09.05.2026 08:28

Michał Krogulec: przygotowanie mentalne jest dzisiaj tak samo ważne u zawodnika jak trening motoryczny, taktyczny czy też techniczny [WYWIAD]

Sport dziś to biznes i tak jak ekonomia rządzi się swoimi prawami. Dlatego nie można o nim mówić już tylko w kontekście emocji, czy rywalizacji. Owszem, to emocje cały czas powodują, że ta przestrzeń życia jest dla wielu z nas odskocznią, przyciąga niczym magnes, niemniej zmienia się jego rola. Gdy dochodzą do tego czynniki zewnętrzne typu hejt, stres, pojawiają się ludzie, którzy potrafią zarządzać sytuacją kryzysową. W te ramy wpisuje się Michał Krogulec. – Pamiętam jak w szkole powiedziałem na jednej z przerw, że się mocno stresuję. Pani nauczycielka na to: „Michał, stres trzeba leczyć”. Pomyślałem: „O nie, tylko nie żaden medykament, czy inna tabletka”. Żyłem ze świadomością, że coś jest ze mną nie tak. Po latach, kiedy spotkałem Jakuba Bączka, trener mentalnego Roberta Lewandowskiego, zdałem sobie sprawę, że stres jest ok – mówi w rozmowie dla SportMarketing.pl.

Michał Krogulec: przygotowanie mentalne jest dzisiaj tak samo ważne u zawodnika jak trening motoryczny, taktyczny czy też techniczny [WYWIAD]
Autor zdjęcia: Sebastian Góra

Piotr Wiśniewski, SportMarketing.pl: Niech punktem wyjścia naszej rozmowy będzie cytat… z ciebie samego, a dokładnie z twojego Linkedina, gdzie napisałeś: „Wychodzę na scenę, żeby dać ludziom dobrą energię. Opowiadam historie ze sportem w tle, osadzone w psychologii”. Skąd taki pomysł na siebie?

Michał Krogulec: – Dobrze zaczynamy (śmiech). Te słowa to trochę taka moja wizytówka. Rodzaj misji. Przez lata pracy w sporcie, uczęszczając na różne konferencje i eventy, dostrzegłem zapotrzebowanie ludzi na jakiś konkret ze sceny od przemawiającego. Chodzi mi tu o inspirację, danie narzędzia, które moi słuchacze będą mogli wdrożyć w życie. Z racji doświadczenia jako komentator sportowy, wiem, jak grać wystąpieniem. Musi być mocny wstęp, ciekawe rozwinięcie i zakończenie z puentą. Oczywiście przy odpowiedniej modulacji głosu, co sprawia, że w trakcie prelekcji ludzie podążają za tobą od punktu A do punktu B. Stąd mój pomysł, by stworzyć „power speeche” w stylu komentatora sportowego. Czasem wychodzę na scenę i opowiadam o Adamie Małyszu, wywołując nostalgię u słuchaczy.

Jak ciekawie opowiadać, by być wysłuchanym, albo dobrze zrozumianym? Masz jakąś strategię na to, czy po prostu dostosowujesz przekaz do grupy docelowej?

– W pierwszej kolejności analizuję publiczność. Zastanawiam się i sprawdzam, kto mnie będzie słuchał. Z jakiej są branży, ile mają lat. Przed wystąpieniem próbuję zdefiniować emocje, jakie mam im przekazać. Czy wywołać radość, zaskoczenie, a może dać im powody do chwilowego smutku? Żongluję tymi emocjami, opowiadając historię, odwołując się do świata sportu. Mam w zwyczaju zadać pytanie, by ożywić dyskusję.

Sport może być inspiracją dla biznesu?

W wielu kwestiach – tak. W sporcie obserwujemy wiele aktów odwagi, determinacji, konsekwencji, tego, że w trakcie zawodów musisz szukać różnych rozwiązań. Jeśli sportowiec odciąga swoją uwagę od celu, który prowadzi go do np. medalu, i skupia się na problemie, to nie osiągnie sukcesu. Biznes na pewno może uczyć się od sportu ukierunkowania na wynik.

Nie ma co ukrywać, że współczesny sport to biznes. Powiedziałbym, że stał się nośnikiem biznesu. Z drugiej strony co jakiś czas mamy przebłyski romantycznej wersji sportu, jak niedawne świetne widowisko pomiędzy PSG, a Bayernem. To się ogląda!

– Zgodzę się. Sport dziś generuje wielomilionowe przychody. W takim tenisie mówimy o naprawdę zawrotnych kwotach. Pieniądze pojawiły się, bo ludzie chcą to oglądać, przeżywać. I znów wracamy do emocji. Nic tak nie aktywizuje nas tak, jak oglądanie sportu, rywalizacji. Niestety, nie mogłem obejrzeć meczu PSG – Bayern, bo w tym samym czasie trwało spotkanie Aryny Sabalenki z Hailey Baptiste podczas turnieju w Madrycie. Amerykanka obroniła pięć piłek meczowych i wygrała cały mecz. To była wielka sensacja tenisowa…

Skoro jesteśmy już przy tenisie, to dyscyplina bliska twemu sercu. W Polsacie Sport regularnie komentujesz mecze ATP.

– Mój debiut komentatorski miał miejsce w „majówkę” 2022 roku. Spotkanie, które pamiętam do dziś? Rafael Nadal kontra Mariano Navone, pojedynek w Bastad w 2024 roku. Przedostatni zwycięski mecz „Rafy” w turnieju rangi ATP, dzień później Nadal wygrał jeszcze z Chorwatem Duje Ajdukoviciem. Za dzieciaka emocjonowałem się pojedynkami Nadala z Federerem i kiedy kilkanaście lat później dane mi było komentować mecz Hiszpana, czułem wielką satysfakcję. To było niesamowite przeżycie.

