21.05.2026 07:56

W jaki sposób mieszkańcy Londynu odczują spadek West Hamu? „Podatnicy dopłacą ponad 2 miliony funtów”

West Ham United znalazł się na krawędzi sportowej i finansowej katastrofy. Fatalna seria wyników sprawia, że widmo spadku z Premier League staje się coraz bardziej realne, a ewentualna degradacja może wywołać efekt domina: od gigantycznych strat finansowych, przez wyprzedaż kluczowych zawodników, aż po kolejne problemy wokół London Stadium i właścicieli klubu. Po ostatniej porażce z Newcastle United w przedostatniej kolejce Premier League sytuacja „Młotów” stała się alarmująca.

W jaki sposób mieszkańcy Londynu odczują spadek West Hamu? „Podatnicy dopłacą ponad 2 miliony funtów”
Autor zdjęcia: West Ham United
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Maciej Kurek z West Ham Poland zwraca uwagę, że skutki spadku odczuliby nie tylko kibice klubu, ale również mieszkańcy Londynu.

Spadek do Championship uderzy nie tylko w kibiców „Młotów”, ale też w londyńskich podatników. Zgodnie z umową zawartą w 2012 roku, w przypadku spadku ligę niżej czynsz West Hamu spadnie z 4,4 miliona funtów do 2,5 miliona funtów rocznie, a koszty operacyjne (ochrona, stewardzi itd.) nadal będzie ponosiło miasto. Paradoksalnie, w Championship te koszty będą wyższe, bo gra się 23 mecze domowe (o cztery więcej niż w Premier League) a przychody z dnia meczowego zapewne będą znacznie niższe. Różnicę będą musieli pokryć właśnie podatnicy, dopłacając szacunkowo ponad 2 miliony funtów rocznie – podkreśla nasz rozmówca.

Ucierpi cały Londyn?

Podobny aspekt podkreśla również Jakub Barszcz z West Ham Poland:

Tak, londyńscy podatnicy musieliby się zmierzyć z dość poważnym wydatkiem, jakim jest przeznaczenie na funkcjonowanie obiektu dodatkowych 2,5 miliona funtów rocznie. Wynika to z faktu, iż London Stadium jest przez West Ham jedynie dzierżawiony, a należy on do spółek miejskich.

Problemy związane z London Stadium są jednak znacznie głębsze niż same koszty utrzymania. Kurek uważa, że przeprowadzka z legendarnego Upton Park okazała się katastrofalnym błędem.

Problem pustych miejsc bywa widoczny już teraz, co wygląda groteskowo na tak dużym obiekcie, a w Championship sytuacja jeszcze się pogorszy. Sam stadion w niczym nie przypomina obiektu piłkarskiego z prawdziwego zdarzenia – trybuny są daleko od murawy, ma słabą widoczność i akustykę, przez co ciężko wygenerować gorącą atmosferę.

To wszystko jest o tyle bolesne, że zmiana uwielbianego Upton Park na London Stadium była ciężka dla kibiców, którzy zostali skuszeni obietnicą dołączenia do europejskiego topu. Słowa Karen Brady o „world-class team in a world-class stadium” brzmi dziś gorzko i pusto. Przenosiny zabrały klubowi to, co było jego sercem, nie dając nic wartościowego w zamian.

Dawno niewidziany dramat

Do problemów wizerunkowych dochodzą gigantyczne kłopoty finansowe. Według Macieja Kurka sytuacja jest najgorsza od lat.

„Młoty” znajdują się w dramatycznej sytuacji finansowej. W roku finansowym 2024-25 klub zanotował rekordową stratę 104,2 miliona funtów, największą w historii. Dług zewnętrzny przekracza obecnie 120 milionów funtów, co czyni West Ham jednym z najbardziej zadłużonych klubów w Premier League. Spadek przychodów z praw telewizyjnych oraz wpływów komercyjnych pogłębi już i tak trudną sytuację. Konieczna będzie wyprzedaż najlepszych graczy, w efekcie szybki powrót do elity wydaje się nierealny”.

Podobną diagnozę stawia Jakub Barszcz:

Stan finansów West Hamu już teraz woła o pomstę do nieba. W poprzednim roku, jak zauważył Maciej, klub zanotował rekordową stratę na poziomie 104.2 miliona funtów. Sprzedaż kluczowych zawodników, ale również zwolnienia pracowników zdają się nieuniknione. Wątpię, że pomoże nawet otrzymanie tzw. dofinansowania spadochronowego.

Szykuje się exodus?

Chociaż, jako się rzekło, w przypadku spadku klub prawdopodobnie będzie zmuszony do sprzedaży części czołowych piłkarzy, według Macieja Kurka nie wszyscy jednak odejdą automatycznie.

Akurat sprzedaż Jarroda Bowena nie jest taka oczywista. Kapitan zespołu w tym roku skończy 30 lat i obecny sezon pokazuje, że szczyt formy może mieć już za sobą. Poza tym jest mocno związany z klubem emocjonalnie i rodzinnie. Jego teściem jest aktor Danny Dyer, prywatnie wielki fan „Młotów”. Te powiązania mogą skłonić go do pozostania nawet w razie spadku.

