Dotacje samorządowe czy patologia? Miliony z budżetów i głos Królewskiego z Wisły
Rekordowe dotacje z budżetów miast kontrastują z cięciami w innych samorządach. Polski rynek piłkarski funkcjonuje w dwóch rzeczywistościach: opartej na przychodach komercyjnych i zależnej od corocznych uchwał radnych. Jarosław Królewski wskazuje na zaburzenie konkurencji: „Prywatny właściciel nie może rywalizować z klubem, który dostaje 30 mln zł dotacji”. Czy taki model wspiera rozwój futbolu, czy ogranicza prywatny sponsoring?
W styczniu 2026 r. Rada Miejska Wrocławia przegłosowała uchwałą (27:5) dokapitalizowanie Śląska Wrocław kwotą 30 mln zł – w transzach przez cały rok, po rozliczeniu poprzednich dotacji. Kilka tygodni wcześniej prezydent miasta przekazał już 10 mln zł zarządzeniem. W tym samym miesiącu GKS Katowice podpisał umowę na 25,45 mln zł dotacji celowej na „organizację uprawiania sportu”, a Piast Gliwice otrzymał 18 mln zł – najwyższą kwotę w historii miasta.
Jeden samorząd ogranicza wsparcie, drugi przekazuje rekordowe środki. Polski rynek piłkarski funkcjonuje w dwóch równoległych rzeczywistościach: rynkowej i uchwałowej.
Setki milionów w dekadzie – system, nie wyjątek
Analizy oparte na wnioskach o informację publiczną z lat 2016–2024 wskazują na skalę zjawiska:
- Śląsk Wrocław – minimum 104 mln zł (+ dodatkowe środki od spółek komunalnych)
- Wisła Płock – minimum 102 mln zł
- Piast Gliwice – ok. 100 mln zł
- Górnik Zabrze – blisko 99 mln zł
- GKS Katowice – ok. 96 mln zł
W 2026 roku wsparcie kontynuowane jest na wysokim poziomie: Śląsk otrzymał już 40 mln zł w styczniu i lutym, GKS Katowice – 25,45 mln zł, Piast Gliwice – 18 mln zł. Projekt budżetu Wisły Płock zakładał początkowo cięcie do 8,7 mln zł (ostatecznie uchwalono 11,25 mln zł 29 stycznia 2026). Kluby stały się elementem lokalnej polityki i promocji wizerunkowej miast.
Dlaczego samorządy kontynuują wsparcie?
Główne motywy mają charakter wizerunkowy i polityczny:
- Obecność klubu w Ekstraklasie lub I lidze zapewnia ogólnopolską promocję miasta w transmisjach telewizyjnych, na stadionie i w mediach społecznościowych.
- Upadek lub spadek klubu może wywołać kryzys wizerunkowy dla władz lokalnych – nikt nie chce być kojarzony z likwidacją lub osłabieniem historycznej marki.
- Nieudane procesy prywatyzacji w poprzednich latach pozostawiły lukę finansową, którą samorządy wypełniają, aby uniknąć dalszego osłabienia klubu.
W rezultacie kluby uzależniają się od decyzji radnych, zamiast rozwijać własne źródła przychodów: bilety, merchandising, hospitality, prawa cyfrowe czy umowy sponsoringowe.
Prawo unijne – ryzyko naruszeń
Zgodnie z art. 107 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej pomoc publiczna jest niedozwolona, gdy jednocześnie:
- pochodzi ze środków publicznych,
- ma charakter selektywny (tylko jeden klub),
- daje korzyść ekonomiczną (warunki niedostępne dla prywatnego sponsora),
- wpływa na konkurencję i handel między państwami członkowskimi (wspólny rynek transferowy, prawa telewizyjne, sponsoring międzynarodowy).
Analizy (m.in. publikacja Weszło z lutego 2026 r.) wskazują, że polskie kluby miejskie od lat mogą naruszać te zasady. Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości UE nakazywały zwrot środków m.in. Realowi Madryt, FC Barcelonie i klubom holenderskim. W Polsce scenariusz zwrotu dziesiątek milionów złotych plus odsetek jest realny – dowody dostępne są w publicznych wnioskach o informację publiczną.
Dopuszczalne formy pomocy to m.in. de minimis, restrukturyzacyjna (raz na 10 lat, z wkładem własnym min. 50 %) lub na infrastrukturę i akademie młodzieżowe. Coroczne dokapitalizowania bez planu naprawczego nie spełniają tych wyjątków.
