Grand Prix Bahrajnu odbędzie się w… Malezji. Niecodzienna sytuacja w Formule 1. W tle kwestie polityczne i finansowe
Wyścig o Grand Prix Bahrajnu odbędzie się w Malezji i to wcale nie jest żart. Władze obu państw doszły do porozumienia i w pierwszy weekend października kierowcy będą walczyli o punkty do mistrzostw świata na Torze Sepang oddalonym o 85 kilometrów od Kuala Lumpur. Jak doszło do tej niecodziennej sytuacji? Okazuje się, że stoją za tym zarówno kwestie polityczne, jak i czysto biznesowe.
Przypomnijmy, że zgodnie z pierwotnym założeniem GP Bahrajnu miało odbyć się w kwietniu. Wówczas plany organizatorów pokrzyżowały działania wojenne na Bliskim Wschodzie. Ten sam los co Bahrajn spotkał Arabię Saudyjską. W związku z tym przez ponad miesiąc nie odbył się żaden wyścig i już praktycznie na początku sezonu kibice dostali długą przerwę od rywalizacji.
22 wyścigów to wymóg
Za nami 11 rund sezonu 2026. Początkowy plan zakładał 24 wyścigi w całej kampanii, ale po wypadnięciu z kalendarza Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej zostały 22. Geopolityczna sytuacja na Bliskim Wschodzie wciąż się nie uspokoiła, co postawiło pod znakiem zapytania wyścigi w Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, które pierwotnie były zaplanowane na końcówkę sezonu. W tych okolicznościach rozegranie 22 rund również stało się zagrożone.
Właścicielem praw komercyjnych do Formuły 1 jest Liberty Media. Amerykański koncern przejął F1 w 2016 roku i od tamtej pory znacząco zwiększył nakłady na promocję królowej motorsportu, a także przyczynił się do jej rozwoju biznesowego. Dlatego dla Liberty Media niezwykle istotne są umowy sponsorskie i przestrzeganie zawartych w nich zapisów.
Żeby wypełnić wszelkie zobowiązania kontraktowe wobec hojnych sponsorów, bezwzględnie muszą odbyć się 22 wyścigi. O ile odwołanie zmagań w Bahrajnie i ZEA nie było jeszcze aż tak problematyczne, tak już wypadnięcie z kalendarza Kataru i ZEA stanowiłoby duży kłopot dla F1. Dodajmy, że ucierpieliby na tym nie tylko organizatorzy, ale także zespoły, które często podpisują umowy ze sponsorami na określoną liczbę wyścigów. To oznacza, że niemal wszystkie strony byłyby stratne na tej sytuacji.
Zadania nie ułatwiają kwestie pogodowe. Wyścigi w Katarze i ZEA są zaplanowane na czas, kiedy w Europie robi się już dość chłodno, a aura staje się kapryśna. To ogranicza możliwości przeniesienia zmagań na Stary Kontynent, gdzie jest najwięcej dostępnych torów. Dlatego władze królowej motorsportu szukają innych rozwiązań.
GP Bahrajnu w Malezji. To nie pierwszy taki przypadek
To oznacza, że naturalnym kierunkiem stały się regiony świata, gdzie warunki będą sprzyjały. Malezyjski tor Sepang znajdował się w kalendarzu Formuły 1 do 2017 roku. Później z niego wypadł ze względów finansowych. Do tego wyścigi w tej części świata nie cieszyły się dużym zainteresowaniem pod kątem sprzedaży biletów. Niemniej jednak fani doceniali ten tor ze względu na widowiskowe wyścigi. W ostatnich latach odbywały się tam głównie zmagania motocyklowe. Niewiele wskazywało na to, że Malezja powróci do Formuły 1.
Okoliczności są jednak dość niecodzienne. Otóż w Malezji odbędzie się Grand Prix… Bahrajnu. Władze obu krajów doszły do porozumienia i zmagania z Bliskiego Wschodu zostaną przeniesione na Półwysep Malajski bez zmieniania nazwy. Brzmi to dość kuriozalnie, lecz Formuła 1 zna podobne przypadki. Najbardziej jaskrawym przykładem jest rozgrywanie Grand Prix San Marino na włoskim torze Imola. Natomiast w latach 1997-1998 tor Nurburgring w Niemczech gościł Grand Prix Luksemburgu.
W przypadku GP Bahrajnu sytuacja jest inna. O jego przeniesieniu zadecydowały względy finansowe i polityczne. Do tego warto również wspomnieć o aspekcie geograficznym. Odległość między oboma państwami w linii prostej wynosi około 6000 kilometrów.l W przypadku San Marino i Włoch oraz Luksemburga i Niemiec mowa o krajach ze sobą sąsiadujących.
Gigantyczny biznes
Przychody Formuły 1 w 2025 roku wyniosły około 3,87 miliarda dolarów. Z tego aż 670 milionów pochodziło od sponsorów. Po raz pierwszy od czasów przejęcia F1 przez Liberty Media zyski ze sponsoringu przekroczyły 20% całościowych przychodów. Utrata każdego weekendu wyścigowego może być dotkliwa dla budżetu na koniec roku.
Dodajmy, że F1 rocznie płaci zespołom ponad miliard dolarów. Trudno przypuszczać, by w przypadku odwołania dwóch dodatkowych wyścigów Formule 1 groziło bankructwo. Niemniej jednak należy się spodziewać, że organizatorzy będą szukali rozwiązań, które zminimalizują ryzyko.
***
Wciąż nie wiadomo, w jakim kierunku rozwinie się konflikt na Bliskim Wschodzie. Jeżeli działania wojenne będą kontynuowane. Niewykluczone, że inne kraje zdecydują się na podobny ruch. W przestrzeni medialnej pojawiły się plotki, że finał sezonu zamiast w ZEA może odbyć się na torze Imola we Włoszech. Na drodze mogą stanąć warunki pogodowe, które w tym okresie w Italii mogą być niesprzyjające. Wkrótce powinniśmy spodziewać się kolejnych decyzji w tych kwestiach.
Mateusz Tudek
Więcej Świat
Netflix stawia na sportowe historie. Dokumenty o Lamarze Odomie i Ronaldinho wzmacniają ofertę platformy
Netflix kontynuuje rozwój swojej oferty dokumentów sportowych, ogłaszając premiery kolejnych produkcji poświęconych wybitnym postaciom światowego sportu. Tym razem platforma przygotowuje filmy opowiadające o życiu i karierze byłego koszykarza NBA Lamara Odoma oraz brazylijskiej legendy futbolu Ronaldinho. To element strategii zakładającej dalsze inwestowanie w treści sportowe oparte na prawdziwych historiach.