Como zaprosiło najstarszych kibiców na udany debiut w Lidze Mistrzów
Como po raz pierwszy w 119-letniej historii klubu gra w tym sezonie w europejskich rozgrywkach. Na debiutancki mecz Ligi Mistrzów z RB Lipsk, który odbył się na Stadio Giuseppe Sinigaglia, bilety rozeszły się błyskawicznie. Zainteresowanie okazało się jednak znacznie większe niż liczba dostępnych miejsc.
Stadion położony nad jeziorem Como może pomieścić około 12 tys. widzów, ale na potrzeby spotkania z RB Lipsk liczba ta została dodatkowo ograniczona o około tysiąc miejsc. Powodem były wymagania UEFA związane z transmisją i organizacją wydarzenia. Po wyprzedaniu wszystkich biletów prezydent Como Mirwan Suwarso zdecydował się na nietypowy gest. Wraz z innymi członkami władz klubu zrezygnuje z własnych miejsc na trybunach, aby przekazać je kibicom, którzy związani są z Como od dziesięcioleci.
Gest dla seniorów
Klub chciał, aby bilety trafiły przede wszystkim do fanów urodzonych w 1950 roku lub wcześniej. To osoby, które przeżywały z drużyną kolejne etapy jej historii – od wzlotów po występy w niższych ligach włoskiego futbolu.
– Nie możemy pomieścić wszystkich, którzy chcieliby tam być – przekazał Suwarso. Dlatego on i inni klubowi dyrektorzy postanowili zrezygnować z udziału w meczu z własnych miejsc, aby umożliwić obecność tym, którzy na możliwość zobaczenia Como na europejskiej scenie czekali najdłużej.
Romantyczna historia
To pozornie niewielki gest, ale z perspektywy budowania marki sportowej ma duże znaczenie. Como nie wykorzystuje historycznego wydarzenia wyłącznie do sprzedaży biletów i komercjalizacji sukcesu. Klub pokazuje, że pamięta o kibicach, którzy byli z nim także wtedy, gdy europejskie rozgrywki wydawały się odległą perspektywą. Sama historia Como jest zresztą wyjątkowa. Drużyna wywalczyła awans do Ligi Mistrzów dzięki zajęciu czwartego miejsca w Serie A w poprzednim sezonie, prowadzona przez byłego pomocnika Arsenalu, Chelsea i Barcelony Cesca Fàbregasa.
Debiut przeciwko RB Lipsk (mecz wygrany przez gospodarzy 4:1) stał się więc nie tylko sportowym wydarzeniem. To moment, w którym klub mógł opowiedzieć swoją historię przez ludzi, którzy tworzyli ją przez dekady. W czasach, gdy kluby coraz częściej rywalizują również o uwagę, lojalność i emocje kibiców, taki gest działa jak bardzo mocny komunikat marketingowy: największy mecz w historii klubu miał należeć także do tych, którzy byli z nim od początku.

Redakcja Sport Marketing
Więcej Świat
Sony chce zmienić sposób, w jaki kibice oglądają finisze sprinterskie
Sprint na 100 metrów trwa zaledwie kilka sekund, ale właśnie w tych kilku sekundach rozstrzygają się często wyniki całych zawodów. Różnice pomiędzy zawodnikami mogą wynosić zaledwie kilka tysięcznych sekundy. World Athletics i Sony chcą sprawić, aby widz mógł zobaczyć te różnice znacznie dokładniej niż dotychczas.