06.10.2026 06:20

Jarosław Jankowski: „Chcemy zadomowić Legię w świadomości europejskiej koszykówki” [WYWIAD]

– Trochę jest tak, jakby ktoś przeprowadzał się z kawalerki do penthouse’u w centrum miasta, z widokiem na całą Warszawę – mówi Jarosław Jankowski, prezes koszykarskiej Legii Warszawa, opisując perspektywę przenosin do nowej hali. W rozmowie dla SportMarketing.pl opowiada o rekordowych przychodach z biletów, ponad 50 partnerach biznesowych, rosnącym znaczeniu europejskich pucharów, potencjale sponsoringowym i planie zapełnienia sześciotysięcznego obiektu. Tłumaczy też, dlaczego prawie 90 proc. przychodów z działalności sponsorskiej wcale nie jest dla niego idealnym modelem oraz czego polskiej koszykówce brakuje, by wykonać kolejny biznesowy skok.

Udostępnij
Jarosław Jankowski: „Chcemy zadomowić Legię w świadomości europejskiej koszykówki” [WYWIAD]
Autor zdjęcia: Andrzej Romański / Piotr Kucza

Jakub Kłyszejko, redaktor naczelny SportMarketing.pl: Dwa mistrzostwa Polski z rzędu, teraz także superpuchar. Jednocześnie Legia pokazuje 96 mln zł AVE, 511 mln kontaktów medialnych i ponad 50 partnerów biznesowych. Co jest dziś najlepszą miarą rozwoju klubu – kolejne trofea czy to, co udało się zbudować wokół drużyny?

Jarosław Jankowski, przewodniczący Rady Nadzorczej i współwłaściciel koszykarskiej Legii Warszawa: – Myślę, że to musi iść w parze. Nie ma jednego elementu, który wszystko determinuje. Sukces sportowy zawsze jest bardzo ważny, ale trzeba też umieć go odpowiednio wykorzystać. Wyniki medialne pokazują, że potrafimy to robić i bardzo nam na tym zależy. Legia jest mistrzem Polski pod względem czysto sportowym, ale jednocześnie chcemy bardzo mocno rozwijać całą organizację i jej zaplecze, cały back office. To jest dzisiaj jeden z naszych najważniejszych kierunków.

Sukces sportowy nadal jest głównym motorem napędzającym biznes czy Legia doszła już do momentu, w którym organizacja może rozwijać się niezależnie od wyniku?

– Od dwóch lat nie zderzyliśmy się z sytuacją, w której tego sukcesu sportowego nie ma, więc trochę żartobliwie można powiedzieć, że trudno mi odpowiedzieć. Ale oczywiście jedno musi iść w parze z drugim. Trudno bardzo mocno rozwijać organizację, kiedy sport nie dowozi. Wiadomo również, że nie da się co roku zdobywać mistrzostwa Polski. Naszą ambicją jest jednak to, żeby być zespołem, który zawsze walczy w strefie medalowej. Na tej podstawie chcemy rozwijać całą organizację.

W „siedmiu obietnicach” zapisaliście kilka ważnych elementów rozwoju klubu: między innymi stabilność finansową, rozwój społeczności biznesowej czy budowę klubu na Europę. Która z tych obietnic będzie najtrudniejsza do zrealizowania?

– Każda jest bardzo ważna, ale dzisiaj najbardziej wymagająca jest chyba Europa. Chcemy wejść na taki poziom, żeby o Legii mówiło się jako o drużynie mającej rozpoznawalną wartość sportową i organizacyjną w europejskiej koszykówce. Naszym celem jest zadomowienie się na stałe w świadomości europejskiego basketu.

Heiko Rannula po zdobyciu Superpucharu mówił o czterech celach zespołu. Jeden został zrealizowany, pozostają Puchar Polski, mistrzostwo i Basketball Champions League. Dla pana sukces w Lidze Mistrzów jest już niemal równie ważny, jak kolejny tytuł mistrza Polski?

– Myślę, że tak. Nie chcę mówić, co wybrałbym, gdybym miał wybierać, ale jedno i drugie jest dla nas równie ważne. Mentalnie jesteśmy dzisiaj bardzo mocno skoncentrowani na europejskich pucharach. Absolutnie nie oznacza to odpuszczania ligi, ale naszym fokusem jest w tej chwili Liga Mistrzów. Chcemy w końcu awansować z grupy, bo niewiele nam dotychczas brakowało. W poprzednim sezonie od awansu dzieliło nas dosłownie kilka sekund. Teraz grupa jest zdecydowanie trudniejsza pod względem sportowym, ale mimo tego naszym celem pozostaje wyjście z niej.

