12.05.2026 11:40

Lewandowski i Szczęsny skradli show na fecie mistrzowskiej. Kanał Sportowy zrobił furorę

Celebracja mistrzostwa Hiszpanii na ulicach Barcelony zamieniła się w wielki polski wieczór. Oczy kibiców były skierowane przede wszystkim na Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego, którzy stali się głównymi bohaterami świętowania tytułu. Dwóch polskich piłkarzy nie tylko bawiło się najlepiej ze wszystkich zawodników Barcelony, ale wręcz przejęło internet, media społecznościowe i… antenę Kanału Sportowego.

Lewandowski i Szczęsny skradli show na fecie mistrzowskiej. Kanał Sportowy zrobił furorę
Autor zdjęcia: Kanał Sportowy
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Vlog reportera Kanału Sportowego był viralem w mediach społecznościowych. Dominik Piechota relacjonował paradę mistrzowską prosto z Barcelony, ale w pewnym momencie wydarzenia wymknęły się spod kontroli w najlepszym możliwym znaczeniu. Mikrofon trafił bowiem do Lewandowskiego i Szczęsnego, którzy zaczęli improwizować, żartować i prowadzić transmisję po swojemu. O ile Szczęsny od początku pobytu w Barcelonie zaskarbił sobie sympatię miejscowych kibiców swoją otwartością i dużym poczuciem humoru, Lewandowski również pokazał się z tej strony. A przecież przez lata był dość stonowany.

Prowadzenie projektu mediowego, takiego jak Kanał Sportowy – czyli nieposiadającego praw do transmisji wydarzeń – polega na stwarzaniu sobie możliwości zrobienia dobrego kontentu i wykorzystywaniu szans. Niewiele może się wydarzyć, siedząc tylko w studio i zmieniając scenografie. Jesteśmy projektem stworzonym dla widza, a naszej ocenie historyczna feta Barcelony z dwoma polskimi zawodnikami jest tym, co nasz widz chce oglądać – stąd nasza obecność w Barcelonie. Ponadto Dominik jest kapitalny w robieniu treści IRL, ciężko mi sobie wyobrazić kogoś innego w tej roli – mówiła dla SportMarketing.pl Agnieszka Prachniak, prezes Kanału Sportowego.

W mediach społecznościowych momentalnie pojawiły się tysiące komentarzy zachwyconych kibiców. Wielu internautów pisało, że był to podręcznikowy przykład Real Time Marketingu – naturalnego, spontanicznego i idealnie wyczutego. Nie było sztuczności ani przygotowanych wcześniej scenariuszy. Byli za to piłkarze świętujący mistrzostwo Hiszpanii i redakcja, która potrafiła znaleźć się dokładnie tam, gdzie rodził się viralowy content. 

W odpowiednim czasie

Największe wrażenie robił jednak sam Robert Lewandowski. Jeszcze kilka lat temu kapitan reprezentacji Polski funkcjonował w przestrzeni medialnej jako perfekcyjny profesjonalista – bardzo poukładany, zdystansowany i niezwykle ostrożny wizerunkowo. Tymczasem podczas mistrzowskiej fety w Barcelonie kibice zobaczyli zupełnie inną twarz „Lewego”. 

Lewandowski żartował, śmiał się, spontanicznie przejmował mikrofon i wyraźnie czuł się swobodnie w całym tym szaleństwie. W pewnym momencie razem ze Szczęsnym zaczęli improwizować niczym prowadzący internetowego programu. Padały żarty o „fakturze dla Kanału Sportowego”, były wygłupy, śpiewanie hymnu i komentarze rzucane kompletnie na luzie. Lewandowski wspominał chociażby o studniówce, na której miał tańczyć z… córka Jana Tomaszewskiego: Małgorzatą.

