Wizerunkowy blamaż. Czy klęska na UFC odbije się Conorowi McGregorowi czkawką?
Kiedy Conor McGregor wracał do klatki UFC po pięcioletniej przerwie, wydawało się, że jest na to w pełni gotowy. A tymczasem już w pierwszej akcji pojedynku z Maksem Hollowayem "The Notorious" doznał kontuzji, która uniemożliwiła mu kontynuowanie walki. Kibice Irlandczyka są rozczarowani, a sam zainteresowany ewidentnie nie może pogodzić się z porażką. Porażką, która uderza w jego i tak już nadszarpnięty wizerunek.
Jedną rzecz należy jednak wyraźnie podkreślić – McGregor przegrał przez kontuzję. Takich sytuacji praktycznie nie da się przewidzieć, tym bardziej, że jak podkreślał jego trener John Kavanagh, kopnięcie, przy którym doszło do urazu, było wielokrotnie trenowane, w tym na rozgrzewce. Po pojedynku pojawiły się spekulacje, że „The Notorious” już mógł wyjść do oktagonu z kontuzją. Na chwilę obecną trudno to zweryfikować.
Zostawmy jednak aspekt sportowy z boku. Fakty są takie, że McGregor przegrał i to w sposób, jakiego z pewnością chciałby uniknąć.
Nadszarpnięty wizerunek
Oczekiwania wobec powrotu McGregora były bardzo duże. Wydawało się, że skoro wraca do oktagonu po tak długiej przerwie, to dostarczy kibicom spektakularne widowisko. Podczas fight weeku Irlandczyk prezentował się obiecująco, zarówno mentalnie, jak i fizycznie. Nie był faworytem walki, ale wówczas mało kto przypuszczał, że pójdzie mu tak źle.
„Moja łąkotka jest zniszczona. Zniszczona. Nie miałem żadnych urazów przed walką. Rzucałem kopnięciami, stawiałem stopy i skakałem przez cały obóz treningowy, a także za kulisami przed walką. To wyszło znikąd. Jestem w totalnej ciemności. Mogę tylko opisać to jako piekło” – napisał na platformie X.
W komentarzach zawrzało. Kibice nie zostawili suchej nitki na zawodniku z Dublina. Zarzucali mu, że zmarnowali swój czas, czekając na walkę i że wróciła do niego karma za wszystkie złe uczynki. Komentarzem z bardzo dużą liczbą reakcji był wpis dotyczący sprawy sprzed kilku lat, w której McGregor został uznany winnym zgwałcenia kobiety.
„Wyobraź sobie piekło, przez które przechodzi ta kobieta, którą zgwałciłeś, każdego cholernego dnia, ty p*******y przegrywie” – czytamy we wpisie, który na ten moment zebrał już około 25 tysięcy polubień. Później McGregor wstawił jeszcze dwa wpisy – jeden tłumaczący się z porażki, drugi zawierał treść chrześcijańskiego wyznania wiary.
Szczególnie ten drugi post wzbudził emocje. Tryb życia McGregora z ostatnich lat budził niemałe kontrowersje. Były podwójny mistrz UFC lubił pławić się w luksusach w towarzystwie kobiet, a do tego nie stronił od używek. Niektórzy twierdzą, że jego „niesportowy” sposób prowadzenia się odbił się na jego występie i szybkiej kontuzji.
Po co mu to było?
To najczęściej powtarzane pytanie w kontekście sobotniego starcia na UFC 329. Nie od dziś wiadomo, że McGregor nie musi walczyć. Jego dochodowe biznesy gwarantują mu bezpieczeństwo finansowe. Przypomnijmy – największy sukces odniósł jako współzałożyciel marki whiskey Proper No. Twelve, której większościowy pakiet udziałów został sprzedany w 2021 roku firmie Proximo Spirits w transakcji wartej około 600 milonów dolarów, przy czym McGregor zachował mniejszościowy udział i przez pewien czas pozostawał twarzą marki. Jest również związany z piwem Forged Irish Stout oraz dublińskim pubem Black Forge Inn, który stał się jedną z jego najbardziej rozpoznawalnych inwestycji. W gronie jego przedsięwzięć znajdują się także marka odzieżowa August McGregor, stworzona we współpracy z projektantem Davidem Augustem, oraz aplikacja treningowa McGregor FAST, oferująca programy fitness i przygotowania motorycznego. W 2021 roku Irlandczyk zajął pierwsze miejsce w rankingu Forbes najlepiej zarabiających sportowców świata.

