17.09.2026 09:02

Co z igrzyskami olimpijskimi w Polsce? Kluczowe pytania wciąż bez odpowiedzi

Polska coraz wyraźniej buduje zaplecze pod przyszłą kandydaturę do organizacji letnich igrzysk olimpijskich. Ambicja nie ogranicza się już wyłącznie do deklaracji politycznych. Ministerstwo Sportu pracuje nad Strategią Rozwoju Polskiego Sportu 2040, a minister Jakub Rutnicki powołał zespół roboczy zajmujący się kandydaturą Polski do organizacji igrzysk. W jego skład weszła m.in. Maja Włoszczowska, członkini Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Olimpijskie aspiracje Polski. Najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie, jak i kiedy zorganizować igrzyska
Autor zdjęcia: Open AI
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Jednocześnie Polska nie ma jeszcze gotowego masterplanu igrzysk ani ostatecznie wybranego terminu kandydowania. W grę może wchodzić 2036 rok, ale coraz więcej argumentów przemawia za tym, by myśleć o perspektywie 2040 lub 2044. W przypadku Polski nie chodzi więc obecnie o formalne zgłoszenie konkretnej kandydatury, lecz o sprawdzenie, czy kraj jest w stanie stworzyć projekt, który będzie odpowiadał zarówno własnym możliwościom, jak i zmieniającym się oczekiwaniom Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Maja Włoszczowska zwraca uwagę, że jednym z czynników będzie również geografia przyszłych igrzysk.

Jeżeli chodzi o kandydowanie do organizacji igrzysk, możemy aplikować o 2036 rok, natomiast nie jest to absolutnie problem, jeżeli myślimy o 2040 czy 2044. Z naszej perspektywy te dwie późniejsze daty są zdecydowanie bardziej realne. Pewnym zagrożeniem jest jednak sytuacja, w której igrzyska w 2036 roku wygrałby kraj z Europy. Międzynarodowy Komitet Olimpijski stara się bowiem, aby igrzyska odbywały się rotacyjnie na różnych kontynentach. W takiej sytuacji nasze starania musiałyby prawdopodobnie zostać przesunięte w czasie. Oczywiście zainteresowani organizacją są przedstawiciele różnych kontynentów, więc nie jest powiedziane, że gospodarzem igrzysk w 2036 roku będzie Europa.

Czy konieczna jest centralizacja imprezy?

Na razie plan nie jest na zaawansowanym etapie.

Patrząc na infrastrukturę sportową, zauważmy, że nie mamy jeszcze pełnej analizy ani masterplanu. Z pewnością im bardziej rozproszone byłyby igrzyska, tym łatwiej byłoby nam wykorzystać istniejące obiekty. Nie jest to jednak obecnie kierunek, w którym chce iść Międzynarodowy Komitet Olimpijski, między innymi po doświadczeniach z Milano Cortina. Na pierwszy rzut oka rozproszenie zawodów może wydawać się tańszym rozwiązaniem, ponieważ pozwala wykorzystać istniejące obiekty znajdujące się w różnych miejscach. W praktyce generuje jednak tak wiele wyzwań logistycznych, że niekoniecznie na koniec dnia okazuje się korzystniejsze finansowo. De facto wszyscy uczestnicy są wówczas zmuszeni do licznych podróży. Dla mniejszych komitetów olimpijskich rozproszone igrzyska są niezwykle trudne do organizacji – mówi Maja Włoszczowska.

I dodaje:

Dużym wyzwaniem jest również bezpieczeństwo. Zabezpieczenie wielu wiosek olimpijskich i rozproszonych obiektów jest znacznie droższe niż sytuacja, w której wszystko znajduje się w jednym miejscu. Oczywiście zupełnie inny jest również sam klimat igrzysk. Cała idea polega przecież na tym, aby sportowcy z całego świata spotkali się pod jednym dachem, w jednej wiosce olimpijskiej. Przy bardzo rozproszonym modelu ten aspekt w pewnym stopniu traci na znaczeniu. Dlatego Międzynarodowy Komitet Olimpijski zdecydowanie bardziej będzie obecnie cenił kandydatów, którzy są w stanie zaoferować bardziej scentralizowane igrzyska. I tutaj rzeczywiście mielibyśmy większe wyzwanie.

