odbył się 3–5 lipca na Rynku Głównym. To była druga krakowska edycja Pucharu Świata we wspinaczce sportowej na czas. W programie znalazły się finały indywidualne, sztafety i rywalizacja par mieszanych, a pod Wieżą Ratuszową stanęła czteroliniowa ściana – większa niż rok wcześniej.

Dla Krakowa kluczowe nie było jednak tylko to, kto wygrał finały. Ważne było miejsce. Wspinaczka w hali daje transmisję z zawodów. Wspinaczka na Rynku daje gotowy kadr: ścianę, zawodników, publiczność, Sukiennice i centrum miasta. Kraków nie musi dopisywać do tego hasła promocyjnego. Plac mówi za niego.

Miasto miało czym uzasadniać powrót imprezy. Według danych podawanych przez Kraków w 2025 roku finały na Rynku oglądało około 20 tys. kibiców, transmisja trafiła do ponad 40 krajów, a wydarzenie miało wygenerować 63 mln wzmianek medialnych.

W 2026 roku zawody były już pełnym eventem. Obok rywalizacji pojawiły się strefy aktywności, kino plenerowe, konkurs ORLEN VITAY i działania partnerów. W komunikacji wydarzenia widoczne były m.in. ORLEN oraz LOTTO / Totalizator Sportowy. Dla sponsorów to atrakcyjny pakiet: sport olimpijski, polskie nazwiska, centralny plac miasta i publiczność, która nie musiała kupować biletu.

Znaczenie miała też telewizja. Finały pokazały TVN, Eurosport 2, HBO Max i Player. Dzięki temu ekspozycja Krakowa i partnerów nie kończyła się na Rynku. Obraz z centrum trafiał dalej: do transmisji, skrótów, zdjęć i mediów społecznościowych.

Są też pieniądze. LoveKraków pisał, że przy edycji 2025 umowa promocyjna kosztowała miasto niespełna 500 tys. zł, a wskaźnik AVE wyniósł ponad 9,5 mln zł. W 2026 roku Kraków miał przeznaczyć na wydarzenie około 800 tys. zł. Te liczby dobrze wyglądają w komunikacji miasta. Nie odpowiadają jednak na wszystko: jak impreza wpływa na mieszkańców, przedsiębiorców i codzienne funkcjonowanie centrum.

Sprzeciw nie dotyczy sportu. Dotyczy Rynku, pieniędzy i zaufania do miasta

Była radna miasta Krakowa Małgorzata Jantos uderzyła w samo miejsce imprezy. W facebookowym wpisie pytała, dlaczego władze Krakowa zgadzają się na ustawianie ściany wspinaczkowej na Rynku Głównym. Pisała, że Rynek ma własny „obrządek” i historyczny ciężar: odbywały się tam uroczystości, procesje, jarmarki, święta miejskie, ale też wydarzenia dramatyczne. W tym porządku wielka konstrukcja sportowa, bandy, zaplecze i hałas nie są dla niej atrakcją, tylko zakłóceniem charakteru miejsca.

Ten historyczny argument prowadzi do współczesnego pytania o pieniądze. Jeśli miasto oddaje najbardziej rozpoznawalny plac pod wydarzenie z komercyjną oprawą, powinno jasno pokazać, dlaczego właśnie tam, za ile i z jakim efektem. Przy Rynku Głównym nie chodzi tylko o zgodę na imprezę sportową. Chodzi o zgodę na wykorzystanie symbolicznej przestrzeni Krakowa jako sceny promocyjnej.

Ten sprzeciw wybrzmiewa mocniej po referendum z 24 maja 2026 roku, w którym odwołano prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Jednym z głównych tematów sporu były finanse miasta. Według danych przywoływanych przez media prognozowany dług Krakowa na koniec 2026 roku ma sięgać prawie 9 mld zł.

To nie pierwszy taki odruch w Krakowie. W 2014 roku mieszkańcy odrzucili w referendum pomysł organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2022. Przeciw było 69,72 proc. głosujących, przy frekwencji 35,96 proc. Po tym wyniku miasto wycofało kandydaturę.

Dlatego miejskie wydarzenia sportowe są w Krakowie oceniane nie tylko przez frekwencję i zdjęcia. Liczy się też rachunek. KRKnews pisał, że ZIS mówił o promocyjnych korzyściach Pucharu Świata, ale przedłużył termin odpowiedzi w sprawie finansowania imprezy.

Po słowach Jantos pytanie jest proste: kto może korzystać z Rynku Głównego i za jaką cenę. Jeśli miasto tłumaczy takie wydarzenia promocją, powinno pokazać koszt, świadczenia i korzyści – zwłaszcza po referendum, w którym finanse Krakowa były jednym z głównych tematów sporu.

Mimo wszystkko, Kraków już używa miasta jako sportowej sceny

Sprzeciw wobec ściany na Rynku nie oznacza, że Kraków odrzuca sport w przestrzeni miejskiej. Przeciwnie – wiele takich wydarzeń na stałe weszło do kalendarza miasta. Różnica leży w miejscu, skali, kosztach i czasie zajęcia przestrzeni.

Najlepszy przykład to Tour de Pologne. Przez lata Kraków był jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów wyścigu, często z finałem etapu przy Błoniach. W 2025 roku miasto zrezygnowało jednak z mety, a w 2026 roku wyścig ponownie ominie Kraków. LoveKraków pisał, że nie zanosi się na szybki powrót imprezy pod Wawel.

W miejskim kalendarzu zostały za to biegi. Cracovia Maraton odbywa się od 2002 roku, a w 2026 roku zaplanowano go na 19 kwietnia. Razem z Biegiem Trzech Kopców i Cracovia Półmaratonem Królewskim tworzy Królewską Triadę Biegową. W 2026 roku Bieg Trzech Kopców ma odbyć się 20 września, a półmaraton 11 października.

Do tego dochodzi IRONMAN 70.3 Kraków, który w 2026 roku wzmacnia sportowy kalendarz miasta po rozstaniu z Tour de Pologne. To inny model obecności w przestrzeni: pływanie na Zakrzówku, trasa rowerowa i biegowa przez miasto oraz meta w centrum. LoveKraków pisał, że Kraków postawił właśnie na takie wydarzenia jak Ironman i Puchar Świata we wspinaczce po odejściu od współpracy z Lang Teamem.

Puchar Świata we wspinaczce pokazał, że Kraków potrafi zamienić Rynek Główny w sportową scenę, którą dobrze widać w telewizji i mediach społecznościowych. Pokazał też drugą stronę: najważniejszy plac miasta nie powinien trafiać do kalendarza eventów wyłącznie dlatego, że daje efektowny kadr.

Przed kolejną edycją miasto powinno pokazać rachunek: koszt, świadczenia promocyjne, korzyści i zasady korzystania z Rynku. Wtedy dyskusja nie zacznie się od pytania Małgorzaty Jantos – „dlaczego władze miasta się na to godzą?” – tylko od konkretnej odpowiedzi, co Kraków dostaje w zamian.

Udostępnij
Joachim Stelmach

Joachim Stelmach