Ligue 1 jako innowator na rynku praw do transmitowania meczów? Plusy i minusy rewolucji
Ligue 1 jako pierwsza z tzw. „wielkiej piątki” europejskich lig przyjęła model sprzedaży praw telewizyjnych bezpośrednio do konsumentów. Temat analizuje LTT Sports.
Francuska liga (LFP) stworzyła własną platformę streamingową Ligue 1+, by transmitować mecze bezpośrednio do kibiców. Model ten to duży przełom, bo oznacza, że LFP zrezygnowała z tradycyjnego sposobu sprzedaży praw telewizyjnych dużym nadawcom. Na platformie są transmisje ośmiu z dziewięciu meczów Ligue 1 w każdy weekend. Jeden mecz pozostaje na antenie beIN Sports. W pierwszym miesiącu po starcie Ligue 1+ osiągnięto ponad 1 mln subskrybentów, co jest bardzo dobrym wynikiem.
Autorzy artykułu „Is the future of football broadcasting direct-to-consumer – or just a french exception?” w rozmowie z francuskim dziennikarzem Danielem Riolo zastanawiali się, czy Francja wyznaczy trendy w europejskiej piłce.
– Nie sądzę, żeby to był model dla innych. Szczerze mówiąc, Francuzi nie mieli wyboru. Na początku była obietnica Mediapro, wszystko było ustalone: harmonogram, kwoty… ale wszystko się zawaliło. Potem myśleli, że Katar ich uratuje – to też się nie udało. Ostatecznie nic nie zostało, więc niektórzy prezesi klubów powiedzieli: „Spróbujmy kanału ligowego”. Ale nawet wtedy wielu w to nie wierzyło. Do ostatniej chwili próbowali negocjować z Canal+, z Amazonem, z kimkolwiek, bo nie widzieli, jak ten kanał miałby zarabiać. W końcu zostali do tego zmuszeni – mówił ekspert w rozmowie z LTT Sports.
Liga zdominowana przez jedną drużyną – to zniechęca nadawców?
Daniel Riolo zwracał uwagę także na inną kwestię:
– Trudność polega na tym, jak sprawić, by produkt był wartościowy. To twój produkt, ale to ta sama stara historia: jedna drużyna miażdży ligę; wszyscy znają mistrzów, zanim się zacznie. Jak przekonać nadawcę, żeby zainwestował w coś takiego? To trudne. Dlatego mówię, że to nie może być wzór dla innych. Gdzie indziej zrozumieli, że tradycyjny model pozostaje jedynym, który przynosi klubom realne pieniądze. Tak, w Hiszpanii czy Włoszech prawa mogą spaść do 700 milionów euro, ale oni i tak biorą te 700 milionów euro. To i tak lepsze niż uruchomienie kanału z całym ryzykiem i niepewnością. Nikt nigdy tak naprawdę nie podjął takiego ryzyka.
Mniejsze pieniądze
Nie wszystko napawa optymizmem. Chociaż liczba subskrybentów jest obiecująca, część z nich korzysta z miesięcznych subskrypcji, co oznacza ryzyko odpływu. Dochody klubów mogą być mniejsze niż w poprzednich cyklach praw telewizyjnych, co może wpłynąć na ich budżety.
LTT Sports zaznacza, że do tej pory Ligue 1 chwaliła się milionem abonentów, ale jeśli dobrze to przeliczyć, okaże się, że uda się wygenerować 200 milionów euro rocznie, czyli około pięć razy mniej niż kwota z tytułu umowy z Mediapro, która już nie obowiązuje ze względu na pewne zawirowania na rynku medialnym i problemy tej firmy. LTT Sports podkreśla, że uznaje miliard euro rocznie za próg definiujący „wielką ligę”. W nowym modelu, aby tak się stało we Francji, szacuje się, że potrzeba pięciu milionów potencjalnych abonentów Ligue 1+.
Redakcja Sport Marketing
Więcej Ze świata
Borussia Dortmund a odstawienie telefonów na stadionie. „Chodzi o przywrócenie właściwych proporcji”
A co gdyby za niepożądane rzeczy nie karać, ale nagradzać za odstąpienia od ich czynienia? Właśnie takim tropem podążyła Borussia Dortmund. Niemiecki klub wespół ze swoim sponsorem, Vodafone, zamierza gratyfikować kibiców, którzy na meczu skupiają się na grze, nie zaś na używaniu telefonów komórkowych.