Głos samorządowców: „Takie są reguły w tej dyscyplinie”
Prezydent Jacek Sutryk w Radiu Rodzina wprost bronił przekazania 30 mln zł ze środków publicznych:
– To jest taki sport – tak on wygląda we Wrocławiu, w Polsce i w Europie – że trudno go porównać z czymkolwiek innym. Dlatego te wynagrodzenia takie są i mogą budzić emocje. Przychodzę do domu i mój tata pyta mnie, czy oni nie mogą zarabiać po 10 tysięcy i mieć premię za wygrany mecz. Mówię mu, że myśli superancko, zdroworozsądkowo, ale w tym biznesie sportowym to tak nie działa, nawet jeśli bardzo byśmy tego chcieli. Trzeba to po prostu przyjąć, choć nie musi nam się to podobać. Takie są reguły w tej dyscyplinie.
I dodał:
– Tak, dołożyliśmy, wszystkie miasta dokładają. W zależności od tego, jaka jest skala miasta. Nie ma w Polsce sportu zawodowego bez środków publicznych. Nie ja wymyśliłem tę dyscyplinę sportu i to, co się wokół niej dzieje.
Prezydent Gliwic Katarzyna Kuczyńska-Budka uzasadniała rekordową dotację 18 mln zł dla Piasta Gliwice w podobnym tonie – jako konieczną w obecnym momencie, z perspektywą zmniejszenia w przyszłości po znalezieniu inwestora:
– Dotacja jest faktycznie rekordowa, choć wolałabym, żeby docelowo była dużo mniejsza. Jestem przekonana, że tak się stanie, jeśli uda się nam domknąć wszelkie kwestie formalne w klubie, które są na bardzo dobrej drodze i będziemy na etapie mocno zaawansowanych rozmów z wiarygodnymi partnerami, chcącymi w klub zainwestować. Dotacja jest tak duża tylko dlatego, że w tym momencie konieczna.
Królewski krytykuje model miejskich dotacji: „Startujemy z innego poziomu”
Jarosław Królewski, prezes i właściciel Wisły Kraków, konsekwentnie dystansuje się od modelu, w którym profesjonalne kluby piłkarskie są dotowane z budżetów samorządowych. Wisła Kraków nie sięga po takie środki, jeśli nie mają one rynkowego uzasadnienia – a jeśli wsparcie publiczne ma istnieć, musi opierać się na konkretnych raportach i danych.
– Ogólnie jestem przeciwny finansowaniu sportu przez samorządy, nawet jeśli chodzi o Wisłę Kraków. Dlatego nie wyciągamy ręki do miasta i nie prosimy o rzeczy, które nie są w żaden sposób rynkowe. Jeśli jednak ma być takie dofinansowanie, musi być powiązane z konkretnymi raportami dotyczącymi medialności, wpływu gospodarczego czy realnej wartości dla miasta. W innym wypadku nie ma to sensu – mówił w rozmowie dla SportMarketing.pl.
Największy problem widzi w gigantycznej nierówności startowej. Aby wygenerować 30 mln zł z własnej działalności komercyjnej, klub musiałby osiągnąć przychody rzędu 100 mln zł rocznie.
– Żeby prywatny właściciel mógł rywalizować z klubem, który dostaje 30 milionów, trzeba pamiętać, że wygenerowanie takiej kwoty w klubie piłkarskim wymaga około 100 milionów przychodów. To całkowicie zaburza konkurencję. Walczymy o tych samych zawodników i o te same punkty, ale startujemy z zupełnie innego poziomu. Wiele aktualnych analiz pokazuje, że tego typu wsparcie narusza zasady pomocy publicznej i uczciwej konkurencji. Te tematy prędzej czy później staną się przedmiotem dyskusji na poziomie Komisji Europejskiej i innych instytucji europejskich.
Królewski zwraca uwagę na odpowiedzialność za publiczne pieniądze i brak efektywności ich wykorzystania. Dotacje powinny wspierać rozwój mniejszych klubów lub inne cele, a nie być „przejadane” w profesjonalnych zespołach.
– To są pieniądze obywateli. Jeśli przy takim budżecie klub spada do pierwszej ligi, trudno mówić o efektywnym wykorzystaniu środków. Te same fundusze mogłyby iść na rozwój mniejszych klubów czy inne inicjatywy sportowe w regionie. Z punktu widzenia sportowego taka sytuacja jest demotywująca. Rozpoczynanie sezonu z budżetową przewagą kilku bramek to nie jest zdrowa rywalizacja. Traci na tym motywacja, odpowiedzialność i kultura pracy w organizacji. Wcześniej czy później kluby będą musiały zawrzeć jakiś alians i uregulować tę sprawę. Obecny model zniechęca prywatny kapitał do inwestowania w polską piłkę.
Z perspektywy inwestora prywatnego (w tym zagranicznego) sytuacja wygląda jeszcze trudniej. Budowa firmy generującej taki zysk wymaga lat pracy i ryzyka, a konkurencja z gwarantowanym budżetem publicznym zniechęca do wejścia.
