Frekwencja rośnie, system kuleje. Kluby opowiadają, jak wygląda rugby od środka
Coraz wyższa frekwencja, ambitne akademie i plany wyjścia do Europy. Kluby rugby budują swoje modele działania mimo wysokich kosztów i ograniczonego wsparcia centralnego. Analizujemy kulisy Ekstraligi: liczby, budżety i strategie. O realiach mówią działacze z Siedlec i Krakowa.
Rugby w Polsce przyciąga po 2–3 tysiące kibiców na najważniejsze mecze, rozwija akademie i wprowadza wychowanków do pierwszych drużyn. Jednocześnie Ekstraliga nie ma sponsora tytularnego ani publicznie przedstawionej, długofalowej strategii rozwoju, a wsparcie promocyjne ze strony Polskiego Związku Rugby pozostaje ograniczone.
O lokalnych modelach finansowania, realnych kosztach funkcjonowania, wyzwaniach sponsoringowych i ambicjach europejskich mówią w rozmowie dla SportMarketing.pl Adrian Chróściel, członek zarządu MKS Pogoń Awenta Siedlce i były reprezentant Polski, oraz Kajetan Cyganik, rzecznik prasowy Juvenii Kraków i dyrektor Akademii Rugby HSBC Juvenii Kraków.
Współpraca ze związkiem – brakuje długofalowej strategii
Polski Związek Rugby odpowiada za organizację rozgrywek, reprezentacji i szkolenia, ale kluby coraz częściej wskazują na brak systemowego wsparcia i długofalowej wizji rozwoju dyscypliny.
– Moim zdaniem współpraca ze związkiem wygląda słabo i podejrzewam, że wiele klubów powiedziałoby podobnie. Związek robi niewiele w kontekście promocji i uatrakcyjnienia Ekstraligi, a klubom realnie nie pomaga – powiedział Adrian Chróściel
– Większość inicjatyw marketingowych i eventowych wychodzi oddolnie, od klubów, i często nie jest to spójne. Przykład to magazyn Ekstraligi publikowany po kolejkach na YouTubie. To inicjatywa klubów, finansowana wyłącznie przez kluby, bez wsparcia ze strony związku.
– Najlepszym rozwiązaniem byłoby wzmocnienie decyzyjności po stronie klubów. Jest Rada Ekstraligi, ale ma ograniczone możliwości działania. Uważam, że kluby powinny wspólnie pracować nad tym, aby produkt był atrakcyjny dla kibiców, sponsorów i telewizji, bo dziś jest tak, że jeśli nie ma cię w telewizji, to w praktyce nie istniejesz jako sport. (…) Od lat toczą się rozmowy, ale bez efektów. Podobnie ze sponsorem tytularnym, którego w Polsce nie mieliśmy nigdy, a większość najwyższych lig w sportach zespołowych ma takiego partnera.
Kajetan Cyganik podkreśla brak spójnego, długoterminowego planu.
– Do zrobienia jest dużo. Są osoby, które się starają, ale brakuje spójnego, długofalowego podejścia. Dla mnie podstawą jest strategia na lata, z planem na przykład na 8–10 lat, obejmująca rozwój kadr młodzieżowych, reprezentacji, a także pomysł na ligę – powiedział Cyganik.
– Jeśli chodzi o ligę, jestem zwolennikiem modelu zarządzania bardziej profesjonalnego, docelowo w formule zbliżonej do spółki, jak w innych sportach. To oznaczałoby profesjonalizację po stronie klubów, zmiany organizacyjne, możliwe wydzielenie struktur. Ale długofalowo taki model mógłby działać lepiej niż zarządzanie ligą w ramach związku.
– Związek powinien skoncentrować się na centralnym szkoleniu i na rozwoju reprezentacji. Dziś często widzę działanie bieżące, gaszenie pożarów i reagowanie na sytuację, zamiast realizacji planu.