Gra w Lidze Mistrzów wymaga więcej również organizacyjnie i finansowo. Budując obecny skład, braliście pod uwagę przede wszystkim wymagania europejskiej koszykówki?

– Na pewno. Powiedziałbym nawet, że drużynę zbudowaliśmy bardziej pod kątem europejskim niż wyłącznie polskiej ligi. Dotyczy to przede wszystkim fizyczności zawodników, ich profili i innych cech potrzebnych na tym poziomie. Gdybyśmy występowali tylko w polskich rozgrywkach, prawdopodobnie ten zespół wyglądałby trochę inaczej.

Jesteście na szczycie. Paradoksalnie trudniej jest teraz utrzymywać tempo rozwoju, kiedy po dwóch mistrzostwach oczekiwania są jeszcze większe?

– Na pewno. Po dwóch mistrzostwach wszyscy oczekują trzeciego. Staram się trochę tonować takie nastroje, bo to nadal jest sport i wszystko może się wydarzyć. W trakcie sezonu pojawiają się kryzysy. Zawsze powtarzam, że praktycznie każdy klub ma jeden czy dwa trudniejsze momenty w sezonie, a od sposobu, w jaki sobie z nimi poradzi, często zależy późniejszy sukces albo porażka. Wydaje mi się, że jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu. Jednocześnie musimy być czujni, żeby nie przespać momentu wymagającego interwencji. To będzie bardzo trudny i wymagający sezon również dlatego, że cała liga idzie do góry. Drużyny są mocne, konkurencja nie śpi. Dla kibiców zapowiada się dzięki temu naprawdę bardzo ciekawy sezon.

Poprzednie rozgrywki pokazały skalę tej nieprzewidywalności. Zespół, który po sezonie zasadniczym był dziewiąty, dotarł do finału i walczył z wami do ostatnich minut siódmego spotkania. O mistrzostwo z roku na rok będzie coraz trudniej?

– Na pewno. Był chociażby Śląsk Wrocław, który przez większość sezonu wyglądał rewelacyjnie i w mojej ocenie był głównym kandydatem do mistrzostwa Polski. Później pojawiają się jednak takie rzeczy jak kontuzje, na które nie zawsze ma się wpływ, szczególnie kiedy okno transferowe jest już zamknięte. Istnieje wiele sytuacji, które mogą bardzo mocno wpłynąć na sezon i nie wszystkie są zależne od klubu. Właśnie przez tę nieprzewidywalność, ale również przez systematyczny wzrost poziomu ligi, o mistrzostwo będzie coraz trudniej.

Mocno eksponujecie fakt, że prawie 90 proc. przychodów pochodzi z działalności sponsorskiej. To największa biznesowa siła Legii?

– Powiedziałbym przewrotnie, że taka struktura nie jest dobra. W zdrowym organizmie, jakim powinien być klub sportowy, przychody powinny rozkładać się mniej więcej po jednej trzeciej: około 30 proc. z praw medialnych, około 30 proc. ze sponsoringu i podobna część z ticketingu. U nas te proporcje są zaburzone. Mam jednak nadzieję, że w perspektywie najbliższych kilku lat pozostałe obszary będą doganiały sponsoring, a dzięki temu cały budżet będzie rósł. Dzisiaj nasza społeczność biznesowa na pewno jest ogromnym atutem i bardzo mocnym zapleczem klubu.

Wzrost znaczenia ticketingu powinien nastąpić przede wszystkim po przeprowadzce do nowej hali. Jak daleko jesteście dzisiaj od tej docelowej struktury przychodów?

– Te proporcje się zmieniają, a przede wszystkim nasz budżet rośnie z roku na rok. To dobra wiadomość. Dobrym przykładem są bilety. Mimo ograniczeń infrastrukturalnych na Bemowie przychody z ticketingu rosną. W poprzednim sezonie oscylowały już w okolicach 2 mln zł. Oczywiście nie jest to oszałamiająca kwota, ale jeszcze mniej więcej trzy lata temu nie było nawet miliona. To pokazuje, że naprawdę wyciskamy już z Bemowa maksimum. Pomagają w tym sukcesy sportowe. Po przejściu do nowej hali udział ticketingu na pewno mocno wzrośnie. Mam jednak nadzieję, że równocześnie będzie dalej rósł sponsoring, więc proporcje niekoniecznie od razu zaczną przypominać model jednej trzeciej. Jeżeli jednak na końcu cały budżet będzie zdecydowanie większy, będzie to bardzo dobra wiadomość.

