Zeuropeizowany Puchar Narodów Afryki. Tak wygląda „chaos kontrolowany”
W Maroku rozgrywana jest kolejna edycja Pucharu Narodów Afryki. Tym razem sama organizacja turnieju nieco odbiega od barwnych historii, które znamy z południa kontynentu. Gospodarze radzą sobie w iście europejskim stylu, o czym opowiada nam Adam Kotleszka – komentator Megogo, platformy transmitującej to wydarzenie w Polsce.
Otwarte bramy
Ujęcia marokańskich obiektów, które obiegły świat, robią wrażenie. Nawet jeśli są także małe stadiony, to tych najpiękniejszych nie powstydziliby się w najlepszych ligach Europy. Jest na czym oko zawiesić także pod kątem infrastruktury.
– Jest dziewięć stadionów w sześciu miastach, z czego aż cztery w Rabacie, gdzie jest najwięcej meczów. W tym mieście jest najmniejszy stadion na PNA, 18-tysięczny, ale też największy – 70-tysięczny Księcia Abdellaha. Co ciekawe, on trafił do Księgi Rekordów Guinnessa, bo został wybudowany zaledwie w dwa lata. Kosztował 75 milionów dolarów. Największy stadion jest natomiast w Tangerze, 75-tysięczny, został wybudowany na początku XXI wieku, ale przeszedł solidną renowację. Odbywają się tam też koncerty – mówi nam Kotleszka.
I dodaje: – Jesteśmy na półmetku i frekwencja wynosi prawie 21 tysięcy na mecz. Nie jest to zły wynik, ale na parę spotkań trudno było zapełnić stadiony. Na przykład na spotkaniach z udziałem Angoli – z Zimbabwe i RPA – na stadionach było 4-5 tysięcy osób.
O obecnej edycji PNA głośno zrobiło się także wobec doniesień, że organizatorzy po rozpoczęciu meczu postanowili… otworzyć bramy fanom, którzy nie mieli zakupionych wejściówek. W ten sposób zapełnili stadion. – Mam znajomego w Maroku i on mówi, że to wszystko zależy od miasta. Nie jest to kwestia odgórnie narzucona przez władze. W Tangerze w przerwie meczu było dużo osób za kołowrotkami i w przerwie wyrywkowo wpuszczono dużą część z nich, że trochę te trybuny zapełnić – kwituje komentator.
Choć należy odnotować, że sam koszt wejściówek – w porównaniu chociażby z tymi na nadchodzący mundial – wrażenia nie robią. A nawet wydają się dość tanie. – Europejski fan piłki musiał wyrobić do Maroka Fan ID. Po pobraniu informacji o paszporcie mógł kupować bilety. Były trzy tury sprzedaży – najpierw bilety najtańsze, potem najdroższe. Na takie hity jak Senegal – Demokratyczna Republika Kongo wejściówki kosztowały 450 dirhamów marokańskich, czyli jakieś 180 złotych. Najtańsze bilety były po około 150 dirhamów marokańskich, co daje około 60 złotych – przedstawia Kotleszka.
Na uwagę zasługuje również fakt, że impreza przebiega spokojnie i nie pojawiają się informacje o niebezpiecznych incydentach. – Nic o tym nie słyszałem. Z tego, co rozmawiałem z ludźmi obecnymi na miejscu, jest spokojnie. Nawet selekcjoner RPA, Hugo Broos, powiedział, że nie czuje atmosfery PNA i brakuje mu tego, co działo się podczas turniejów na południu Afryki. Kiedy tam drużyna jechała autobusem, to kibice potrafili gonić ją w bambusowych sukienkach czy owinięci we flagi. Tutaj tego nie ma – opowiada dziennikarz.
Dwa różne światy
Czy to oznacza, że afrykański futbol profesjonalizuje się na dobre i barwne historie odchodzą do lamusa? – Poczekałbym z tym, bo za dwa lata turniej jest w Kenii, Tanzanii i Ugandzie. To będzie wszystko zupełnie inne. O ile w Maroku nie słychać o żadnych incydentach to nie wiem, czy tam będzie tak samo – odpiera Kotleszka.
– CAF, czyli afrykańska federacja piłkarska, pod naciskiem UEFA i FIFA przechodzi na system czteroletni, a tak turniej zawsze był co dwa lata. W Afryce podnoszą się bardzo duże głosy sprzeciwu. Selekcjoner Mali, Tom Sainfiet, powiedział, że to zaburzenie tradycji i on się na to nie zgadza. Nie szedłbym jednak w tony o ogromnej profesjonalizacji kontynentu, bo to wszystko zależy od gospodarza. Na turniejach w Algierii, Egipcie czy generalnie na północy będzie spokojniej, na południu – inaczej. Choć oczywiście też nie ma co generalizować – wyjaśnia komentator.