Na oficjalnej stronie polskie.rugby dominują bieżące komunikaty, regulaminy, wyniki i obwieszczenia – brak publicznie dostępnej, kompleksowej strategii rozwoju dyscypliny na lata 2025–2035 lub podobnej wizji długofalowej. Kluby czują, że wypełniają lukę w promocji i organizacji, co rodzi frustrację i potrzebę zmian systemowych.
Sponsoring oparty na samorządach i lokalnych wartościach
W polskim rugby sponsoring w większości opiera się na wsparciu samorządowym i lokalnych firmach – duże marki ogólnopolskie to wyjątki.
– W rugby w Polsce w większości przypadków głównymi sponsorami są samorządy. My w Siedlcach mamy duże wsparcie Urzędu Miasta, który jest naszym głównym sponsorem. Ta współpraca od lat układa się dobrze – powiedział Adrian Chróściel.
Kluczowym elementem stabilności w Siedlcach jest długoterminowe planowanie.
– U nas wdrożono też rozwiązanie dające stabilizację, czteroletni plan finansowania. Wiemy z wyprzedzeniem, jakimi środkami z dotacji miejskich będziemy dysponować, co pozwala planować budżet.
Pogoń ma też sponsora tytularnego – co w polskim rugby jest rzadkością.
– My mamy sponsora tytularnego, firmę Awenta, która wspiera nas od ponad dekady. (…) Tytuł mistrza Polski z zeszłego roku trochę nam pomógł, bo ‘wspieranie mistrza’ jest dodatkowym argumentem.
W skali ogólnopolskiej duże podmioty pojawiają się rzadko – wyjątkiem jest m.in. Orlen wspierający Orkan Sochaczew i Energa wspierająca Ogniwo Sopot.

W Krakowie sytuacja jest znacznie trudniejsza – konkurencja o środki i uwagę kibica jest ogromna.
– To nie jest łatwe, zwłaszcza że dosłownie funkcjonujemy obok piłki nożnej. Nasza siedziba jest na Błoniach, z jednej strony widać stadion Wisły, z drugiej stadion Cracovii. W Krakowie silnych marek sportowych jest dużo, nie tylko piłkarskich. Jest koszykówka, hokej, siatkówka, żużel. Konkurencja o uwagę kibica i o partnerów jest duża – powiedział Kajetan Cyganik.
Juvenia nie może konkurować zasięgami, więc stawia na inne atuty.
– Nie sprzedamy sponsorowi transmisji w dużych stacjach ani wielotysięcznej frekwencji, chociażby dlatego, że nasza trybuna mieści około tysiąca osób. Dlatego szukamy głównie partnerów lokalnie i pokazujemy wartość w innych obszarach. Budujemy społeczność, mamy silny element szkolenia dzieci i młodzieży, pracujemy na lokalnym zaangażowaniu.
– Kluby rugby w Polsce starają się tworzyć atmosferę rodzinną i wspólnotową, inną niż przy wielu masowych wydarzeniach. Partnerom pokazujemy też spójność wartości. Dla części firm ważniejsze od zasięgów jest zaangażowanie w misję, rozwój młodzieży, społeczność, praca u podstaw. To musi być oferta oparta na oryginalności i na tym, co jest specyficzne dla rugby i dla naszego klubu, a nie tylko na prostych wskaźnikach marketingowych.
Najlepszym przykładem sukcesu jest partnerstwo z HSBC – globalnym gigantem finansowym, który ma w Krakowie duży ośrodek.
– Współorganizowaliśmy w Krakowie turniej World Rugby HSBC Sevens Challenger z Polskim Związkiem Rugby. HSBC ma w Krakowie duży ośrodek operacyjny, zatrudniający około 4 tysiące osób. Rugby jest dla nich częścią DNA na poziomie globalnym. Pokazaliśmy im, jak pracujemy i co budujemy wokół rugby w Krakowie. W efekcie wsparli naszą Akademię i jej działania.
Koszty operacyjne – transport i obiekt na czele
Prowadzenie pełnego klubu rugby generuje bardzo wysokie koszty stałe i operacyjne – od szkolenia najmłodszych po utrzymanie obiektu i organizację meczów seniorskich.