Gdzie na obecnej hali znajduje się największa niewykorzystana przestrzeń biznesowa? Ticketing, merchandising, hospitality?

– Nowa hala będzie zupełnie nową rzeczywistością. Porównałbym to trochę do momentu, kiedy piłkarska Legia przenosiła się ze starego stadionu na nowy. Samym obiektem wejdziemy na poziom europejski. Później organizacja i klub będą musiały funkcjonować na takim samym poziomie jak hala. I to będzie już nasza rola.

Bemowo stało się więc waszym biznesowym sufitem?

– Pewnie już trochę ten sufit przebiliśmy, ale absolutnie nie składamy broni. Chcemy jeszcze podnieść tę granicę. Mamy nowe pomysły na kolejny sezon. Pomimo skromnej hali nasza społeczność biznesowa ma całkiem przyzwoite zaplecze, szczególnie jeśli chodzi o strefę VIP. Powiedziałbym, że jest ona jedną z najlepszych w lidze, jeżeli nie najlepszą. Jeżdżę po halach i naprawdę trudno znaleźć równie rozbudowaną strefę. Cały czas staramy się ją również uatrakcyjniać i mamy kolejne pomysły.

Próbowaliście kiedyś policzyć, ile pieniędzy traci Legia przez ograniczenia obecnej hali?

– Nie, bo nie widzę większego sensu w analizowaniu tego, co mogłoby być. Dzisiaj skupiamy się na przygotowaniach do przeprowadzki do nowej hali za około dwa lata. To bardzo poważna operacja i trzeba się do niej przygotować strukturalnie oraz organizacyjnie. Mówimy o zupełnie innym obiekcie i także my jako klub będziemy musieli wyglądać inaczej. Już teraz zmieniliśmy system biletowy. Przez najbliższe dwa lata ma być dla nas swego rodzaju przetarciem przed nową halą. Daje zupełnie inne funkcjonalności, analitykę i możliwości. Wszystko po to, żebyśmy już dzisiaj przygotowywali się do sprawnego wejścia do nowego obiektu.

Wyobraża pan sobie już pierwszy dzień Legii w nowej hali?

– Kilka razy o tym myślałem, ale trudno to sobie jeszcze naprawdę wyobrazić. Trochę jest tak, jakby ktoś przeprowadzał się z kawalerki do penthouse’u w centrum miasta, z widokiem na całe miasto. Jakieś wyobrażenie oczywiście mamy, ale chyba jeszcze nie czujemy tego wszystkiego namacalnie.

Do otwarcia pozostały dwa sezony. Komercjalizacja nowej hali już się zaczyna?

– To jeszcze nie ten moment. Myślę, że gdy będziemy mieli konkretną datę, będziemy mogli rozpocząć znacznie bardziej precyzyjne działania. Prawdopodobnie kolejny sezon będzie już momentem, kiedy zaczniemy w pewien sposób sprzedawać partnerom możliwości związane z nową halą i wykorzystywać je w rozmowach komercyjnych.

Ale temat nowego obiektu już dziś pojawia się w rozmowach ze sponsorami?

– Absolutnie. Kiedy przygotowujemy prezentacje dla obecnych czy potencjalnych sponsorów, pokazujemy nową halę jako coś, co na pewno się wydarzy. Obiekt już się buduje. Nie rozmawiamy więc o tym, czy powstanie, tylko kiedy dokładnie będziemy mogli z niego korzystać. Już dzisiaj możemy opowiadać partnerom tę historię i oczywiście to robimy.

Jedną z największych zalet Bemowa jest kameralność i bliskość parkietu. Jak przenieść – tę atmosferę do kilkukrotnie większego obiektu?

