14.05.2026 08:18

Niespodziewane odejście. Jak Industria Kielce pożegnała swoją legendę?

W ostatnich tygodniach nastąpiło tąpnięcie w polskiej klubowej piłce ręcznej. Po ponad dwunastu latach z Industrią Kielce rozstał się trener Tałant Dujszebajew, dodatkowo w atmosferze konfliktu z drużyną. Jak tak delikatny temat klub ograł wizerunkowo?

Udostępnij
Niespodziewane odejście. Jak Industria Kielce pożegnała swoją legendę?
LinkedIn Follow Button – Article Embed


W złotej erze kieleckiego handballa pracowało tylko dwóch trenerów. Legendarny Bogdan Wenta i właśnie Tałant Dujszebajew, który objął stanowisko na początku 2014 roku. Przez dwanaście lat stał się symbolem klubu i doprowadził go do największego sukcesu w historii, jakim był triumf w Lidze Mistrzów w 2016 roku.

Ostatnie lata nie były już jednak dla kielczan tak udane. Kibice, którzy przyzwyczaili się do tego, że ich ukochana drużyna to hegemon, musieli zacząć znosić coraz liczniejsze porażki. Po piętnastu mistrzostwach Polski z rzędu, w dwóch ostatnich sezonach kielczan z piedestału strąciła już Orlen Wisła Płock.

Również w tym sezonie nie można było zakładać, że tytuł wróci do Kielc. Niespełna miesiąc temu, 18 kwietnia, Industria trafiła na płocczan w półfinale Pucharu Polski i uległa im 25:30. To spotkanie okazało się brzemienne w skutkach dla całej struktury klubu.

Niespodziewanie do dymisji podał się Dujszebajew, który stwierdził, że było to „pierwsze spotkanie, w którym drużyna nawet nie walczyła”. Jednocześnie media donosiły, że znany z porywczego charakteru  trener miał po prostu stracić szatnię.

Industria przekazała zatem szokującą informację, że pomnikowa postać odchodzi na finiszu sezonu. Nie było czas ani oswoić się z tą informacją, ani z wyprzedzeniem przygotować uroczystości pożegnania fanów z trenerem.

Choć relacje na linii trener-drużyna miały zostać mocno nadszarpnięte, to kibice nie opowiedzieli się raczej po żadnej ze stron domniemanego konfliktu. Chcieli zatem podziękować szkoleniowcowi za lata spędzone na ławce trenerskiej i mimo szokującej z ich perspektywy decyzji, podziękować mu za wykonaną pracę.

Industria na półtora tygodnia przed spotkaniem półfinałów play-off z Ostrovią Ostrów Wielkopolski ogłosiła, że spotkanie to będzie stanowiło jednocześnie okazję do pożegnania Dujszebajewa. „Niech na ten mecz przyjdzie każdy, kto po 12 latach chce powiedzieć DZIĘKUJĘ…” – napisał kielecki klub.

I faktycznie – przez kolejne dni trwało swoiste odliczanie do zapełnienia hali, a całą historię zapraszającą kibiców na halę zbudowano wokół możliwości podziękowania legendarnemu szkoleniowcowi.

Ostatecznie cel osiągnięto dzień przed meczem. Hala Legionów faktycznie zapełniła się do ostatniego miejsca na meczu, który miał stanowić pożegnanie szkoleniowca z drużyną.

Już podczas spotkania kielczan z Ostrovią, o jak najlepsze potraktowanie trenera zadbali zarówno kibice, jak i klub. Fani przygotowali oprawę z hasłem „12 lat złotej historii, pasji i dumy – Tałant, legendo, dziękują ci tłumy”.

Industria natomiast, oprócz „klasycznego” pozdrowienia osób zgromadzonych w hali przez trenera, postanowiła także zawiesić koszulkę z jego nazwiskiem pod sufitem hali. Tym samym nazwisko Dujszebajewa dołączyło do legendarnego zawodnika Karola Bieleckiego i byłego właściciela Bertusa Servaasa, twórcy potęgi kieleckiej piłki ręcznej.

Do Kielc przylecieli także byli zawodnicy kieleckiej ekipy, którzy na przestrzeni lat występowali w drużynie pod wodzą tego trenera.

Wzruszająco dla całej społeczności klubu zrobiło się zwłaszcza po ostatnim gwizdku, kiedy faktycznie uwaga wszystkich skupiła się na pożegnaniu Dujszebajewa.

Śmiało można także powiedzieć, że w bardzo niespodziewanej sytuacji, klubowi w zorganizowaniu całego przedsięwzięcia pomógł sam trener. Nawet jeśli bowiem miał problemy wewnątrz szatni z zawodnikami, to względem władz Industrii czy kibiców zachował najwyższą klasę.

W udzielonych wywiadach podkreślał, że nie zamierza odnosić się do tego, co wydarzyło się pomiędzy nim a graczami. Dodatkowo zaznaczył, że zawsze pozostanie kibicem klubu i z ponad dwunastu lat spędzonych w Kielcach wyniesie fantastyczne wspomnienia.

Cała sytuacja natomiast raz jeszcze pokazała, że jak to w sporcie bywa, nierzadko trzeba stanąć w obliczu problemu, którego raptem kilka dni wcześniej nie zakładałoby się nawet w najtrudniejszych scenariuszach.

Udostępnij
Marcin Długosz

Marcin Długosz