Najwięcej West Ham może uzyskać za Crysencio Summerville’a, którym zimą interesowała się Roma, oraz Mateusa Fernandesa. Fani wymieniają za nich kwoty między 40 a 60 milionów funtów. Chętnych nie powinno zabraknąć również na usługi Mavropanosa (15-20 milionów), Dioufa (25-30 milionów) czy Soucka (10 milionów), którego co okienko próbuje pozyskać dobrze znany we wschodnim Londynie David Moyes. Należy pamiętać, że faktyczne kwoty transferowe mogą być niższe. Rywale z pewnością będą próbowali wykorzystać trudne położenie „Młotów”.

Jakub Barszcz również wskazuje konkretne nazwiska zawodników, którzy mogą stać się najgorętszym towarem na rynku transferowym.

Do odejścia w pierwszej kolejności typowany jest Mateus Fernandes. Portugalczyk ma za sobą bardzo dobry sezon, toteż zainteresowanie ze strony gigantów nikogo nie dziwi. Myślę, że z uwagi na zobowiązanie kontraktowe do 2030 roku klub może wołać za niego przynajmniej 60 milionów funtów. Co do Summerville’a, pewności, że zmieni pracodawcę, nie ma. Skrzydłowy zaliczył tylko chwilowy zryw formy, który trwał raptem miesiąc. Jak wiadomo, Championship to dla niego warunki idealne, więc nie zdziwiłbym się, gdyby został.

Co do innych graczy, uważam, że ich przyszłość to jedna wielka niewiadoma. Rozstanie z Bowenem jest prawdopodobne, lecz należy pamiętać, że wkroczył on niedawno w 30. rok życia, więc zmiana środowiska może być dla niego dość ryzykowna – analizując w kontekście utrzymania miejsca w składzie reprezentacji Anglii. Wydaje mi się, że kibice mogą przygotować się w szczególności na odejście Mavropanosa, Dioufa i Todibo, ponieważ są to zawodnicy, na których klub mógłby zarobić zdecydowanie najwięcej.

Zamęt na dwóch płaszczyznach

Kryzys dotyczy również władz klubu. Według Macieja Kurka chaos organizacyjny tylko pogłębia problemy sportowe.

Chaos panuje też na dyrektorskich korytarzach. W kwietniu tego roku, raptem kilka kolejek przed końcem sezonu, gdy drużyna desperacko walczyła o utrzymanie, nagle odeszła Karen Brady oraz część zarządu. Brady współpracowała z Davidem Sullivanem ponad 30 lat w biznesie i sporcie (przed West Hamem m.in. w Birmingham), a okoliczności jak i tajming odejścia budzą spore wątpliwości. Być może ma to związek ze skandalem, z jakim łączony jest właściciel „Młotów”. W brytyjskich mediach od miesięcy krążą informacje, że jeden z włodarzy klubów Premier League może stanąć przed procesem o molestowanie seksualne i plotki sugerują, że będzie to właśnie Sullivan.

Maciej Kurek podkreśla również, że nawet utrzymanie w Premier League nie rozwiąże problemów klubu.

Nawet w przypadku utrzymania w Premier League sytuacja klubu pozostanie bardzo trudna. Wspomniane wcześniej strata i istniejący dług wymuszą wyprzedaż kluczowych zawodników bez względu na to, w jakiej lidze zagra West Ham. Trzeba dodać, że Sullivan i Brady uważani są przez kibiców za grabarzy West Hamu.

Nasz rozmówca przygotował listę zarzutów, która jest długa:

Zmiana stadionu i niespełnione obietnice dołączenia do europejskiego topu

Odseparowanie i niezrozumienie kibiców i ich wartości
brak struktury zarządzania i pionu sportowego na miarę aktualnych czasów (z zazdrością patrzymy na kluby jak Brentford czy Brighton)

Ciągłe żonglowanie trenerami (Lopetegui, Potter, Nuno) i branie wyłącznie tych bez pracy

Transfery bez ładu i składu. Pierwsze przykład z brzegu to Fullkrug: przyszedł za niespełna 30 milionów, dostał 4-letni kontrakt, mając 31 lat bez żadnego doświadczenia na angielskich boiskach. Kolejny to Kilman – 40 milionów za obrońcę, który nie podnosi się z ławki rezerwowych. A zatem lista zarzutów jest długa, a zaufanie zawiedzione na zawsze.

Teoretyczną nadzieją na stabilizację mogłoby być większe zaangażowanie Daniela Kretinskiego. Czeski miliarder odkupił niedawno część udziałów po zmarłym Davidzie Goldzie i posiada obecnie ok. 40 procent akcji (tyle samo, co David Sullivan), co pozwala myśleć, że wiąże przyszłość z West Hamem. Gdyby zdecydował się na poważniejsze inwestycje z własnej kieszeni, klub miałby szansę na odbudowę i w tym kibice upatrują największych nadziei na nowe przywództwo, nawet kosztem (oby chwilowej) degradacji – podsumowuje Maciej Kurek.

Udostępnij
Bartłomiej Najtkowski

Bartłomiej Najtkowski