23.01.2026 07:11

Padel w Polsce dojrzewa. Sport, który zbudował własny rynek

Padel w Polsce wchodzi w nową fazę rozwoju. Właściciele klubów mówią o stabilnym wzroście, lojalnej społeczności i coraz dojrzalszym modelu biznesowym. Tomasz Smokowski dodaje medialny impuls, który napędza popularność dyscypliny w całym kraju.

Udostępnij
Padel w Polsce dojrzewa. Sport, który zbudował własny rynek
Autor zdjęcia: Press Focus
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Jeszcze kilka lat temu padel był w Polsce niszową dyscypliną, rozpoznawalną głównie wśród osób podróżujących do Hiszpanii czy Skandynawii. Dziś to jeden z najszybciej rosnących segmentów sportu rekreacyjnego w kraju. Według branżowych szacunków w 2025 roku działa już ponad 120 klubów i około 200 kortów padlowych, podczas gdy dwa lata wcześniej było ich zaledwie kilkadziesiąt. 

Równolegle do infrastruktury rośnie liczba graczy i wydarzeń. Coraz więcej firm organizuje turnieje integracyjne, a właściciele klubów planują ekspansję i nowe modele franczyzowe. Globalny kontekst tylko wzmacnia ten trend – według raportu FIP World Padel Report 2025, na świecie działa już ponad 77 000 kortów i 35 milionów graczy, co czyni padel jednym z najszybciej rosnących sportów na świecie.

Mimo że w Polsce wciąż brakuje centralnych statystyk, jedno jest pewne: padel stał się nowym językiem sportowego biznesu, łączącym rekreację, społeczność i inwestycje.

Wzrost napędzany ludźmi, nie reklamą

Jakub Golański, współwłaściciel Padbox w Gdańsku, mówi dla SportMarketing.pl o regularnym wzroście, ale też o dojrzewaniu rynku.
W Padboxie co roku notujemy wzrost. W 2025 roku było więcej rezerwacji niż w 2024, w 2024 więcej niż w 2023, a w 2023 więcej niż w 2022. Tempo wzrostu wyhamowuje, ale wszystkie kluczowe wskaźniki wciąż idą w górę. Mamy więcej klientów i więcej rezerwacji. Patrzymy w przyszłość optymistycznie i na ten moment nie widzimy nasycenia rynku.

Gdański klub działa od 2022 roku i jest jedynym w regionie w pełni poświęconym padlowi.
W Gdańsku jako Padbox jesteśmy jedynym stricte padlowym klubem sportowym. Jest inny obiekt, który ma pojedyncze korty do padla obok innych dyscyplin, ale my funkcjonujemy jako samodzielny klub skoncentrowany wyłącznie na padlu.

To właśnie lokalność i autentyczność przyciągają graczy. Padbox nie stawia na reklamy, tylko na atmosferę i relacje.
Nie prowadzimy klasycznego marketingu ani kampanii sprzedażowych. Nie mamy działu marketingu ani budżetów reklamowych. Skupiamy się na tym, żeby ludzie dobrze czuli się w klubie. To przekłada się na marketing szeptany, który działa u nas najlepiej.

Zbliżony kierunek rozwoju obrała Agata Cierpich, współwłaścicielka Ahoj Padel w Niepołomicach. Jej klub, podobnie jak gdański Padbox, stawia przede wszystkim na atmosferę i zaangażowanie graczy.

Dużo naszych graczy trafia do klubu z polecenia – ktoś przyprowadza znajomego, a ten kolejnych graczy. To pokazuje, że relacje i klimat w klubie są dla nas równie ważne jak działania promocyjne – mówi Cierpich.

Ahoj Padel prowadzi jednak aktywną komunikację w mediach społecznościowych i kursy dla początkujących, traktując je jako sposób na włączenie nowych osób do społeczności.

Prowadzimy aktywną komunikację w social mediach, kampanie płatne i kursy dla początkujących. Oferujemy darmowe zajęcia wprowadzające. To dobry sposób, aby spróbować padla bez zobowiązań.

Cierpich potwierdza, że jeszcze dwa lata temu mało kto wiedział, czym jest padel, a dziś wśród klientów pojawiają się nie tylko pasjonaci, ale i firmy.
Zainteresowanie padlem w naszym klubie wyraźnie rośnie. Dotyczy to zarówno klientów indywidualnych, jak i zapytań o eventy biznesowe. Właśnie dlatego w tym roku dobudowaliśmy dwa dodatkowe korty.

