30.12.2025 08:25

Turniej Czterech Skoczni. Marketingowo-finansowy fenomen święta skoków

Turniej Czterech Skoczni to jedna z najbardziej prestiżowych cyklicznych imprez w skokach narciarskich, odbywająca się od 1953 roku na przełomie grudnia i stycznia w czterech miastach: Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen w Niemczech oraz Innsbrucku i Bischofshofen w Austrii. Turniej jest częścią Pucharu Świata, a zwycięzcą zostaje zawodnik z najwyższą łączną liczbą punktów ze wszystkich czterech konkursów.

Efektowna nagroda za wygraną w Turnieju Czterech Skoczni
Autor zdjęcia: Press Focus
  • Profesjonalne zarządzanie marketingiem i sponsoringiem
    Agencja Infront Sports & Media posiada od 2010/11 prawa marketingowe do Turnieju Czterech Skoczni i odpowiada za komercjalizację imprezy, co zapewnia stabilność finansową i atrakcyjne pakiety dla sponsorów.
  • Jak wzrosły nagrody finansowe? Do 69 edycji turnieju czyli do sezonu 2020/21 nagroda dla zwycięzcy absolutnie nie przystawała do renomy i rangi imprezy. Triumfator otrzymywał 20 tysięcy CHF, tyle samo ile płacili organizatorzy włączanych trochę na siłę do Pucharu Świata miniturniejów typu Willingen 5 czy Planica 7. Trzykrotnie większą kwotę wypłacali zwycięzcy Norwegowie za wygraną w Turnieju Raw Air. Wszystko zmieniło się od 70. edycji. Od tego czasu najlepszy skoczek niemiecko-austriackiej imprezy otrzymuje 100 000 CHF
  • Termin zmagań to prawdopodobnie jeden z kluczowych czynników sukcesu tej imprezy. Zwykle na przełomie roku niewiele dzieje się w sporcie, TCS podaje więc rękę kibicowi, oferując sportowe zmagania w formie turniejowej, stopniującej napięcie i emocje.

Jednym z kluczowych elementów sukcesu Turnieju Czterech Skoczni jest profesjonalne podejście do marketingu i sponsoringu. Od sezonu 2010/11 prawa marketingowe do imprezy posiada agencja Infront Sports & Media, która odpowiada za sprzedaż pakietów sponsorskich, negocjowanie umów i dystrybucję praw medialnych. Ta współpraca została przedłużona do co najmniej 2026 roku, co daje organizatorom i partnerom stabilność i możliwość długoterminowego planowania strategii komercyjnej.

https://twitter.com/SKacper21/status/2005292077601730895?s=20

Turniej Czterech Skoczni jest przede wszystkim imprezą nacechowaną tradycjonalizmem. Daty zawodów są stałe, a sama rywalizacja odbywa się w czasie, gdy inne dyscypliny sportowe mają przerwę i ludzie są głodni wielkiego sportu. Najlepszy przykład to Garmisch-Partenkirchen i Nowy Rok, ale równie mocno może też wybrzmiewać Bischofshofen w święto Trzech Króli – mówi nam Wiktor Marczuk, dziennikarz TVP Sport.

Rosnące nagrody finansowe

Turniej Czterech Skoczni na przestrzeni lat rozwijał się na wielu płaszczyznach, w tym pod kątem finansów.

Do 69 edycji turnieju czyli do sezonu 2020/21 nagroda dla zwycięzcy absolutnie nie przystawała do renomy i rangi imprezy. Triumfator otrzymywał 20 tysięcy CHF, tyle samo ile płacili organizatorzy włączanych trochę na siłę do Pucharu Świata miniturniejów typu Willingen 5 czy Planica 7. Trzykrotnie większą kwotę wypłacali zwycięzcy Norwegowie za wygraną w Turnieju Raw Air. Wszystko zmieniło się od 70. edycji. Od tego czasu najlepszy skoczek niemiecko-austriackiej imprezy otrzymuje 100 000 CHF – mówi w rozmowie ze SportMarketing.pl Adrian Dworakowski, dziennikarz Skijumping.pl.

https://twitter.com/FISskijumping/status/2005736706394542159

Unikalna rywalizacja

W historii turnieju widoczne są różne modele partnerstwa. W przeszłości Intersport pełnił funkcję głównego sponsora i był mocno eksponowany na stadionach oraz w transmisjach telewizyjnych, wykorzystując ten prestiżowy sportowy content do komunikacji swojej oferty w segmencie winter-sportu.

