11.03.2026 10:57

Wyjątkowe środowisko, wyjątkowe oczekiwania. Dla Anwilu Włocławek zawsze liczy się tylko mistrzostwo

Są w Polsce kluby, które oceniane są nie tylko na boisku, czy parkiecie. Ich zaangażowanie często musi być dużo większe. W świecie koszykówki takim zespołem jest Anwil Włocławek. Dobrze zorganizowany i jednocześnie poddawany presji nieporównywalnie większej niż w innych ośrodkach.

Udostępnij
Wyjątkowe środowisko, wyjątkowe oczekiwania. Dla Anwilu Włocławek zawsze liczy się tylko mistrzostwo
Autor zdjęcia: Anwil Włocławek

Polska koszykówka z sezonu na sezon ma się coraz lepiej. Malkontentów w środowisku nie brakuje, jednak frekwencyjne dane mówią same za siebie. Obecne rozgrywki przynoszą rekordowe zainteresowanie, co pokazuje liczba kibiców w Zielonej Górze, Ostrowie Wielkopolskim czy Wrocławiu. Ewenementem na skalę ogólnopolską jest Włocławek. W tym mieście liczy się tylko koszykówka. Kibicem Anwilu jest praktycznie każdy mieszkaniec, a tradycja kibicowania przechodzi z pokolenia na pokolenie. 

Wspomniana wcześniej Zielona Góra ma żużel, Wrocław piłkę nożną i żużel, w innych koszykarskich miastach kibic ma spory wybór. We Włocławku jest tylko basket, więc nie ma się co dziwić, że w tym mieście to coś więcej niż sport. 

Tylko tam kibice potrafią stać kilka, czasami kilkanaście godzin w kolejce po zakup karnetu, a klub musi zamykać ich sprzedaż na liczbie 3000, żeby pozostała choć garstka „normalnych” biletów. Tylko w tym mieście o koszykówce mówi się wszędzie: począwszy od warzywniaka, kończąc na przychodni zdrowia. Tylko w tym mieście dyskutuje się o wpisach na popularnym forum kibicowskim, kiedy inne tego rodzaju fora przeniosły się do mediów społecznościowych. Tylko w tym mieście wybór nowego media managera, branding autokaru czy grafika na nowych telebimach są tak szeroko komentowane. 

Standardy pracy w polskich klubach stale się podnoszą, a Anwil jest tego najlepszym przykładem. Sęk w tym, że w sporcie często dobra organizacja i marketing nie idą w parze z wynikami. Oczywiście, idealnie byłoby, gdyby zawsze wszystko się łączyło, jednak sport przynosi wiele niespodzianek i za to przecież tak bardzo kochamy nie tylko koszykarskie emocje. W tym miejscu warto przytoczyć szeroko komentowany cytat Giannisa Antetokounmpo. 

Michael Jordan grał półtorej dekady w NBA i zdobył tytuł sześć razy. Czy pozostałe dziewięć są twoim zdaniem jego porażką? Oczywiście, że nie. W sporcie nie ma czegoś takiego jak porażka! Czasami jesteś w stanie odnosić sukcesy, czasami nie. To proste. Raz czujesz się mocny, a niekiedy popełniasz błędy i płacisz za to cenę. Na tym przecież zawsze polegał sport – mówił Grek po odpadnięciu z walki o mistrzostwo NBA już na etapie pierwszej rundy fazy play-off.

To nawiązanie nie jest przypadkowe, ponieważ w ostatnich latach i z takimi niepowodzeniami mierzył się właśnie Anwil. Mimo tego w mieście nic się nie zmieniło. Moda na koszykówkę jest, była i będzie. 

Sam klub dostarcza nie tylko koszykarskiego show, ale też wielu ciekawych treści i inicjatyw, a ludzie interesują się dosłownie wszystkim. Zawodnicy nigdy nie będą anonimowymi postaciami „na mieście”, co często dzieje się w innych koszykarskich ośrodkach. 

Anwil jest stosunkowo młodym klubem, który powstał w 1990 roku. Mimo tego zdołał na dobre zakorzenić się nie tylko w swoim regionie, lecz świadomości sportowego kibica w naszym kraju. Myślisz koszykówka, mówisz Anwil? Są na to przykłady. 

Do historii przeszedł już jeden z odcinków popularnego teleturnieju „Jeden z dziesięciu”. „Z jakiego miasta pochodzi klub koszykówki Anwil?” – spytał Tadeusz Sznuk. –  Z Los Angeles – odparł jeden z uczestników. Ta zabawna sytuacja pokazuje, że o Anwilu często jest głośno w sportowym mainstreamie. 

Klub ma też swoją specyfikę. Przekładając na „piłkarski język”, znaleźlibyśmy wiele podobieństw z… piłkarską Legią Warszawa. Zachowując oczywiście proporcje, możemy mówić o równie dużej presji oraz zainteresowaniu. 

Kibice stołecznego zespołu szeroko komentowali na przykład odejście byłej już dyrektor do spraw komunikacji. Podobny szum można było usłyszeć we Włocławku, choć przecież media managerowie zmieniają się często i wszędzie. Jednak tam „transfery” pracowników nie wywołują tak dużego poruszenia. 

