Paradoks Tottenhamu. Wspaniały stadion może być areną… drugoligowych meczów
Od siedmiu lat kibice mogą podziwiać Tottenham Hotspur Stadium, który jest jednym z najlepszych i najbardziej funkcjonalnych obiektów tego typu na świecie. Problem w tym, że w parze z rozwojem infrastrukturalnym nie poszedł ten sportowy. Zespół rozgrywający mecze na tej prawdziwej perełce, lada chwila może spaść z Premier League.
Finansowy przeskok Tottenhamu
Kiedy nowy obiekt Spurs miał swoje otwarcie, a więc wiosną 2019 roku, również zespół święcił wielkie sukcesy. Doszedł bowiem do finału Ligi Mistrzów i nawet jeśli uznał tam wyższość Liverpoolu, to dostał się na poziom, o jakim kibice Kogutów mogli wyłącznie marzyć.
Sama budowa stadionu, który zastąpił wysłużone White Hart Line, potrwała cztery lata – od 2015 roku. Łączny koszt wyniósł 1-1,2 miliarda funtów, co czyni go jednym z najdroższych w historii. W jaki sposób sfinansowano postawienie ponad 60-tysięcznego kolosa?
W dużej mierze oparto się na kredytach. Ze środków własnych Tottenham wyłożył, w zależności od źródeł, od 200 do 300 milionów funtów. Pozostałe nawet ponad 70% kwoty pochodzi z kredytowania bankowego, którego spłatę rozłożono na kilkadziesiąt lat. Każdego roku klub musi oddawać po około 30 milionów funtów długu.
Nie zmienia to jednak faktu, że inwestycja – nawet jeśli wymagała sporego zapożyczenia się – zdecydowanie się opłaciła. I widać to nawet po suchych liczbach, które wyraźnie ukazują, jak wielkim przeskokiem w działalności Spurs było otwarcie nowego stadionu.
Według serwisu „Spurs Web”, na starym obiekcie White Hart Line, klub mógł liczyć na przychody poniżej miliona funtów z dnia meczowego. Obecnie Koguty inkasują nawet po 6 milionów funtów za każde spotkanie domowe. Sprawia to, że na przestrzeni sezonu potrafią zainkasować i 130 milionów funtów z tego tytułu. To jeden z najwyższych wyników w Europie.
Funkcjonalna perełka
Nie ma jednak co się dziwić, bowiem perełka architektoniczna funkcjonuje 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Klub nie zarabia także wyłącznie na meczach. Na nowoczesnym stadionie organizuje także koncerty (gościły tam między innymi takie gwiazdy jak Lady Gaga czy Beyonce) oraz inne wydarzenia sportowe.
W niedługiej historii Tottenham Hotspur Stadium, odbyła się tam już chociażby walka bokserska Anthony’ego Joshuy z Ołeksandrem Usykiem. Dzięki gigantycznej innowacji, jaką stanowi wysuwana murawa, co powoduje elastyczność w zarządzaniu płytą obiektu, stadion jest przystosowany także do goszczenia spotkań futbolu amerykańskiego.
W Londynie odbywają się więc regularnie mecze NFL. Jest to jedyny stadion poza Stanami Zjednoczonymi, który posiada takie przystosowanie do tej dyscypliny. Stały kontrakt powoduje, że klub zarabia, otwierając się również na sport, który w niemal stu procentach monetyzowany jest wyłącznie w USA.
Jak wylicza „The Stadium Business”, roczny przychód Tottenhamu z tytułu zarządzania takim stadionem, to nawet 550 milionów funtów. Dzięki temu Spurs znajdują się corocznie w gronie dziesięciu najbogatszych klubów świata, chociaż – w przeciwieństwie do nich – pozostałe ekipy w tym zestawieniu regularnie rywalizują o największe trofea sportowe.
Koguty odniosły ogromny sukces biznesowy, gdyż aktualnie ich dom jest wyceniany już nawet na 1,5 miliarda funtów. W tym przypadku sukces infrastrukturalny nie idzie jednak w parze z tym sportowym. Bo choć obiektu Tottenhamowi mogą zazdrościć niemalże wszyscy, to pod względem piłkarskim klubowi zagląda w oczy wielki strach.
Wspaniały stadion to nie wszystko
Na trzy kolejki przed końcem obecnego sezonu Premier League, Spurs mają raptem punkt przewagi nad otwierającym strefę spadkową West Ham United. Walka o utrzymanie będzie toczyła się do samego końca i nie można wykluczyć, że to właśnie drużyna z północnego Londynu wyjdzie z niej na tarczy.
Ewentualny spadek do Championship oczywiście byłbym wielkim ciosem w finanse klubu – które mają się dobrze także dzięki przychodom wynikającym z gry w najbogatszej lidze Europy – a ponadto trudniej byłoby zainteresować kibiców samymi meczami. W końcu drugi poziom rozgrywkowy w tym przypadku brzmi jak ponury żart, który jednak może stać się rzeczywistością.
Klub z czołowej dziesiątki najbogatszych na świecie spadnie z najwyższej ligi w swoim kraju? To szokujące, ale realne na finiszu obecnego sezonu. Nietrafione transfery, ciągłe zmiany trenerów i słaba strategia sportowa sprawiają, że Tottenham notuje ogromny rozdźwięk pomiędzy swoją sytuacją infrastrukturalną a sportową.
W ciągu niespełna trzech najbliższych tygodni okaże się, czy jeden z najlepszych i najbardziej funkcjonalnych stadionów na świecie będzie na co dzień areną zmagań raptem drugoligowych rozgrywek.