Kluczowa infrastruktura

Aby szanse Polski na organizację igrzysk znacząco wzrosły, konieczna będzie rozbudowa infrastruktury i realizacja planu modernizacyjnego.

Biorąc pod uwagę fakt, że – z tego, co wiem – w 2032 roku ma zostać oddany do użytku Centralny Port Komunikacyjny i poprawione mają zostać połączenia z kluczowymi miastami, być może jesteśmy w stanie wykorzystać takie ośrodki jak Łódź czy Trójmiasto. Z pewnością potrzebujemy bardzo rzetelnej analizy tego, do których miast będzie można dotrzeć szybko i czy dzięki temu będzie możliwe włączenie ich do masterplanu igrzysk – mówi Maja Włoszczowska.

Rosnąca pozycja Globalnego Południa?

Od czerwca 2025 Kirsty Coventry, była wybitna pływaczka i mistrzyni olimpijska, pełni funkcję przewodniczącej Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Czy jej wybór był wymowny i świadczy o tym, że wpływy świata zachodniego w strukturach olimpijskich słabną?

Jeżeli chodzi o rosnące wpływy krajów Globalnego Południa, nie do końca zgadzam się z argumentem, że Europa czy Ameryka Północna, w szczególności Stany Zjednoczone, mają dziś słabszą pozycję niż kiedyś. Najbliższe letnie igrzyska olimpijskie w 2028 roku odbędą się przecież w Los Angeles, a zimowe w 2034 roku w Salt Lake City, czyli w dwóch miastach w Stanach Zjednoczonych. Niemniej, jak najbardziej Międzynarodowy Komitet Olimpijski dąży do tego, aby igrzyska były jak najbardziej globalne i inkluzywne. Nie możemy ignorować rozwoju krajów takich jak chociażby Indie, które bardzo mocno stawiają na sport i otwarcie mówią o swoich ambicjach związanych z kandydowaniem do organizacji igrzysk.

Widać to zresztą również w innych dyscyplinach sportu. W ubiegłym roku w Indiach zorganizowano pierwszy etapowy wyścig kolarski wpisany do kalendarza World Touru. Został przeprowadzony naprawdę z wielkim rozmachem i był dużym sukcesem organizacyjnym. Z całą pewnością nie jest to więc wyłącznie kwestia strategii czy polityki Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Również poszczególne kraje są coraz bardziej zainteresowane tym, aby mocniej zaistnieć w ruchu olimpijskim. Dla misji MKOl-u jest to oczywiście korzystne, ponieważ jego założeniem jest jak najszersza popularyzacja sportu i włączanie do rodziny olimpijskiej jak największej liczby osób, które poprzez sport mogą promować ideę olimpizmu – podsumowuje Maja Włoszczowska.

Priorytety resortu sportu

Jeśli więc Polska miałaby myśleć o igrzyskach w perspektywie 2040 roku, najbliższe lata powinny być przede wszystkim czasem przygotowania odpowiedniego zaplecza. Nie chodzi wyłącznie o stadiony, hale czy baseny. Równie ważne są transport, zakwaterowanie, bezpieczeństwo, infrastruktura treningowa oraz zdolność do organizacji imprezy w sposób, który nie pozostawi po sobie kosztownych i niewykorzystywanych obiektów.

Właśnie w tym miejscu pojawia się Strategia Rozwoju Polskiego Sportu 2040. Ministerstwo Sportu przedstawia ją jako długofalowy plan, którego głównym celem jest budowa zdrowego społeczeństwa oraz przygotowanie Polski do ubiegania się o organizację letnich igrzysk olimpijskich. Strategia ma więc łączyć dwa poziomy: rozwój sportu powszechnego, czyli zwiększanie aktywności fizycznej Polaków, oraz rozwój sportu wyczynowego i infrastruktury potrzebnej do przygotowywania reprezentantów kraju. Resort wskazuje również na rozwój bazy treningowej w regionach i budowanie systemu wsparcia dla kadr narodowych oraz utalentowanej młodzieży.