Medialna metamorfoza

To kolejny sygnał pokazujący ogromną przemianę wizerunkową Lewandowskiego po przeprowadzce do Barcelony. W Hiszpanii kapitan reprezentacji Polski wyraźnie odnalazł większy spokój i swobodę. Stał się bardziej otwarty medialnie, częściej pozwala sobie na humor i dystans do samego siebie. Widać, że zaaklimatyzował się nie tylko sportowo, ale również mentalnie i kulturowo. Barcelona bardzo mocno go zmieniła – również jako postać medialną.

Ogromną rolę podczas celebracji odegrał także Wojciech Szczęsny. Bramkarz od lat uchodzi za jednego z najbardziej charyzmatycznych i naturalnych polskich piłkarzy, a podczas fety tylko to potwierdził. To właśnie on rzucał najbardziej absurdalne teksty, opowiadał żarty i podkręcał atmosferę. Internauci błyskawicznie podchwytywali kolejne fragmenty transmisji, które momentami bardziej przypominały internetowy program rozrywkowy niż relację z mistrzowskiej parady.  Szczęsny i Lewandowski świetnie uzupełniali się także pod względem charakterów. Jeden bardziej ironiczny i prowokujący, drugi coraz bardziej otwierający się na media i zabawę. W efekcie powstał duet, który przykul uwagę kibiców Barcelony i polskiego internetu.

Narodowe barwy

W pamięci wielu fanów zostaną również obrazki z biało-czerwoną flagą na dachu klubowego autobusu. Polacy byli jednymi z najbardziej widocznych piłkarzy podczas całej celebracji. W sieci pojawiały się komentarze, że dawno żaden duet reprezentantów Polski nie był tak mocno eksponowany podczas świętowania mistrzostwa w jednej z pięciu najlepszych lig Europy. 

Sama feta była zresztą spektakularna. Tysiące kibiców wyszły na ulice Barcelony, by świętować mistrzostwo Hiszpanii zdobyte przez drużynę Hansiego Flicka. Klubowy autokar powoli przejeżdżał przez centrum miasta, a piłkarze świętowali na jego dachu. To właśnie tam Lewandowski i Szczęsny tańczyli, śpiewali i co chwila wdawali się w kolejne improwizowane rozmowy z reporterem Kanału Sportowego. 

Nieoczekiwany obrót spraw

Co ciekawe, w pewnym momencie obaj Polacy oglądali nawet… własny występ na antenie Kanału Sportowego, śmiejąc się z tego, co wcześniej powiedzieli do kamery. Ten dystans i naturalność zostały bardzo dobrze odebrane przez kibiców.  Dla Lewandowskiego był to kolejny wielki moment w barwach Barcelony. Napastnik od początku pobytu w Katalonii miał być liderem projektu odbudowy klubu po odejściu Lionela Messiego. Dziś trudno mieć wątpliwości, że stał się jedną z twarzy nowej Barcelony – nie tylko sportowo, ale również medialnie i wizerunkowo.

A mistrzowska feta pokazała coś jeszcze. Robert Lewandowski nie jest już wyłącznie perfekcyjną maszyną do zdobywania bramek. Coraz częściej pokazuje kibicom bardziej ludzką, swobodną i zabawną stronę siebie. I wygląda na to, że właśnie takiego „Lewego” kibice lubią najbardziej. Podczas świętowania między piłkarzami wywiązała się ciekawa dyskusja:

– Ja zostaję, ja miałem kończyć karierę – powiedział Szczesny.

– Opowiem Wam anegdotkę, ile razy Wojtek miał kończyć karierę w ostatnich tygodniach. Ile razy? – zastanawiał się Lewandowski.

– Od stycznia do połowy kwietnia ja kończyłem karierę, a dzisiaj nie kończę – odpowiedział Szczęsny.

– Człowiek zmienny jest. Wojtek zmienny jest – skwitował „Lewy”.

– Jak człowiek podejmuje decyzję o końcu kariery, to się dzieją różne fajne rzeczy. Ja podejmuję jedną decyzję, a potem podejmuję drugą! Tylko w miłości jestem stały. Jest ciekawiej, dzieje się. Mamy o czym gadać – podsumował Szczęsny.

Udostępnij
Redakcja Sport Marketing

Redakcja Sport Marketing