Nike ma problem z NBA. Buty przestały się dobrze sprzedawać
Nike od lat budowało swoją potęgę w koszykówce na indywidualnych supergwiazdach. Linie sygnowane nazwiskami zawodników były czymś więcej niż produktem – stanowiły element kultury ulicznej i stylu życia. Dziś jednak ten model zaczyna się chwiać.
Jak zauważył Brian Windhorst, koszykarze NBA „nie są już tak popularni jak kiedyś”. To z pozoru proste zdanie ma poważne konsekwencje biznesowe. W przeszłości twarze takie jak Michael Jordan, Kobe Bryant czy LeBron James budowały globalny hype, który przekładał się na miliardowe przychody ze sprzedaży butów.
Spore zmiany
Dziś rynek wygląda inaczej. Segment koszykarski rośnie wolniej niż inne działy Nike – szczególnie lifestyle i bieganie. W raportach finansowych firmy widać wyraźne spowolnienie tej kategorii, a analitycy wskazują, że sprzedaż modeli sygnowanych przez koszykarzy nie osiąga już dawnych poziomów. To wpływa również na notowania NKE, które są bardziej wrażliwe na trendy kulturowe niż kiedykolwiek wcześniej.
Nowi odbiorcy
Powodów jest kilka. Po pierwsze, zmieniła się konsumpcja sportu – młodsi odbiorcy śledzą skróty, media społecznościowe i indywidualne highlighty zamiast całych meczów. Po drugie, brakuje dziś jednego dominującego bohatera na miarę Jordana, który był ikoną nie tylko sportu, ale całej popkultury. Nawet największe obecne gwiazdy, jak Kevin Durant czy Stephen Curry, funkcjonują w bardziej rozproszonym ekosystemie uwagi.
Istotny jest także rosnący wpływ mody i segmentu „sneaker lifestyle”. Konsumenci coraz częściej kupują buty nie ze względu na sport, lecz estetykę i markę jako taką. W tym obszarze Nike nadal jest silny, ale konkurencja – zwłaszcza Adidas czy New Balance – skutecznie odbiera mu udziały. Eksperci finansowi podkreślają, że jeśli Nike nie znajdzie nowej formuły budowania gwiazd lub nie przedefiniuje segmentu koszykarskiego, problem może się pogłębiać. Era jednego zawodnika, który „sprzedaje wszystko”, może już nie wrócić.
Redakcja Sport Marketing
Więcej Ze świata
USA w swoim stylu. To był mundial w formacie giga
Zakończyły się mistrzostwa świata 2026, które przez szefa FIFA, Gianniego Infantino, już na długo przed startem turnieju były określane mianem „największej imprezy sportowej w historii”. To pewnie pozostanie kwestią dyskusyjną, ale liczba nie kłamią – mundial miał ogromną skalę.