To istotne, ponieważ ewentualna kandydatura nie powinna być traktowana jako projekt ograniczony do kilkunastu czy kilkudziesięciu dni zawodów. Jeżeli przygotowania olimpijskie mają mieć sens, powinny być częścią szerszego planu rozwoju sportu. W takim ujęciu inwestycje w infrastrukturę mogą służyć zarówno przyszłym olimpijczykom, jak i osobom uprawiającym sport rekreacyjnie, a wydatki ponoszone przed igrzyskami mogą być uzasadniane również celami niezwiązanymi bezpośrednio z samą imprezą.

Poważne perturbacje

Na tym etapie pozostaje jednak pytanie, kto będzie podejmował najważniejsze decyzje po stronie polskiego ruchu olimpijskiego. W ostatnim okresie sytuacja w PKOl była wyjątkowo napięta. Spory wokół funkcjonowania organizacji, jej finansów i sposobu podejmowania części decyzji doprowadziły do poważnego kryzysu wewnętrznego. MKOl publicznie informował, że monitoruje sytuację i oczekuje od polskiego komitetu działań zgodnych ze statutem oraz zasadami dobrego zarządzania.

Kilka dni temu doszło również do zmiany w strukturach władzy PKOI. Radosław Piesiewicz został odwołany z funkcji prezesa po aferze z Zondacrypto, a zarząd powierzył pełnienie obowiązków prezesa Marianowi Kmicie, dotychczasowemu wiceprezesowi, który przez wiele lat kierował Polsatem Sport. Ma on zarządzać PKOl do końca obecnej kadencji, czyli do kwietnia 2027 roku. Jednym z deklarowanych zadań nowego kierownictwa jest uporządkowanie sytuacji w organizacji. Istotne jest to, że Marian Kmita w wywiadzie z Jackiem Kurowskim dla TVP Sport zadeklarował, iż zamierza poprawić relacje PKOI z Ministerstwem Sportu. W kontekście realizacji ambitnych planów dla polskiego sportu współpraca obu podmiotów jest warunkiem koniecznym.

Destabilizacja, która nie odciśnie piętna na wizerunku PKOI?

Nasz kolejny rozmówca uważa, że sytuacja w PKOl nie musi sama w sobie przesądzać o przyszłości polskich planów olimpijskich.

Na razie przede wszystkim na własnym podwórku rozważamy, czy i ewentualnie kiedy powinniśmy starać się o organizację igrzysk olimpijskich. MKOl oczywiście przygląda się kryzysom wizerunkowym w poszczególnych Narodowych Komitetach Olimpijskich, ale uważam, że obecna sytuacja nie jest kryzysem, którego nie można szybko uporządkować. Sam PKOl podjął już pierwsze kroki w celu własnej reorganizacji. Wiemy już, kto poprowadzi komitet do wyborów – mówi Michał Banasiak, prezes Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej i gospodarz podcastu „Sport to pieniądz” na portalu XYZ.

Warto zajrzeć za naszą zachodnią granicę, by przekonać się, że kłopoty wizerunkowe można dostrzec nie tylko w Polsce.

Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że jeśli chodzi o ostateczne wykrystalizowanie się naszego olimpijskiego pomysłu, będzie się tym zajmował już nowo wybrany prezes PKOl. Wybory są zaplanowane na przyszły rok, więc to właśnie nowy szef komitetu będzie miał przed sobą decyzję dotyczącą dalszego kierunku tych starań. Prawie dwa lata temu swoje wewnętrzne problemy miał Niemiecki Olimpijski Związek Sportowy. Z
powodu startu w lokalnych wyborach, z funkcji szefa generalnego został odwołany Torsten Burmester. To odwołanie poprzedziły wzajemnie oskarżenia działaczy. To wszystko nie wpłynęło jednak na niemieckie plany dotyczące igrzysk. Są znacznie bardziej zaawansowani od nas, bo prowadzą już wewnętrzną selekcję miast i regionów zainteresowanych ich organizacją, która ma wyłonić kształt niemieckiej kandydatury
– mówi Michał Banasiak.