Uważam, że na Bemowie świetnie ogląda się mecze. Kibic siedzi bardzo blisko parkietu i widowiskowość koszykówki zostaje dzięki temu dodatkowo podkręcona. Na nowej hali pojawią się oczywiście inne wyzwania, ale obiekt jest bardzo dobrze zaprojektowany. To nie będzie hala z ogromnymi przestrzeniami i pięcioma boiskami na dole. Mam wrażenie, że pod względem konstrukcji i atmosfery będzie bardziej przypominała Bemowo niż niektóre inne duże obiekty, które są mniej efektywne w budowaniu atmosfery dnia meczowego.

Hala w Zielonej Górze często wskazywana jest jako najbardziej „koszykarski” obiekt w Polsce. Była dla was punktem odniesienia?

– Tak. Powiedziałbym nawet, że była obiektem referencyjnym. To jedna z pierwszych hal, które razem z Renatą Kaznowską pojechaliśmy zobaczyć przed uruchomieniem procesu projektowego. Chcieliśmy po prostu poczuć, jak powinna wyglądać taka hala. Miałem okazję spokojnie pochodzić po pustym obiekcie i pod względem funkcjonalnym zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie niż podczas meczu. Mogłem usiąść w teoretycznie najgorszym miejscu i zobaczyć, jak dobra jest stamtąd widoczność. Właśnie o to chodzi. Nasza hala będzie większa, ale sposób myślenia o komforcie kibica powinien być bardzo podobny.

Dzisiaj na Bemowie jest około dwóch tysięcy kibiców. W nowej hali będzie ich trzeba przyciągnąć trzy razy więcej. Kto ma ją wypełnić?

– To wbrew pozorom duże wyzwanie. Nie jest łatwo w Polsce wypełnić sześciotysięczną halę na ligowym meczu w jakiejkolwiek dyscyplinie. My jednak w ogóle się tego nie boimy i już dzisiaj zastanawiamy się, co zrobić, żeby obiekt był pełny również podczas zwykłych spotkań ligowych. Na początku na pewno zadziała efekt nowej hali. Ludzie zawsze chcą zobaczyć nowy obiekt. Kolejna przewaga jest taka, że kibice, którzy dzisiaj przyjeżdżają na Bemowo, prawdopodobnie przeniosą się razem z nami. Do tego dochodzi grupa osób, dla których Bemowo ze względu na topografię Warszawy jest zwyczajnie daleko. Sam mieszkam w Warszawie, a mam z domu około 40 kilometrów do obecnej hali. Nowy obiekt będzie świetnie skomunikowany i praktycznie w centrum miasta. To bardzo pomoże w docieraniu do nowych kibiców.

Warszawa oferuje ogromną liczbę możliwości spędzenia wolnego czasu. Co koszykarska Legia musi zaoferować mieszkańcowi miasta, żeby wygrać walkę o jego kilka wolnych godzin?

– Kilka rzeczy. Po pierwsze odpowiedni poziom sportowy. Po drugie bardzo dobrze spędzony czas. Cały fan experience musi być na najwyższym poziomie. Już dzisiaj ludzie przychodzący na Bemowo mówią nam, że podczas meczu bardzo dużo się dzieje. Pomijając samą koszykówkę, jest mnóstwo dodatkowych aktywności i atrakcji. Chcemy to utrzymać i rozwinąć. Kibic ma wychodzić z hali z poczuciem, że uczestniczył w świetnym widowisku – nie tylko dobrym meczu, ale również atrakcyjnym wydarzeniu. Na Bemowie mamy sporo ograniczeń, których w nowej hali już nie będzie. Tę część będziemy bardzo mocno rozbudowywać, żeby warszawiacy znaleźli tam swoje miejsce do ciekawego spędzania czasu.

Sprzedaliście w tym sezonie 750 karnetów, czyli ponad jedną trzecią dostępnych miejsc. To satysfakcjonujący wynik?

– Na pewno widzimy duży wzrost. Powiem jednak coś, co może nie być oczywiste: karnet nie jest produktem, który za wszelką cenę chcemy maksymalnie promować. Przy naszej obecnej sytuacji, kiedy na większości meczów mamy sold out, z ekonomicznego punktu widzenia bardziej opłaca się sprzedawać pojedyncze bilety niż karnety. Liczba sprzedanych karnetów jest natomiast bardzo dobrym wskaźnikiem rosnącego zainteresowania. Bez specjalnych kampanii czy wielkich zachęt sprzedajemy ich z roku na rok coraz więcej, . To pokazuje, że społeczność naturalnie się rozrasta. Naszą energię wolimy dzisiaj wkładać przede wszystkim w zapełnianie hali na każdy konkretny mecz.