Myślisz tenis, mówisz Bohdan Tomaszewski. Jak wielką rolę w twoim postrzeganiu tenisa i umiejętnemu opowiadania widzom przebiegu meczu, odegrał ten znakomity niegdyś dziennikarz i komentator, legenda mikrofonu?

– Mam zaszczyt pracować w tej samej stacji co kiedyś pan Bohdan. Uwielbiałem jego styl wypowiedzi, grę pauzą, ciszą. Miał specyficzny sposób komunikacji z użyciem jak najmniejszej liczby statystyk. Świetnie potrafił wcielić się w widza, wiedział, co on widzi z telewizora. Jedną z ważnych cech w komentowaniu pana Bohdana było szukanie związków historii z teraźniejszością. W trakcie meczów Samprasa, Federera, Nadala, umiejętnie odwoływał się do lat 70-tych w tenisie, łącząc odpowiednie kropki. Dużo wiedział o sporcie, tenisie. Ponadto jak nikt potrafił skupić uwagę na tym, co czuje, co może czuć, przegrany. Za to pan Bohdan zasługuje na wielki szacunek. Komentator w stylu retro.

Dużo spotkań polskich tenisistów lub tenisistek komentowałeś?

– Jeśli pytasz o Igę Świątek, to akurat jej meczu jeszcze nigdy nie komentowałem. Dużą przyjemność czerpię za to z komentowania spotkań polskich juniorów podczas Wimbledonu. Bardzo sobie cenię relacjonowanie pojedynków 18-latków z Polski ze świata, którzy w przyszłości mogą stanowić o sile dyscypliny. Pamiętam, jak byłem przy mikrofonie podczas meczów debla, chociażby Olafa Pieczkowskiego z Jakubem Mensikiem. Dziś Czech to czołowy tenisista świata. A rok temu przy spotkaniach Alana Ważnego i Fina Oskari Paldaniusa, późniejszych mistrzów.

Polska pyta: Co z tą Igą?

– Powiem więcej: cały świat się zastanawia! Iga jest w momencie zmian. Jakiś czas temu do jej sztabu dołączył nowy trener – Francisco Roig z misją wydobycia jej potencjału na kortach ziemnych, tak jak kiedyś zrobił to Rafą Nadalem. Ostatnio na kortach w Madrycie dopadł ją wirus, w wyniku czego skreczowała w trzeciej rundzie przeciwko Ann Li. Iga Świątek to nasze dobro narodowe, siłą rzeczy dużo o niej mówimy. Niestety ma to drugą stronę: wszechobecny hejt na jej temat.

Czy nie dużo tego ostatnio? Sportowcy wiedzą i potrafią się przed tym bronić?

– Sportowcy ze światowego topu są narażeni na hejt. Jak trzeba do niego podejść? Uznać, że to coś w rodzaju grawitacji, czyli po prostu istnieje. Albo coś w rodzaju podatku, za to, że jesteś osobą publiczną, a zatem narażony jesteś na hejt. Równolegle do tego warto budować grupę wsparcia, tworząc sieć osób, z którymi możesz porozmawiać na różne tematy, także trudne. Tyle że nawet jeśli masz duże wsparcie od innych, to zawsze jeden negatywny komentarz przy dziewięćdziesięciu dziewięciu pozytywnych, dalej będzie wywoływał u ciebie emocje typu złość czy smutek. Więc w takiej sytuacji dobrze jest, kiedy sportowiec zbuduje w głowie narrację, że hejt nie dotyczy jego bezpośrednio, tylko odnosi się do osoby, która go wyraża. Podsumowując: przygotowanie mentalne jest dzisiaj tak samo ważne u zawodnika jak trening motoryczny, taktyczny czy też techniczny. 

Od tego jesteś także ty – pomagasz sportowcom, dużym organizacjom, osobom indywidualnym odpowiednio zarządzać stresem. Jak bardzo potrzebne są takie narzędzia w obecnym świecie?

– Pamiętam, jak w szkole powiedziałem na jednej z przerw, że się mocno stresuję. Pani nauczycielka na to: „Michał, stres trzeba leczyć”. Pomyślałem: „O nie, tylko nie żaden medykament, czy inna tabletka”. Żyłem ze świadomością, że coś jest ze mną nie tak. Po latach, kiedy spotkałem Jakuba Bączka, trener mentalnego Roberta Lewandowskiego, zdałem sobie sprawę, że stres jest ok. W ogóle są dwa jego rodzaje: dystres, który paraliżuje i eustres, który mobilizuje do działania. Skoro się denerwujesz, to znaczy, że ci zależy, że chcesz dobrze wypaść na zawodach, że jesteś ambitny. Wokół stresu trzeba zbudować odpowiedni dialog i pomagać sobie różnymi metodami, chociażby świadomym oddechem, regulującym nasz układ nerwowy. Jako społeczeństwo cierpimy dziś na przebodźcowanie. Stres na wyniki, żeby dowieźć temat, jest gigantyczny. I dlatego na horyzoncie pojawia się lęk, obawa, co będzie dalej. Ja pomagam obniżyć poziom lęku i zbudować pewność siebie.

Udostępnij
Piotr Wiśniewski

Piotr Wiśniewski