Spory dylemat

W Polsce podobny proces dopiero się zaczyna. Jedną z pierwszych decyzji będzie określenie, jaki model organizacji igrzysk w ogóle jest dla kraju realny. Z jednej strony rozproszenie zawodów pozwalałoby w większym stopniu korzystać z istniejących obiektów. Z drugiej – oznaczałoby większe wymagania dotyczące transportu, bezpieczeństwa i logistyki.

To ważne również dlatego, że Polska nie musiałaby budować wszystkich obiektów od podstaw. Wykorzystanie istniejącej infrastruktury może ograniczyć skalę inwestycji, ale nie rozwiązuje problemu kosztów całego przedsięwzięcia. Organizacja igrzysk oznacza bowiem nie tylko przygotowanie obiektów, lecz także zapewnienie odpowiedniego transportu, bezpieczeństwa, zakwaterowania i zaplecza dla dziesiątek tysięcy sportowców, trenerów, działaczy, dziennikarzy i innych uczestników. Jednocześnie nie należy zakładać, że obecne problemy PKOl automatycznie zamykają drogę do olimpijskiej kandydatury.

Oczywiście najlepiej wcale nie mieć kryzysów wizerunkowych. Niezależnie od tego, czy dany kraj chce organizować igrzyska, czy nie. Nie sądzę jednak, żeby obecna sytuacja była na tyle krytyczna, by miała dla MKOl znaczenie w kontekście naszych przyszłych planów. To jest problem, który można dość szybko uporządkować. Dlatego nie traktowałbym obecnego kryzysu jako czynnika, który miałby przesądzać o naszych olimpijskich marzeniach. O tym, czy się ziszczą, będą decydować inne czynniki – przewiduje prezes Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej i gospodarz podcastu „Sport to pieniądz” na portalu XYZ.

Istotne kwestie finansowe

Jednym z najważniejszych elementów pozostanie oczywiście rachunek ekonomiczny. Organizacja igrzysk od lat budzi dyskusje dotyczące kosztów, przekraczania budżetów i tego, czy poniesione nakłady mogą zostać uzasadnione długofalowymi korzyściami. Michał Kobierecki, dr hab., prof. UŁ, zwraca uwagę, że sam bezpośredni bilans finansowy nie pokazuje wszystkich potencjalnych efektów organizacji wielkiej imprezy.

Organizacja wielkich imprez bardzo rzadko przynosi bezpośredni zwrot finansowy, łatwy do oszacowania. Natomiast to jest nieco zakłamany obraz, bo skupienie na sobie uwagi świata przez 2-4 tygodnie wielkiej imprezy może się przełożyć na długofalowe korzyści, większą rozpoznawalność miasta czy regionu jako destynacji turystycznej, silniejszą markę narodową państwa itp. Zatem nie zawsze bezpośredni rachunek ekonomiczny daje całościowy obraz. Jeśli chodzi o główną część pytania, przeformułowałbym je nieco z „jeszcze” na „już”. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę nowe trendy w oczekiwaniach MKOl-u od organizatorów, które uwzględniają wykorzystanie istniejących obiektów lub tymczasowych czy dopuszczają większe rozstrzelenie geograficzne obiektów olimpijskich, igrzyska można zorganizować taniej i w bardziej zrównoważony sposób niż jeszcze 20 lat temu – ocenia dr hab. Michał Kobierecki.

O czym nie wolno zapominać?

To właśnie kwestia wykorzystania istniejących obiektów może mieć dla Polski szczególne znaczenie. Jeżeli przyszły masterplan będzie w stanie połączyć istniejącą bazę sportową z inwestycjami, które i tak mają powstać w związku z rozwojem transportu i infrastruktury, koszt organizacji może wyglądać inaczej niż w przypadku konieczności budowy całego zaplecza od podstaw. Jednocześnie doświadczenia poprzednich gospodarzy pokazują, że sama możliwość wykorzystania igrzysk do przebudowy miasta nie gwarantuje sukcesu. Barcelona z 1992 roku pozostaje jednym z najbardziej znanych przykładów sytuacji, w której wielka impreza sportowa stała się częścią szerszej transformacji miasta.