Juvenia Kraków prowadzi wszystkie kategorie wiekowe, włącznie z drużynami kobiecymi, co znacząco podnosi wydatki.
– Koszty są duże na każdym poziomie, bo prowadzimy wszystkie kategorie wiekowe. Od najmłodszych po seniorów, do tego zespoły kobiece. Jeździmy na mecze i turnieje, organizujemy też wydarzenia u siebie, a to również generuje koszty. Wyjazdy i transport to jedna z największych pozycji. W 2025 roku same koszty transportu w naszym klubie przekroczyły 250 tysięcy złotych. Do tego dochodzą obozy, akcje treningowe, kolejne wyjazdy. Transport stanowi sporą część budżetu – powiedział Cyganik.
Drugim dużym obciążeniem są koszty utrzymania obiektu.
– Drugim dużym obszarem są koszty stałe związane z obiektem. Media, ogrzewanie, woda, prąd, oświetlenie boiska. Nasz obiekt jest miejski, ale zarządzany przez Juwenię. Trybuna i budynki klubowe po remoncie zostały oddane do użytku jesienią, a oficjalne otwarcie odbyło się na początku listopada. Remont sfinansowano z funduszy miejskich (…). Jednocześnie to nie jest obiekt, który łatwo monetyzować. Mamy jedną płytę boiska, na której trenują i grają wszystkie nasze sekcje. Obciążenie jest wysokie, więc wynajem zewnętrzny w praktyce jest mocno ograniczony, jeśli chcemy utrzymać murawę w dobrym stanie. Koszty utrzymania obiektu są istotną częścią budżetu.
W Siedlcach zwraca się uwagę na wynagrodzenia i organizację dnia meczowego.
– Największe koszty to obiekty i organizacja. My płacimy za wynajem miejskich obiektów, ale w praktyce jest to finansowane z dotacji, więc nie odczuwamy tego wprost – powiedział Adrian Chróściel
– Dużą część budżetu stanowią wynagrodzenia zawodników i sztabu. Nie jesteśmy klubem profesjonalnym, w Polsce nie ma w pełni profesjonalnych klubów rugby, więc to nie są pieniądze pozwalające żyć tylko ze sportu. Mimo tego zawodnicy mają wynagrodzenia, a przy kadrze liczącej ponad 30 osób robi się z tego istotna pozycja. Do tego dochodzą koszty dnia meczowego. Ochrona, strefa gastronomiczna, zabezpieczenie medyczne, sędziowie, transmisja. Poza sezonem te koszty są niższe, a rosną wraz z liczbą meczów.
Obie perspektywy pokazują, że w polskim rugby największe wyzwania finansowe to: wysokie koszty podróży i utrzymania infrastruktury (Kraków) oraz wynagrodzenia i organizacja meczów przy braku pełnego profesjonalizmu (Siedlce).
Frekwencja rośnie dzięki „opakowaniu” meczów
W Siedlcach model „opakowania” meczów przynosi efekty – na hitowych spotkaniach sezonu frekwencja przekracza 2500 osób, a finały mistrzowskie wypełniają stadion na około 3000 miejsc. To wartości zbliżone do średniej na meczach Pogoni w II lidze piłkarskiej (1800–1900 kibiców).
Wcześniej przychodziło około 500 osób, zdecydowanie mniej niż na piłkę nożną i za mało, jeśli chcieliśmy rozwijać wydarzenie – powiedział Adrian Chróściel.
Przełom nastąpił wiosną poprzedniego sezonu, kiedy klub świadomie postawił na mocniejsze „opakowanie” meczów: sztuczne oświetlenie, dodatkowe atrakcje dla kibiców i większy nacisk na wydarzenie.
