15.01.2026 09:30

Bałtyk Gdynia i sparing za 100 złotych? Śmiech przez łzy

W ostatnich dniach polskie media obiegła dość osobliwa wiadomość. Bałtyk Gdynia oferuje bilety na sparing z Mazurem Radzymin za… 100 złotych. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że oba kluby rywalizują na poziomie okręgówki, czyli jednej z niższych lig w polskim futbolu.

Bałtyk Gdynia i sparing za 100 złotych? Śmiech przez łzy
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Tak, choć można przecierać oczy ze zdumienia na tę wieść, to nie pomyłka. Na mecz drużyn, które na co dzień nie przyciągają tłumów większych niż kilkaset osób, trzeba zapłacić więcej, niż zazwyczaj kosztuje bilet na mecze Ekstraklasy! I to przy okazji sparingu, a nie ligowego starcia, które znaczyłoby coś więcej sportowo.

Stanowisko klubu

Bałtyk tłumaczy, że wydarzenie powinno przyciągnąć uwagę mediów i kibiców, bo w zespole Mazura ma wystąpić znany raper Quebonafide. Oczywiście to element „marketingowy”, ale czy fakt, że gwiazda założy koszulkę klubową, nagle czyni z meczu wydarzenie warte tyle pieniędzy? Niewykluczone, że ktoś w Gdyni nieco pomylił definicję skutecznego marketingu…

Nawet najbardziej zatwardziali sympatycy piłki amatorskiej mogą się zastanawiać, czy klub chce promować futbol lokalny, czy raczej testuje, ile jeszcze można wyciągnąć z portfela kibica bez wywołania masowego protestu. W dobie, gdy wielu fanów narzeka na wysokie ceny biletów na wielkie imprezy piłkarskie, takie ruchy lokalnych klubów tylko dolewają oliwy do ognia. Najzwyczajniej w świecie mamy do czynienia z komercyjnym przeszacowaniem wydarzenia. Krótko mówiąc: sobotni sparing za cenę obiadu w dobrej restauracji? To albo świetny żart, albo sposób na przetestowanie, jak bardzo można przepłacić za amatorski futbol z gwiazdą, ale muzyki, a nie futbolu w składzie.

Udostępnij
Bartłomiej Najtkowski

Bartłomiej Najtkowski