Rozwijacie również system biletowy i aplikację. Jak dużo chcecie wiedzieć o swoim kibicu?

– To jeden z głównych powodów, dla których zdecydowaliśmy się na customizowany system biletowy. Chcemy zarządzać tymi informacjami. Wiedzieć, kto do nas przychodzi, jaki jest profil kibica, czego oczekuje. Chcemy również maksymalnie skrócić drogę komunikacji z nim i tworzyć specjalne oferty chociażby dla osób, które pojawiają się na naszych meczach najczęściej. Dopiero będziemy na większą skalę zbierać te dane w trakcie sezonu, ale była to jedna z najważniejszych przyczyn inwestycji w nowy system.

W programach szkoleniowych Legii uczestniczy kilkaset dzieci. Akademia jest dla was projektem, który ma jednocześnie wychowywać przyszłych zawodników i przyszłych kibiców?

– Oczywiście, że tak. Akademia jest dzisiaj dla nas kosztownym projektem. Każdego roku dokładamy do niej pokaźną kwotę pieniędzy, ale robimy to całkowicie świadomie. Po pierwsze, chcemy budować tożsamość Legii w oparciu o polskich zawodników i chcemy tych zawodników sami wychowywać. Po drugie, to bardzo ważny element budowania społeczności. Dzisiaj mamy około 700 dzieci i młodzieży. Wiadomo, że profesjonalnymi koszykarzami zostanie spośród nich niewielu. Być może tylko kilku z obecnie szkolonych roczników będzie kiedyś grało w pierwszym zespole Legii. Jednocześnie tworzymy jednak społeczność ludzi, którzy lubią Legię i koszykówkę, będą przychodzili na mecze z rodzicami czy znajomymi. Z punktu widzenia całej społeczności klubu jest to dla nas bardzo ważne.

Wracając do 511 mln kontaktów medialnych i 96 mln zł AVE – czego dzisiaj oczekuje sponsor? Te wskaźniki nadal są kluczowe?

– Nie powiedziałbym, że są kluczowe, ale kiedy je pokazujemy, robią wrażenie. Oczywiście prezentujemy partnerom takie dane. Sponsoring sportowy idzie jednak w inną stronę. Dzisiaj sponsor coraz częściej oczekuje od nas pomysłu na to, jak wykorzystać partnerstwo.

Najbardziej świadome firmy odchodzą od myślenia wyłącznie o naklejce na parkiecie czy klasycznej ekspozycji na stroju. Oczekują ciekawych kampanii w mediach społecznościowych, dobrego pomysłu i jakościowego contentu, bo świat w bardzo dużej mierze dzieje się dzisiaj właśnie w internecie. My również bardzo mocno patrzymy w tę stronę. Około 95 proc. tradycyjnych świadczeń mamy już sprzedanych, a mimo tego cały czas możemy pozyskiwać nowych sponsorów, bo budujemy ofertę wokół contentu internetowego. Uważam, że jesteśmy w tym co najmniej nieźli i mamy pomysły, jak opowiadać historię naszych partnerów.

Do tego dochodzi możliwość sprzedaży całej oprawy dnia meczowego. W poprzednim sezonie pokazaliśmy, że dedykowany Uniqa Game Day, czyli event z dużym partnerem można zrealizować na poziomie, którego w Polsce raczej nie spotkamy.

Europejskie puchary są przede wszystkim projektem sportowym czy coraz mocniej także narzędziem rozwoju biznesowego?

– Jednym i drugim. Od zawsze mamy w strategii zapisane, że Legia musi grać w Europie niezależnie od konkretnych rozgrywek. Robimy to od wielu lat. Oczywiście najlepiej, jeżeli jest to Basketball Champions League, ale mieliśmy również sezon w ENBL. Co roku chcemy być obecni w europejskich rozgrywkach i na tej podstawie budować swoją tożsamość. Jednocześnie stają się one coraz ważniejszym i bardziej świadomie wykorzystywanym narzędziem biznesowym. Mecze u siebie oraz wyjazdy pozwalają nam budować relacje z partnerami.

W fazie grupowej zmierzycie się z Galatasaray, Strasbourgiem i Ciboną. Chcecie zbudować wokół tych spotkań coś większego niż sam mecz?