Nowa forma społeczności

Padel przyciąga ludzi, bo łączy aktywność fizyczną z integracją. To sport, w którym wyniki schodzą na drugi plan, a najważniejsze staje się doświadczenie wspólnej gry. Cierpich widzi to codziennie.
Padel ma silny wymiar społecznościowy. To sport, który łatwo połączyć z integracją, spotkaniami towarzyskimi i eventami firmowymi. Wszyscy są razem, grają ze sobą, a nie obok siebie.

W jej klubie najczęściej grają osoby w wieku 25–35 lat, które szukają aktywności innej niż tradycyjna siłownia czy tenis.
Najbardziej aktywną grupą są osoby w wieku 25–35 lat. To właśnie one najczęściej uczestniczą w ligach, rozgrywkach i wydarzeniach społecznościowych.

Podobną strukturę obserwuje Golański.
Trzonem są osoby pracujące, które traktują padla jako regularną aktywność sportową i społeczną. Bardzo często ktoś przychodzi dlatego, że znajomy zaprosił go na wspólną grę lub wydarzenie.

Co ciekawe, oboje zwracają uwagę na wzrost liczby kobiet na kortach.
Na początku dominowali mężczyźni, nawet w proporcji 80 do 20. Obecnie widzimy wyraźny wzrost liczby kobiet. Szacujemy, że dziś to około 60 proc. mężczyzn i 40 proc. kobiet – mówi Cierpich.

Proporcje kobiet i mężczyzn są bardzo wyrównane. Około 55 proc. to mężczyźni, 45 proc. kobiety. Spodziewałbym się większej przewagi mężczyzn, a statystyki pokazują coś innego – dodaje Golański.

Padel okazał się więc sportem inkluzywnym, który łączy pokolenia i środowiska. To, co w Hiszpanii stało się kulturowym rytuałem, w Polsce zaczyna pełnić podobną rolę – spotkanie towarzyskie z rakietą w dłoni.

Biznes pod dachem i pod chmurką

Rynek padla w Polsce rozwija się w różnych kierunkach. W Gdańsku Padbox działa przez cały rok, podczas gdy w Niepołomicach kluczowym wyzwaniem pozostaje sezonowość.
Jesteśmy klubem z sześcioma kortami zewnętrznymi. Obecnie pracujemy nad ich zadaszeniem, aby obiekt mógł funkcjonować całorocznie. Zima i warunki pogodowe oznaczają dziś przestój, ale liczymy, że to ostatni sezon w takim modelu – tłumaczy Cierpich.

Brak stabilnych przychodów w okresie zimowym wymusza elastyczność i dywersyfikację.
Największym ryzykiem przy kortach zewnętrznych jest brak stabilności finansowej. Sezonowość sprawia, że właściciel musi liczyć się z przerwami w działalności. Pogoda to kolejny czynnik ryzyka. Deszcz, wilgoć i czas potrzebny na wyschnięcie nawierzchni wpływają na możliwość realizacji rezerwacji.

Golański ma inny punkt wyjścia. Klub rozwija się organicznie, stawia na doświadczenie gracza i rozwój społeczności.
Nie obawiamy się przesycenia rynku. Gdybyśmy się bali, nie rozwijalibyśmy się dalej. Wierzymy, że padel w Polsce będzie rósł.

W obu przypadkach widać, że za sukcesem stoją nie inwestorzy, lecz właściciele zaangażowani osobiście w życie klubu.
Nie jesteśmy typowymi inwestorami. Jesteśmy ludźmi, którzy grają w padla, tworzą społeczność i żyją tym miejscem. Dla nas to nie jest wyłącznie biznes. To także styl życia – mówi Golański.

Oba modele – korporacyjny i społecznościowy – funkcjonują równolegle i uzupełniają się. Jak zauważa Cierpich, Polska wymaga adaptacji hiszpańskich wzorców.
W krajach takich jak Hiszpania dominują korty zewnętrzne. W Polsce klimat wymusza jednak model hybrydowy i większą elastyczność biznesową.