Powodów wyjątkowości możemy wymienić co najmniej kilka. Pierwszym i podstawowym jest tradycja i długa historia imprezy. Turniej jest przecież organizowany nieprzerwanie od sezonu 1952/1953. Kolejnymi są na pewno: miejsce i czas. Rywalizacja odbywa się zawsze w tych samych czterech miejscowościach i w tym samym terminie (przełom roku). Przez lata turniej zyskał prestiż i rangę równą Mistrzostwom Świata, a dla wielu zawodników sukces w tym cyklu jest głównym i najważniejszym celem w całym sezonie. Sukces o który nie jest łatwo – komentuje dla SportMarketing.pl Karol Drogi, redaktor portalu ZimoweSporty.pl.

https://twitter.com/Bucholz_Adam/status/2005371256326197368?s=20

Trzeba mieć na uwadze, że mamy do czynienia ze zmaganiami, których intensywność jest doprawdy wysoka.

Cztery konkursy w ciągu (najczęściej) 10 dni, na skoczniach, z których każda ma inną charakterystykę. To wymaga od zawodników bardzo wysokiej i równej dyspozycji, bez miejsca na potknięcia (jeden nieudany skok może przekreślić szanse na dobrą pozycję w klasyfikacji końcowej). Wygranie wszystkich czterech konkursów to wydarzenie niezmiernie rzadkie (dotychczas udało się to jedynie trzem skoczkom). Trofeum, które otrzymuje triumfator to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli skoków narciarskich. Mowa o Złotym Orle. Na przestrzeni lat trafiał on w ręce najwybitniejszych przedstawicieli tej dyscypliny: Bjorn Wirkola, Jens Weisflog, Janne Ahonen oraz oczywiście Adam Małysz i Kamil Stoch – ocenia Karol Drogi.

Oryginalny system

Nasz rozmówca dodaje, że wyjątkowa jest także formuła przeprowadzania zawodów. Od sezonu 1996/1997 rywalizacja odbywa się bowiem „systemem KO”, który nadaje konkursom dodatkowych emocji. Ten wątek rozwija Adrian Dworakowski:

Znaki rozpoznawcze turnieju oprócz specyficznego terminu jego rozgrywania to przede wszystkim rywalizacja w systemie KO, nieobecnym w żadnych innych zawodach zimowych. To dodatkowy dreszczyk emocji dla zawodników i dla kibica. Choć potrafi być niesprawiedliwy i forsować zawodników, którym sprzyjało szczęście kosztem tych, którzy oddali dobry skok, to jednak rozwiązanie to ma więcej zwolenników niż przeciwników. Inny znak rozpoznawczy to ultra silna obsada.

Zdarza się, że skoczkowie z szerokiej czołówki odpuszczają z jakichś względów cotygodniowe konkursy Pucharu Świata. Na TCS obecni są zawsze wszyscy najmocniejsi. Nie bez znaczenia jest fakt, że turniej jest organizowany przez dwie absolutne potęgi w skokach narciarskich, kraje w których zainteresowanie dyscypliną jest bardzo wysokie, przez co trybuny są zawsze szczelnie wypełnione do ostatniego widza. Wszystko to składa się na niepowtarzalną atmosferę i klimat prawdziwego sportowego święta. Dla nas Polaków TCS ma ponadto wymiar mocno symboliczny i nostalgiczny. Małyszomania, która była zjawiskiem jedynym w swoim rodzaju, zaczęła się od 49 edycji TCS, którą w wielkim stylu wygrał Małysz. Potem jeszcze Złoty Orzeł czterokrotnie trafiał w polskie ręce.