– Na meczu z Ogniwem było około 2,5 tysiąca osób. Ludzie zobaczyli sport, atmosfera była rodzinna i odbiór był pozytywny. Potem frekwencja utrzymywała się na dobrym poziomie. Finał w czerwcu, który organizowaliśmy, zapełnił stadion. Trybuna na około 3 tysiące miejsc była wypełniona. W listopadzie zrobiliśmy dzień rugby, najpierw nasz mecz ligowy z Lechią Gdańsk, potem reprezentacja Polska–Dania. Znowu przyszło ponad 2 tysiące osób.
Chróściel podkreśla, że kluczowe jest dawanie kibicom dodatkowych atrakcji
– Widzimy, że jeśli dajemy kibicom dodatkowe atrakcje, frekwencja rośnie i poziom około 2 tysięcy staje się realny. Frekwencja na piłce nożnej w Siedlcach to średnio około 1800–1900 osób, więc dziś są to wartości porównywalne.
Piłka nożna i rugby dzielą ten sam stadion miejski, ale od kilkunastu lat działają jako odrębne stowarzyszenia.
– Nie ma między nami ścisłej współpracy marketingowej. Dzielimy natomiast ten sam obiekt, stadion miejski, więc musimy koordynować terminy meczów – wyjaśnia Chróściel.
Między meczami promocja opiera się głównie na social mediach – bo okazji do dużych eventów jest mniej niż w piłce.
– W okresach międzymeczowych główna promocja odbywa się w social mediach. To podstawowy kanał dotarcia do kibiców. Meczów gramy mniej niż piłkarze, więc okazji do dużych eventów jest mniej. Tym bardziej social media to dziś najważniejsza droga do budowania uwagi wokół klubu.
Nowy format ligi – więcej wyrównanych meczów
Po kilku sezonach w okrojonym składzie Ekstraliga wróciła do 10 drużyn. Przez ostatnie 2–3 lata rozgrywana była w dziewięciu zespołach, a wcześniej pojawiały się różne koncepcje liczby uczestników.
– Dziesięć zespołów to moim zdaniem optymalna liczba, ale przez długi czas brakowało chętnych do wejścia do Ekstraligi. Wynika to z dużej różnicy poziomu między Ekstraligą a I ligą. Drużyny, które awansowały, często przegrywały wysoko, co zniechęcało zawodników i kibiców – powiedział Adrian Chróściel
– Z perspektywy organizacyjnej dziesięć zespołów wygląda lepiej także medialnie. Łatwiej też ułożyć terminarz niż przy dziewięciu. Myślę, że ten podział poprawi atrakcyjność ligi, bo będzie więcej meczów między drużynami o zbliżonym poziomie sportowym. Zacięte spotkania ogląda się lepiej i łatwiej je sprzedać medialnie niż jednostronne mecze. W zeszłym sezonie mieliśmy mecz, w którym zdobyliśmy ponad 100 punktów. To nie buduje emocji – dodał Chróściel
Za 5 lat – wychowankowie, infrastruktura i europejskie ambicje
Oba kluby stawiają na długofalowy rozwój oparty na własnych wychowankach – to model, który ma zapewnić stabilność sportową i tożsamość klubu.
– Sportowo chcemy ustabilizować Juvenię jako klub z czołówki Ekstraligi, ale oparty na własnych wychowankach. Chodzi o to, żeby dzieciaki szkolone od 6–7 roku życia zostawały w klubie, trafiały do pierwszej drużyny i dawały jej jakość, po kilkunastu latach szkolenia – powiedział Kajetan Cyganik
Cyganik podkreśla też jakość pracy w młodzieżówkach, niezależnie od wyniku.
– Chcemy też, żeby na poziomie młodzieżowym drużyny prezentowały stały standard gry i pracy, niezależnie od wyniku w danym meczu. Liczy się styl, rozwój i występy, z których możemy być dumni.
Biznesowo priorytetem jest stabilność i infrastruktura.
– Biznesowo chcemy stabilności i możliwości rozwoju. Szczególnie zależy nam na rozwoju infrastruktury, bo dziś ogranicza nas jedna płyta boiska i duże obłożenie. W Krakowie trudno o nowe tereny i obiekty, więc to dłuższa droga, ale kierunek jest jasny.