Włocławek i Warszawę dzieli autostrada, wielkość miasta i skala budżetów. Łączy je coś, czego nie da się przeliczyć na tabelki: środowisko, w którym sport jest wspólną sprawą – a zwycięstwo szybko staje się obowiązkiem. W Hali Mistrzów i przy Łazienkowskiej presja nie przychodzi dopiero w play-offach czy na wiosnę. Ona wisi w powietrzu od pierwszego gwizdka sezonu. Presję czują również osoby w klubowych gabinetach. Anwil i tam zaczął wyznaczać trendy: najlepiej radzi sobie w social mediach, robi najwięcej akcji marketingowych i modelowo współpracuje z partnerami biznesowymi. Choć nikt tego głośno w środowisku nie powie, to większość klubów wzoruje się właśnie na Anwilu.

To nie przypadek, że ma 50 sponsorów. Ci, którzy zawodowo zajmują się pozyskiwaniem funduszy na działalność sportową wiedzą, jak trudno jest zgromadzić tak szerokie grono partnerów i jakim wyzwaniem jest utrzymanie ich przy projekcie. A sponsorzy Anwilu Włocławek są z nim na dobre i złe.

Dodatkowo w polskiej koszykówce Anwil jest tym, czym w piłce bywa Legia: marką, na którą „wszyscy się mobilizują”, klubem z oczekiwaniem zwycięstw jako normy oraz społecznością kibiców, która nie tylko dopinguje, ale też realnie nakłada presję na wyniki i standardy. W obu środowiskach klub przestaje być tylko drużyną. Staje się instytucją – z tradycją, oczekiwaniami i emocjami, które wykraczają poza 90 czy 40 minut gry. Sukces jest świętem, porażka – tematem społecznym.

I może właśnie dlatego Anwil i Legia, choć grają w innych ligach i innych dyscyplinach, rozumieją się bez słów. Hala Mistrzów i stadion przy Łazienkowskiej działają według tej samej zasady: kiedy wchodzisz na parkiet albo murawę, wiesz, że nie reprezentujesz tylko siebie. Reprezentujesz ludzi, którzy przychodzą nie po „fajny mecz”, ale po powód do dumy. I choć we współczesnym sporcie coraz trudniej o totalne poświęcenie, to włocławskie trybuny nadal żyją melancholią do czasów bezpardonowej obrony Gatisa Jahovicsa czy Edgarsa Snepsa

W Polsce jest zasada: “bij Anwil”. Cieszę się, że gram w takim zespole, który każdy chce pokonać. Kibice w innych miastach często wypełniają hale, by zobaczyć w akcji Anwil Włocławek. Nasi fani tworzą kapitalną atmosferę podczas meczów w Hali Mistrzów – mówił dla PLK.PL Kamil Łączyński, jedna z legend Anwilu, a obecnie koszykarz AMW Arki Gdynia. Z kolei Michał Kołodziej, skrzydłowy obecnej drużyny, wspominał, że w takim miejscu kibice „chcą zwycięstw”, a to należy traktować jako „wyzwanie, a nie presję”.

Wicemistrzostwo we Włocławku nigdy nie zostanie odebrane za sukces. Ma to przyczyny zarówno historyczne: nad Nobilesem wisiała klątwa drugiego miejsca, jak i bieżące: ostatnio dwa razy wygraliśmy ligę, by przegrać play-offy. Jest więc poczucie, że tytuł mistrzowski powinien być naszym tytułem. Koszykarskie sukcesy we Włocławku zaczęły się, gdy NBA przeżywało apogeum popularności w Polsce. Coś z tej miłości pozostało w mieście. Nie ma też co ukrywać, że żadnej innej włocławskiej drużynie w sporcie w ostatnich dziesięcioleciach nie udało się za wiele. Anwil jest dla Włocławka tematem unifikującym. Zawsze, w dowolnym gronie, jest o czym pogadać: ponarzekać albo pocieszyć się. Mecze drużyny są świętem – powiedział nam Piotr Witwicki, redaktor naczelny Interii, a także szef pionu informacji i publicystyki Telewizji Polsat, wielki kibic Anwilu.

Potwierdzają to także liczby. Zestawienie oglądalności pokazuje, że w sezonie 2025/2026 Anwil Włocławek konsekwentnie przyciąga widzów zarówno w tradycyjnej telewizji, jak i w transmisjach internetowych. W zgromadzonych danych ujęto łącznie 18 meczów (15 w Orlen Basket Lidze i 3 w FIBA Europe Cup). Największą widownię telewizyjną generowały europejskie wieczory w TVP Sport. Dwa topowe wyniki to mecze z PAOK Saloniki (69 677) oraz z Brunszwikiem (69 393), a wśród czołówki znalazło się też spotkanie z Trepcą (48 292). 

W Orlen Basket Lidze wysokie liczby pojawiały się przede wszystkim przy „hitach” – np. Śląsk – Anwil w Polsacie Sport osiągnął 48 128 widzów. Co ważne, w podsumowaniu ligowych transmisji Polsatu Anwil uzbierał 201 216 widzów w ośmiu meczach, co daje średnio 25 152 na spotkanie. Biorąc pod uwagę, że we Włocławku mieszka 100 tys. mieszkańców, czyli co czwarty mieszkaniec śledzi poczynania Anwilu w zamkniętych sportowych kanałach Polsatu Sportu. 