– Mamy wiele pomysłów i nie chcę ich jeszcze zdradzać ,ale na pewno się będzie działo. Mam natomiast nadzieję, że staną się później przyczynkiem do wielu tekstów na SportMarketing.pl, bo planujemy naprawdę sporo ciekawych rzeczy. Pod część tych projektów pozyskaliśmy już partnerów. To pokazuje, że sponsorzy nam ufają i wierzą w to, co im proponujemy. Chcemy, żeby te mecze były przygotowane z przytupem nie tylko pod względem sportowym, ale również całej otoczki. Mam wrażenie, że w polskiej koszykówce dawno nikt nie robił tego w taki sposób, jak my chcemy zrobić teraz.

Mecze Ligi Mistrzów będą transmitowane w TVP Sport. Z punktu widzenia sponsorów jest to kolejny bardzo mocny argument?

– Na pewno. Już w poprzednim sezonie mecze Ligi Mistrzów osiągały bardzo dobrą oglądalność. TVP Sport ma ogromny zasięg, więc bardzo się cieszymy, że również w tym sezonie nasze mecze będą tam pokazywane. Sprzedaż praw nie zależy oczywiście od nas jako klubu, ale cieszy nas, że telewizja chce ten produkt pokazywać i go po prostu kupuje. To również świadczy o tym, że rozgrywki się rozwijają i są wartościowym produktem dla nadawcy.

Przez lata o europejskich pucharach w polskiej koszykówce mówiło się głównie w kontekście dokładania pieniędzy. Legia potrafi już finansowo zbilansować udział w Europie?

– Trzeba zbudować taką relację ze sponsorami i partnerami, żeby chcieli partycypować również w tym projekcie. My rzeczywiście mamy już taką sytuację. Nie jest tak, że dokładamy do europejskich pucharów. Pod względem finansowym wygląda to u nas całkiem dobrze i te rozgrywki stanowią realną wartość. Jednocześnie nawet gdyby było inaczej, prawdopodobnie i tak chcielibyśmy w nich grać, bo Europa jest częścią naszej strategii.

Coraz więcej mówi się o projekcie NBA Europe. Legia jako dwukrotny mistrz Polski i klub, który wkrótce będzie miał nowoczesną halę, chce być gotowa na taki scenariusz?

– To, że chcielibyśmy uczestniczyć w takim projekcie, jest oczywiste. Wydaje mi się, że mamy już dzisiaj prawie wszystko, żeby o tym myśleć. Po pierwsze Polska jest dużym europejskim rynkiem. Po drugie mamy markę rozpoznawalną w Europie. Widać również, że przy projektach związanych z NBA Europe przychylnie patrzy się na marki piłkarskie posiadające sekcje koszykarskie, a czasami takie brandy próbuje się wręcz tworzyć od zera.

Po trzecie mamy swoje ambicje. Elementem, którego dzisiaj jeszcze nam brakuje, jest większy obiekt niż nowa hala, do której się przeniesiemy. Liczymy jednak, że w Warszawie w przyszłości powstanie również taki obiekt. To może być brakujący element, żeby realnie myśleć o staraniach o NBA Europe.

Problemem pozostają jednak budżety. Zestawienia finansowe klubów Euroligi pokazują ogromną różnicę względem Polski. Legia może w perspektywie kilku lat wejść na wyższy europejski poziom finansowy?

– Nigdy jako polski klub nie będziemy mieli budżetów na poziomie absolutnego topu Euroligi. Podobnie wygląda to zresztą w piłce nożnej. To jednak nie oznacza, że nie możemy rywalizować. Wydaje mi się, że dzięki nowej hali w perspektywie trzech–pięciu lat jesteśmy w stanie dojść do poziomu budżetowego klubów z dolnej połowy Euroligi. Przy porównywaniu budżetów trzeba jednak stawiać pewną gwiazdkę. W poszczególnych państwach zupełnie inaczej wyglądają koszty zatrudnienia zawodników.

W Niemczech narzuty na wynagrodzenia są ogromne. Porównanie takiego budżetu chociażby z klubem serbskim może być więc bardzo mylące. Teoretycznie budżet jednego klubu może być nawet o kilkadziesiąt procent większy, a na końcu na samych zawodników przeznacza mniej pieniędzy. Dlatego właśnie realne wydatki na koszykarzy są jednym z najbardziej miarodajnych wskaźników siły budżetu.

