Tak powstał Puchar Polski. „Czy musi być taki ciężki?”
„Czy ten puchar musi być taki ciężki?” – tym zdaniem przywitał mnie prezes Zbigniew Boniek podczas prezentacji nowego Pucharu Polski na oficjalnej konferencji PZPN. No właśnie, miesiące pracy zespołu Kiwi, dziesiątki poprawek a na końcu walka o każdy kolejny gram. Oto historia powstania jednego z najbardziej niezwykłych pucharów w Polsce. Ale zacznijmy od początku…
W tamtym czasie Kiwigroup było agencją na stałe współpracującą z PZPN. Odpowiadaliśmy za stworzenie całej serii logotypów dla różnych poziomów rozgrywek, przygotowywaliśmy również materiały wizerunkowe, oprawy telewizyjne, elementy promocji dla związku, i jego sponsorów.
Po dwóch latach współpracy pracy pojawił się wątek pt. Puchar Polski. W związku zapadła decyzja o stworzeniu nowego trofeum i z takim zadaniem zwrócono się do nas. Już od początku wiedzieliśmy jak trudne będzie to wezwanie. Nie chodziło tylko o zaprojektowanie pucharu, ale przede wszystkim wykonanie go na czas tak, aby zwycięska drużyna, mogła cieszyć się nim po zakończeniu rozgrywek. Mieliśmy cztery miesiące. Mogłoby się wydawać, że to dużo czasu. Uwierzcie mi, to tylko złudzenie. Czas płynął wyjątkowo szybko, a my nie szliśmy z projektem do przodu. Na samym początku musieliśmy zmierzyć się z pomysłem na projekt. W trakcie rozmów zaproponowałem, abyśmy odeszli od klasycznego kształtu pucharu, jaki znamy z rozgrywek na przykład z Ligi Mistrzów. Udało mi się przekonać dział marketingu, aby dali nam więcej swobody przy pracach koncepcyjnych.
Zadanie trafiło do Jakuba Malickiego, grafika, który od kilku lat działał w strukturach Kiwigroup. W trakcie rozmów poprosiłem o rozwiązanie, które przykuje uwagę lekkością formy i unikatowym designem. Z przygotowanych propozycji jedna od razu wpadła nam w oko. Dla jednych ramiona pucharu rozwijały się niczym płatki tulipana, innym przypominały kształtem serce. Mimo początkowych oporów ze strony związku dostaliśmy zielone światło, aby dalej pracować nad tym projektem. Po kilkunastu kolejnych przeróbkach otrzymaliśmy akceptację znanego nam dziś pucharu.
Jeśli myślicie, że to koniec, jesteście w błędzie. To był dopiero początek naszej drogi. Teraz trzeba go było wyprodukować, a czas kurczył się niemiłosiernie. PZPN zażyczył sobie, aby puchar był odlany, w grę nie wchodziły inne rozwiązania. Po odwiedzeniu kilku firm zacząłem tracić nadzieję, że uda się znaleźć odpowiedniego wykonawcę. Na szczęście znajomy polecił firmę ukrytą w starej części miasta. Trafiłem do zakładu, który wyglądał, jakby przeniesiono go żywcem z poprzedniej epoki. Wąskie pomieszczenia, unoszący się dym oraz temperatura wydobywająca z pieca, w którym wypalano formy. Na początku właściciel nie był zainteresowany tym zleceniem. Wiedział, z jakim wyzwaniem będzie wiązało się wykonanie tak złożonego projektu. Z drugiej strony perspektywa stworzenia czegoś ponadczasowego była zbyt kusząca i tak w drugim tygodniu powstał drewniany model Pucharu. Punkt startu do stworzenia formy, z której mieliśmy otrzymać właściwą bryłę. To niesamowite jak w oparciu o szkice Kuby powstawały kolejne elementy pucharu, a następnie zostały skręcone, tworząc finalny kształt. Właśnie on został otoczony formą, która miała posłużyć do odlania właściwej bryły. Teraz całość trafiła na wypalenie do pieca.

Niestety mieliśmy kolejną niespodziankę, pomimo całego fachu i kompetencji twórców puchar był równie ciężki, jak droga, którą trzeba było pokonać, by go zdobyć. Kilogramy, kilogramy i jeszcze raz kilogramy.. Uwierzcie, trzeba było nie lada wysiłku, by podnieść go do góry. Oczami wyobraźni zobaczyłem zmęczonych zawodników słaniających się pod ciężarem statuetki. Pomimo usilnych prób właściciela puchar nie chciał chudnąć…
Przez kolejne dni pracownicy z uporem maniaka walczyli o każdy kolejny gram. Efektem było przygotowanie jeszcze niechromowanego produktu i jego oficjalna prezentacja na stadionie Legii. Na to wydarzenie pojechaliśmy całym zespołem, który brał udział w procesie tworzenia Pucharu. Uwierzcie, moment w którym model został odsłonięty i pozytywnie przyjęty przez dziennikarzy wart był naszego wysiłku.
I wszystko byłyby dobrze, gdyby nie drobna uwaga prezesa Bońka.
– Tak, bardzo ładny, ale proszę, odchudźcie go troszkę…

Zapakowany do samochodu puchar wrócił z nami, by przez kolejne dni trafić pod delikatne ręce szlifierza a my po kilku dniach walki uzyskaliśmy oczekiwaną wagę.
Jak jest teraz? Co roku oglądając dekorację zwycięzców, przypominam sobie, jak pierwszy raz podnosiłem kilkunastu kilogramowy odlew, zastanawiając się, kto to „diabelstwo” będzie dźwigać…
Olaf Jarzemski
Więcej Marketing
Nowa koszulka Bayernu Monachium. Tradycja i nowoczesność
Nowy domowy trykot Bayernu Monachium na sezon 2026/2027 właśnie ujrzał światło dzienne i już teraz wzbudza ogromne emocje wśród kibiców na całym świecie. Klub z Bawarii po raz kolejny postawił na połączenie tradycji z nowoczesnym designem, tworząc koszulkę, która oddaje ducha jednej z najbardziej utytułowanych drużyn w historii futbolu.