Na podobną kwestię zwraca uwagę także Wiktor Marczuk:

Na pewno ogromną różnicę robi system KO powodujący wrażenie, że wszystko może się zdarzyć. Nie ma go przy żadnych innych zawodach Pucharu Świata. Walka o triumf jest też bardziej dynamiczna z tego względu, że obowiązuje inna punktacja: nie ma już stu punktów za zwycięstwo, osiemdziesięciu za drugie miejsce itd., bo liczą się noty końcowe z każdego konkursu. Dodatkowo: fakt, że to impreza w Niemczech i Austrii, co jest gwarantem ogromnej liczby osób na trybunach. Zwróciłbym jeszcze uwagę na kolory: TCS od lat identyfikuje się niebieskim i czerwonym, to też jest aspekt, który może mieć swoje podprogowe znaczenie – wyjaśnia dziennikarz TVP Sport.

https://twitter.com/Eurosport_PL/status/2005333134993146311?s=20

Czym TCS wyróżnia się pod względem marketingowym?

Trudno się dziwić, że marketing jest nieodłączną, niezwykle ważną częścią tych zawodów.

Turniejowi zawsze towarzyszy ogromne zainteresowanie mediów. Wspomniany wcześnej prestiż zawodów oraz formuła ich rozgrywania sprawia, że na trybunach (i przed ekranami) gromadzą się tłumy kibiców (również tych okazjonalnych). Duże znaczenie ma tutaj siła rynku lokalnego. Niemcy i Austria to potęgi sportów zimowych. TCS jest marką samą w sobie, jedną z najbardziej rozpoznawalnych w sezonie zimowym. Ma własną nazwę, własne logo. To wyraźnie identyfikuje imprezę i w pewien sposób oddziela od Pucharu Świata, którego jest przecież częścią – mówi Karol Drogi.

Nasz rozmówca zwraca uwagę na to, co sprzyja marketingowemu wykorzystania tej imprezy.

Rywalizacja odbywa się w bardzo dobrym marketingowi okresie. Czas świąteczno-noworoczny to idealne „okno marketingowe”, gwarantujące wysoką oglądalność (sylwestrowo-noworoczny konkurs w Ga-Pa urósł już nawet do rangi symbolu). System KO (przegrywający z pary odpada) w którym przeprowadzane są zawody również świetnie się sprzedaje i jest zdecydowanie bardziej medialny od systemu klasycznego. Zwycięstwo w całym turnieju często definiuje karierę zawodnika i jest również niezwykle wartościowe marketingowo. Podsumowując: prestiż, stały termin i formuła oraz miejsce organizacji imprezy wzmacnia markę i przyciąga sponsorów. A to sprawia, że dyscyplina zyskuje nowych odbiorców – podsumowuje redaktor portalu ZimoweSporty.pl.

Adrian Dworakowski również uważa, że przełom grudnia i stycznia to atut TCS:

Termin zmagań to prawdopodobnie jeden z kluczowych czynników sukcesu tej imprezy. Zwykle na przełomie roku niewiele dzieje się w sporcie, TCS podaje więc rękę kibicowi, oferując sportowe zmagania w formie turniejowej, stopniującej napięcie i emocje. TCS to niejedyny turniej w historii skoków narciarskich. Przez lata skoczkowie rywalizowali w Turnieju Szwajcarskim, Turnieju Czeskim, Turnieju Nordyckim, FIS Team Tour, Raw Air. Dziś żaden z nich już nie istnieje. Wszystkie miały ruchome daty i mniej atrakcyjne terminy rozgrywania. I być może poniekąd dlatego w odróżnieniu od TCS nie wytrzymały próby czasu.

Udostępnij
Bartłomiej Najtkowski

Bartłomiej Najtkowski