Portfolio sponsorów Legii jest bardzo szerokie. Są w nim wielkie marki, ale również wiele średnich przedsiębiorstw mocno związanych z Warszawą. To może być wasz unikalny model biznesowy?

– Dokładnie w ten sposób budujemy naszą społeczność. Po pierwsze dywersyfikacja jest jednym z fundamentów zdrowego biznesu. Nie chcemy opierać się wyłącznie na kilku partnerach. Po drugie budujemy społeczność ludzi, którzy się znają, lubią i interesują sportem. Nie każda osoba trafiająca do naszego klubu biznesowego od początku kocha koszykówkę, ale po pewnym czasie bardzo często zaczyna ją coraz lepiej poznawać.

W naszym portfolio są zarówno duże globalne firmy, jak i przedsiębiorstwa rodzinne czy lokalne, które bardzo dobrze radzą sobie finansowo w Warszawie. Oczywiście istnieje pewien próg wejścia do tej społeczności, bo na końcu ktoś musi zdecydować się przeznaczyć własne pieniądze na współpracę z klubem.

Klub biznesowy ma być jednym z waszych wyróżników. Organizujecie wydarzenia, turnieje czy wyjazdy dla partnerów. Jak nie zatracić jakości tej społeczności, kiedy liczba sponsorów tak szybko rośnie?

– To jest dzisiaj jedno z wyzwań, przed którymi stoję. Klub biznesowy bardzo mocno rośnie i musimy uważać, żeby nie zatracić poziomu „serwisu”, który zapewniamy jego członkom. Chcemy dbać o ludzi i firmy nie tylko podczas meczów. Organizujemy specjalne, dedykowane wydarzenia o unikalnych charakterze, wspólne wyjazdy na mecze, jesteśmy w stałym kontakcie. W biurze mamy dwie osoby dedykowane właśnie tym partnerom – ich obsłudze i pomocy w różnych sprawach. Dodatkową wartością jest to, że kiedy ci ludzie się poznają, zaczynają później ze sobą współpracować. Robią wspólne biznesy. Dzięki temu uczestnictwo w klubie biznesowym jest nie tylko miłe i przyjemne, ale również może być pożyteczne z biznesowego punktu widzenia. Takich relacji i biznesów pomiędzy naszymi partnerami jest coraz więcej i bardzo nas to cieszy.

Dużo rozmawiamy o rozwoju Legii. Co musi wydarzyć się w całej polskiej koszykówce, żeby kluby mogły zrobić kolejny krok biznesowy?

– Przede wszystkim trzeba pamiętać, że jest to proces. Uważam, że polska koszykówka znajduje się obecnie w bardzo dobrym momencie i jest na dużej fali wznoszącej. Pierwsza rzecz to sukcesy reprezentacji. Polska ma dzisiaj jedną z topowych kadr w Europie. Druga to liga, która jest coraz mocniejsza sportowo i jednocześnie coraz bardziej profesjonalna pod względem organizacyjnym. Zmieniają się kluby, zmienia się również sama PLK. Rok temu została przygotowana strategia, którą realizujemy jako liga. Te kierunki wymagają czasu, ale uważam, że weszliśmy na odpowiednią ścieżkę do dalszego rozwijania produktu. Bardzo dobrze wygląda również frekwencja w halach koszykarskich w Polsce.

W poprzednim sezonie średnia frekwencja w koszykówce wynosiła około 2100 widzów, przy około 2500 w siatkówce. Ta różnica staje się naprawdę niewielka.

– W zależności od metodologii te liczby mogą być trochę inne tzn. bardziej zbliżone do siebie, ale na pewno to już dzisiaj jest to porównywalny poziom. Uważam, że w tym sezonie możemy pod tym względem jeszcze mocniej rywalizować z siatkówką. To podobny poziom z dyscypliną, którą powszechnie uważa się w Polsce za numer jeden poza piłką nożną. Zawsze mówię jedno: koszykówka jest drugą dyscypliną sportu na świecie. My jako kluby, liga i związek musimy zrobić wszystko, żeby stała się również drugą dyscypliną w Polsce.

Jednym z brakujących elementów pozostają pieniądze z praw telewizyjnych. W piłce nożnej czy żużlu są one bardzo ważną częścią budżetów klubów. Koszykówka musi dojść do podobnego modelu?