Z tego opisu rysuje się obraz sprawnie działającego w biznesie sportowca. Dodajmy, że Irlandczyk umiejętnie zmonetzyował swoją karierę. W 2017 roku na moment zamienił formułę MMA na boks i stoczył hitowy bój z Floydem Mayweatherem. Co prawda walkę przegrał, ale według różnych szacunków za wyjście do ringu z jednym z najlepszych zawodowych pięściarzy w historii zainkasował około 100 milionów dolarów.
Kiedy w 2021 roku dwukrotnie przegrał z Dustinem Poirirerem, mało kto przypuszczał, że McGregor jeszcze wróci do klatki. Kluczową kwestią wydawał się brak motywacji, wynikający z bardzo korzystnej sytuacji finansowej. A jednak wrócił i nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zrobił to niepotrzebnie.
Przez lata McGregor porywał tłumy swoimi efektownym występami, nietuzinkowym stylem bycia i ciętym językiem. Dziś widzimy, że został jedynie dawnych wspomnień czar. Ten występ wizerunkowo zaszkodził McGregorowi, a kolejne również
Zyskało UFC
McGregor stracił, ale zyskało UFC. Zarobek ze sprzedaży pay per view może być porównywalny do największych gal organizacji. Wiadomo jednak, że gala odniosła ogromny sukces komercyjny:
- ustanowiła rekord przychodów z biletów (z tzw. bramki) – około 25 mln dolarów, co jest najlepszym wynikiem w historii UFC.
- była także najbardziej obstawianą galą MMA w historii brytyjskiego bukmachera BetMGM
Jeśli chodzi o szacunki PPV, w środowisku MMA pojawiają się spekulacje rzędu 1,5–2,5 mln subskrybcji. Na razie są to nieoficjalne prognozy. Jeśli te wyniki się potwierdzą, to będzie to rezultat nawiązujący do złotych czasów McGregora. Wystarczy spojrzeć na TOP3 tego zestawienia.
- UFC 229 (McGregor vs. Khabib Nurmagomedov) – ok. 2,4 mln PPV.
- UFC 202 (McGregor vs. Nate Diaz II) – ok. 1,6–1,7 mln PPV.
- UFC 257 (McGregor vs. Dustin Poirier II) – ok. 1,6 mln PPV.
Czy McGregor będzie jeszcze w stanie sprzedawać miliony pay per view? Na papierze wciąż pozostaje wielkim nazwiskiem, na którym wychowały się rzesze fanów MMA. Wielu kibiców przez sentyment obejrzy jego kolejne występy. Trudno jednak przypuszczać, by kolejne występy pomogły samemu zawodnikowi. Pod względem poziomu sportowego zostało z niego niewiele. Każda kolejna klęska będzie ciężarem wizerunkowym, a jego droga będzie przypominała kariery wielkich mistrzów, którzy pod koniec przygody ze sportem zaczęli „rozmieniać się na drobne”.
Mateusz Tudek
Więcej Świat
Wimbledon to już nie tylko tenis. Marki coraz częściej sprzedają styl życia
Wimbledon od lat uchodzi za najbardziej prestiżowy turniej tenisowy świata, jednak jego znaczenie wykracza dziś daleko poza sport. Dla wielu globalnych marek londyński turniej stał się przede wszystkim wydarzeniem lifestyle'owym, łączącym modę, kulturę, gastronomię i media społecznościowe. To właśnie dlatego aktywacje sponsorskie coraz częściej koncentrują się nie na samych meczach,…