W Internecie widać jeszcze mocniejszą pozycję klubu. W rankingach OBL na YouTube Anwil jest zdecydowanym numerem 1: 126 732 łącznej oglądalności w pięciu transmisjach i średnia 25 346 wyświetleń. Dobre wyniki generują też dodatkowe formaty przygotowywane przez media klubowe. 

W TOP 3 materiałów Anwilu na YouTube:

  1. „Wywiad z trenerem Kożanem” – 7 700
  2. „Media Room LIVE” z Adamem Romańskim – 6 100 
  3. „Kulisy z Gdyni | Inside the team” – 5 300

Nikt inny w lidze nie może choćby zbliżyć się do takich wyników, a wszystko za sprawą systematyczności i jakości. Do już sprawdzonych formatów dokładane są kolejne.

Kolejny ewenement? Klub zapewnia transmisje radiowe ze wszystkich swoich meczów na YouTube. I choć taka forma przekazu wydaje się przeżytkiem, to wielu kibiców Anwilu nie wyobraża sobie meczu bez głosu Krzysztofa Szaradowskiego. I nie komentuje dla “trzech” osób. Transmisje budują ciekawe zasięgi:

Bashkimi – Anwil 7 900

Brunszwik –Anwil 5 800

Anwil – Bashkimi 4 700

Wyjątkowość Anwilu pokazuje też związek z głównym sponsorem. Firma Anwil S.A. jest z włocławską koszykówką od samego początku. Niewiele polskich klubów może poszczycić się podobnym partnerstwem. Od ponad trzech dekad KGHM sponsoruje Zagłębie Lubin, firma Comarch jest z Cracovią od 2002 roku, z kolei od 2004 roku Bruk-Bet związał się z Termalicą. Przechodząc na „świat koszykarski”, jedynie Trefl jest w drużynie z Sopotu od 1995 roku. 

Trzydzieści lat partnerstwa z Klubem Koszykówki Włocławek to wyjątkowy jubileusz i powód do dumy. Niewiele marek w Polsce może pochwalić się tak długą i konsekwentną współpracą w sporcie zawodowym. Przez te trzy dekady wspólnie przeżywaliśmy emocje, budowaliśmy siłę drużyny, rozwijaliśmy talenty i przede wszystkim – współtworzyliśmy tożsamość Włocławka jako miasta kochającego sport. Dla naszej firmy sponsoring to coś więcej niż logo na koszulce. To świadome, długofalowe inwestowanie w rozwój lokalnej społeczności, promocję aktywności fizycznej i budowanie pozytywnych wartości – determinacji, współpracy i odpowiedzialności. Nasze wsparcie zawsze było inwestycją w przyszłość – w młodzież, w lokalne inicjatywy, w sport, który jednoczy ludzi i buduje dumę mieszkańców. Towarzyszyliśmy klubowi w najbardziej spektakularnych sukcesach, ale równie mocno cenimy wszystkie momenty, w których wspólna siła i wzajemne zaufanie pozwalały nam przezwyciężać trudniejsze etapy – powiedział dla SportMarketing.pl Konrad Tajduś, Prezes Zarządu ANWIL S.A.

Rotweillery od kilku lat mogą pochwalić się stabilizacją finansową oraz czołowym budżetem w lidze. Gdy w Europie zapytasz o solidną polską koszykarską markę, na pewno usłyszysz „Anwil”. To pozwala realnie myśleć o najwyższych celach. W praktyce oznacza to środowisko „klubu z ambicjami na złoto”, a nie tylko „solidnej drużyny z górnej połowy tabeli”. Prezes Łukasz Pszczółkowski mówił o rekordowym w skali klubu budżecie na sezon 2025/26 i te pieniądze znów pozwalają marzyć o czymś wielkim. Rzecz w tym, że najgroźniejsi rywale zgromadzili nie mniejsze środki i walka o medale będzie niezwykle trudna. I to jest właśnie największe wyzwanie dla klubu – studzenie głów wewnątrz organizacji i jednoczesne budowanie kultury cierpliwości i umiaru na zewnątrz. 

Anwil jest dziś nie tyle klubem, co zjawiskiem: w swoich proporcjach działa jak piłkarska potęga – budzi emocje, narzuca standardy i niesie ciężar oczekiwań, z których trudno się wypisać. Stabilne zaplecze i czołowy budżet dają argumenty, ale jednocześnie podnoszą poprzeczkę: skoro możesz, to musisz. Dlatego we Włocławku presja nie zaczyna się w play-offach – ona trwa od pierwszego podrzutu piłki, w rozmowach na ulicy i w każdym komentarzu po meczu. A że „na Anwil wszyscy się mobilizują”, zwycięstwa nigdy nie są tu tylko liczbą w tabeli, tylko potwierdzeniem statusu.

Udostępnij
Jakub Kłyszejko

Jakub Kłyszejko