– Musi, nie widzę innej możliwości. Dzisiaj jesteśmy jednak związani wieloletnią umową z Polsatem. Prawa zostały sprzedane i musimy myśleć przede wszystkim o tym, co wydarzy się przy kolejnej sprzedaży. Rynek praw telewizyjnych jest niezwykle dynamiczny i bardzo szybko się zmienia. Za cztery czy pięć lat możemy obudzić się w rzeczywistości, o której dzisiaj jeszcze nawet nie myślimy. Jeżeli wielkie platformy streamingowe zaczną na większą skalę kupować sport, może się okazać, że przy kolejnych prawach nie będziemy rozmawiać o rywalizacji Polsatu z TVP, tylko przykładowo Netflixa z HBO. Tego dzisiaj nie wiemy. To, co możemy zrobić jako liga i kluby, to konsekwentnie budować produkt i być gotowym, żeby przed podpisaniem kolejnej umowy sprzedać te prawa jak najlepiej.

Errea zastąpiła 4F jako wspólny partner techniczny ligi. Jak Legia ocenia ten model po pierwszych doświadczeniach ze współpracy?

– Przyznam, że początkowo sam nie byłem do końca przekonany do pomysłu, żeby cała liga miała jednego sponsora technicznego. Dzisiaj uważam jednak, że ma to dużą wartość. Oczywiście każda taka zmiana wiąże się z pewnymi problemami wdrożeniowymi. Tak było w pierwszym sezonie współpracy z 4F i tak jest również teraz. To naturalne przy tego typu umowach. Najważniejsze, żeby obie strony jak najszybciej się dotarły i osiągnęły poziom współpracy w pełni satysfakcjonujący zarówno ligę i kluby, jak i partnera.

Piłkarska Legia jest liderem w Polsce pod względem sprzedaży koszulek. W koszykówce merchandising również może stać się istotnym filarem biznesu?

– Rozwój merchandisingu jest jednym z obszarów, nad którymi cały czas pracujemy. W poprzednim roku postawiliśmy zupełnie nowy sklep. Jeden z partnerów naszego klubu biznesowego odpowiada za obsługę logistyczną i robi to na najwyższym poziomie. Jest to firma mająca bardzo duże doświadczenie na rynku e-commerce, więc od tej strony wszystko wygląda naprawdę dobrze. Teraz musimy rozwijać sam produkt i całą linię merchandisingową. Mamy pomysły na różnego rodzaju kolaboracje. Krok po kroku chcemy budować również w ten sposób społeczność Legii, a w dalszej perspektywie liczymy, że merchandising stanie się istotnym źródłem przychodów.

Na koniec: spotykamy się ponownie już po przeprowadzce do nowej hali. Co przez najbliższe dwa lata musi się wydarzyć, żeby powiedział pan wtedy, że Legia dobrze wykorzystała ten okres i była w pełni przygotowana do przeprowadzki?

– Fajnie byłoby wygrać dwa kolejne mistrzostwa Polski, ale oczywiście w sporcie nigdy nie można być tego pewnym. Organizacyjnie chcemy wejść do nowej hali z bardzo dobrym zespołem odpowiedzialnym za dzień meczowy, jeszcze mocniej rozbudowanym działem sponsoringu oraz rozwiniętą strukturą hospitality. Część VIP będzie w nowej hali bardzo ważna i będzie miała ogromne znaczenie biznesowe. Musimy przygotować się do zapewnienia zupełnie innego poziomu serwisu niż dzisiaj, również ze względu na znacznie większą liczbę gości. To są obszary, nad którymi przez najbliższe dwa lata będziemy bardzo intensywnie pracować.

Udostępnij
Jakub Kłyszejko

Jakub Kłyszejko

Redaktor naczelny SportMarketing.pl od czerwca 2023 roku. Specjalizuje się w tematyce marketingu sportowego, sponsoringu, mediów oraz biznesowych aspektów sportu. Przeprowadza wywiady z przedstawicielami największych marek, klubów, federacji i organizacji sportowych, analizując najważniejsze trendy oraz kierunki rozwoju branży. Prywatnie pasjonat sportu ze szczególnym zamiłowaniem do piłki nożnej i koszykówki. Wolny czas najchętniej spędza aktywnie – gra w tenisa, jeździ na rowerze, podróżuje i odkrywa nowe miejsca oraz dobrą kuchnię.