– Kluby sportowe generują wartość dla regionu, ale nie można z tym argumentem przesadzać. To nie jest normalna sytuacja. Żeby klub wygenerował 30 milionów zysku, musi osiągnąć 100 milionów przychodów. Dla przedsiębiorcy, żeby zostało mu 30 milionów z działalności, musi zbudować firmę wartą kilkaset milionów złotych – to efekt lat pracy i ogromnego ryzyka. Trudno zachęcać kogokolwiek do rywalizacji, w której ktoś ma zagwarantowane dziesiątki milionów z budżetu publicznego. Nawet najlepsza strategia sportowa czy analityczna może zostać zniwelowana przez przewagę finansową rywala.
Na zakończenie Królewski proponuje stopniowe, ewolucyjne zmiany zamiast gwałtownej rewolucji. Kluczowe jest powiązanie wsparcia publicznego z rzeczywistymi wynikami komercyjnymi klubu.
– Nie chodzi o rewolucję ani o niszczenie klubów, które dziś korzystają ze wsparcia – to musi się odbyć krok po kroku. Zacząłbym od prostej dyscypliny finansowej: korelacji dotacji z realnie wypracowanymi przychodami. Jeśli klub generuje określony poziom przychodów komercyjnych, miasto może uzupełniać budżet w ustalonej proporcji, na przykład jedną czwartą tej kwoty. Jeżeli klub wypracowuje 30 milionów przychodu, dotacja na poziomie 10 milionów jest jeszcze do obrony. Problem pojawia się wtedy, gdy środki publiczne stanowią większość albo znacznie więcej niż połowę budżetu. Wtedy trudno mówić o zdrowym, rynkowym modelu funkcjonowania.
Wpływ na rynek sponsoringowy i komercjalizację
Publiczne dotacje wpływają na rynek sponsoringowy i komercjalizację klubów na kilku kluczowych poziomach. Prywatny inwestor, widząc coroczne 25–30 mln zł płynące z budżetu miasta, może uznać, że ryzyko własnego zaangażowania kapitałowego jest nieuzasadnione. Kluby nie rozwijają własnych źródeł przychodów, skoro istnieje stałe i przewidywalne wsparcie publiczne.
Efektywność sportowa bywa niska – przykładem jest Śląsk Wrocław, który mimo bardzo wysokiego wsparcia finansowego w ostatniej dekadzie spadł do I ligi.
Brakuje też pełnej transparentności – w lutym 2026 roku Piast Gliwice odmówił ujawnienia zarobków piłkarzy, powołując się na tajemnicę przedsiębiorstwa.
Do tego dochodzi koszt społeczny: środki publiczne przeznaczane na pensje zawodowców mogą ograniczać finansowanie innych zadań publicznych, na przykład infrastruktury młodzieżowej czy obiektów osiedlowych.
Prywatny sponsoring opiera się na strategii, transparentności i oczekiwanym zwrocie z inwestycji. Obecny model dotacji może osłabiać motywację klubów do takiego podejścia.
Możliwe kierunki zmian
Dyskusja nie dotyczy zasadności samego wsparcia sportu przez samorządy, lecz jego formy i zakresu. Proponowane rozwiązania obejmują kierowanie dotacji wyłącznie na infrastrukturę, akademie i szkolenie młodzieży, z wykluczeniem finansowania bieżących pensji zawodowców pierwszej drużyny. Konieczne jest zapewnienie pełnej transparentności wszystkich umów, w tym tych zawieranych ze spółkami komunalnymi.
Ważne staje się egzekwowanie przepisów unijnych w zakresie pomocy publicznej, zanim ewentualna interwencja Komisji Europejskiej wymusi zwroty środków.
Dodatkowo warto rozważyć wprowadzenie realnych zachęt podatkowych dla prywatnych sponsorów oraz ułatwień w procesach prywatyzacji.Bez zmian w tym kierunku polski futbol pozostanie podzielony na dwa modele: jeden oparty na przychodach komercyjnych i ROI, drugi zależny od corocznych decyzji samorządowych.
Kluczowe będzie, czy i kiedy dojdzie do systemowych regulacji – zanim ewentualna interwencja instytucji europejskich wymusi zwroty środków.
Joachim Stelmach
Więcej Artykuły
Maraton Warszawski w elicie: European Marathon Classics jako nowa platforma wzrostu dla marek, miast i rynku biegowego
W środę, 25 lutego, w reprezentacyjnych wnętrzach Pałacu Schönbrunn w Wiedniu oficjalnie zainaugurowano European Marathon Classics (EMC) – nową serię łączącą osiem najbardziej renomowanych europejskich maratonów. W gronie członków znalazł się Maraton Warszawski, co stanowi nie tylko prestiżowy „stempel jakości”, ale przede wszystkim otwiera zupełnie nowy rozdział w marketingu wydarzeń…