Ta różnorodność podejść może okazać się siłą rynku. Z jednej strony mamy obiekty premium w dużych miastach, z drugiej – kluby lokalne, które integrują społeczność. Wszystkie jednak opierają się na jednym filarze: padel to sport relacji, nie technologii.
Widzę wyraźną różnicę między Polską a krajami skandynawskimi. Tam postawiono na automatyzację, aplikacje i brak obsługi. U nas stawiamy na ludzi i klimat – podkreśla Golański.

Od popularyzacji do stabilizacji

Ostatnie ogniwo w rozwoju padla w Polsce stanowią media i osoby, które pomogły sportowi wyjść z niszy. Najbardziej rozpoznawalnym popularyzatorem jest Tomasz Smokowski, dziennikarz sportowy i ambasador dyscypliny, który rozwój rynku ocenia z dużym entuzjazmem.
– Jestem przeświadczony, że rozwój jest dalej w tempie logarytmicznym. Z miesiąca na miesiąc, z roku na rok wciąż jesteśmy w fazie bardzo dużej promocji padla – wspomina w rozmowie dla SportMarketing.pl.

Jak sam przyznaje – Nie przypominam sobie analogicznego zainteresowania innymi, nowymi i popularnymi w pewnym momencie dyscyplinami sportu w Polsce, jak choćby squashem.

Smokowski podkreśla, że siłą padla jest jego inkluzywność i unikatowy aspekt towarzyski, którego brakuje w tenisie. – Na korcie jesteśmy blisko siebie, co ułatwia interakcję. Można się poczuć jak podczas gry w planszówki: jest czas na komentarz, wspólną „szyderkę” czy pochwalenie zagrania przeciwnika. To sprawia, że bariera wejścia niemal nie istnieje – po 20 minutach amator może już grać na punkty.

Dziennikarz, organizujący m.in. turniej CUPRA Padlowe, którego najbliższa edycja odbędzie się 28 marca w Warszawie oraz drużynowe mistrzostwa mediów, dostrzega ogromną rolę znanych postaci w promocji sportu.

Jak zauważa, ranga tych imprez rośnie z każdym rokiem – To już nie tylko byli sportowcy, ale w tym momencie też aktorzy, muzycy, piosenkarze czy influencerzy. Cały ten świat lifestyle’owy zaczyna się pojawiać na kortach. Kiedy zaczynają się pojawiać znane postacie, media zaczynają się tym interesować.

Zauważa przy tym przyjemną zmianę – To nie ja już pukam do drzwi jednej, drugiej redakcji (…), tylko to oni dzwonią do mnie, czy mogliby wpaść z kamerą. Dziś relacje z padla pojawiają się zarówno w „Pytaniu na śniadanie”, jak i w TVN24.

Mimo ogromnego entuzjazmu, Smokowski tonuje nastroje, wskazując na błędy innych rynków, szczególnie skandynawskiego. – Szwedzi „przekręcili gwint” koniunktury, stawiając zbyt wiele obiektów w zbyt krótkim czasie. Dziś wiele z nich ma obłożenie na poziomie zaledwie 15% i jest zamykanych. To czerwona lampka dla tych, którzy myślą, że to zawsze będzie złoty biznes bez walki o jakość.

Na ten moment jednak, zwłaszcza w Warszawie, popyt wciąż przewyższa podaż – Codziennie od godziny 16:00 do późnego wieczora praktycznie nie ma szans, aby zarezerwować kort z marszu.

Choć padel staje się konkurencją dla innych sportów rakietowych, Smokowski traktuje je jako dyscypliny uzupełniające się – Kawa nie wyklucza herbaty i odwrotnie. Smokowski kończy historię polskiego padla osobistą refleksją: – Wiedziałem, że ta gra chwyci, ale nie sądziłem, że aż tak bardzo. Padel ma niezwykły procent „zakaźności” – znam tylko jedną osobę, która po spróbowaniu nie dała się zarazić tą pasją.

Padel w Polsce przestał być jedynie egzotyczną ciekawostką, stając się dojrzałym sektorem sportowego biznesu. Historie klubów z Gdańska czy Niepołomic dowodzą, że sukces tej dyscypliny nie opiera się na agresywnym marketingu, lecz na autentyczności i budowaniu lokalnych społeczności. Choć rynek profesjonalizuje się, a na horyzoncie pojawiają się wielkie zagraniczne franczyzy, sercem gry pozostaje unikalna „zakaźność” i inkluzywność.

Udostępnij
Joachim Stelmach

Joachim Stelmach