I dodaje: – Północ i południe w Afryce to dwa różne światy. Południowe kraje mają w sobie większą nutę szaleństwa, w tych północnych jest bardziej po europejsku też dlatego, że to turystyczne regiony. Mają turystów na co dzień, są blisko Europy. Jeśli ktoś oczekuje w Maroku chaosu i szaleństwa to się zawiedzie. To jest chaos kontrolowany.
Pula nagród w obecnej edycji PNA jest wyjątkowo wysoka. Zwycięzca zgarnie 10 milionów dolarów. Według naszego rozmówcy, nic nie dzieje się bez przyczyny. – Dziś szef FIFA, Gianni Infantino, wybiera się po miejscach mniej sprofesjonalizowanych, żeby „kupować” głosy. Tak trzeba to nazwać. Jak Europa odrzuciła Superligę, to co zrobił Infantino? Zrobił ją w Afryce, bo tam był lepszy grunt. Obiecał olbrzymie nagrody pieniężne – mówi.
I kontynuuje: – Infantino ma w Europie gorszą renomę, w Afryce może znaleźć głosy. Ale zawsze będzie zachowany ten podział – jak Afryka dostanie 100 milionów, Europa dostanie 200, jak Afryka dostanie 200, to Europa 300. To się nigdy nie zaburzy.
Walki owiec i wiewiórki
A jak wygląda praca komentatora przy tak egzotycznym z perspektywy Europejczyka turnieju, jakim jest Puchar Narodów Afryki? – Jestem absolutnie zachwycony. Widownia wymaga ciekawostek, historii pozapiłkarskich i to takich, które nie są znani. Trzeba pogrzebać i odnaleźć tematy, których kibic nie zna. Ja zawsze znajduję wiele ciekawostek o danym kraju i przemycam je w transmisji – przedstawia z entuzjazmem Kotleszka.
– Na przykład dowiedziałem się, że Maroko to główny dystrybutor fosforanów na świecie, w Algierii toczą się walki owiec na śmierć i życie, a 75 procent prawników i sędziów w tym kraju to kobiety. Mam z tego ogromną zabawę, sam dużo się dowiaduję, a przy tym widzimy historie sportowe jak na przykład w Ugandzie, gdzie gola strzelił zawodnik będący jeszcze niedawno strażnikiem więziennym i graczem trzecioligowym – opowiada komentator Megogo.
I dodaje: – Doskonała jest historia z Demokratycznej Republiki Kongo. Jeden kibic przebiera się zawsze za pierwszego premiera kraju, Patrice Lumumbę. Co ciekawe, polityk ma swoją ulicę w Łodzi. Ten fan przebiera się w garnitur w barwach DR Kongo, stoi na baczność przez 90 minut i składa swój hołd. Na początku wydawał mi się kukłą, a to żywy człowiek!
– Poza tym te przydomki… Lisy, lwy, gepardy. Najlepszy jest Benin – w latach 60. wymyślili sobie, że będą wiewiórkami, ale doszli do wniosku, że one nie budzą zbytniej grozy. Alegoria miała polegać na tym, że będą się wspinać w drabinkach turniejowych. Zmienili więc przydomek na gepardy, ale piłkarsko i tak nieszczególnie im to wyszło – opisuje.
Od 3 stycznia ruszy faza pucharowa PNA. A gdyby ktoś potrzebował zachęty? – Jeśli jeszcze nie oglądaliście meczu, to włączcie spotkanie wielkiej drużyny – Maroko, Senegalu, Algierii, Egiptu czy Kamerunu. Pomijając nawet kwestie sportowe, a są małe szanse, że spotkania tych drużyn was nie zadowolą, to poobserwujcie trybuny. Zobaczcie, co się dzieje w przerwie – w Megogo pokazujemy zawsze całą. Przekrój barwnych kibiców, strojów szamańskich, rzeczy, których nie zobaczycie nigdzie indziej. Coś zupełnie innego, kompletna egzotyka. To najlepsza rzecz do poszukiwania pozasportowych rzeczy w piłce! – kończy entuzjastycznie Kotleszka.
Wszystkie mecze aktualnej edycji Pucharu Narodów Afryki transmituje w Polsce platforma Megogo.