Barcelona jest traktowana jako flagowy przykład igrzysk, które przyniosły transformację miasta gospodarza, typowy argument za organizacją wielkich imprez. Takie sukcesy zdarzają się jednak rzadko, ale i okoliczności były sprzyjające. Proszę zwrócić uwagę, jakie inne miasta organizowały po tym czasie igrzyska. To najczęściej były już rozwinięte metropolie, które nie potrzebowały aż tak całościowej transformacji. Natomiast odwracając pytanie, niewiele było też w ostatnich latach nieudanych igrzysk, chociaż zazwyczaj przekraczano budżet. Natomiast Barcelona to wciąż cel, do którego przyszli organizatorzy zapewne będą aspirować – mówi profesor UŁ.

Wiele aspektów

W przypadku Polski potencjalne igrzyska mogłyby więc zostać wpisane w znacznie szerszy plan rozwoju kraju. Strategia Rozwoju Polskiego Sportu 2040 daje do tego odpowiednią ramę: obok olimpijskiej ambicji obejmuje sport powszechny, sport wyczynowy, infrastrukturę treningową i rozwój systemu szkolenia. To istotne także z punktu widzenia społecznego uzasadnienia całego projektu. Przygotowania olimpijskie mogą być bowiem wykorzystane do zwiększenia dostępności infrastruktury sportowej, rozwoju aktywności fizycznej i poprawy warunków szkolenia zawodników niezależnie od tego, czy ostatecznie Polska otrzyma prawo do organizacji igrzysk.

Drugim wymiarem jest promocja kraju. Wielka impreza sportowa skupia uwagę międzynarodowych mediów i może wpływać na rozpoznawalność gospodarza. Nie oznacza to jednak, że promocja jest jedynym albo automatycznym efektem organizacji igrzysk.

Myślę, że igrzyska nie tracą na znaczeniu jako narzędzie promocji państw/miast. Nie zawsze jest to główny cel, ale zawsze jest to przynajmniej jeden z nich, co w pewnym sensie też jest celem politycznym. Jeśli chodzi o polityczne kontrowersje, o których Pan wspomniał, to zazwyczaj przychodzą one z zewnątrz względem organizatora, dla którego udane igrzyska to igrzyska pozbawione kontrowersji – konstatuje dr hab. Michał Kobierecki.

W tym sensie decyzja o kandydowaniu będzie znacznie szersza niż wybór roku. Polska będzie musiała odpowiedzieć na pytanie, jakie igrzyska chce zaoferować MKOl, gdzie miałyby się odbywać, w jakim stopniu można wykorzystać istniejącą infrastrukturę i jak zapewnić sprawny transport między poszczególnymi ośrodkami. Szczególnego znaczenia nabiera tutaj rozwój transportu. Jeśli poprawią się połączenia między najważniejszymi polskimi miastami, a rozwój infrastruktury lotniczej i kolejowej pozwoli na szybkie przemieszczanie się pomiędzy nimi, możliwe stanie się stworzenie bardziej elastycznego modelu organizacyjnego. Wciąż jednak pozostanie pytanie, gdzie przebiega granica między wykorzystaniem rozproszonej infrastruktury a stworzeniem igrzysk zbyt rozproszonych logistycznie.

Polska ma więc dziś przede wszystkim czas na przygotowanie. I właśnie najbliższe lata pokażą, czy olimpijska ambicja pozostanie politycznym celem zapisanym w strategii, czy też przełoży się na konkretną, szczegółowo policzoną i organizacyjnie wykonalną kandydaturę.

Udostępnij
Bartłomiej Najtkowski

Bartłomiej Najtkowski

Dziennikarz specjalizujący się w sporcie oraz jego związkach z polityką, historią, kulturą, biznesem i mediami. Przygotowuje obszerne analizy, reportaże i wywiady z czołowymi postaciami świata sportu oraz ekspertami z Polski i zagranicy. W Sportmarketing.pl jest autorem cykli „Zawód: Dziennikarz sportowy” oraz „Kobieta/Sport/Biznes”, poświęconych mediom, marketingowi i roli kobiet w branży sportowej".