Dodatkowo Juvenia chce mieć budżet na rozwój ludzi.
– Chcemy też mieć budżet, który pozwoli rozwijać trenerów i zawodników. Wysyłać trenerów na szkolenia, a młodzieży dawać szanse na międzynarodowe doświadczenie, chociażby przez mecze z zespołami z zagranicy.
Juvenia równolegle odbudowuje sekcję kobiecą – chce stać się silnym ośrodkiem kobiecego rugby w Polsce, gdzie reprezentacja ma już solidne osiągnięcia.
Kluby widzą w rugby atut inkluzywności – sport ten pozwala znaleźć miejsce na boisku niezależnie od warunków fizycznych, co przyciąga dzieci, które w innych dyscyplinach szybko się zniechęcają.
Od kilku lat rugby (w wersji tag) jest obecne w podstawie programowej WF – nauczyciele mogą włączać ten sport do zajęć, pozyskiwać sprzęt i organizować rozgrywki, co otwiera nowe możliwości rekrutacji.
W Siedlcach ambicje wykraczają poza krajowe podwórko – cel to regularna obecność w europejskich rozgrywkach.
– Organizacyjnie chcemy budować klub oparty o siedleckich wychowanków. Akademia ma dostarczać zawodników do seniorskiej drużyny. To trudne, bo rugby jest sportem wymagającym, ale to nasz kierunek – powiedział Adrian Chróściel
Największym marzeniem jest gra na arenie międzynarodowej.
– Sportowo marzeniem jest udział Pogoni, albo w ogóle polskiej drużyny, w europejskich pucharach. System rozgrywek jest dość zamknięty. Najwyższe puchary są zarezerwowane dla klubów z najsilniejszych lig. Dla krajów rozwijających rugby stworzono rozgrywki w rodzaju Super Cup, coś jak piłkarska Liga Konferencji. Grają tam kluby m.in. z Holandii, Belgii, Hiszpanii, Portugalii czy Gruzji.
Pogoń podjęła konkretne kroki – przed sezonem 2025/2026 złożyła ofertę startu w tych rozgrywkach (wspólnie z Budowlanymi Łódź).
– Przed sezonem złożyliśmy ofertę, jako projekt oparty o Pogoń Siedlce we współpracy z Budowlanymi Łódź. Nie zostaliśmy dopuszczeni, byliśmy pierwsi na liście rezerwowej. Wybrano inną ofertę, bodajże czeską. Mimo tego chcemy dalej próbować.
Zdaniem Chróściela taki start miałby ogromne znaczenie nie tylko sportowe.
– Taki start mógłby też podnieść poziom sportowy, bo rywalizacja z lepszymi zespołami rozwija zawodników. Biznesowo to także argument dla większych sponsorów, bo gra międzynarodowa zwiększa zasięg i wiarygodność. Mogłaby otworzyć rozmowy z firmami działającymi w Europie, także tymi, które mają oddziały w Polsce.
Polskie rugby dojrzewa powoli, ale konsekwentnie. Z jednej strony lokalne kluby potrafią budować społeczności, przyciągać 2–3 tysiące kibiców i tworzyć stabilne modele finansowe oparte na wartościach i młodzieży. Z drugiej – brakuje centralnej strategii, sponsora tytularnego ligi i realnej pomocy w promocji oraz komercjalizacji. Bez tych zmian nawet najmocniejsze lokalne inicjatywy – włącznie z ambicjami europejskimi – mogą nie wystarczyć, by rugby stało się pełnoprawną częścią polskiego sportu zespołowego.
Joachim Stelmach
Więcej Artykuły
Walentynkowe pocałunki i historyczny hołd. Luty w Ekstraklasie w ujęciu marketingowym
Po zimowej przerwie w lutym piłkarze klubów PKO BP Ekstraklasy na dobre przystąpili do zmagań na krajowym podwórku. A co przygotowały rodzime drużyn u progu rundy wiosennej? Oto nasze TOP 10.